czwartek, 16 sierpnia 2012

Horroru cz. II

Sauron i Aurora stali jeszcze przez chwilę w dziwnym otępieniu. Żadne z nich nie wiedziało co robić, aż w końcu mężczyzna ściągnął ostro ciemne brwi, kierując wzrok na pobliski budynek gospodarczy.
- Rora, co to jest?
- Szopa.
Brunet jedną dłonią zmierzwił sobie czuprynę, wzdychając. Byl zdesperowany i nie czuł się najlepiej. Dziwny żar zżerał całe jego cialo, a tępy ból w tyle głowy dawał mu się uparcie we znaki. Ogólnie, dzisiejszy dzień był dla niego koszmarem. Z zamyślenia wyrwał go głos siostry.
- (...) trzymają tam różne narzędzia ogrodnicze i nie tylko...
- A siekiera się znajdzie?
- Chyba... Tak.
To mu wystarczyło. Chwycił siostrę za nagdarstek i pociągnął za sobą w stronę drewnianego... Czegoś. Trudno było mu to nazwać szopą, czy czym kolwiek innym z tego rodzaju. Barkiem wyważył liche drzwi, nie mogąc uporać się ze zardzewiałą kłódką. Aurora uniosła brwi, mrucząc cicho pod nosem.
- Szpaner.
- Cicho bądź i pomóż mi szukać siekiery. - Warknął cicho Sauron, wodząc spojrzeniem po mrocznym wnętrzu. Widoki były przejażające: Motyki, piły, łomy, młotki, kosy...
Szarooki poczuł, że krew ścina mu się w żyłach. Coś było nie tak.
- Mam! - Krzyknęła Aurora, pokazując bratu obustronną siekierę.
- I dobrze, zmywamy się stąd... - Wychrypiał, lokując na niej rozpalone spojrzenie. Obrócił się na pięcie i odebrał jej narzędzie. Razem w pośpiechu wynieśli się stamtąd, nagleni przez dziwne dreszcze w krzyżach. Strach potrafił odebrać mowę i ścisnąć gardło. Jednak z Rorą i Sauronem było inaczej. Strach ich napędzał, zmieniał się w adrenalinę, która pozwalała dokonywać im rzeczy niemal niemożliwych.
- Hej, Wujaszku... Masz swój sztylet?
- Pewnie, a bo co? - Dopytał, ujmując trzon w obie dłonie i blokując barki.
- Pożycz mi.
- Mam w kieszeni.
Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem.
- Nie wlożę Ci ręki do kieszeni! Boję się tego, co mogłabym tam znaleźć...
- Boisz się prezerwatyw, czy jak?
- A używane?
- No... Eee.. Nie. Po co miałbym nosić w kieszeni używane gumki? - Zirytował się.
- Wiesz, trzeba oszczędzać.
- Taa... - Warknął coś pod nosem i wyjął dla niej zdobiony sztylet. Na końcu ostrza miał ząbki, był przystosowany do łamania kości. Szatynka niepewnie pochwyciła go w dłoń. Zastanawiała się, czy jej brat... Kogoś już tym zranił. Po co mu był ten cholerny nóż?
Tymczasem srebrooki ponownie zacisnął dłonie na trzonie i uderzył ostrzem w drzwi z siłą tak wielką, że odprysnęły drzazgi. Ro krzyknęła krótko, osłaniając się nieudolnie, zaś on z przerażeniem wpatrywał się w miejsce uderzenia. Ze szpary sączyła się lepka, szkarłatna ciecz.
- Krew... - Szepnął, zerkając w stronę siostry. Ta zagryzła dolną wargę, czując charakterystyczną woń o metalicznym kontraście. Niespokojnie cofnęła się w tył.
- Sauron... Za... Zabierz mnie do... domu... - Wyszeptała drżącym głosem.
Nie reagował. Z wściekłością wyszarpnął ostrze z drzwi, a "krwotok" przybrał na sile. Zbliżył nieco drżącą dłoń w kierunku osocza i niepewnie zamoczył w niej palce. Przytknął do ust, krzywiąc się. Aurora wrzasnęła krótkie "Przestań!", od zawsze bojąc się takich widoków.
- Ciepła... świeża! - Jęknął jej brat, wiodąc wzrokiem za strugą krwi, spływającą w dół, po drzwiach.
- Zabiłeś kogoś! - Pisnęła i zaniosła się niekontrolowanym szlochem. To było dla niej stanowczo za dużo.
- Zamknij się, okej?! Nikogo nie zabiłem! - Zacisnął zęby, czując, jak szklą mu się oczy. Ciekaw był, kto stał za tymi drzwiami... Allie? Tylko nie Allie!
W tym momencie ogarnąły go takie żal, gniew i amok, że z krótkim, gardłowym rykiem uderzył siekierą w zamek. Akcja powtórzyła się kilka razy, a dziewczyna z całkowicie rozstrojoną psychiką, łapała się resztek świadomości.
Nagle zamek puścił, a drzwi powoli otworzyły się przed nimi, skrzypiąc. Aurora dorwała brata i mocno pochwyciła go w ramiona.
- Nie chcę tam i-iść...
- Musisz. - Mruknął i pchnął ją do środka.
Przerażona dziewczyna wpadła na hol, i gdy tylko zawróciła, by wyskoczyć przez drzwi, jej oczom ukazało się wisielcze, blade ciało Werewolf'a. Wisiało ono na drzwiach, przybite za głowę ogromnym gwoździem. Oczy były wydłubane, a język wycięty. Zamiast nóg, wisiały kikuty, mniej więcej do kolan. Brakło mu dłoni... Nagle poczuła, że coś łape ją za ramię. Powoli obróciła głowę, i dostrzegła krwawiącą prawicę Werewolfa. Drzwi zatrzasnęły się przed zaszokowanym Sauronem, a martwe, blade usta trupa wygięły się w szyderczym uśmiechu.
C.D.N.
***
Akcja się rozkręca. xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz