środa, 30 stycznia 2013

Na... morzu?

Śnieg trzeszczał pod moimi łapami, jedyne co pozostawiałam po sobie to małe odciski psich łapek. Trzymałam smolisty nos blisko ziemi węsząc, zima to nie najlepsza pora na polowania zważywszy na hibernację większości zwierząt, ale mój burczący brzuch nie pozwalał mi odpuścić. W pewnym momencie przystanęłam, wydawało mi się, że krzaki się poruszyły. A gdy z roślin wyłonił się puszysty, biały ogonek sarenki obnażyłam białe kły. Bezszelestnie zbliżałam się do zwierzęcia gdy... lód pod moimi łapami wydał dźwięk pęknięcia. Spłoszona sarna wyskoczyła z krzaków jak oparzona i zaczęła biec przed siebie. Rozpoczęła się pogoń, bo ja nie miałam zamiaru szukać nowej ofiary. Zaczęłam ścigać ją ile sił w łapach. Byłam już tuż, tuż. Już miałam zatopić kły w jej kufie gdy nagle sarna zgrabnie odskoczyła w bok, a ja walnęłam z rozpędu w drzewo. Zakręciło mi się w głowie, a obraz, który jeszcze przed momentem widziałam niebywale dobrze zamazał się. Walnęłam o ziemię i straciłam przytomność...

~*~

- Hejże, ten pokład miał lśnić! - Zawył pies, który zamiast lewej łapy miał srebrny, połyskujący hak. Jego łeb zdobiła czerwona chusta z czaszką i skrzyżowanymi piszczelami. Miał również czarny pas, do którego przypięta była szabla.  - Nie obijaj się kamracie!
Wyglądał jak... Raegan! Zamrugałam kilkakrotnie powiekami, gdy nagle zrozumiałam, że trzymam w pysku szczotę. Co ja w ogóle robiłam na tej... łajbie?! Natychmiastowo się uniosłam i rozejrzałam wkoło, szeroki ocean wszerz i wzdłuż nigdzie lądu! Znajdowałam się na Galeonie, tak osądziłam po budowie i wielkości okrętu, który cechował się wysoką, zwężającą się ku górze nadbudówką rufową oraz galionem - figurą na dziobie okrętu. W tym przypadku na dziobie znajdowała się syrena z głową wilka bez oka i jednej piersi trzymająca łuk. Kto wpadł na pomysł zrobienia kobiety z jedną piersią?! Boże, gdzie ja jestem?!
- Słyszałaś? Kapitan życzył sobie pokład na błysk! - Warknął tym razem spoglądając na mnie z zmarszczonym pyskiem. Rozpoczęłam szorowanie podłogi, nie chciałam mieć kłopotów. - A Ty, Sasho przywiąż liny!
- Ai! Ai! - Dalmatynka skłoniła się nisko i uchwyciła w szczęki sznur. Spojrzałam na nią zdziwionym spojrzeniem.
- Sasha...? - Suczka miała zamiast nogi drewniany kij, nosiła również białą opaskę na prawym oku. Obserwowałam ją aż... poślizgnęła się na wymytej na błysk podłodze i wywaliła się na grzbiet. Ruszyłam w kierunku dalmatynki by jej pomóc, gdy nagle ktoś złapał mnie za kark.
-Szorować albo do kapitana na dywanik! Nie trać czasu! - Uniosłam pysk by zobaczyć kto mnie trzyma... co tu robił mój ojciec?! I to do tego ubrany w czarną chustkę z czaszką i doczepioną długą rudą brodą i wąsami! Co to jest?! Gdzie ja jestem?! - No już! - Puścił mnie, a ja wylądowałam na zadzie.
Podniosłam się i zaczęłam ponownie szorować pokład, w jeszcze większym strachu. Ja chcę do domu! To nie są moi przyjaciele i prze...! - Ałł! - Warknęłam gdy ktoś wskoczył na mój grzbiet. Uniosłam patrzałek by zerknąć na ciężar na plecach.
- Sorry memory, kamracie! - Zawołała rozweselona Luffiera, która po kilku minutach śmiechu  zeskoczyła ze mnie. Miała sprawne łapy, za to opaskę na jednym oku i kolczyki w uchu. Obserwowałam ją jeszcze moment. Czy ja jestem w jakimś wariatkowie?!
~*~

Jak się okazało byłam na statku pirackim, dokładniej Flocie Czarnego Psa. Niekoniecznie mi się to spodobało, ale przez te kilka godzin dało sie przyzwyczaić do pracowania w pocie czoła w prażącym słońcu. A teraz... znajdowałam się w jakimś ciasnym pomieszczeniu. I znajdowałam się w nietypowej sytuacji, bo...
- Wypijmy za naszego dzielnego kapitana! - Ozwał się głos Luffiery, łajbą zakołysało, a z jej kielicha wylało się trochę piwa. - I smak waszych ust hiszpańskie dziewczyny, w noc ciemną i złą nam będzie się śnił! Leniwie popłyną znów rejsu godziny, wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił! - Wskoczyła na stół wesoło śpiewając. Sasha nuciła melodię tej pieśni.
Piosenka utkwiła mi w głowie. Wchodziła bardzo łatwo w ucho i nawet ja zaczęłam tupać łapą w rytm melodii. Rozejrzałam się, byli chyba wszyscy oprócz kapitana; Raegan, Armanii, Luffiera, Sasha, Carmell, Arrow i Mawi, która podała mi piwo i mrugnęła jednym okiem.
- La la la la laaaa! - Husky wirowała na stole.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a w nich stanęła kundelka. Wyglądała jak prawdziwy pirat! Miała dwa srebrne kolczyki i złoty kieł, do tego jej łeb zdobił wielki czarny kapelusz z czaszką i skrzyżowanymi piszczelami oraz zielonym piórem, długa czarna broda - to przecież była suczka! - i piękne szklane oko! Już chyba rozumiem dlaczego figura zdobiąca dziób miała wydłubane oko... Do tego na jej ramieniu siedziała zielono-czerwona papuga.
- Sathana...? - Szepnęłam cicho przerażona jej szyderczym uśmiechem skierowanym do reszty.
- Kamraci, wymarsz, atakujemy Flotę Hiszpańską! - Usłyszałam wesołe szczeknięcia, oraz okrzyki zwycięstwa.
- Idź sobie zobacz... - Podała mi lornetkę widząc moją zdziwioną minę.
Oczywiście skorzystałam z okazji, uchwyciłam przedmiot w szczęki i wyszłam na pokład. Zbliżyłam się do dziobu i przyłożyłam lornetkę do jednego oka, pośród rozszalałych, błękitnych fal ujrzałam drugi statek. Jednak ten był bardziej zadbany, maszty zdobiła kobaltowa barwa oraz podobizna głowy psa, a na mostku stał subtelnie odziany owczarek niemiecki. Na jego głowie była błękitny kapelusz z piórem, jeden złoty kolczyk zdobił jego ucho. Wyostrzyłam trochę obraz... czy to nie był przypadkiem Ravel? Wytrzeszczyłam oczy, a lornetka, którą trzymałam wyślizgnęła się i wpadła z pluskiem do oceanu. Ujj... to był przedmiot pani kapitan, pewnie mi się dostanie za to... Ale o co tu chodzi? Yyym...

______

Więc to jest pierwsza część. Wiem, że trochę rozszalała mi wyobraźnia z innymi "ja" niektórych i jeśli kogoś w ten sposób zraniłam to przepraszam. Długo myślałam nad tematem i czegoś takiego jeszcze nie zauważyłam na blogu. Mam nadzieję, że choć troszkę się spodobają moje wypociny.
Występują: Raegan, Armanii, Sasha, Luffiera, Carmell, Arrow, Mawi, Sathana i Ravel.
Mam nadzieję, że się nie gniewacie. ^^"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz