sobota, 18 sierpnia 2012

Me serce bije i tak na pewno.

I.Akt pierwszy- nuty pochodzące z serca.
Wolnym chodem kroczyłam terenami SPS, podziwiałam matkę naturę, że ma do tego taką smykałkę oraz podziwiałam SPS'owiczów, że pielęgnowali jej dzieło. Zatrzymałam się dopiero na piaszczystych terenach. Moje łapy zatapiały się w sypkim złotym piasku. Odetchnęłam szczęśliwa, nic więcej nie potrzebowałam od życia.Przysiadłam na tylnych łapach, krajobraz był bezcenny, zachodzące słońce za horyzontem. Błyszczące jaskrawe słońce tonęło w falach błękitnego morza. Uśmiechnęłam się sama do siebie.Owinęłam delikatnie łapy ogonem przypatrując się błękitnym falom unoszącym białą pianę.W tle widać było ptaki cieszące się z życia, szczęśliwe krakały dla ukojenia wzburzonych fal. Uspokajały je. To zjawisko było piękne.I pomyśleć, że to mój dom, że tu mieszkam, stąd pochodzę. Odetchnęłam wolno i położyłam się na złocistym piasku, który skrywał w sobie różne muszle, te połamane i te w całośći oraz kawałki błyszczących bursztynów w odcieniach podpalanego hebanu.Podpasowały się moim ślepiom.Zamknęłam oczy i..zasnęłam.
II.Akt drugi-napietą struną me ciało jest.
Poczułam się błogo, jakbym była w innym świecie...A jednak byłam w innym.Gdy otworzyłam wolno zmęczone hebanowe ślepia nie widziałam już morskich fal, zachodzącego słońca i śpiewających ptaków.Widziałam czarne zeschnięte drzewa, puste doły bez jezior, bez wody, umarłe rośliny i twardą czarną glebę. Niebo było zasłoniętę czarną mgłą, która otaczała wszystko dookoła.,,Gdzie ja jestem?'' zadawałam sobie te pytanie bez przerwy. Z łatwością podniosłam się z ziemii, której urok nie przyciągał mojego wzroku.Byłam ciekawa, fakt, i to mnie wpędzało w kłopoty.Rozejrzałam się uważnie stawiając przed sobą niepewne kroki. Co raz szybciej wtapiałam się w tło gęstej ciemnej mgły. W powietrzu unosiła się woń spalin, która strasznie drażniła moje nozdrza.Stawiałam wolne kroki.W mgle dostrzegłam zarys gór. Odetchnęłam wolno kuląc uszy. Mimo wielkiej niepewnośći ruszyłam w jej stronę.W pewnym momencie wędrówki zatrzymałam się, mgła wolno odchodziła, a ja widziałam górę w całej okazałośći.Westchnęłam i przeskoczyłam wąską rzekę, w której płynęła czarna ciecz. W górze wyryta była jaskinia, przy jej wejściu stał posąg smoka.
III.Akt trzeci-szukam naszej drogi, chwili szczęśćia.
Szłam wolno wąską skalną ścieżką, pod którą znajdowała się przepaść. Na ścianach groty widziałam różne rysunki, nie należące do arcydzieł.Zatrzymałam się gdy usłyszałam cichy szelest, odgłos wody, jednak gdy oddalił się ruszyłam ponownie.Robiło się coraz chłodniej, a ja traciłam nadzieję, że coś jest na końcu.Poczułam zimny śnieg, spuściłam wzrok. Naprawdę szłam po śniegu. Gwałtownie rozejrzałam się, skalne ściany skryły się lodem, a obrazy zakończyły się. Przełknęłam ślinę i usiadłam na zadzie.Znów usłyszałam szelest i szum wody.Postanowiłam wstać i ruszyć dalej, ale..ale nie mogłam. Przykleiłam się do zimnej ściezki skrytej lodem. Westchnęłam próbując najróżniejszych sposóbów ucieczki.Szelest zbliżał się.Przestraszona coraz gwałtowniej próbowałam się wydostać.Słyszałam coraz głośniejszy szum, któremu towarzyszył okropny chichot.Nie poddałam się. Widziałam w tle cień, cień nie znanej mi sylwetki. Szła w moją stronę. Robiło się coraz chłodniej, poczułam, że tracę wolno siły i ochotę do życia. Moje ciało wolno zmeniało temperature. Czułam jak zamarzam, czułam jak kończę swój żywot.Nerwowo próbowałam wstać, na marne tylko się wysilałam.
IV.Akt czwarty.-me serce bije i nie zatrzymasz go.
Otworzyłam wolno oczy. Było mi cieplej, lecz wciąz czułam chłód na swoim ciele. Rozejrzałam się uważnie, miałam przed sobą rozmazany obraz. Starałam się wstać, ale nie miałam zbyt dużo siły na to.Ułożyłam łeb na łapach, obraz był wyraźniejszy. Moje hebanowe ślepia śledziły wszystko dookoła. Ciekawe, gdzie się znajduję.Zauważyłam, że jestem w czyjeś jaskini uścielonej śniegiem, który przebijany był przez przebiśniegi.Obok mnie leżał martwy zając, jednak nie byłam głodna i nie skorzystałam z okazji. Przycisnęłam szczęki i z trudem wstałam. Wolnym chwiejnym krokiem ruszyłam do wrót jaskini. Przed sobą widziałam czyjąś sylwetkę, zapewnę basiora. Nie miałam ochoty na walke czy też potyczki. Usiadłam nieopodal niego bacznie obserwując go.
Trwałam w milczeniu. Przyglądałam się jego białej sylwetce. Był wyrośnięty, a jednak miał posturę zwykłego psa husky. Jego oczy były dwu kolorowe, jedno było rozpalające hebanowe natomiast drugie chłodne niebieskie. W pewnej chwili usłyszałam jego głos, który odbił się echem o ściany jaskini.
-Przyciągasz gniew, lecz za nic mam twą niewinność. A to Ci nie pomoże.
Ukazałam rząd rekinich zębów w ostrzeżeniu, że mogę go zabić. Nie zwrócił na mnie uwagi. Gdy się odwrócił ujrzałam go w całej okazałośći, przyglądał mi się dwu kolorowymi znużonymi ślepiami bez żadnego zainteresowania.
-Zachowaj to na później.-Uspokoił mnie swoim łagodnym tonem.-Na obronę swojego serca.-Odparł tylko, a ja zmrużyłam oczy nie zadowolona.
-Dziękuje, ale ja wracam.-Prychnęłam i ruszyłam przed siebie. Mgła znów unosiła się nad teren zasłaniając mi drogę. Krakanie towarzyszyło mi przez całą drogę.Było ciemno, ciemność moim stróżem. Wolno staczałam się i wkraczałam w otchłań bezdenną.
V.Akt piąty-jak dziki zwierz jestem czujna.
Nagle usłyszałam wrogie powarkiwanie, szczekanie i wycie wilków.Przestraszyłam się gdy zauważyłam w cieniu czerwone lśniące oczy i rząd kłów ubrudzonych krwią.Postać skoczyła na mnie i wgryzła się w mój brzuch. Zawyłam żałośnie z bólu. WIedziałam, że się nie wydostanę, a jednak mój instyk kazał mi walczyć w obronie.Zrzuciłam bestię z siebie. Z mojego brzucha wolno sączyła się krew.Wszystkie bestie rzuciły się na mnie, jedna ugryzła mnie w łapę, druga wgryzła się w moje ucho.Poczułam się rozdarta, atakowana.Jednak..nie skomlałam, nie wyłam. Pogodziłam się z losem.Leżałam tam rozdzierana przez zwierzyny, z mojego ciała sączyła się krew. Na czarnej glebie została po mnie czerwona plama krwi. Nagle usłyszałam skomlenie, otworzyłam ślepia. Na niewyraźnym tle widziałam go. Widziałam tamtego białego basiora, atakował ich, zabijał bez litośći...Był moim przeciwieństwem, nie umiałam nawet muchy skrzywdzić.Widziałam jak zabijał ich. Zabił wszystkich. Schylił się nade mną i patrzył się na mnie z politowaniem, którego nie potrzebowałam.Widziałam w jego oczy gniew, że dałam się tak łatwo, że nie walczyłam.Nie patrz tak na mnie, idź stąd, zostaw mnie. Przeżyję. Wolno zamknęłam oczy miałam przed sobą tylko czarne tło.Nie widziałam już jego uspokajających ślepii...Proszę spójrz tak na mnie jeszcze raz, bym mogła wyrwać się z paniki.
"Mówiłeś mi, że przyciągam gniew, że za nic masz mą niewinność. Kazałeś mi trudną drogą iść, za stróża mieć tylko ciemność. Patrzyłeś jak wolno staczam się i spadam w otchłań bezdenną. Widziałeś jak mieszam z winem krew, by obłaskawić codzienność. Me serce bije i tak na przekór dniom gdy ciągle czuję Twój gniew nade mną. Me serce bije i nie zatrzymasz go. Me serce bije i tak na pewno."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz