niedziela, 27 lipca 2014

It's okay to be different. [Luffiera]


Because those who mind, don't matter, and those who matter, don't mind.

Wyróżnianie się spośród innych to bardzo problematyczna cecha. Wielu trzyma się myśli, że tych, którzy wyglądają, czy zachowują się nieco inaczej niż reszta, należy jedynie unikać, bądź wyśmiewać się z nich. Wbrew pozorom, inność jest bardzo wspaniałą cechą i Ci, którzy mają odwagę pokazać światu swą inność, powinni być doceniani i podziwiani za odwagę i pewność siebie.
Dość niedawno temu, zaledwie kilka tygodni wstecz od dnia dzisiejszego, pewna suczka przekonała się, że wyróżnianie się może być trudne, lecz zawsze znajdzie się ktoś, kto doceni tę niecodzienność. Na imię miała Lou i patrząc na innych członków stada, którego była częścią, rzeczywiście wyglądała inaczej. http://www.distractify.netdna-cdn.com/wp-content/uploads//2014/05//markings-32.jpgFutro jej było zupełnie białe, lecz na jej ciele widniały czarne oznaczenia. Te na jej tułowiu oraz ogonie nie były jeszcze największym problemem. Najbardziej problematyczne były plamy pod jej błękitnymi oczyma, które zachodziły niemalże za jej niewielkie uszka. W połączeniu z niewiarygodnie drobną, szczenięcą budową, suczka wyróżniała się na tle innych psów, które były idealnymi wzorcami swoich ras. Lou nie miała w sforze żadnych przyjaciół. Przez jej wygląd nikt nie chciał nawet do niej podchodzić. Niektóre psy uważały, że pokazywanie się w pobliżu tak dziwacznej istoty może zaburzyć dobre słowo na ich temat u innych członków stada. Lou była zupełnie samotna. Nie miała również rodziny, jej rodzice prawdopodobnie zginęli z łap drapieżników. Alpha zgromadzenia, do którego należała obecnie, przyjęła ją do stada z litości, mimo dezaprobaty innych psów. Młoda wiedziała jednak, że również nie darzyła jej żadną sympatią.
Suczka starała się żyć normalnie, nie zwracać uwagi na złe słowa ze strony rówieśników. Z biegiem czasu przyzwyczaiła się do samotności i spędzania czasu w obecności jedynie samej siebie. Jednakże pewnego dnia, wszystko zaszło za daleko.
- Ej, mała! - Lou leżała pod jednym z wysokich drzew znajdujących się wokół łąki, na której zazwyczaj bawiły się młode psy. Biała pospiesznie uniosła łebek, czując na sobie czyjś wzrok. Czyżby ktoś odezwał się do niej? Po całym tym czasie spędzonym jedynie w kompanii własnych myśli? Był to Sharky, samiec rasy husky. Nie rozmawiała z nim nigdy, był bardzo popularny i lubiany pośród innych młodziaków w stadzie, więc nie było mowy, by kiedykolwiek odważyła się do niego odezwać. Jedyne co ich łączyło, to kolor ślepek, które był niemalże identyczny. Jednakże spojrzenie oczu samca było znacznie chłodniejsze, jakby pełne pogardy. Wywyższał się, był pełen dumy i było to widoczne.
- Ja? - wykrztusiła po dłuższej chwili ciszy, w której Sharky zdążył podejść do niej w towarzystwie dwójki swoich przyjaciół, którzy zawsze mu towarzyszyli. Byli od niego nieco mniejsi, przez co widać było wyraźnie, że to właśnie on był przywódcą w tej grupce.
- A widzisz może tutaj jeszcze kogoś innego? Te plamy pod twoimi oczami to początek jakiejś choroby wzroku, hm? - powiedział ze wzgardą, mimo iż docinka sama w sobie nie była najwyższych lotów. Towarzysze samca zaśmiali się mimo wszystko, a na pysku Sharky'ego zagościł złośliwy uśmiech, pokazujący, że cieszył się ze swoich słów.
- Zostaw mnie w spokoju! Nigdy nic wam nie zrobiłam! - jęknęła Lou, kładąc łebek na ziemi, zaś jej uszy położyły się wzdłuż niego.
Sharky zbliżył się do niej, po czym wyciągnął ku niej łapę, podnosząc jej łebek wyżej z wielkim wymuszeniem, co nie spodobało się suczce, która najlepiej dawno by stąd uciekła, gdyby miała szansę.
- Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię. Zrozumiano? - samiec spytał z naciskiem, przekrzywiając łeb i marszcząc pysk. - Żal mi ciebie, gdy tak na ciebie patrzę. Wiesz? Nawet mi trochę szkoda, kiedy pomyślę, że zostaniesz już taka samotna to końca życia - fuknął, po czym niespodziewanie zabrał łapę, odpychając nieco suczkę w przeciwną stronę.
Lou poczuła się okropnie. Dobrze wiedziała, że słowa psa były prawdziwe. Miał rację i to bolało ją najbardziej. Chciała ukryć swój pyszczek pod łapami, zakryć swoje oczy, których nienawidziła. Które były powodem, dla którego wszyscy jej unikali. Zazdrościła psom, które były przeciętne w wyglądzie, bo mimo tego, że nie wyróżniały się niczym, miały przyjaciół, bliskich. Szczeniaki bez rodzin były adoptowane przez inne pary w stadzie, a ona nie miała zupełnie nikogo.
- Ja przynajmniej nie jestem taka okropna dla innych jak ty! - powiedziała nagle, a jej głos podniósł się o kilka tonów.
Oczy Sharky'ego rozszerzyły się w zdziwieniu. Mimo tego, wymyślał już  odpowiednią odpowiedź, by pokazać niewinnej suczce, gdzie jest jej miejsce.
- A myślisz, że dlaczego tak jest? Bo i tak nikt cię nie słucha! Twoje słowa nic nie znaczą, nikt nie będzie słuchał wyzwisk ze strony kogoś z tak paskudnym pyskiem jak twój. Inne psy cieszą się, że są w swoich ciałach, patrzą na ciebie i myślą "jak dobrze, że nie jestem nią!" - samiec warknął niespodziewanie, schylając się ku niewielkiej suczce, która próbowała odsunąć się nieco w tył, lecz nie miała takiej możliwości. Leżała, przylegając ciałem do kory drzewa. -  I tak bardzo jak nic nie znaczą twoje słowa, tak samo ty nie znaczysz nic - dokończył swoją odpowiedź, prostując się z powrotem. - Gardzę tobą jak nikim innym.
- W takim razie chyba powinieneś wiedzieć, że jest ktoś kto gardzi tobą tak bardzo jak ty nią - nagle, ni stąd ni zowąd rozległ się nieznajomy głos. Sharky odwrócił się, a wraz z nim zrobili to jego towarzysze. Lou przechyliła pospiesznie łebek, zauważając na przeciwko siebie nieznanego psa. Był nieco większy od Sharky'ego, lecz był równie młody. http://beachbumsrealty.com/wp-content/uploads/2014/07/unique-canine-coats-and-markings-wearing-natural-mask.jpgSamica zdziwiła się, bowiem pies wyglądał równie inaczej, dziwnie jak ona. Znaczenia na jego futrze wyglądały przedziwnie interesująco, cudownie. Pysk jego, uszy, szyja i łapy zupełnie nie pasowały do reszty jego umaszczenia i to spodobało się Lou, jego inność, tajemniczość i zarazem odwaga pokazania się.
- A ty kim jesteś? Nie wiedziałem, że mamy w stadzie więcej takich dziwaków - Sharky zaśmiał się, lecz tuż po chwili ucichł, słysząc donośne warknięcie psa. Fakt, że był większy od Sharky'ego sprawiał, że jego kły były również masywniejsze i gdyby wdali się w walkę, samiec z pewnością by z nim wygrał. Mniejszy położył uszy po sobie, robiąc krok w tył.
- Zostaw ją i odejdź. I żebym więcej cię przy niej nie widział, bo pożałujesz tego - warknął nieznajomy, jeżąc sierść na karku, by wydawać się jeszcze większym.
Sharky nie odezwał się już, spojrzał na swoich towarzyszy i po chwili odbiegł w swoją stronę, a dwa pozostałe psy podążyły za nim. Cała ta sytuacja była nierealna, Lou wydawało się, że to nie miało miejsca. Widziała tego samca pierwszy raz w ciągu całego swego życia w tej sforze, ale mimo wszystko on postawił się w jej obronie i nie mogła być teraz szczęśliwsza.
- Wszystko w porządku? Mam nadzieję, że ten tchurz nic złego Ci nie zrobił? - spytał samiec, podchodząc bliżej do białej, która podniosła się do siadu i pokiwała łebkiem przecząco.
- Dziękuję Ci, ale... skąd Ty się tu wziąłeś? Nie widziałam Cię nigdy wcześniej - Lou postawiła uszy na sztorc, obserwując w uwagą i zaciekawieniem większego od siebie samca.
- To dlatego, że ukrywałem się. Sam byłem w podobnej sytuacji do Ciebie jakiś czas temu. Wiem, jak okropnie jest słuchać słów, które tak bolą - powiedział, wzdychając ciężko. Zaraz jednak kąciki jego pyska uniosły się w ciepłym uśmiechu. - Dlatego wiedziałem, że muszę Ci pomóc. Inni trzymają się razem - dodał, wysuwając łapę w jej stronę, uśmiechając się ponownie. Suczka zrobiła to samo, uścisnąwszy łapę psa. - Jesteś Lou, tak? Ja jestem Tino.
- Tak, tak - odpowiedziała, nie mając pojęcia, co może dodać.
 W jej ślepkach było teraz widać szczęście. Od tamtej chwili obydwoje zawsze trzymali się razem. Tino nigdy nie odstępował swojej nowej towarzyszki na krok i codziennie z samego rana wchodzili na łąkę z uniesionymi łbami, jak i ogonami. Z dumą i radością. Od tamtej pory nigdy już nie ukrywali się, bowiem wiedzieli, że nie liczy się to, co powiedzą inni, ci, którzy Cię nie tolerują. Najbardziej liczy się słowo tych, którzy kochają Cię niezależnie od tego, jakim jesteś i jak bardzo się wyróżniasz. Bo najbliżsi pokochają każdą niedoskonałość, docenią inność i sprawią, że zapomnisz o tych, którzy mają coś przeciwko temu.
___________________________________________
Dzień dobry!
No więc wpadam do Was z jednym z moich "cudownych" opowiadań. Stwierdziłam, że dawno nic nie pisałam, a akurat w porę niewielkiej ilości pojawiających się notek miałam jakiś pomysł, więc oto jest.
Komentarze mile widziane ~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz