"Bring me home or leave me be
My love in the dark heart of the night
I have lost the path before me
The one behind will lead me"
My love in the dark heart of the night
I have lost the path before me
The one behind will lead me"
Samka zadarła łeb ku nieboskłonowi, który przybrał pastelowe odcienie różu i subtelnego oranżu; oszacowała przy tym, że Słońce musiało wstać nie wcześniej, niż kilka godzin temu. Teraz jednak rozmyślała nad mniej i bardziej istotnymi aspektami zadania, które Ją czekało, a którego się podjęła. Nagle jeden z radarów poruszył się kurczowo, gdy tuż za Suczką rozległ się charakterystyczny szelest wzburzonych kniei. Smukła kufa obróciła się machinalnie w stronę źródła ów dźwięku.
- Tiriett. - Wymruczała fachowo beznamiętnym tonem, dostrzegając w gąszczu pobliskich chaszczy zarysy znajomych postur. - W samą porę.. - Mleczne oblicze Suni rozjaśnił delikatny uśmiech. Odczekała moment, ażeby Zebrani, w których rozpoznała Luffierę, Cheese'a oraz Bueno, zasiedli na spowitej szronem trawie, by u zarania przystać na jednej z oblodzonych skał. W ten sposób chciała zwrócić uwagę Psów. - Zapewne zastanawiacie się, czemu Was tu zebrałam? Otóż obarczono mnie zadaniem, w którym leży i Wasz interes.. - Urwała, by zwilżyć już i tak mokre, koralowe nozdrza. - Doszły Mnie słuchy, że Medykom braknie ziół na napary i opatrunki, natomiast Zielarze nie mają skąd ich czerpać.. - Uroki zimy przeszło Jej przez myśl. - ..Mnie przypada obowiązek zaopatrzenia Was w nie.
- No dobrze, rozumiem.. - Tu odezwała się Luffiera. - ..Ale nadal nie mam zielonego pojęcia, czemu ma służyć to zebranie..? - W jej tonie dało się wyczuć nutę zmieszania.
- Do tego właśnie zmierzam. - Lore potrząsnęła łbem, wracając do snucia opowiastki. - Sęk leży w tym, że nie bardzo wiem, których to roślin braknie w składach. - Mlasnęła ozorem, zniesmaczona. - W tym celu pozwoliłam sobie zwołać garstkę przedstawicieli kasty uzdrowicielskiej, czyli, ma się rozumieć, Was. - Zakończyła, lustrując Towarzystwo nader uważnym wzrokiem.
- Mówiąc krótko; mamy sporządzić listę brakujących składników? - Wtrącił się Cheese.
- Nie inaczej..
- Żaden problem. - Wyrwała się niespodziewanie Bueno. Jako, że zajmowała się również kunsztem magicznym, bez wiekszego trudu stworzyła skrawek pergaminu, na którym widniał ciąg hebanowoczarnych liter, układających się kolejno w nazwy. - Mam nadzieję, Lee, że wiesz, jak wyglądają.. Powodzenia. - Dodała, wręczając jej urywek.
- O to się nie martw.. - Odparowała, przejrzawszy szybko spis. - Dam radę. - Kąciki smolistych warg Samki powędrowały ku górze w geście pogodnego uśmiechu.
*
Białolica Zdradliwa, Rdest Ptasi i.. Darath? - Zastanowiła się przez moment nad ostatnim terminem. Czyżby znowu skleroza naszła Ją w najmniej odpowiednim momencie? Cóż, najwyraźniej wszystko na to wskazywało..Nie miała jednak ni sił, ni chęci, by wracać na tak już odległą Polanę. Swoją drogą liczyła na to, że przebłyskiem olśnienia zdoła przypomnieć sobie, jak wyglądała owa roślina. Zaopatrzona w najmniej dobry humor ruszyła przedsiebie, mając do akompaniamentu melodyjne trele zarannego ptactwa. Z takim też nastawieniem dotarła do lokum występowania pierwszego zioła -Białolicy. - Jeśli pamięć mnie nie myli.. - Zagadnęła do siebie, gdyż od pewnego czasu zaczęła doskwierać Jej samotność, a to pozornie ją maskowało. - ..Białolicę często mylono z Katgą, ze względu na ich podobne, śnieżnobiałe kwiecie. - Wywnioskowała, rozglądając się badawczo; rzadko kiedy zapuszczała się w tak odległe zakątki terenów Stada Psich Serc. Jako zdolna zielarka i znachorka, Lee znała pewną cechę, diametralnie poróżniającą oba zioła. Kiedy więc jej jasnym ślepiom ukazała się, na pierwszy rzut oka, pożądana roślina, za razu przyjrzała się jej drobnym listkom, barwy śniadej zieleni. - Przez ich wiotkie łodygi ciągnęła się ledwie dostrzegalna, czarna smuga. To nie pozostawiało wiele do myślenia; Samkaśmiało, tudzież delikatnie i ostrożnie wyrwała roślinę, wsadzając ja doprzepasanej na boku torby, zważając na to, by nic nie stało się jej podczas podróży. Pokręciła się jeszcze trochę, przeszukując plantację. Kiedy uznała, iż zaopatrzyła się w wystarczającą ilość roślin, ruszyła dalej. Suczka wiedziała, że musi się śpieszyć, bo czas do zwiędnięcia kurczył się nieubłaganie.
*
Z Rdestem nie było większego problemu, choć takowym mógłby być fakt, że wokół czaił się mnóstw szopów i rosomaków, które wprost przepadały za jego rześko słodkawą wonią. Teraz jednak przyszedł czas na tak długo wyczekiwaną improwizację; Czymże jest ów tajemniczy Darath? Lazurooka usadowiła zadowie na śnieżnym kożuchu, który otulił wszystko wokół, by pogrążyć się w dogłębnej zadumie. Kiedy już myślała, że to kres Jej wojaży, doznała doń mniemanego olśnienia. Jakież było zdziwienie Lorelei, kiedy zdała sobie sprawę z tego, iż "Darath" to w prawdzie odmiana mchu nadrzewnego, o silnych właściwościach leczniczych. Jak na to wpadła? Otóż ktoś kiedyś wspomniał w towarzystwie Suni, iż Darath to w rzeczywistości tylko skrót, od pełnej nazwy porostu. Pewna już, iż to koniec tułaczki, stanęła przed kolejną komplikacja, której wcześniej nie wzięła pod uwagę.. - Jak też zwykły Pies mógłby dostać się na wysokość koron sosen, na którychmech ten bytuje? I na to znalazło się rozwiązanie. Z głębi gardzieli Suki wydobył się dziwny skowyt: na poły wycie, na poły skomlenie. Zaraz po tym na tle szarawego nieba pojawił się cień sylwetki Kruka. Lorelei zerknęła nań porozumiewawczo, a Ten niby zrozumiał od razu, wzbijając się wysoko. Nie mineło wiele czasu, kiedy Ptak powrócił z połaciami srebrnego mchu w solidnym, połyskującym dziobie.
Teraz była już pewna, że może wrócić na Polanę i, tym samym, dostarczyć składniki Uzdrowicielom.
*
- Sathano. - Oznajmiła, zadarłszy łeb w stronę Kompanki. - Mogę z czystym sercem oznajmić Ci, że dane zadanie wykonałam, jednakże czy będzie zaliczone? Nie mnie o tym osądzać.. - Potrząsnęła nieznacznie biszkoptowym łbem, machnąwszy przy tym dyskretnie jedwabistymchwostem.
~*~
Z góry wybaczcie, żem się tak rozpisała; szczerze mówiąc, sama się nie
spodziewałam tego, że "To" wyjdzie takie obszerne. |'D
No, więc teraz tylko pozostaje czekać na opinię Sathuli.
Sayou. ~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz