sobota, 9 sierpnia 2014

Wojna cz. V. - Nukri [Nukri]

Treść zadania:
Na wieść o zaczynającej się wojnie postanawiasz wkroczyć do akcji. Wojownicy ze Stada Psich Serc ruszyli naprzód, a Ty chcesz zakraść się i idziesz boczną ścieżką chowając się za drzewami. Wszyscy pobiegli w stronę łąki i rozpoczyna się wojna. Musisz być bardzo czujna, gdyż nie wiesz co Cię może spotkać. Widząc zakłopotaną suczkę ze Stada Nocy, postanawiasz rzucić się w Jej stronę. To najzwyczajniej Alpha Stada Nocy, jednak nie interesuje Cię to zbytnio. Wyskakujesz zza drzew i toczysz z nią walkę. Już prawie zabijasz, aż tu nagle rzucają się na Ciebie dwa potężne psy w obronie tamtej. Doznajesz niezłego urazu łapy, więc Ragnar który to zauważył zanosi Cię do Cheese’a.


Samka wiedziała, że podczas wojny jedną z ważniejszych rzeczy jest rozpoznanie wroga. Trzeba wiedzieć w jakiej są kondycji wrodzy wojownicy, zbadać ich zapał do walki i wrócić niosąc wieści swoim przyjaciołom. Tym razem jednak jej rola jest nieco inna. Atak z zaskoczenia. Skrytobójca działa na wlasną rękę i potajemnie wyżyna armię przeciwnika. Nukri była indywidualistką więc zaraz po tym jak Wojownicy ruszyli głowną trasą w prost na wroga weszła w gąszcz i bezszelestnie poruszała się w odległości kilkunastu metrów za "plutonem" ze Stada Psich Serc. Gdy reszta wkroczyła na pole bitwy zaczęła się zajadła walka. Samka okrążyła teren walk słońce wisiało zgrabnie nad drzewami i przypiekało spękaną ziemię którą rosiła krew bitewna. Jedno wciągnięcie powietrza nozdrzami wystarczyło, żeby samica zorientowała się, że nie jest sama. Przypadła do ziemi i czujnie nastawiła uszy. Nic nie ujdzie uwagi tak skupionemu psu, który gotowy jest w każdej chwili ruszyć do ataku. Pozycja którą przybrała pozwoliła jej obserwować otoczenie, nie rzucając się w oczy i narażając na zdemaskowanie. Oblizała pysk mokrym językiem i powoli wciąż czołgając się przy ziemi podeszła do źródła zapachu. Wychyliła się zza ogromnego krzaka dzikiego bzu i ku jej zaskoczeniu oczom ukazała się sama Alpha stada Nocy. Spojrzała z politowaniem na zdezorientowaną i zagubioną sukę. Zastrzygła uchem i przyczaiła się w wygodnej pozycji. Nie była jeszcze gotowa na atak. Coś jej nie do końca pasowało. "Czemu alpha nie walczy? Chce uciec? Czy na pewno jesteśmy tu same i odpowiednio daleko od walk by nie zdołała wezwać pomocy? " Miała dużo pytań a bardzo mało czasu na działanie. Mimo wszystko postanowiła ją na razie obserwować. Po chwili przybiegł do niej kundel, średniej wielkości. Wyglądało na to że meldował jej o losach wojny. Zjeżyła sierść i podkuliła ogon gdy usłyszała co miał jej do powiedzenia. Odesłała go na pozycję cichym warknięciem i zaczęła nerwowo rozglądać się po krzakach. Teraz już na pewno chce uciec. Nukri wyszczerzyła kły i po upewnieniu się że pies odszedł. Wynurzyła się z krzaków warcząc jak stary silnik z malucha i jeżąc futro na karku. Tamta obrzuciła ją przerażonym spojrzeniem i zaszczekała jakby chcąc wezwać pomoc. Pisk był jednak zdławiony przez szczęki białej ostro zaciskające się na szyi ofiary. "To będzie prostsze niż myślałam" przeszło przez głowę atakującej. Alpha miała ciemniejszą sierść, parę białych plam zdobiło jej grzbiet. Wierzgała jak ranne ciele, Nukri śmiała się z niej w duchu. Bo jak taki ktoś może być Alphą stada? 
Jednak ta jakimś cudem wyśliznęła się z jej szczęk i drasnęła ją zębami w kark, lecz nie trafiła i upadła na więdnącą trawę. Krew z jej szyi kapała na stokrotki a ona sama dyszała z bólu i strachu nie mogąc wydusić słowa. Biała otrzepała się, miała sporo drobnych ran zadanych przez broniące się pazury alphy. W oczach puchatej skrzyła się żądza mordu, ale nie tylko, przyćmiewała ją troska o stado i swoje młode. Gdzie jej partner? Walczy już czy dostał inne zadanie? Nie miała czasu by się zastanawiać, przed soba miała wrogą alphę, która płaszczyła się i błagała o litość. Żadna samica przy władzy nie powinna tak się hańbić, rozzłościło ją to jeszcze bardziej. Ostatni cios, ten szczególny odbierający życie. Była zdecydowana zadać ten cios, wiedziała czym jest śmierć. Na tę sukę przed nią nadszedł czas. 
Zrobiła zamach i zacisnęła kły na tchawicy ciemnej. Powoli zaciskała szczęki czekając na ten wspaniały dźwięk kruszonych chrząstek i ostatni łyk powietrza przed śmiercią jej ofiary. 
Niespodziewanie zza krzaków wyskoczyły dwa potężne psy, zębiska jednego zacisnęły się na ogonie puchatej i szarpnięciem próbowały oderwać ją od ich przywódczyni. Drugi odrobinę mniejszy pies chwycił alphe i próbował ją odciągnąć łapą uderzając w pysk Nukri. Co to za metody? Oczy skrytobójcy błysnęły czerwienią. Nie zgadzała się na przerywanie jej w pracy. Puściła alphę i odepchnęła ją od siebie na tyle silnie że jej ciało upadło przyduszając mniejszego obrońcę. Ona zaś wpadła w szał atakując psa który trzymał ją za ogon dziesiątkami ciosów jej ostrych kłów. 
Pies zdezorientowany puścił ogon a samka cicho odetchnęła z ulgą. Sielanka nie trwała jednak długo bo olbrzym rzucił się na nią ponownie, ta z gracją odpierała jego ciosy do momentu aż nie uwolnił się drugi i nie chwycił jej za nogę w momencie gdy chciała posmakować krwi wielkiego czarnego psa.Usłyszała tylko przygłuszony trzask kości i runęła na ziemię jak kłoda. Broniła się mimo to lecz nie wszystkie ciosy była w stanie odeprzeć. Oba psy atakowały ją jednocześnie, biała bała się że to już koniec. Jedynym ratunkiem było wezwanie pomocy. Ostatkiem sił rzuciła w niebo swój oddech wraz z błagalnym wyciem. 
Straciła przytomność z wyczerpania, podczas jej nieobecności w ciele widziała spacerującego po ogromnej polanie wysoko w górach swojego mentora Białego Wilka. Podszedł do niej i pomógł wstać, nie czuła przenikającego jej ciało bólu. Ale wilk wydawał jej się dziwnie milczący. Usiadł na skraju przepaści i pokazał jej płynącą w dole rzekę. Biała czuła wewnętrzną radość, ciepło płynące od ziemi przez jej ciało. Chciała zadać mu pytanie ale nie zdołała wydobyć z siebie głosu. Kazał jej wracać, ona zaskoczona spojrzała w jego oczy, nagle poczuła okropny ból w tylnej łapie i cały piękny pejzaż rozmazał jej się przed oczami. Wróciła. 
Nad nią stał Ragnar, po złowrogich olbrzymach nie było śladu. Pomógł jej wstać i powoli pokuśtykali w stronę Cheesego, który miał opatrzyć jej złamaną kończynę. Spojrzała na siebie w sadzawce którą mijali, cała obdrapana, białe futro poplamione krwią. Zacisnęła szczęki żeby nie wrzasnąć ze złości. Cała jej rola na nic. Fuknęła tylko cicho na co Ragnar posłal jej pocieszające słowa o odwadze i takich innych nie ważnych już dla niej w tym momencie rzeczach.

____________________________________________
Przepraszam że tak długo musieliście czekać ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz