Zbliżało się południe, gdy Mastema zasiadła na huśtawce na werandzie. Lekko się bujała, trzymając
w smukłych palcach kubek gorącej herbaty. Cierpliwie czekała na babcię oraz przyjaciela imieniem Lazarus. Lubiła ich niedzielne spotkania, a w szczególności bajania babci pełne miłości, nienawiści, dobra i zła. Na chwilę odpłynęła myślami w świat baśni Silije. Nie miała pojęcia skąd babcia brała takie opowieści. Od kiedy tylko pamiętała, pieściła jej uszy opowieściami o księżniczkach, smokach i dzielnych rycerzach. Jednak z czasem, kiedy dorastała, opowieści stały się mroczne, zawiłe i tajemnicze.
w smukłych palcach kubek gorącej herbaty. Cierpliwie czekała na babcię oraz przyjaciela imieniem Lazarus. Lubiła ich niedzielne spotkania, a w szczególności bajania babci pełne miłości, nienawiści, dobra i zła. Na chwilę odpłynęła myślami w świat baśni Silije. Nie miała pojęcia skąd babcia brała takie opowieści. Od kiedy tylko pamiętała, pieściła jej uszy opowieściami o księżniczkach, smokach i dzielnych rycerzach. Jednak z czasem, kiedy dorastała, opowieści stały się mroczne, zawiłe i tajemnicze.
Z zamyślenia wyrwało ją dzwonienie do drzwi. Odstawiła kubek na wiklinowy stół i boso podeszła do ogromnych dwuskrzydłowych drzwi. Uśmiech zagościł na jej twarzy widząc w progu babcię.
- Dzień dobry babuniu. - Wzięła od niej torby z zakupami. - Oj babciu, nie musiałaś nic przynosić. Mam jeszcze ostatnie zapasy, którymi uraczyłaś mnie w poprzednią niedzielę.
- Dzień dobry dziecko. Nie marudź, tylko to rozpakuj. Do póki nie będziesz jadła jak należy to będę Ci to wszystko przywozić. - Silije minęła wnuczkę i skierowała swe kroki do kuchni. Mastema jedynie przewróciła z rozbawieniem oczyma i powędrowała posłusznie za babcią.
- Rozpieszczasz mnie. - Postawiła torby na blacie i nim je rozpakowała, nastawiła wody na herbatę. - Jeszcze tylko przyjdzie Lazarus i będziemy mogli zaczynać. Właściwie Ty będziesz mogła zacząć babciu. - Uśmiechnęła się pogodnie ku starszej pani i wyciągnęła kubki wraz z aromatyczną herbatą. Nim jednak dziewczyna się spostrzegła, na płycie piecyka stały już dwa garnki, z gotującą się wodą.
- Co Ty robisz? - Ze zdumieniem spojrzała na babcię.
- Spaghetti. - Babcia odpowiedziała tak naturalnie i spokojnie, jak by przygotowanie obiadu dla trojga było czymś oczywistym.
- Ale... - Zaczęła dziewczyna.
- Nie aluj mi tutaj dziecko. Nim zacznę opowiadać, musimy coś zjeść. - Nie dała dokończyć zdania wnuczce.
- Dobrze, poddaję się. - Uniosła dłonie w obronnym geście i z uśmiechem na twarzy, zdjęła czajnik
z wrzątkiem z gazu. - Więc herbatę zrobię później. Do makaronu napijemy się czegoś mocniejszego. - Podeszła do babci i pocałowała ją w czoło.
z wrzątkiem z gazu. - Więc herbatę zrobię później. Do makaronu napijemy się czegoś mocniejszego. - Podeszła do babci i pocałowała ją w czoło.
- Na reszcie dobrze zaczynasz prawić moje dziecko. - Babcia zaśmiała się radośnie, gdy od strony holu dało się słyszeć wołanie.
- Puk, puk! Jest tam kto? - Głęboki męski głos, wypełnił całe domostwo.
- Jesteśmy w kuchni! - Odpowiedziała Mastema.
- Czuję, że babcia już jest! - Odkrzyknął mężczyzna, po czym pojawił się w kuchni, wdychając aromatyczny zapach sosu pomidorowego z bazylią. - A cóż to za zapachy? - Podszedł do Silije i mocno ją uściskał. - Rozpieszczasz nas, wiesz? Dzień dobry babciu. - Uśmiechnął się nad wyraz czarująco i podszedł do dziewczyny, by złożyć delikatny pocałunek na jej policzku.
- Dzień dobry moje dziecko. Z niego bierz przykład wnusiu. - Zgromiła wzrokiem dziewczynę, która
z lekkim rumieńcem na twarzy, podeszła do szafki i wyciągnęła nakrycie na trzy osoby i zniknęła na werandzie. - Taki silny, a nie zagładzony jak Ty! - Krzyknęła za wnuczką.
z lekkim rumieńcem na twarzy, podeszła do szafki i wyciągnęła nakrycie na trzy osoby i zniknęła na werandzie. - Taki silny, a nie zagładzony jak Ty! - Krzyknęła za wnuczką.
- Oj babciu. - Z jękiem politowania, pojawiła się w kuchni by zniknąć w spiżarce. - Lazarus wyciągnij kieliszki do wina i zanieś je na werandę, dobrze? - Głowa Mastemy na chwile pojawiła się w drzwiach spiżarni.
- Już się robi. - Zasalutował i wziąwszy kieliszki, ruszył na werandę.
- Podoba Ci się co? - Babcia zerknęła na wnuczkę, gdy ta pojawiła się przy niej z dwiema butelkami czerwonego wina.
- Oj babciu. - Czerwony rumieniec spowił jej policzki. Odstawiła butelki na blat i odcedziła makaron.
- Je też mam zanieść? - Chłopak wziął butelki z trunkiem i uniósł ku górze.
- Tak. - Dziewczyna zerknęła przez ramię i wzięła dużą miskę. - Babciu, nagotowałaś tego jak dla wojska. - Zaśmiała się, rozluźniając się przy tym troszeczkę.
- Zjecie. Jak nie Ty to na pewno on. - Spojrzała za rosłym chłopakiem. - Wydoroślał nam poczciwy chłopina. Zawsze był taki chuderlawy, a teraz proszę. Kawał przystojnego chłopaka. - Babcia odpłynęła
w zawiły świat swoich fantazji. - Oj gdybym była 60 lat młodsza. - Wyrwało się jej w zamyśleniu.
w zawiły świat swoich fantazji. - Oj gdybym była 60 lat młodsza. - Wyrwało się jej w zamyśleniu.
- Babciu! No wiesz? - Dziewczyna parsknęła śmiechem i wzięła miskę z makaronem.
- No co? - Zrobiła niewinną minę i również zawtórowała jej serdecznym śmiechem. Wzięła sos i poszły razem na werandę.
- Czy coś mnie ominęło? - Lazarus spojrzał na kobiety i lekko się uśmiechnął.
- Nie nic. - Dziewczyna spojrzała na przyjaciela i postawiła misę po środku stołu. - Pięknie nakryłeś do stołu. - Podeszła do chłopaka, a odurzona jego słodkim zapachem, wsparła się na jego silnym ramieniu. Wyszczerzył się i otworzył wino. Po zjedzeniu obiadu, wstawił naczynia do zmywarki. Gdy chłopak buszował po kuchni, dziewczyna okryła nogi starowinki kocem. Sama zaś zasiadła wygodnie na huśtawce.
- No i gotowe. Wina? - Wszedł na werandę i ująwszy butelkę, dolał kobietom i sobie wina. Usiadł koło Mastemy i okrył ich kocem.
- Zaczynaj babciu. - Niecierpliwiła się dziewczyna. - Tak zaczynaj. - Zawtórował jej chłopak.
Babcia upiła łyk wina i zamyśliła się chwilę. Ciszę przerwał kojący, lekko zachrypnięty głos Silije.
Rzecz działa się w Chinach, wiele stuleci temu. Trzy wrogie sobie grupy, chciały za wszelką cenę odebrać złoto, które wysłał cesarz, do swej ukochanej. Jednak przejęcie złota nie należało do najłatwiejszych zadań, ponieważ pilnowali je Bliźnięta. Wyśmienici wojownicy, którzy nie znali litości. Srebrny Lis, Czerwony Lew
i Niepokonany Smok, rywalizowali ze sobą na każdym kroku. A odebranie złota cesarzowi, stało się ich priorytetem. Wrogie sobie grupy zbroiły się i zbierały armie. Jedynie Czerwony Lew, posłał po najsilniejszego człowieka. Złotego Tygrysa. Gdy czterech konnych popędziło ku zachodowi, przywódca Lwów obmyślał plan działania. Po trzech dniach jazdy, jeźdźcy podzielili się na dwie grupki. Dwójka z nich jechała dalej, a dwoje z nich skierowało swe rumaki ku północy. Meli odszukać najlepszego kowala
w północnych Chinach.
i Niepokonany Smok, rywalizowali ze sobą na każdym kroku. A odebranie złota cesarzowi, stało się ich priorytetem. Wrogie sobie grupy zbroiły się i zbierały armie. Jedynie Czerwony Lew, posłał po najsilniejszego człowieka. Złotego Tygrysa. Gdy czterech konnych popędziło ku zachodowi, przywódca Lwów obmyślał plan działania. Po trzech dniach jazdy, jeźdźcy podzielili się na dwie grupki. Dwójka z nich jechała dalej, a dwoje z nich skierowało swe rumaki ku północy. Meli odszukać najlepszego kowala
w północnych Chinach.
Złoty Tygrys medytował, gdy do jego uszu dobiegł tętent końskich kopyt. Nawet się nie obrócił, gdy zdyszani jeźdźcy zeskoczyli z koni i klęki przed jego majestatem. Ogrom jego postaci, przytłoczył ich na tyle, że nie śmiali nawet podnieść wzroku, gdy ów człowiek, stanął nad nimi, bacznie im się przyglądając. Przekrzywił głowę, wydając z siebie cichy pomruk.
- Miłościwy Panie, nasz Pan, Czerwony Lew prosi o pomoc w przejęciu złota cesarza. Transport owego kruszcu odbędzie się za dwa tygodnie. Jednak nie tylko On chce je zagarnąć. - Jeden ze sługusów Czerwonego Lwa, nawet nie spojrzał na Złotego Tygrysa.
- Kto jeszcze? - Głęboki baryton wydobył się z ust mężczyzny.
- Srebrny Lis i Niepokonany Smok. - Odparł pośpiesznie drugi.
Głusze mruknięcie wypełniło powietrze.
- Chodźcie. - Odwrócił się i skinieniem głowy przywołał koniuszego, który należycie miał zadbać
o strudzone konie. - A Wy za mną. - Powiedział to tonem, nieznoszący sprzeciwu. Wkroczywszy w swe domostwo, skinął na służącą, która po chwili przyniosła jadło. - Najedźcie się i wyśpijcie. Rano ruszamy.
o strudzone konie. - A Wy za mną. - Powiedział to tonem, nieznoszący sprzeciwu. Wkroczywszy w swe domostwo, skinął na służącą, która po chwili przyniosła jadło. - Najedźcie się i wyśpijcie. Rano ruszamy.
Sługusy Czerwonego Lwa spojrzeli po sobie i zasiedli do stołu, a Złoty Tygrys poszedł do swej komnaty by poćwiczyć sztuki walki, które i tak miał opanowane do perfekcji.
Babcia spojrzała na słuchaczy i uśmiechnęła się pod nosem. Upiła łyk wina, który rozlał się ciepłem po jej ciele.
- I co dalej? - Mastema i Lazarus jednocześnie wypowiedzieli owe słowa, po czym parsknęli śmiechem.
- Zamilczcie i dajcie mi opowiadać dalej. - Zgromiła ich staruszka, jednak po chwili uśmiechnęła się do nich.
Drewniane drzwi otworzyły się na oścież, a do kuźni weszło dwoje ludzi. Rozejrzeli się po ciemnym pomieszczeniu i skierowali się w stronę największego hałasu.
- Dzień dobry! - Krzyknęli, by przebić się przez hałas.
- Czego chcecie? - Kowal, na chwilę przestał wykuwać miecz.
- Czy Ty jesteś najlepszym kowalem w północnych Chinach?
- Zależy kto pyta. - Odwrócił się do nich plecami, dzierżąc w dłoni nie dokończony miecz.
- Czerwony Lew.
Kowal zamarł słysząc ów imię. Po chwili odzyskał panowanie nad sobą i włożył stal ponownie do ognia, by je rozgrzać do odpowiedniej temperatury.
- Pojedziesz zatem z nami. - Mężczyźni podeszli do kowala. - Zabierz tylko co jest Ci nie zbędne
w podróży. Resztę otrzymasz na miejscu.
w podróży. Resztę otrzymasz na miejscu.
- A jak nie pojadę z Wami? - Obrócił się do niech krzyżując ręce na piersi.
- To Cię zmusimy. - Wyciągnęli miecze i podeszli do niego bliżej, przytykając końce ostrego metalu do jego szyi.
~~~~~~
CDN.
Mam nadzieję, że miło się czytało i że chcecie dalszej części :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz