niedziela, 11 maja 2014

He who fights with mon­sters should look to it that he him­self does not be­come a mon­ster. When you ga­ze long in­to the abyss, the abyss al­so ga­zes in­to you. -zadanie na Delthę [Chaps]

Samiec obudził się wczesnym rankiem.  Wyspany, szybko  wyszedł ze swojej jaskini. Zaciągnął świeże powietrze do nozdrzy i wypuścił powoli przez pysk. Rozciągnął się i poszedł przed siebie. Dzień na Stadach Psich Serc był bardzo piękny-niebo było błękitne,bezchmurne,niczym spokojne morze bez najmniejszych fal, ptaki spokojnie latały nad Terenami Stada śpiewając różne melodie. Szedł w stronę Jeziora Dusz aby ugasić pragnienie. Pochylił łeb ku wodzie i wyją jeżyk. Dotknął nim wodę i zaczął powoli pić. Skończył po paru sekundach. Skierował się do lasku aby upolować sobie małą sarnę. Gdy znalazł się w zagajniku przyłożył nos do ziemi i zaczął tropić. Chodząc tak rozmyślał o stanowisku Delthy. 
Ważne jest to Stanowisko i wie że nie będzie łatwo go zdobyć. Wie też że ten zaszczyt wiąże się również  z obowiązkami. Aktywność i porządkowanie Stada to jego główne obowiązki, a jest ich o wiele więcej. Nie będzie też posługiwać się imieniem " Samiec Deltha " dla przechwałek bo by nie zasługiwał wtedy na ten zaszczyt. Wiedzial jednak że się poświęci i będzie dbał o SPS.
Nagle poczuł dziwny zapach. Nie to niedźwiedź,żubr,lis czy sarna. Może wilk? Nie ma ich na Terenach Stada, lecz nigdy nic nie wiadomo. Poszedł za ów wonią. Dotarł. Skrył się za drzewem. Wychylił powoli łeb aby zobaczyć co jest stworzenie które tak pachnie. Jednak wilk.... Pies warknął cicho pod nosem. Lorens to nie mógł być, ponieważ Lorens jest czarny, a ów stworzenie było kremowo-siwe. Wielkie,czarne oczy kremowego na coś patrzały. Był bardzo na tym skupiony. Polował. Chaps przyjrzał się dokładniej celowi psowatego. Toż to Alia,Tyler,Teinsay i Sherre bawili się razem, a wilczysko polowało na nich! Wilczak Czechosłowacki przyległ do ziemi. Bezszelestnie podszedł do krzaka który rósł obok bawiących się szczeniąt. Wskoczył w niego.
Chaps-Alia! Psst! Alia tu,tu!-szeptał-Siostra!
Mówił wciąż do niej, lecz na marne. Zbyt zajęta zabawą. Pies westchnął i złowrogim spojrzeniem przerzucił swój wzrok na polującego. Kremowo-siwy,może i brązowo-siwy, niezbyt wysoki wilk. Sierść krótka, pysk normalny. Umięśnienie? Ech...Zwykłe. Może i nawet mniejsze niż u innych wilków. Nagle nastąpił skok wilka.
Chaps-Teinsay! NIE!-Wyskoczył z ukrycia.
Kremowo-szary chciał naskoczyć na młodego Owczarka Niemieckiego. Teinsay zesztywniał ze strachu, jednakże Chaps wypchnął napastnika na bok i poleciał razem z nim. Przewalili się. Wilczak leżał na wilku, a wilk na ziemi. Gdy tylko wilczysko otworzyło oczyska i zobaczyło leżącego na nim psa zaczął się szarpać i wypychać Chaps'a. Drapieżnik był zadziwiająco silny, czego samiec się nie spodziewał. Paroma pchnięciami zwalił go z siebie i odbiegł tak jakby się
paliło.


(Wilk o którym jest mowa. )

Dlaczego Chaps nie pobiegł za nim? Zależało mu bardziej o zdrowie szczeniąt. Odwrócił swój łeb. No i świetnie,nie ma ich. Zły samiec podszedł do miejsca gdzie prędzej się bawiły. Przyłożył nos do ziemi. Powąchał ziemię. Wyczuł woń szczeniąt.
Chaps-Rozproszone uciekły we wszystkie strony-Warknął cicho.-Teraz muszę je szybko znaleźć. Byłoby źle gdyby wilk znalazł je szybciej-powiedział sam do siebie.
Poszedł w głąb lasu wciąż mając nos przy ziemi. Okropnie się martwił o dzieciaki, a najbardziej o swoją siostrę. Dlaczegóż nie idzie zobaczyć czy nie ma ich w swoich domach? A jeśli ich nie byłoby to jakby na to zareagowali? Byli by oni zaniepokojeni, bali by się i smucili ze mogą stracić pociechy, więc teraz najlepiej poszukać w lesie. Później w ich domach. Nagle....krzyk..krzyk dziecięcy....krzyk Ali! Wilczak od razu nastroszył uszy i pobiegł za ów dźwiękiem. Gdy dobiegł stanął. Wstrętne wilczysko zbliżało się powoli do młodej z szyderczym uśmiechem. A ta? Kuliła, szła powoli tyłem i zrobiła szczenięcą minę aby wilk odpuścił sobie. Jednak on szedł dalej. Już chciał skoczyć gdy Chaps naskoczył na jego grzbiet. Wbił kły w szyję. Miał już przegryźć tętnicę szyjną gdy jednak psowaty zrobił skok i zwalił z siebie psa. Samiec wylądował na plecach. Zamknął oczy, pogrążając się w przymusowy sen. Nic dziwnego jak walnął łbem o kamień. Drapieżnik nie tracił ani chwili. Naskoczył na Chaps'a i ugryzł go w klatkę piersiową. W tym momencie brązowy obudził się. Pisnął, lecz później warknął. Szarpał się we wszystkie strony. Nie mógł się wydostać z kłów kuzyna.
Chaps-Ali....Pomoc-jęknął,lecz chyba do wiatru bo małej nie było.
Pisnął przeraźliwie. Szaro-kremowy zmierzał do serca psa aby je przegryźć. Być może mu się uda bo ma bardzo długie kły. Pies nagle wpadł na pomoc. Tylko musiał zrobić to szybko i użyć na to całą swoją siłę. Serce mu waliło głośno i oddychał. Szybko i mocno pchnął się na lewy bok. Wilczysko puściło klatkę piersiową gdy Chaps leżał na nim.
Chaps-I co? Myślisz że tak łatwo się poddam?! Będę walczyć do utraty tchu i jeszcze dłużej!-po tych słowach znużył swe kły w szyję.
Poszarpał szyję chwilkę i puścił. Intruz dyszał i pocił się cały.
Chaps-No co, pieseczku? Zmęczony?!-przycisnął swoją łapę do jego gardła i zaczął dusić.
Nie lubił nigdy znęcać się nad swoją ofiarą przed śmiercią, ale tego osobnika musiał choć nie wiedział czemu. Po chwili wziął łapę do góry.
Chaps- Dusiło? A będzie to boleć?!- Ugryzł go w przednią łapę i pociągnął w prawy bok.
Łapa trochę się rozerwała na pół. Wilk pisnął na cały las.
Chaps-Bolało? Bardzo?-warknął-Może oduczy Cię to złych zachowań.-puścił kończynę.
Wilczysko spojrzało się na psa. Warknęło i ugryzło go w szyję. Pociągnęło energicznie do siebie. Szyja rozerwała się i było widać cieknącą krew. Na szczęście tętnica została nienaruszona. Chaps pisnął i zeskoczył z psowatego. Chciał oblizać ranę, lecz nie mógł, nie dosięgał. Sapał, wciąż patrząc na ranę. Krew lała się wciąż, jakby woda z wodospadu. Drapieżnik jednym susem skoczył na grzbiet psa. Wbił kły w grzbiet koło ogona. Zaczął je szarpać, ciągnąć, byleby sprawić psu tyle bólu co on zadał mu. Chaps piszczał skomlał, chciał go zwalić z siebie, lecz nie dawał się. Upadł. Zamknął oczy. Umrzeć nie chciał. Nie podda się. Wilk spadł wraz z nim. Wylądował obok nieprzytomnego. Usiadł wygodnie przed samcem. Wytrzeszczył swe kły i oblizał zranioną łapę. Myślał że to koniec. Że wygrał. Podniósł łeb ku górze i zawył.



Słychać było wycie na Polanie SPS. Lena zebrała paru wojowników SPS aby ruszyli poszukać ów stworzenia i go zabić. Ruszyli, więc. Chaps wciąż leżał, lecz powoli odzyskiwał przytomność. Zaczął słyszeć wycie wilka, choć nie tak głośno jak powinien oraz śpiewające ptaki. Oczy otwierał powoli, wciąż widząc wszystko przez mgłę. Czuł już parę zapachów, lecz mało. Po paru minutach jednak wszystko wróciło do normy. Słuch,węch oraz wzrok. Czekał aż wilczysko się odwróci to wtedy go zaatakuje. Po parunastu minutach, leżenia psowate obróciło się aby wejść w głąb lasku. Jednak samiec wstał energicznie i naskoczył na wilka. Użarł go w grzbiet, przy szyi. Pociągnął w swoją stronę. Wyrwał futro i trochę mięsa. Szybko wypluł to i ugryzł zwierzę w kark. Szarpał we wszystkie strony. Rozrywał go na kilka kawałków po czym wypluwał je.  Rany go bolały nadal niemiłosiernie, lecz nie mógł dać mu wygrać. Nie pozwoli by ten wilk wygrał z nim i przychodził polować tu na szczenięta. Nie...Nie może do tego dopuścić. Szaro-kremowy zaczął biegać w kółko i skakać. Udało mu się niestety zwalić Chaps'a. Samiec przewalił się na brzuch z piskiem. Psowaty skoczył na psa i wbił tez kły w jego kark. Też zaczął szarpać i ciągnąć. Rozerwał mu kark. Pies pisnął i udało mu się odepchnąć psowatego na bok. Wstał z drżącymi łapami. Skoczył na przeciwnika i ugryzł w szyję. Udało się mu w końcu...Tętnica przebita.... Wilczysko zdechło.
Chaps-I dobrze...-wypluł futro swojej ofiary-Teraz tylko szczeniaki....
Musiał je znaleźć i oddać rodzicom. Martwił się o nie. Nagle, niespodziewanie usłyszał znajomy głos. To Alia!
Alia-Chaps,Chaps! Jesteś cały!-Zawołała na jego widok-No prawie, ale żyjesz!- Zaczęła skakać dookoła brata.
Jej przyjaciele podbiegli do samca z uśmiechami.
Tainsay-Dziękuje za ratunek.-Siknął łebkiem.
Z krzaków wyszli wojownicy SPS.
Chaps-No trochę się spóźniliście....-Zaśmiał się-Już po wilku- Odsłonił martwe ciało psowatego.-Pozwólcie że udam się do jakiegoś medyka...-Ruszył.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz