sobota, 18 sierpnia 2012

Życzenie Śmierci. cz.1

Godzina 4:32 rano.
-Czerwiec, bezchmurne, poranne niebo rozświetliło każdy najciemniejszy zakątek polany, lasku.
Obudziłam się. Przetarłam lekko oczy, oblizałam pyszczek i naprężyłam się. Zapowiadał się cudowny dzień. Wyszłam z mego legowiska, które zostało zakryte dziesiątkami gałęzi. Ostatnia burza szczególnie dała nam się we znaki. Pijackim chodem doszłam na środek polany. Była prawie pusta. Zauważyłam Lomix i Halibel. Jak zwykle - poranny spacer i najświeższe ploteczki. Żywioł każdej damy. Młodzi bawili się niedaleko zacisznego miejsca. Tam zawsze urządzamy huczne imprezy. Nic nie wydawało się być dziwne. Aż do pewnego czasu...
Godzina 19:47
- Chmury. Wielkie, szare i granatowe chmury. Kolejna burza. Mruknęłam sama do siebie z wielkim niezadowoleniem. Udałam się na polane. Mini-chatka, złożona z mocnych kijów, na wierzchu przykryta czymś w rodzaju folii. Ognisko zapowiadało się interesująco. Przywitałam się z każdym po kolei i usiadłam w ulubionym miejscu.
- Gramy w butelkę? - Zapytała znudzona Li.
- Chyba nie mamy nic innego do roboty. Odparł Sauron.
Standardowe zajęcie, podczas naszych ognisk. Deszcz zaczął okropnie lać. Wykopałam sporych rozmiarów norkę i wyłożyłam ją liśćmi. Ułożyłam się wygodnie, a obok mnie pojawiła się Shetani.
Przekręciłam się delikatnie na plecy i spojrzawszy na swój puszysty brzuszek, stwierdziłam iż jestem gruba. Wtuliłam głowę w mokre jeszcze futro Shet i zasnęłam.
Godzina 22:17
- Miałam koszmar. Wszystko wydawało się być takie realne, przejrzyste.
Wielka, zamglona polana. Wszędzie zwłoki... Zwłoki moich przyjaciół. Przeraźliwy ból opanował moje ciało. Nie mogłam się ruszyć. Obraz zaczął powoli zanikać, usłyszałam pisk. Nagle przejrzałam na oczy. Czwórka szczeniaków i nieznajomy pies obok nich. Wyglądały jak moje kopie. Spojrzałam na brzuch. Ciekła z niego stróżka krwi.
- Fanto ... - Mroźny głos przeszył mnie na wylot. Zakręciło mi się w głowie.
- Te szczeniaki... Skąd one się tu wzięły ? Warknęłam na nieznajomego.
- One są Twoje. Tylko i wyłącznie Twoje.
- Boże Święty, przecież ja... Ja nie mogłam być... Nie mogłam być w ciąży! Gotowa rzucić się z kłami na przeciwnika, przypomniałam sobie, że jestem uziemiona. Nie mogę zrobić ruchu.
- To on! On Ci to zrobił! Musi ponieść za to karę! Te słowa doprowadziły mnie do szału, rwałam się tak mocno, jak tylko mogłam. Nic z tego nie wyszło.
Piekielny śmiech nieznajomego odbijał się w moich uszach, traciłam panowanie nad umysłem i ciałem. Obudziłam się. Od razu zerwałam się na równe łapy i wyskoczyłam przed chatkę. Polana była pusta, księżyc jasno oświetlał drogę do naszych legowisk. Pewnym krokiem powędrowałam przed siebie, zajrzałam do jednej, drugiej trzeciej norki - wszyscy śpią słodko sobie pochrapując.
Uśmiechnęłam się i wróciłam na swe miejsce spoczynku. Przyszedł czas na kolejny sen.
Godzina 9:01 rano.
- Łaaaa. Ziewnęłam niczym niedźwiadek zbudzony ze snu zimowego i otworzyłam oczy. Zbyt jasne światło oślepiło mnie na kilka sekund. Coś delikatnie pociągnęło mnie za ucho. Spojrzałam w prawo i ujrzałam delikatnie zamazaną sylwetkę Saurona.
- Wujaszku, możesz mi wytłumaczyć, czemu ciągniesz mnie za ucho? Dziwnie spojrzałam w jego kierunku.
- Mhm. No bo..
- Dokończ.
- Bo gdy spałaś... Strasznie krzyczałaś. - Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym politowania
- Ale... Co krzyczałam, czy możesz mi to wytłumaczyć?
- Że to nie są Twoje szczeniaki, mówiłaś coś o jakimś wilku, że go zabijesz, że... Się poświęcisz i też dla nich zginiesz...
Posmutniałam. Nie miałam ochoty dalej ciągnąć tej rozmowy. Stałam się obojętna. Marzyłam, by więcej to się nie powtórzyło..
Godzina 22:17
Mmm, nic tak nie cieszy oczu, jak bezchmurne niebo z pełnym księżycem w zenicie. Dziś zapowiadało się kolejne ognisko. Tym razem bardziej "ożywione".
Usiedliśmy w kręgu i zaczęliśmy grać w butelkę. Towarzystwo wesoło się rozkręcało, każdy żwawo wypełniał zadania, które mu zadano i odpowiadał na pytania. Skończyło się dość późno. Całe stado udało się do swoich legowisk.
Godzina 3:03 rano.
- Nie mogłam zasnąć. Długo myślałam o tym, co wydarzyło się w moim śnie i o słowach Saurona.
Muszę się przejść - powiedziałam sama do siebie i wygrzebałam się z nory.
Dochodząc do drogi prowadzącej nad strumyk, coś czmychnęło w krzakach. Przystanęłam i dokładnie się wsłuchiwałam w każdy dźwięk. Nagle ...
- A buu ! - krzyknął rozbawiony Kisshu.
- Boże Święty, Kisshu ! Chcesz mnie zabić ?! - Spojrzałam na niego pełnym poirytowania wzrokiem i zaczęłam go okładać najbliżej znalezioną gałęzią.
- Chciałem Cię tylko wystraszyć! - krzyknął jeszcze bardziej rozbawiony, pomimo wielu obtarć na skórze i wyrwanej sierści.
- A co Ty tu tak sama? Nie boisz się duchów? - roześmiał się jeszcze głośniej , niż tysiąc dzwonów.
- Nie wierzę w zjawiska nadprzyrodzone, a poza tym, nie mogę zasnąć i chcę się udać SAMA na spacer. Podkreślając sama. - odparłam szybko i zwinęłam się zanim zdążył się obejrzeć.
- No, w końcu. - powiedziałam sama do siebie i usiadłam na skalistym brzegu strumyka.
Potworny skurcz w klatce piersiowej i brzuchu nie dał mi na spokojnie pomyśleć. Chciałam wrócić do norki i przespać spokojnie noc. Jednak... Nie wszystko już było tak kolorowe, gdy wracałam na polanę.
Zakręciło mi się w głowie, usłyszałam śmiech znajomy ze snu... Zobaczyłam tą postać. Stał przede mną, jak gdyby nigdy nic. Zamarłam. Serce waliło mi jak opętane, dostałam ataku furii.
Rzuciłam się na niego, by dorwać mu się do karku, jednak zdążył wykonać unik. Podbiegł do mnie i rzucił mną o drzewo, straciłam przytomność...

Wystąpili :
- Fanta
- Lomix
- Halibel
- Li
- Sauron
- Shetani
- Kisshu

No, to na tym kończy się część 1 o.o
Nie zaśnijcie, przy czytaniu ._.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz