piątek, 18 kwietnia 2014

Historia Upadłego Anioła, cz.2 [Fallen]

Oto historia Fallen Angel.
Krótka, lecz zawiła.

Dorastanie, czyli Pierwsze upadki
Fionna & Pan & Alion
_____________________________________________
But I can't compete with a she-wolf
Od kiedy pamięta, Fallen mieszkała u pewnej wilczycy imieniem Alion. Wilczyca, poszukując pożywienia, znalazła ją w norze samą i zziębniętą, więc postanowiła się nią zaopiekować. Sama miała dwójkę szczeniąt: Fionnę i Pana, które szybko zaprzyjaźniły się z nową siostrzyczką.
Obrazy z dzieciństwa, dotyczące śmierci rodziny, wracały czasem w snach. Fallen nie miała jednak pojęcia co oznaczają. Zdawała sobie sprawę z tego, że różni się od swojego rodzeństwa. Kilka razy widziała jeszcze z daleka Mistera i Super Star. Wydawali jej się dziwnie znajomi, jednak nie zrozumiała, że są jej prawdziwą rodziną. Pamiętała za to imię, które nadała jej matka, lecz zawsze myślała, że wymyśliła je wilczyca.
Alion nie próbowała tłumaczyć swojej podopiecznej, że ją przygarnęła. Mówiła do niej pieszczotliwe Fall. Wychowywała ją po wilczemu. Tłumaczyła, że te dzikie, długouche króliki nazywają się zającami. Opowiadała jak ważne w komunikacji jest wycie. Uczyła jak atakować ofiarę.
Fallen Angel
______________________________
The stars they die
Darkness has
Fallen in paradise
Fallen w końcu odkryła, że potrafi biegać znacznie szybciej od matki. Wtedy przestała słuchać jej nauk i zaczęła skupiać się na swych wyjątkowych umiejętnościach. Każdego dnia szła na samodzielne polowanie. Mimo że nie była jeszcze zbyt duża, niemalże zawsze udawało jej się dopaść zwierzynę.
-Nie mogę zrozumieć, jak ty potrafisz tak szybko biegać- dziwił się Pan.
-Też tego nie rozumiem. Ale myślę, że ma to jakiś związek z tym, iż jestem inaczej zbudowana od was i od naszej mamy.
-Fallen, błagam cię nie używaj tak długich i zawiłych zdań, bo głowa boli- odezwała się Fionna.
-Dajcie jej spokój. Ona po prostu ma inny sposób na życie od nas. Prawda, Fall?
-Tak, na to wygląda...
Alion lubiła kłaść się koło swoich szczeniąt i obserwować je. Fionna i Pan zawsze bawili się razem, podczas gdy Fallen wolała siadać na uboczu i rozmyślać o swoich snach. Próbowała je interpretować. I tak nic z nich nie rozumiała.
Pewnego wieczoru podczas jednego ze swoich polowań, goniąc za zającem usiłowała ominąć drzewo biegnąc przy samy pniu. Uderzyła w drzewo lewą łapą, a siła rozpędu odrzuciła ją w bok. To wtedy zdała sobie sprawę, że nie widzi świata takim jaki jest naprawdę. Zając dawno jej uciekł, ale brak kolacji nie był w tym momencie jej największym problemem. Nie chciała mówić nikomu o tym, że jest półślepa. Alion miała, jej zdaniem, dosyć własnych problemów, więc po co miała się dodatkowo zamartwiać. Mogłaby się zwierzyć rodzeństwu, ale pewnie w końcu wygadałoby wszystko matce. Suczka nie wiedziała jednak jak długo będzie w stanie to ukrywać.
-I jak poszło polowanie, Fall?- zapytała wilczyca na widok córki.
Ale Fallen tylko pokiwała przecząco łebkiem.
***
W lipcu 2012 roku suczka miała już półtorej roku. I wtedy wydarzył się drugi największy dramat jej życia. Alion ciężko zachorowała. Była już dość stara, więc nie było w tym nic dziwnego, jednak Fallen winiła siebie za to, że nie potrafi jej pomóc. Kiedy wilczyca zdechła, jej przybrana córka załamała się. Postanowiła porzucić wszystko, co kojarzyło jej się z waderą. Zostawiła Fionnę i Pana, którzy w krótkim czasie po tym wydarzeniu założyli własne stada, i poszła szukać szczęścia w świecie.
Szła prosto przed siebie, nie bacząc na to, że depcze ludziom po uprawach. W końcu ktoś nie wytrzymał i strzelił do niej z wiatrówki. Trafił w łapę. Półżywa z bólu dowlokła się na tereny jakiegoś stada i padła nieprzytomna.
Rose
_____________________________________
time to pray
down on your knees
Wilki zaopiekowały się nią i wyleczyły jej łapę. Miesiące mijały. Rana na łapie szybko się zagoiła i wkrótce nie było po niej śladu. Dawne siły wróciły i Fallen znów mogła biegać i polować. Jednak teraz, kiedy wiedziała, że ze swym niedoskonałym wzrokiem, nigdy nie stanie się dobrym myśliwym, nie przywiązywała już do tego tak dużej wagi jak kiedyś. Po śmierci Alion przyrzekła sobie, że nauczy się wszystkiego o roślinach leczniczych i miksturach.
W wilczym stadzie suczką opiekowała się wilczyca imieniem Rose. Miała ona tylko jedno szczenię, syna Caspiana. Zawsze marzyła by mieć córkę, dlatego traktowała Fallen jak własne dziecko. Suczka nie kochała jej tak ja Alion, lecz traktowała ją jak swój autorytet w dziedzinie alchemii. To ona najbardziej przyczyniła się do wyleczenia jej łapy. Teraz uczyła Fallen wszystkiego co wiedziała o ziołach. W chwilach wolnych od nauki suczka spędzała czas z Caspianem. Chodzili razem na spacery w bardziej odległe tereny, polowali na nornice albo bawili się czerwoną piłeczką, którą basior znalazł na terenach ludzi. Czy była szczęśliwa? Chyba tak. Raczej nie. Nie wiedziała. Cały czas czuła jakąś pustkę w sercu. Czegoś jej brakowało? Kogoś?
Caspian
______________________________
Hunt goes on
deep in the night
Może bardziej cieszyłaby się tym co miała, gdyby wiedziała co ma nastąpić. Ale kto mógł przewidzieć przyszłość?Tylko jasnowidz, a takiego wataha nie posiadała. Pewnego słonecznego dnia... No chyba, że... Cały dzień padało. Fallen, próbując otrzepać sierść z ciągle przybywającej wody, słuchała jednym uchem, co Caspian do niej mówił. Była już w stadzie dziesiąty miesiąc i miała dwa lata. Był maj. Bardzo deszczowy maj. Chociaż równie dobrze to mógł być listopad. Taka pogoda pod wilkiem. Nie, nie pod wilkiem. Pod chartem, który był pewien, że jest wilkiem.
-Proszę, zgódź się! Ten jeden raz!- zrobił smutną minkę.
-Dobra, zgadzam się- machnęła na to łapą.
Nie miała pojęcia co mu obiecała. Chciała tylko wrócić do Rose, do ciepłej jaskini, do suchego futerka. Kto wymyślił deszcz?
Ruszyła za nim przez las, smętnie powłócząc łapami. Caspian truchtał z nosem przy ziemi. Wtem gwałtownie uskoczył w bok, lądując w krzakach. Fallen skoczyła za nim.
-Co się sta...?
-Cii... bo go spłoszysz.
Popatrzyła za jego wzrokiem i ujrzała cel wyprawy. Żołądek podszedł jej do gardła.
-Zwariowałeś czy co?! Chyba nie chcesz tego zrobić?!
-Mówiłem, żebyś była cicho. Oczywiście, że chcę to zrobić. I ty mi w tym pomożesz, ponieważ mi to obiecałaś.
-Nic ci nie obiecywałam. Wracam do domu.
Obróciła się, chcąc sobie pójść, ale złapał ją za tylną łapę.
-Fallen, przecież jesteś za mnie odpowiedzialna. Co powiesz mamie, gdy nie wrócę z tobą? Co powiesz mamie, gdy coś mi się stanie?
-Jak mi się coś stanie, to nic już nigdy nie powiem- burknęła, obracając się z powrotem.
-Fallen, proszę.
-Dobra, dobra. Ale uważaj na siebie.
-Okej. A więc tak. Ty, bo jesteś szybsza, zagonisz go w moją stronę, a ja go zabiję. Jasne?
-Taa.
Caspian zaczął się czołgać przez krzaki, okrążając jelenia, aż znalazł się z drugiej strony. Fallen westchnęła, po czym wyskoczyła z krzaków. Jeleń spłoszył się i zaczął biec prosto przed siebie.
-Gdzie biegniesz, głupi, skręcaj!- warknęła suczka, ale i tak jej nie zrozumiał.
Przyspieszyła i odcięła jeleniowi drogę, szczekając głośno. Skręcił, byle dalej od niej. Ale to była połowa sukcesu.
-Caspian, uciekaj, zaraz cię stratuje!- zawoła przerażona Fallen.
Basior spojrzał na nią, zdezorientowany, ale zaraz zdał sobie sprawę z zagrożenia. Uskoczył w ostatniej chwili spod kopyt. Jeleń minął go, biegnąc dalej przed siebie.
-Fallen, ucieknie nam!- zawoła Caspian i skoczył na jelenia.
Nie doskoczył jednak do grzbietu, lecz trafił w zad. Jeleń, jeszcze bardziej tym zdenerwowany, obrócił się i zrzucił go z siebie porożem. Obrócił się i zaczął nacierać na basiora.
-Nie!- wrzasnęła Fallen i warcząc podbiegła do jelenia, który zaraz uciekł.
Popatrzyła na poturbowane ciało swego przybranego brata. Z pyska ciekła mu krew.
-Nie- wyszeptała.
Widziała ten widok wiele razy na polowaniach, jednak zawsze to nie wilk leżał, lecz zając.
-Caspian, proszę, powiedz, że żyjesz!- łzy piekły ją pod powiekami.
-Ja..- basior podniósł łeb i zacharczał, rozchlapując krew na trawie- duszę... się..
Opuścił łeb. Wpatrywał się w nią szeroko otwartymi ślepiami, jakby błagając o ratunek. Kopnęła jakiś kamień, wściekła. Znowu jak przyszło co do czego nie potrafiła pomóc. Położyła się na trawie obok Caspiana. Jej łzy mieszały się z krwią i deszczem.
-Już dobrze, maleńka. Wobec uszkodzonej tchawicy alchemia jest bezradna. To nie twoja wina.
-Ale to już drugi raz- Fallen popatrzyła na Rose zrozpaczonym wzrokiem.
-Będzie dobrze- wilczyca wzięła przybraną córkę na grzbiet i zaniosła ją do ciepłej jaskini.
*** 
Ale nie było wcale dobrze. Rada Stada zdecydowała, że Fallen powinna odejść. Rose broniła jej jak mogła, ale jej głos się nie liczył. Nie było dowodów na to, że to jeleń zranił Caspiana. Fakty były proste - członek stada nie żył, a przy jego śmierci była tylko suczka, nowa w stadzie, nie obdarzona zaufaniem i w dodatku obdarzona dziwnym, niewilczym wyglądem. Wyrok - oczywisty. Zakaz wstępu na tereny watahy. Dożywotnie.
-Będzie dobrze- powtarzała Rose- Jesteś już dużą waderą. Dasz sobie radę.
Na pożegnanie dała jej wyprawkę i dziwny prezent. Stożkowaty kryształ górski, zawieszony na czarnym, skórzanym rzemieniu.
-Co to jest?- zapytała, przekrzywiając łebek, niczym wilczur.
-To wahadełko jest w naszej rodzinie od pokoleń. Przechodzi na kolejne osoby z linii żeńskiej. Jak wiesz, nie mam córki, ty mi ją zastępowałaś. Chcę, żebyś to wzięła. Pomoże ci spojrzeć w głąb siebie, gdy zwątpisz.
-Dziękuję- powiedziała drżącym głosem.
Rose zawiesiła jej wahadełko na szyi. Przytuliła się do niej, lecz po chwili oderwała się i spytała:
-Ale jak tego używać?
-Nauczysz się. Już czas. Musisz odejść.
-Żegnaj... mamo.
-Do zobaczenia, córeczko.
 Rose uśmiechała się przez łzy. Fallen patrzyła na nią, nie pojmując jak może być tak opanowana.
-Zawsze będę cie kochać- powiedziała.
-Ja ciebie też, córeczko.
Kolejne rozstanie. Nowy rozdział w jej życiu.
Dojrzewanie, czyli Pierwsze wzloty
Fallen Angel wędrowała przez świat z wahadełkiem, podskakującym w rytm jej kroków. Żywiła się tym, co dała jej matka, gdy się ostatni raz widziały oraz tym, co udało jej się upolować. Pewnego dnia, słonecznego, na pewno lub nie, może to tylko ona czuła takie ciepło, trafiła na pewne tereny.
-Witaj. Wszystkie psy są u nas mile widziane. Chcesz do nas dołączyć?- powitała ją labradorka.
Tak, wiedziała doskonale. Chce.
Tak oto po długiej, trzyletniej wędrówce trafiła wreszcie do SPS. Stada. Prawdziwej Rodziny.
Szczęśliwe zakończenie? Nie wiem. Ta historia się jeszcze nie skończyła. Ona cały czas się tworzy. Dzień po dniu. Tutaj, w Stadzie Psich Serc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz