niedziela, 13 października 2013

Zawiłości miłości. Part I.

Spazmatyczny oddech nawiedził postać o słomianych puklach. Metraże torów, jakie kazano pokonać im sprintem były wręcz kolosalne, bynajmniej jak dla kogoś kto na co dzień borykał się z problemami sercowymi. Bardzo poważnymi problemami sercowymi, o których nie wspominał nikomu, gwoli ścisłości. Głupie, nieodpowiedzialne… Takie typowe w swej infantylności… I takie jednocześnie takie niesprawiające trudu. Balansowała po najmniejszej linii oporu, przekładając chore ambicje ponad własne zdrowie. Norma w jej antagonistycznym uniwersum.
- Cama, poczekaj. - sapnęła, machnąwszy na koleżankę zbierającą się do następnego biegu – Muszę złapać oddech… 
               Szatynka obróciła głowę, bezkrytycznym spojrzeniem taksując sylwetkę słaniającej się Bonnie. Chyba zaczęła oswajać się z jej widokiem, w czasie jak ta walczyła o resztki tlenu, tak bardzo potrzebnego każdej istocie żywej. Z resztą, to wszystko zaczynało komplikować się z dnia na dzień coraz bardziej. Nie rozumiała jej oślego uporu. Obie uczęszczały do najlepszej szkoły wojskowej w kraju, zgoda, ale takie nadwyrężanie organizmu ponad miarę mogło kiedyś odbić się czymś gorszym, aniżeli chwilowa duszność. Westchnęła więc pobłażliwie, puszczając ręce wzdłuż ciała.
 - Po prostu biust opada. Parskasz jak dławiony kundel.
               Prawda w oczy kole. Coraz trudniej było chwytać powietrze. Doszło do tego, że Cama była zmuszona odprowadzić przyjaciółkę do trenera. Ten przyjrzał się uważnie pobladłej blondynce i uśmiechnął wąsko z typowym dla siebie powątpiewaniem. Był jednak wyjątkowo ugodowym człowiekiem i tak jak się spodziewano nie robił zbyt dużych problemów. To jest, bardziej nie komplikował im życia.
- To wasza ostatnia lekcja? – zapytał treściwie, krzyżując ręce na torsie obitym w ciężki mundur. Było przecież tak gorąco… Współczucie samo chwyta za serce na taki widok.
- Tak jest, sierżancie. – padła chóralna odpowiedź.
- Więc idźcie do domów. Na jutro chcę usprawiedliwienie. – mruknął, przez moment taksując wzrokiem dziewczęta. – Od każdej z was. – dodał, ruchem podbródka wskazując Camę. – A wy ją odprowadzicie, rekrucie.
- Tak jest! – obustronny salut przypieczętował niepisaną umowę. Nie ukrywajmy, jasnowłosa czuła się jakby ją walec przejechał, potem cofnął poprawić niedoskonałość i jeszcze raz przejechał. Ciśnienie poderwało krew pod same skronie, atakując zdezelowaną postać cholerną migreną.
               Z osłupienia wyrwał ją dopiero pisk opon i nagły ból ramienia. Wraz z warknięciem wściekłego kierowcy. 
- Jak łazisz!? – ale jaki to był przejmujący dźwięk… Zimny dreszcz przemaszerował po jej kręgosłupie w brutalnym kontraście do obecnego ukropu. Żaden inny mężczyzna na Ziemi nie mógłby poszczycić się bardziej pociągającym, wpadającym w wibracyjną nutę, głęboko zachrypniętym barytonem. To prawie jak dostać piłką w łeb od samego Davida Beckhama! Zdolne zamroczyć przeciętnego człowieka na ulotną chwilę. Woń palonej gumy uniosła się w powietrze, mącąc wszechobecny odór spalonego słońcem asfaltu.
- Ja… Ja… - próbowała zacząć, jednak jej wysiłki spełzły na niczym. Westchnęła więc ciężko i zacisnęła mocno pobladłe wargi w czasie, jak jej przyjaciółka zadecydowała zawlec ją z powrotem na bruk. Cała żałość jasnowłosej postaci uleciała w pobłyskujących kącikach oczu, gdzie ledwo zauważalnie tliły się łzy bezsilności. Sapnęła ze złością, odtrąciwszy od siebie ramię Camy. Ta wzniosła tylko ręce w defensywie, nie chcąc już niczego więcej. – Przepraszamy. – rzuciła w imieniu ich obu. Grunt to to, że były już bezpieczne na chodniku, z dala od warczącego silnika. Bonnie zdążyła jedynie zwrócić uwagę na twarz mężczyzny, który wpierw zmierzył je całe górnolotnym spojrzeniem ciemnych oczu, a potem zakląwszy siarczyście na własną nieuwagę wcisnął pedał z taką siłą, że opony zawirowały bezsilnie, nim pchnęły wóz w dalszą drogę. Czarna bestia wkrótce zniknęła im z oczu. Blondynka jeszcze długo nie mogła oderwać wzroku od punktu, gdzie po raz ostatni widziała auto. I przerażająco przystojnego mężczyznę, który je prowadził. Pokręciła nosem do własnych myśli, rzucając przyjaciółce niepoukładane pod każdym względem wejrzenie. Pragnęła już tylko, aby ten dzień dobiegł końca.
``~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~’’ Pierwsza część z głowy, przepraszam za dość mizerną długość. Mam zamiar pisać dalej, ale najpierw wolałabym wiedzieć, czy ktokolwiek to przeczyta. Wytrwałym gorąco dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz