Moje pierwsze opowiadanie po polsku. Było
przetłumaczone z angielskiego, i przyznam że wersja po angielsku mi się
bardziej podoba. Wersja polska będzie lekko pozmieniana, dodam do niej
innych członków stada.
---
Zapadła noc. Było ciemno.
Bardzo ciemno...
Aż za bardzo.
Rhonwen leżała przy swoim płocie, myśląc. O czym myślała? O wielu rzeczach.
Rzeczach takich jak śmierć, jak życie. Jak ciemność...
Po jakimś czasie powoli wstała, przeskoczyła przez płot i poszła.
Szła przed siebie.
Po jakimś czasie, doszła do łąki.
Położyła
się na wysokiej trawie z materiału podobnego do filcu, pod drzewem w
kształcie Ankh'u, egipskiego symbolu życia. Celtyckie róże rosły
wszędzie. Fioletowy mech obrastał drzewo.
Rhonwen spojrzała na czarne niebo, które gwiazdy oświetlały na fioletowo, niebiesko i biało.
'Czy Ty...'
Łzy powoli wylatywały jej z oczu.
'Czy jesteś tutaj?'
W
powietrzu, przed płaczącym wilczarzem Irlandzkim. ukazał się ciemny
cień w kształcie psa. Na tylnych łapach i pod brodą widać było że cień
był jaśniejszy.
Po chwili, cień stał się bardziej widoczny. 'Jestem...'
Teraz
Rhonwen widziała psa, który wyglądał jak mieszanka Sznaucera z
Wilczarzem Irlandzkim. Był czarny, z białymi tylnymi łapami, białym
krawatem i brodą. Był o wiele mniejszy i starszy od niej.
'Dlaczego jesteś tylko tu...' Rhonwen wreszcie powiedziała, łzy lecące jej z oczu.
'To nie jest prawdą,' Powiedział czule duch, 'Tam jestem cały czas. Tutaj tylko wtedy, kiedy Ty tu jesteś...' Przytulił ją.
'Tęsknię za Tobą.' Rhonwen powiedziała. Kilka małych łez zmieniło się w płacz.
'Przecież jestem cały czas przy Tobie...'
'Nie ma Cię...'
'Rhonwen, przecież jestem Twoim duchem... Jestem przy Tobie... Cały czas...'
Siedzieli tak przez jakiś czas, w ciszy.
'Nie wrócę do stada,' powiedziała po jakimś czasie Rhon. 'Nie mogę.'
'Wróć tam,' Powiedział duch psa, który powli zaczął być coraz mniej widoczny.
'Ale ja nie mogę...' Zapłakała Rhonwen, 'Nie zostawiaj mnie...'
'Nie zostawię Cię...' Powiedział duch raz jeszcze.
'Wróć do mnie...' Rhonwen próbowała mocniej przytulić ducha, który i tak mógł się wydostać.
'Cały czas jestem przy Tobie...' Powiedział.
'Jesteś moją jedyną siłą, błagam Cię... Caro...' Rhonwen biegła za mniej widocznym, oddalającym się duchem.
Biegła tak kilka kilometrów.
Bez przerwy.
Caro nie było już widać.
Rhonwen dalej biegła.
Aż wreszcie...
się obudziła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz