czwartek, 16 sierpnia 2012

Opowiadanie Sath. cz.1

Zerwała się na równe łapy i wybiegła ze swej jaskini. Wskoczyła na drzewo Carsi i zajrzała do każdej z jaskiń innych członków. Wszyscy jeszcze smacznie spali, bowiem był wczesny świt. -To tylko sen... - odetchnęła z ulgą, po czym ruszyła na przechadzkę do lasu. Wsłuchała się w cichy szum wiatru oraz wodospadu nieopodal. Wkrótce zauważyła rozwidlenie ścieżki. Nie stanęła, ruszyła przed siebie. I wszystko nagle ucichło. Głucha cisza napierała na bębenki uszu suczki. Rozejrzała się niespokojne. W zamyśleniu nie zauważyła iż wyszła na niewielką polanę. Zamrugała oczami. Wokół niej była gęsta mgła. Suczka nic nie widziała przezeń. Stała na skraju z wrażeniem iż ktoś nań patrzy, ktoś ją śledzi i zaraz wyskoczy zza drzew nań. Po krótkiej chwili zaczęła się cofać, gdy wtem usłyszała czyjś wrzask z drugiego końca polanki. Nastawiła uszu, po czym odetchnęła i ruszyła we mgle w poszukiwaniu źródła głosu. Po kilkunastu minutach obeszła całą polanę, lecz nic nie zauważyła. Pokręciła łbem. -Jestem po prostu niewyspana. Trzeba było mi siedzieć na miejscu. - rozejrzała się, po czym ruszyła przed siebie. W zamyśleniu wybrała złą drogę do stada. Po kilkunastu minutach żmudnego kroczenia, stanęła na końcu ścieżki. Tu ścieżkę porosła trawa, więc nie wiedziała gdzie iść. Zgubiła się. Westchnęła smętnie. Rozejrzała się. Odgłosy lasu powróciły, lecz wciąż miała wrażenie iż ktoś ją śledzi. Nie zawróciła. Zdecydowała pozwiedzać sobie las. Ruszyła pomiędzy drzewa, co jakiś czas spoglądając za siebie niespokojnie. Szła tak jakiś czas. W zamyśleniu często właziła w jeżyny, więc była nieźle obdrapana. Stanęła w końcu i rozejrzała się. Serce zaczęło jej walić jeszcze szybciej w piersi ze strachu, gdy zauważyła pomiędzy drzewami parę szmaragdowych ślepi. Nim suczka zdążyła zareagować, ślepia zamrugały i zniknęły. Sath usłyszała szelest i ponownie ujrzała ślepia. Ruszyła w ich stronę, ale zdawało się iż się oddala. Bo ślepia się oddalały. Tak jakby ją gdzieś chciały zaprowadzić. Ruszyła żwawiej, w końcu ślepia znikły. Suczka stała na polanie. Jeszcze większej niż stada! Rozejrzała się niespokojnie. Na skraju polany stały w kole jaskinie. Były obrośnięte bluszczem. Wokół walały się kamienie. Zmrużyła ślepia i ruszyła powoli. Stanęła na środku polany. Nagle poczuła okropne zimno, wszystko ucichło. Wszystko zniknęło. Do jej głowy wpadła wizja:
"Jaskinie z białych i czarnych skał. Największa z rubinem na szczycie- jaskinia Alph. Z tej właśnie jaskini wyszła mała suczka. Jedyne dziecię pary Alpha Stada Srebrzystej Łuny. Szczenie zamrugało i rozejrzało się. Dzieci innych par bawiły się wesoło pośrodku polany. Rodzice młodej suczki rozmawiali w jaskini z resztą Rady Stada. Sathana ruszyła ku bawiącym się szczeniętom, ale te pisnęły i rozbiegły się do swoich jaskiń. Wkrótce z głównej jaskini wyszła Rada. Matka Sath stanęła na skale obok i zwołała stado. Sathana stała i patrzyła się tylko, gdy jej matka rzekła. -Rada zadecydowała. Młoda Sathana zostaje wydalona ze stada."
Zamrugała w oświeceniu.
C. D. N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz