piątek, 27 czerwca 2014

Wilcza przygoda. [Fallon]

Od ostatniego spotkania z Bezogonami, Młody już ich nie spotkał, a może wilki specjalnie omijały ich Legowiska? Nie zamierzał w tej chwili zakrzątać sobie tym myśli, było polowanie, więc musiał się skupić. Wilki otoczyły przywódce stada, wielkiego jelenia o dużych porożach, który był czujny i dumny jak paw, ponieważ kilka dni temu został Alphą swojego stadka. Wilki przyległy do ziemi i obserwowały zdobycz, nie było słychać ich oddechu, ani jakiegokolwiek szelestu, jakby ich tam nie było. Oczywiście, skradały sie pod wiatr, by ich zapachu nie wyczuła zwierzyna łowna. Teraz miały wszystkie mięśnie naprężone i czekały na znak, by zatopić swe kły w karku jelenia, słyszały miażdżenie trawy i ciche ruchy racic. Teraz wystarczyło, że podejdzie jeszcze kilka kroków i rzucą się. Tak jak wataha chciała zwierzyna podeszła w idealne miejsce, gdzie wilki spokojnie mogły juz zaatakować i od razu zabić, oby żaden wilk nie popełnił gafy, bo będą musieli szukać kolejnego stada, bądź rzucić się w pogoń za zdobyczą. Młody poruszył delikatnie kitą, dając znak, że za chwile będzie atak. Dziś on prowadził polowanie, chciał udowodnić, że umie działać w grupie, a nie tak jak zwykle - w pojedynkę. Cichy warkot wydobył się z gardzieli wilków i wyskoczyli, otaczając zdobycz, niektóre wgryzły się w zad jelenia, oczywiście, ten nie podda się bez walki ryknął przeraźliwie i reszta stadka zaczęła uciekać. Zaczął wierzgać nogami i podskakiwać, by zrzucić z siebie napastników, Kamyk i Patyk nie zdołali się utrzymać i szary jak kamień wilk padł na ziemie, prosto pod racice wystraszonego zwierza. Oszołomiony wilk, nie umiał wstać, by uciec, kolejna racica, która wbiła się w ogon wilka, potem w inną część ciała. Młody bezmyślnie skoczył ku jeleniowi, by uratować brata z watahy, całym ciężarem cielska odepchnął nieco zwierzynę, od Kamyka, teraz bursztynowe ślepia lustrowały w poszukiwaniu brązowego młodego wilka, ich pierwsze polowanie. W końcu wzrok utknął na jednej łapie, podbiegł i zobaczył wilka, który cicho piszczał, był nabity na niewielkim Szponie od Bezogonów! Nie wierzył w to co widzi, podszedł bliżej i ujrzał, że za Patykiem, było więcej takich Szponów, tak jakby pułapka..
- Mł-młody... c-c-co z mo-oim.. bra-ra-tem.. - Wyskomlał brązowy wilczek, plama krwi się powiększała. Młody spojrzał w stronę Kamyka, jego oddech był płytki, ale pewnie się wyliże.
- Wszystko z nim dobrze. - Machnął kitą i trącił go nosem w kark. Usłyszał ostatni ryk jelenia, a potem głuchy huk, zwierzyna padła. Wilki zebrały się przy szarym poranionym wilku. - Patyk, zaraz Ci pomogę... Tylko poczekaj chwile. - Młody nie zdawał już sobie sprawy, że cały trząsł się. To jego wina.. znów zawiódł.
- Dzię-ęk-uje z-za wsz-szyst-tko... Żegn-naj.. - Ostatni cichy pisk wydobył się z gardła tego młodziaka, a potem zamknął intensywnie brązowe ślepia i już ich nigdy nie otworzy... Nigdy. Młody zadarł łeb do góry i wydobyło się z niego żałosne wycie. Śpiewał o tym, że brat wszystkich wilków nie żyje. Chwile później przyłączyła się reszta wilków, śpiewały o Kamyku, był bardzo młody, jego kości aż tak nie były twarde, by znieść ciężar dorosłego jelenia. Był cały połamany i we krwi, martwe szare ślepia były wpatrzone w Młodego i jego brata, wydał z siebie cichy skowyt. Młody podszedł do reszty z opuszczonym łbem i spojrzał na przywódce.
- Przepraszam Ciemnefutro. - Machnął żałośnie ogonem i wydał z siebie cichy pisk. Alpha nic nie odpowiedziała, tylko miała kamienną maske. Ciemne ślepia obserwowały synów, podszedł do szarego i trącił go wilgotnym i czarnym nosem. Zadarł leb do góry i zawył, chcąc odprowadzić dusze syna, do Góry Ducha, by się nim Sam Duch Góry opiekował. Młody i reszta wilków również zaczęło wyć, ich siostra Brązowooka cicho wyła, jej nuta, od razu wyczuła się w gronie basiorów, w sumie ona jako jedyna wadera poszła na polowanie, reszta została, by pilnować jeszcze kilka szczeniaków, które się urodziły kilka dni temu.
   Wataha wracała w milczeniu, najsilniejsze wilki ciągnęły za sobą morderce, dwóch młodych wilków. W końcu dotarli do Jaskini, Alpha skinął łbem do swojej partnerki, po czum do niej podszedł i zniknął w cieniu ich małej jaskini, po chwili można było usłyszeć ciche wycie Alphy, a więc jej powiedział.
- Młody to nie Twoja wina. - Zaczęła Brązowooka, miała racje, ale on nie umiał uwierzyć w to, że młode wilki stąd odeszły, przecież tyle jeszcze ich czekało przygód. - Kiedy się rodzimy, wtedy jest zapisywane nasze przeznaczenie. - Trąciła go nosem w bok i lekko ugryzła w ucho, by się już tym nie zadręczał.
- Moja wina... Przepraszam... - Pisnął i podkulił ogon, oczekując jakby ciosu. Jego bursztynowe ślepia, jakby wyblakły.
- Nie, po prostu nie posłuchali się. - Trąciła jego kark czarnym nosem i ponownie ugryzła w ucho, by przestał się obwiniać, jutro i tak już nie będzie żałoby. - Chodź teraz jeść. - Pokazała łbem na jelenia. Wszystkie wilki właśnie chciały się pożywić, więc lepiej wtopić się w tłum. Skierował kroki za waderą.
  Kolejny poranek, czuł się nieco lepiej, ale musiał chyba to wszystko przemyśleć, więc cicho wstał i ruszył szybko do Lasu, chcąc uniknąć jakichkolwiek kontaktów z resztą wilków. Przemierzał teraz spokojnie każdy kawałek Lasu i rozglądał się. Widział wyraźnie Szpony Bezogonów... Były dziwnie ustawione, jeden koło drugiego i niewielkie, takie prawie nie widoczne. Warknął cicho do siebie, że go to wszystko zadręcza, stracił przyjaciół, rodzinę, jednak zależało mu na życiu, bo była tam Brązowooka, a gdyby jej nie było pewnie jego też. Jego ucho pokierowało się do tyłu, usłyszał szelest, od razu najeżył sierść i zaczął warczeć rozglądając się. Ciekawe co to jest, pewnie znów zająć, albo wadera o brązowych ślepiach, ponownie jego ucho wyłapało świt, nad jego łbem. Latający Szpon! Bezogony na niego polują? Czemu? Nie wiedział co robić, przecież jest bez bronny, oni umieją tego czego on nie. Ucieczka, tylko to mu zostało, wbił łapy w ziemie i wyskoczył jak sprężyna, musi ostrzec reszte watahy, by oni nie znaleźli szczeniaków! Biegł co sił w łapach, czuł jak każdy jego mięsień napina się coraz bardziej, by jeszcze przyśpieszyć. Młody przystanął, przecież jak poleci do Jaskini, oni za nim.. Musi ich odgonić. Szybko zadarł łeb do góry i wydał ostrzegawcze wycie, by uciekli. " Niebezpieczeństwo! Uciekać! Nie wyć!". Ponownie ruszył, ale w stronę prześladowców, czuł zapach Jelenia, Bezogony, miały na sobie skóry jeleni! Przemknął obok nich i zatrzymał się i warknął głucho, bo chcieli ruszyć w stronę jaskini. Oni zaczęli coś mówić w swoim języku i patrzeć na wilka zaciekawionym spojrzeniem. "No chodźcie! Odejdźcie od Jaskini!" Warcząc przekazywał takie informacje, po dłuższej chwili poczuł w barku szarpanie, kątem oka zobaczył psa, który warczał i wgryzał się w jego bok! Wilk od razu przeturlał się po ściółce leśnej, by przygnieść ciałem, mniejszego od niego psa i by ten puścił, plan zadziałał. Jego bark zaczął obwicie krwawić. Pies teraz siedział u boku Bezogona z porożami jelenia, musiał to być przywódca. Czemu oni atakują go? Przecież nic im nie zrobił, tylko przechadzał się po lesie. Nic nie rozumiał. Musiał jednak wykonać swoją misje, która polegała na odciągnięciu ich od Legowiska. Zawrócił i zaczął kuśtykając biec w stronę przeciwną do Jaskini. Tak jak myślał, Bezogony ruszyły za nim. Ból, nieco rozszarpanego boku był potworny, dłużej nie da rady biec. Mimo bólu zaciskał szczęki i dalej biegł, jednak z każdą chwilą tracił trochę krwi i słabł. Zrobiło mu się ciemno przed bursztynowymi ślepiami i głucho padł na ziemie. Ostatnie co widział to zamazanego Bezogona, który biegł do niego.
   Otworzył oczy i szybko lustrował otoczenie. Jasna-Bestia-Która-Kąsa-Gorącem była prawie przy samym jego nosie! Szybko odsunął się i podniósł pysk, wzorkiem wodził po Legowisku Bezogona. Nikogo nie było, teraz do niego wszystko dotarło, spacer, pies, odciągnięcie napastników,a potem ciemność. Jego bark już tak nie bolał, ale miał na nim obwiązane ścięgno jakiegoś zwierzęcia, którego nie znał. Nie miał sił nawet by spróbować tego, jego pysk opadł na łapy. Patrzył się bez celu w Jasną-Bestie-Która-Kąsa-Gorącem, gdzie on jest? Jak daleko wilczych skoków od Legowiska, co oni z nim zrobią? Nie miał nawet sił zastanawiać się nad tym, do jego wilczego nosa doszedł zapach jelenia, podniósł pysk i zobaczył starą Bezogonową samice, która niosła w czymś mięso i podrzucił mu pod pysk. Młody patrzył na nią wrogim spojrzeniem, jednak nie mógł się oprzeć zapachowi i zaczął zachłannie pochłaniać owy pokarm.
_______________________________________________________________________________
Oto część Druga tego otóż opowiadania, mam nadzieje, że nie jest zbyt długie i nudne.
Od razu też przepraszam, że jest takie smutne... Ale następna część będzie wesoła! ^^
Jeśli chcecie dać jakiś pomysł to piszcie, chętnie ogarnę co i jak :D
>>Kilk Część I <<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz