środa, 30 stycznia 2013

Carmell la Devon - Moja historia - cz. 1


Witam.
Więc postanowiłam ,że napiszę opowiadanie,ale żeby sobie nie myśleć. Obiecany rysunek jest tylko skaner się zepsuł :c Ale wydaje mi się ,że będzie na tego waszego 5 lutego.

 ~

Obudziłam się w swojej norze , przy moich dwóch braciach i jednej siostrze.Leżała obok także matka,Colorado.Gdy moje ślepia zaczęły się otwierać moja rodzicielka uśmiechnęła się. Zaczęłam poruszać małymi pokracznymi wtedy łapkami.
Matka zaśmiała się.Widziałam ,że reszta rodzeństwa też się budzi.
-Gdzie jest tata?-Zapytałam.
-Na polowaniu kochanie.-Matka odparła.
Tak.Mowa była o moim ojcu.Moim całym sensie życia za szczeniaka.Disney-to było jego imię.Byłam jego kopią.Z cech matki nie miałąm prawie nic , byłam odbiciem ukochanego ojca.Kochałam go wtedy najmocniej. Nigdy nie przestawałam.Około pół godziny później ojciec wrócił z dwoma szarakami w zębach i uśmiechnął się do mnie prezentując swój ubrudzony od krwi komplet kłów.Zaśmiałam się i wstałam przyjmując pozycję do zabawy. On wnet puścił zające i zaczął się ze mną bawić.Byliśmy tak jakby podzieleni jeśli chodzi o zamiłowanie do któregoś z rodziców. Moja druga siostra - Roxanne była córeczką mamusi jak i mój brat - Lotus. Natomiast ja i Darko - mój drugi brat , ulubiony - kochaliśmy ojca. W sumie to pasował nam ten podział. Jednak matka chciała przebywać ze mną i Darko więcej czasu. Nie lubiłam jej. Szczerze. I wydaje mi się ,że mój brat też. Po chwili cała nasza rodzina zabrała się za śniadanie. Ja jak zwykle prawie nie tknęłam. Nie lubiłam jeść,byłam chuda jak patyk.Wyglądałam co najmniej dziwnie.
-Gdzie mnie dzisiaj zabierzesz?-Zapytałam ojca gdy skończyłam posiłek.
-Hmm..a gdzie by moja mała chciała dziś iść co?-
-Wodospad.-Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Ojciec bez chwili zastanowienia ruszył w kierunku zbiornika wody. Ja i Darko podreptaliśmy za nim.
Gdy dotarliśmy rzuciliśmy się z bratem na płytką wodę i poczęliśmy się bawić.Ojciec ułożył się miękko na jednej ze skał. Widać było ,że czuł nie pokój.Słusznie. W jednej chwili zza krzaków wyleciał masywny ryś. Disney rzucił się na niego ,a my wylecieliśmy z wody jak dzicy i schowaliśmy się za skałą.Ojciec walczył zażarcie z dużym kotem. Ten jeden ruch przeciwnika ,jedno kłapnięcie jego kłami. Mój ojciec leżał martwy na ziemi. Krew lała się z jego szyi. Osłabłam na duchu. Nie uwierzyłam w to. Mój brat nie wytrzymał i podleciał do rysia kłapiąc małymi szczękami. Ten załatwił go jednym ruchem łapy. Dwie najważniejsze osoby w moim życiu padły bezradnie. Po chwili ryś również padł zmasakrowany. Ja jedna , czteromiesięczny szczeniak wilka arktycznego, byłam sama wśród trzech martwych ciał. Podbiegłam do martwego ciała ojca. Położyłam się przy nim. Trwałam tam całą noc. Gdy obudziłam się następnego poranka zaczęłam rozmyślać. Tyle nieszczęścia stało się jednego dnia. I to przeze mnie. To ja chciałam iść nad wodospad. Zawyłam donośnie. Zdjęłam z szyi mojego ojca różaniec ,który zawsze przy sobie miał i zawiesiłam na swojej. Podeszłam również do brata. Musnęłam jego czoło jęzorem. Odbiegłam. Ostatni raz spojrzałam na moich dwóch dzielnych panów. Moje oczy zapełniły się łzami. Uciekłam w gęstwiny.

 ~

Tak. To na tyle. Zrobię jeszcze drugą część za tydzień.

Dziękuję za wysłuchanie chociaż 1/10 mej historii. 
-Samka wymusiła uśmiech i uciekła w las zaciskając powieki.-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz