Odkąd wyruszyliśmy towarzyszyły
mi takie uczucia jak zapał, ekscytacja, radość i pewność siebie. Poprzedniego
wieczoru byłam tak podekscytowana że nie mogłam zasnąć, też obudziłam się wcześniej i z braku lepszych pomysłów udałam
się na miejsce zbiórki. Jednak teraz, gdy krople deszczu biły o mój grzbiet,
który nawiasem mówiąc nie był hojnie obdarowany futrem, mój zapał znikł tak jak
ciepłe letnie dni jakieś dwa miesiące temu. Im częściej przypominam sobie o
tych beztroskich chwilach, tym częściej przeklinam w duchu nasz klimat. Jesień
w całym swym pięknie posiada najgorszy pakiet jaki można sobie wyobrazić, a
mianowicie deszcz, wiatr i niską temperaturę w jednym i z tym właśnie zestawem
musieliśmy się pogodzić podczas naszej wędrówki. Całe szczęście las odegrał
rolę naturalnego muru i dachu , co prawda z dziurami, ale jest to lepsze niż
nic.
Szliśmy już około dwóch godzin,
podczas których ciągle padało, oczywiście z różnym nasileniem, co dawało chwile
wytchnienia. Podczas jednej z tych wolnych od „ulewy” chwil napotkaliśmy naszą
pierwsza przeszkodę, a mianowicie powalony pień, zapewne spowodowała to burza
która miała miejsce kilka dni temu. Ponieważ pień leżał na środku drogi, a po
prawej i lewej stronie rozciągały się gęste, nieznane nam krzewy, lepiej było nie
ryzykować poparzeń i przejść nad nim. Pierwszy tego wyzwania podjął się Shadow,
który pomógł przejść Lenie. Ja byłam następna, początek był prosty wystarczyło
oprzeć tylną łapę o jedną z gałęzi, następnie wdrapań się na górę i wydawałoby
się najprostszym zejść, jednak tu znów pojawił się znienawidzony przeze mnie
deszcz który sprawił, że kora drzewa nie należała do najpewniejszych podłoży i gdy
stanie się na nim zbyt pewnie, co niestety zrobiłam, może spowodować upadek.
-Wszystko w porządku? –spytała Justa, która podejmowała wyzwanie tuż po mnie.
-Taa, w porządku to błoto złagodziło upadek…-odpowiedziałam z nutką irytacji, ale też rozbawienia. –Cóż kogoś musiało to spotkać –wstałam, otrząsnęłam się z liści i zrobiłam miejsce reszcie grupy, która nie miała już takich problemów jak ja i przeszła bezpiecznie na drugą stronę, niektórzy może stracili równowagę na moment raz, czy dwa. Gdy już cała nasza wesoła gromadka była po drugiej stronie ruszyliśmy w dalszą drogę.
-Hym…-zamruczała Vivian spoglądając do tyłu na pokonany przez nas pień.
-O co chodzi?-spytał Nack, który zwrócił uwagę na jej zamyślenie.
-O nic tylko…-zatrzymała się na chwile, jeszcze raz analizując upadłe drzewo, co zwróciło uwagę reszty.-Pamiętam że kilka dni temu miała miejsce burza, jednak nie sądzę żeby była na tyle silna by przewrócić to stare, dużo drzewo.
-Hym…-rozległ się pomruk zaintrygowania i każdy z nas wlepił wzrok w dopiero co przebytą drogę.
-Myślę, że nie powinniśmy się teraz nad tym zastanawiać-powiedziała Leiko po chwili ciszy jaka zapanowała.-Nic dobrego z tego nie wyjdzie, a i tak pewnie udzielił nam się nastrój . Drzewo było stare równie dobrze mogło przewrócić się samo z siebie.-wszyscy przytaknęli i kontynuowaliśmy nasz marsz. Rozmowy, jednak jakby przycichły i zapanowała dziwnie napięta atmosfera, która na szczęście trwała niedługo, ponieważ zniknięcie deszczowych chmur i pojawienie się słońca, które prześwitywało przez liście wysokich drzew poprawiło wszystkim humor i kolejna godzina drogi upłynęła na rozmowach, żartach a nawet piosenkach, choć krótkich i nie do końca poprawnie wykonanych to u przymilających podróż.
-Wszystko w porządku? –spytała Justa, która podejmowała wyzwanie tuż po mnie.
-Taa, w porządku to błoto złagodziło upadek…-odpowiedziałam z nutką irytacji, ale też rozbawienia. –Cóż kogoś musiało to spotkać –wstałam, otrząsnęłam się z liści i zrobiłam miejsce reszcie grupy, która nie miała już takich problemów jak ja i przeszła bezpiecznie na drugą stronę, niektórzy może stracili równowagę na moment raz, czy dwa. Gdy już cała nasza wesoła gromadka była po drugiej stronie ruszyliśmy w dalszą drogę.
-Hym…-zamruczała Vivian spoglądając do tyłu na pokonany przez nas pień.
-O co chodzi?-spytał Nack, który zwrócił uwagę na jej zamyślenie.
-O nic tylko…-zatrzymała się na chwile, jeszcze raz analizując upadłe drzewo, co zwróciło uwagę reszty.-Pamiętam że kilka dni temu miała miejsce burza, jednak nie sądzę żeby była na tyle silna by przewrócić to stare, dużo drzewo.
-Hym…-rozległ się pomruk zaintrygowania i każdy z nas wlepił wzrok w dopiero co przebytą drogę.
-Myślę, że nie powinniśmy się teraz nad tym zastanawiać-powiedziała Leiko po chwili ciszy jaka zapanowała.-Nic dobrego z tego nie wyjdzie, a i tak pewnie udzielił nam się nastrój . Drzewo było stare równie dobrze mogło przewrócić się samo z siebie.-wszyscy przytaknęli i kontynuowaliśmy nasz marsz. Rozmowy, jednak jakby przycichły i zapanowała dziwnie napięta atmosfera, która na szczęście trwała niedługo, ponieważ zniknięcie deszczowych chmur i pojawienie się słońca, które prześwitywało przez liście wysokich drzew poprawiło wszystkim humor i kolejna godzina drogi upłynęła na rozmowach, żartach a nawet piosenkach, choć krótkich i nie do końca poprawnie wykonanych to u przymilających podróż.
-Brakuje tylko króliczków, motylków i sarenek do tego obrazka-powiedział ktoś po mojej prawicy, jednak byłam zbyt skupiona na staniu i wpatrywaniu się w to zadziwiające miejsce by odróżnić czyj to był głos, po tych słowach wszyscy się roześmieli i rozproszyli po polanie. Minęło około pół godziny nim wszyscy napili się do syta i znaleźli w miarę suche miejsce na odpoczynek. Dopiero, gdy siadłam poczułam ile przeszliśmy. Czułam ból w nogach, jednak nie był on silny, jedynie odczuwalny, wiedziałam że pod koniec dnia będzie gorzej i nie ma co teraz narzekać. Rozejrzałam się jeszcze raz po polanie, kątem oka spostrzegłam jakiś poruszający się , ciemny kształt w lesie. Szybko odwróciłam wzrok w tą stronę, jednak las wyglądał tak jak powinien. Spojrzałam po reszcie członków wyprawy, niektórzy mieli podniesione głowy i nastawione uszy inni wpatrywali się w to miejsce, jednakże nikt nic nie mówił, zapewne nie chcieli niepotrzebnie denerwować reszty lub myśleli że tylko im się wydawało lub była to sarna, co było najbardziej prawdopodobne, a co za tym idzie pewnie prawdziwe. Zastosowałam się do tego, nic nie powiedziałam i wróciłam do odpoczynku . Na polanie spędziliśmy mniej więcej półtorej godziny, dla niektórych było to za mało dla innych za dużo, a jeszcze niektórzy uważali ten czas za akurat. Chcąc, nie chcąc trzeba było wstać i ruszyć dalej w nurt przygody. CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz