poniedziałek, 17 listopada 2014

"Stary, to jest tylko smycz." [Luffiera]


"- Zdejmij to, zdejmij!
- Stary, to jest tylko smycz."

Ludzie zakładają psom smycze, żeby podczas spaceru nigdzie nie uciekły. Przynajmniej tak słyszałem, powtarzają to miliony razy, jakby myśleli, że jako psy jesteśmy tak głupie, by tego nie zrozumieć za pierwszym podejściem. Na początku trudno było się przyzwyczaić do tej dziwnej rzeczy, która ogranicza wszystkie ruchy. A ludzie zwyczajnie nie nadążają za  nami, nie widzą, że gdzieś nieopodal może leżeć jakiś interesująco wyglądający patyk, albo gdzieś ciut za daleko akurat przechadza się jakiś robak, którego nie wypada nie powąchać. Przecież tak trzeba, prawda? Mimo wszystko, po jakimś czasie da się do tego przyzwyczaić. Zawsze jednak warto spróbować pociągnąć jeszcze kilka razy przy nadchodzącym spacerze. Kto wie, może mój człowiek w końcu pozwoli mi zajść trochę dalej? No, ale wiadomo, że zawsze zdarzy się taki pies, który nie potrafi przyzwyczaić się do smyczy. Nie zakładają jej na bardzo długo, a mimo to on i tak ciągnie, szarpie, nawet gryzie, żeby ją przerwać i się uwolnić. I tutaj pojawia się Antek, który jest idealnym przykładem takiego opornego psa.
- Zdejmij to, zdejmij!
- Stary, to jest tylko smycz.
Młody zawsze wariuje, kiedy zakłada mu się obrożę, a potem smycz. Niby się cieszy, że wychodzimy na dwór, albo gdzieś jedziemy, zad wręcz lata mu we wszsystkie strony razem z ogonem. Nie raz już nabawił się przez ten swój ogon problemów, ale to zupełnie inna historia. Najpierw jest radocha, biega, rzuca się jak szalony, podczas kiedy ja muszę to znosić. Zawsze próbuje mnie wciągnąć w to szaleństwo, biega wkoło mnie i chce się ze mną bawić, ale ja nie zawsze mam na to ochotę. Wolę raczej to znieść bez niepotrzebnego ruchu, zwyczajnie nie lubię zużywać swojej energii przedwcześnie. W końcu i tak będzie znów potrzebna w czasie spaceru, racja? Ale on jest inny. Mimo, że dzieli nas tylko rok, jesteśmy zupełnie inni. Ale da się go znieść. Może i czasami bywa irytujący, ale bez niego nie byłoby tak samo.
- Co Ty opowiadasz, to tortura, a co jeśli gdzieś nas znowu przywiążą? Bradley, Ty nic nie rozumiesz, trzeba to zdjąć, chodź tu! - już widzę, jak biegnie do  mnie na tych swoich długich łapskach i rzuca się z zębami do paska smyczy. Trochę opornie mu to idzie, wysunięta szczęka trochę to utrudnia. Dobrze, że ja nie mam takiego problemu. Gryzie i gryzie, żuje tę smycz jakby próbował z niej zrobić psią karmę.
- Wiesz, że się zdenerwują, jak to przegryziesz. To będzie już drugi taki wyczyn - odpowiadam, mlaskając obojętnie i rozglądając się, czy nie zbliżają się nasi ludzie. Jeszcze młody znów zrzuci winę na mnie, a przecież ja nic nie robię.
- A wolisz chodzić na smyczy, czy bez niej? - pyta, unosząc pysk wyżej, ale wciąż nie luzując uścisku szczęk, przez co trochę trudno go zrozumieć.
- W sumie to-
- Nie odpowiadaj! - mówi gwałtownie, wypluwając przeżutą smycz na trawę. Na szczęście jeszcze niewiele się z nią stało. I wtedy idzie do nas najmłodsza ze stada. Czasami pozwala mi spać na swoim łóżku. Lubię ją. Wyjmuje z kieszeni to przedziwne, prostokątne, czarne coś, co nazywają telefonami i robi zdjęcie. Nawet nie zauważyłem, kiedy Antek znów zaczął tarmosić moją smycz.
Wiem tylko jedno - on nigdy nie nauczy się, że smycz to nic złego.

____________________________________
Oi! Wpadam ponownie do Was z opowiadaniem. Tym razem nie takie długie, jak i również bez żadnych filozoficznych rozmyślań o życiu (chociaż.. kto wie...), ale miałam taki pomysł i postanowiłam, że w końcu go wykorzystam. Tym samym chciałabym, aby to opowiadanie było zakwalifikowane do zadań, które trzeba wykonać, o ile się nadaje.
Na zdjęciu oczywiście moje psy, mam nadzieję, że opowiastka się podoba. Komentarze mile widziane ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz