poniedziałek, 17 listopada 2014

Wojna cz. VIII. [Allex]

Treść zadania:

Gdy Ragnar przynosi do Ciebie Shada, starasz się mu pomóc, jak tylko możesz. Zadane rany były jednak zbyt dużei jedyne, co mogłaś zrobić to albo skrócić mu cierpienia albo jak najdłużej utrzymać przy życiu. Czego nie wybrałaś, ostatecznie Shad umiera. Tymczasem przybywa do Ciebie Cheese z informacjami, które niezwłocznie pędzisz przekazać Lorens’owi. Udaje Ci się umknąć paru psom z wrogiego stada, na których się natknęłaś i odnaleźć. Powiadamiasz go o zaistniałej sytuacji.

There, on a hill among the rocks ,
Old cross once stood ,
Symbol of shame , suffering and torment.
But I love the cross,
Where is my Saviour and Master ,
His captors gave to your hands

Ziewnęła zakładając łapę na łapę i patrząc przed siebie w dal. Wojna już dość długo trwała, a do niej ciągle było coraz więcej rannych. Jaskinia medyka w, której się znajdowała była ciepłym pomieszczeniem obitym skórą. Na ścianach były zawieszone zioła i trawska. Trochę głębiej była ściółka leśna wyłożona tak by rannym było wygodnie. Obok posłań był „stół operacyjny” na, którym trafiał każdy ranny pies. Od ciężarnych suczek rodzących po starych dziadków umierających. Niby spokojny dzień z tej strony terenów ale tam w lesie i na polanie był rozlew krwi.. Pokręciła łbem wstając i przyglądając się rannym . Podpatrzyła jednemu pod opatrunek sprawdzając jak się rany goją i mówiąc podnoszące na duchu słowa. Innego się wypytywała jak się czuje. Robiła następna porcje leków by podać pacjentom. Po chwili usłyszała przywitanie. Podała pacjentowi lek i odwróciła się. Był to Ragnar. Uśmiechnęła się delikatnie widząc Brata 
- Witaj Rag –Oblizała kły– Połóż go tutaj – Wskazała na prymitywny stół operacyjny. 
- Mogła byś się nim zaopiekować? Zaatakowało go kilka psów.. Ledwo co dał rady. Ja nie wiedziałem bo musiałem Nurki odnieść do Cheesa – powiedział powierzchniowo. Słuchała go i opatrywała rany. 
- No powiem Ci, nie za dobrze te rany wyglądają- Mruknęła – Dobrze zaopiekuje się nim. Tylko powiedz jak się nazywa – Uśmiechnęła się podchodząc do koszyczka z naczyniami. Wsypała tam kilka ziół i wlała wodę. Wymieszała dokładnie dając obu do wypicia – Na wzmocnienie – oblizała truflę nakładając maź na rany. 
- Shad – Oblizał się po czym odstawił naczynie. – Przepraszam Cię Allex ale musze już iść na pole bitwy innym dopomóc – Uśmiechną się przepraszająco po czym wyszedł. 
- Uważaj na siebie ! – Krzyknęła nakładając gips na złamaną łapę Shada. 

On the eternal sleep leaving already ,
In the depths of the underworld swim before the Supreme Throne .
He called you there earthly destination voice.
And our hearts are crying , sorrow and despair ,
Because you're going to the land where you do not return anymore.

Godzinę opatrywała samca. Mimo to wszystko szło na marne. Pies coraz ciężej oddychał. Rany zamiast się zamykać wciąż krwawiły. Samiec czul tylko ból. Tracił przytomność. Zbyt dużo już krwi stracił. Albinoska westchnęła. Pogładziła psa po głowie i dopowiedziała kilka potrzepujących słów. Wymruczał prośbę o zabicie. Przestraszyła się trochę ale wiedziała że on ma racje. Zachowała zimną krew i wbiła mu zęby w szyje. 
To była tylko chwila. Białe kły gładko wsunęły się z mięśnie samca przyprawiając co o lekkie ukłucie. Krew trysnęła. Przebiła tętnice. Pies wyszeptał ciche Dziękuje i oddał swój ostatni oddech. Oderwała się od samca Uśmiechając się lekko. 
- Niech Cię dobre duchy pilnują w tej wiecznej podróży – Wymruczała. Samka Bowiem nie wierzyła w jednego stwórcę. Jej wiara oparta była na Dobrych duchach które pomagają innym oraz na Złych Duchach – Wysłannikami Bezimiennego.  Poprosiła jednego rannego który był w stanie pomóc samce wziąć ciało i pochować na cmentarzu. Na pożegnanie sprzymierzeńca zawyła po czym wróciła do Jaskini. 

Once you die .
My eyes shut .
And then - his
Sad , surprised ,
Very open .

W Jaskini z niecierpliwością czekał już Cheese. Nie miał z byt szczęśliwego wyrazu pyska. Zaniepokoiła się. 
- Cześć Cheese. Coś się stało? – Zapytała zaniepokojona.
-Słuchaj Allex, jak wracałem z lasu to spotkałem dwa psy. Jeden był bodajże rasy Border Collie, a drugi jakiś nieco większy, ale nie wiem jaka to rasa. Wyglądali mi na szpiegów ze Stada Nocy. Trzeba powiadomić myśliwych jak i stróży by zaczęli patrolować tereny. Sam Choco nie wystarczy, bo mogą podejść nas od każdej strony. Powiadomisz Lorensa? – Zapytał niecierpliwie machając ogonem.
- Jasne – Uśmiechnęła się delikatnie. Wciąż mając traumę po zabiciu Shada. 
- Dzięki Ci bardzo ! Ja już idę bo Nurki ranna na mnie czeka – Powiedział szybko biorąc zioła w pysk i odchodząc. Zachichotała po czym pokręciła głową. Sprawdziła wszystkim opatrunek dała ponownie dawkę lecznicą jednemu psu po czym wyszła z jaskini. Ruszyła w las.

Położyła uszy po sobie słysząc wkoło siebie powarkiwania, szczekania i piski bijących się psów. Wreszcie wybiegła na skraj polanki w lesie. Okrążyła ją wiedząc że przechodząc przez środek mogła by zostać zaatakowana. Znów ruszyła biegiem przez las przybierając długimi łapami. Przemknęła pod kłodą i zamarła. Usłyszała szepty i chichoty psów. Wonie jakie wyczuła nie były jej znane. Był to wróg. Widocznie jakiś patrol który nie uważał ponieważ przechodził ścieżką obok. Ostrożnie i cicho stawiała kroki by Ci tylko jej nie usłyszeli. Gdy oddaliła się na wystarczająco daleko znów ruszyła pędem. Kilka razy została zauważona przez wrogów lecz Ci zostali zaatakowani przez naszych wojowników co dało jej możliwość do umknięcia walki. 

Albinoska nie mogła znaleźć Myśliwego. Obiegła wszystkie miejsca poza Główną polaną. Na śmierć o tym zapomniała ! Szybko ruszyła w tamą strone. Biegła ile sił jej jeszcze zostało. Widząc wyjście z lasu na polane zwolniła troche by zwęszyć Lorensa. Wreszcie go zauważyła i podeszła do niego. 
- Pssst! Lorens ! Chodź tu – Powiedziała cicho za krzaków – Mam do Ciebie bardzo ważną wiadomość. Cheese idąc po zioła napotkał się na 2 psy z tego wrogiego stada. Wyglądały na szpiegów. Jeden to Broder Collie a drugiego nie mógł rozpoznać. Choco nie wystarczy bo mogą podejść z każdej strony. Mógłbyś ich wytropić ? – Przez cały czas nie wzięła ani oddechu. Wreszcie łypiąc powietrze oczekiwała na odpowiedz Myśliwego. Ten się zgodził. Uśmiechnęła się i podziękowała. Zawróciła kierując się do swej Jaskini. 

~*~
Pałka dla Lora

Wstawiam opowiadanie na wojnę Allex, która zechciała napisać mimo to iż odeszła. Dzięki Allex,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz