czwartek, 16 sierpnia 2012

Slepa Kraina.

Li. Nie dorwałam cie ostatnimi razy, a jutro koniec konkursu x.x'
~*~*~*~
Ślepa Kraina.
Z wizerunku Sath.
Odejście.
[podkład]
Ziewnęła przeciągle i wstała z gleby. Przeciągnęła się i wyszła z jaskini. Zmrużyła ślepia w blasku słońca. Rozejrzała się powoli, po czym ruszyła ku najbliższej jaskini. Zajrzała do środka. Li już nie spała. Leżała rozmyślając i wpatrując się w sklepienie swej jaskini. Sath uśmiechnęła się.
-Cześć - przywitała się wesoło, na co Li zareagowała wzdrygnieciem, po czym wstała z ziemi. -Długo nie śpisz? -spytała i nie czekając na odpowiedź dodała. - Wczoraj się przyszykowałam, jestem gotowa. Idziemy?
-Okej. Idź po swoje rzeczy, spotkamy się nad jeziorem. - odrzekła Li i zaczęła szperać po jaskini. Sath wróciła do siebie i zarzuciła na szyję torbę. Spakowała jeszcze doń zioła, tak na wszelki wypadek i ruszyła nad jezioro. Doszłwszy nad jezioro, usiadła na brzegu i czekała na Li. Suczka przyszła po niecałym kwadransie. -Gotowa? - Li skineła łbem. -Idziemy. - i ruszyły brzegiem jeziora. Obeszłwszy je, ruszyły ścieżką leśną. - Jak myślisz, uda nam się coś lepszego znaleźć?
-Mam taką nadzieję, inaczej musimy tu wrócić. - westchnęła Li. Odchodziły ze swej polany z powodu dzikich zwierząt- niewiadomo skąd, pojawiały się tu lwy, tygrysy i smoki. Niekiedy niedźwiedzie i wilki. Obie musiały sie ukrywać, gdy owe zwierza nadchodziły. Sath westchnęła smętnie. Szły tak cały dzień. Gdy nadszedł wieczór, suczka dostała niemiłych wrażeń. Czuła na sobie czyjeś spojrzenie. Każdy dźwięk był dlań dziwnie podejrzany. Pokręciła łbem. -Mam zwidy... - pomyślała.
Nocny koszmar.
[podkład]
Zerwała się, dysząc ciężko. Rozejrzała sie wokół niespokojnie. Li spała w najlepsze. Wokół była ciemność. Czuć było jeszcze dym z resztek ogniska. Odetchnęła głęboko. -To tylko sen... - pomyślała. Jeszcze raz się rozejrzała i postanowiła stanąć na warcie. Tak na wszelki wypadek. Usiadła na skraju ich polanki, rozglądając się uważnie. Nie bała się o siebie, a o Li. Wciaż miała wrażenie, iż ktoś ją obserwuje. To było nie do zniesienia. Okropne uczucie. -Możnaby zwariować... - pomyślała, po czym potrząsnęła śpiącą Li. -Li... Li... Li! Obudź się! - zbudziła ją dopiero po kwadransie. -Ciebie się dobudzić nie da... kamiennoucha. - zaśmiała się cicho.
-O co chodzi? - Li ziewnęła i rozejrzała się. Następnie spojrzała na Sath i wstała. -Niech zgadnę... chcesz iść w nocy? - spytała, zanim Sath zdąrzyła cokolwiek powiedzieć. Zielone ślepia yarmouth tollerki powędrowały ku ścieżynie leśnej. Skinęła łbem.
-Nie wytrzymam... świra można dostać... będziemy spały po pięć godzin, chyba wystarczy nie? I na zmianę będziemy obejmowac warty. - po kilku minutach rozmowy, zatarło po sobie ślady, zabrały rzeczy i ruszyły. Sath starała się ciągle zwiększać tempo. Myślała, że cos zaraz sie nań rzuci. I gdy już była bliska biegu, uderzyła w jakąś skałę, zamyślona. Pokręciła łbem i spojrzała na Li, która miała oczy jak pięciozłotówki i wpatrywała sie wokół. Tollerka rozejrzała się i zrobiłą podobną minę. Stały obok wielkie skały ukrywającej ścieżkę. Wokół widać było pierwsze smugi mgły. Dochodził świt. Były na skraju lasu, w jakiejś krainie. Było ciemno, niewiele można było dostrzec. Ogromne skały z czarnego oraz białego kamienia rozciągały się wokół. Na kązdym były wyryte identyczne znaki. Tam, gdzie suczki stały, była największa, szara skała. Nań były już inne znaki. Pośrodku był jakiś owalny otwór. Sath rozejrzała się ponownie i nagle poczuła woń obcego stworzenia. Nie, to nie mógł byc człowiek, pies, wilk czy niedźwiedź. Nie mogło to być żadne żywe stworzenie. Jakaś obca rasa. Demon? Nie. Anioł? Tym bardziej. Zamrugała. Słończe poczęło wychylać się na horyzoncie. Wokół suczek znikąd pojawiła się mgła. Szara, gęsta, miało się wrażenie iż jakies obślizgłe stworzenie cię dotyka. I nagle usłyszała jak w oddali ktoś wykrzykuje jej imię. Ten głos był jej znajomy, bardzo znajomy... Li! Sath dopiero teraz zorientowała się, iż jej towarzyszka zniknęła. Nagle poczuła ból w głowie i wszystko pociemniało, ucichło.
Z wizerunku Li.
Ślepa Kraina.
-Sath! Saath! Sath, gdzie jesteś?! - Li rozpaczliwie starała się odnaleźć swą przyjaciółkę. Nic z tego. Zniknęła. Nic nie było widać, suczka poczuła sie niczym ślepiec. Po chwili uderzyła w czarną skałę. Były nań białe znaki. Mgły tu nie było, więc Li ujrzała napis Znajdujesz się w Ślepej Krainie, w dzień tu mgła, noc niczym czarne jej odbicie. - Li rozejrzała się. Była w jakiejś Ślepej Krainie. Gdyby nie to, iż Sath zniknęła - uciekła by z tego dziwnego, upiornego miejsca. Ruszyła tuż obok skał. Nieświadomie poszła złą drogą. I w pewnej chwili, tak po prostu otoczyła ją ciemność. Rozejrzała sie wystraszona. W tej samej chwili zapłonęły pochodnie uczepione kamiennych ścian. Był to biały płomień. W jakiś dziwny spokój ukoił on wszystkie emocje Li. Ruszyła przed siebie, jako iż z tyłu drogę zagradzał jej kamień. Po kilkunastu minutach stanęła. znalazła się w jakiejś grocie. Pośrodku, na płaskiej skale, leżały lśniące czarne i białe kule. Suczka nagle zapragnęła tu zostać. Zostać na zawsze. Poczuła błogi spokój. Aż nagle coś ją od tego oderwało. Poczuła tą samą woń, którą poczułą z Sath, gdy dotarły do tej krainy. W tej samej chwili przy skale pojawił się biało-czarny stwór. Ślepia barwy bladego różu były skierowane ku suczce. Li nie wystraszyła się. To ślepe spojrzenie było pełne tajemnicy i smutku, acz i było łagodne i ciepłe, niczym spojrzenie jej matki z młodości. Nagle dostała wrażenia, iż to matka nan patrzy. Mrugnąwszy, ujrzała przed sobą wizję: Matka stała tuż przedeń. Były w tej samej grocie. -Mama?... - Li zbliżyła sie kilka kroków. W jej oczach zalśniły łzy. Ale to było zbyt piękne, by trwało długo. Suczka mrugnęła i po chwili znów stała przed ślepym stworzeniem. Było niczym smok, acz o wiele mniejsze, bez skrzydeł. Miało sierść oraz lwi ogon. Rany cielesne. -Wreszcie przyszłaś... a gdzież twa towarzyszka, Sathana le Pedrosa? - Li zamrugała i westchnęła smętnie.
-Zostałyśmy rozdzielone. - wpatrzyła się w swe łapy. - Kimże jesteś?... - suczka spojrzała na stworzenie. - I skąd znasz mnie i Sath? Skąd mogłeś wiedzieć iż kiedykolwiek tu przybędziemy? Trafiłyśmy tu przypadkiem i czy chcesz, czy nie, idę odnaleźć Sath i razem się wynosimy. - rzekła stanowczo i zaczęła się wycofywać.
-Zaczekaj. - stworzenie machnęło łbem. -Nie musisz jej szukać. Jest tutaj. Droczyłem się poprostu. - uśmiechnął się dziwnie, po czym wskazał łapą na prawo od siebie. Była tam goła ściana.
-Co... - suczka zaczęła, lecz nie dokończyła. W ścianie pojawiło sie wejście do tunelu. - Nie wierzę ci. - spojrzała ponownie na obcego. - Nie wierzę, że tam jest Sath. To jakaś...- i znów nie skończyła. Upadła na plecy.
"Oto kraniec naszej przygody."
[podkład]
-Sath! - Li upadła na plecy, powalona przez przyjaciółkę. Po kilku minutach wstała. -Co się stało... jak my się obie tu znalazłyśmy? - spojrzała na nieznajomego.
-To Vattri - ślepe stworzenia żyjące wyłącznie w tej krainie. Rozdzieliły was, zapewne w zamiarze pożarcia. Ja jestem ich szamanem. Czyli tak jakby przywódcą. Te kule pokazują mi, co sie wokół dzieje. Jeśli jest spokój, jak na codzień-czuję spokój. Jeśli ktoś dotarł tutaj obcy, kule ukazują mi ich dobre - wskazał białą kulę - i złe - wskazał czarną - zamiary. Czarna w tym wypadku była milcząca. Biała zaś pełna odgłosów. I gdy poczułem puls kul, zrozumiałem iż powinienem was przenieść w jakieś bezpieczne miejsce. Sathana niestety tak była wystraszona iż przez przypadek przeniosłem ją trochę za daleko. - wskazał tunel. - Na szczęście teraz jesteśmy razem. A ja zowię się Vertano. - Sath zmrużyła ślepia - Żegnajcie. I obyście tu więcej nie trafiły. - i suczki nagle znalazły się ponownie na skraju lasu.
-Co do?... - Sath zrobiłą dziwną minę. Otaczały je te same istoty co Vertano. Droga była jedynie przez las. Obie suczki pobiegły ile sił w łapach. Nie patrzyły gdzie biegną - i ponownie zostały przeniesione. Stały teraz na brzegu jeziora. Doń wpadał wodospad. Rozejrzały się - były na niewielkiej polance, bardzo podobnej do ich uprzedniego miejsca zamieszkania. Tam jednak nie było wodospadu. I tu była tylko jedna, acz bardzo duża grota, leząca tuż obok wodospadu, w ścianie skalnej. Otoczona była dzikim bluszczem i pięknymi, błękitnymi kwiatami. - Li... jesteśmy w raju... - Sath spojrzała na przyjaciółkę. Spojrzały po sobier, po czym wbiegły do groty.
-Możemy tu zamieszkać. - Li miała strasznie podniecony głos. Jej mina wyrażała to samo.
-Tak... - Sath miała ten sam ton, acz jej mina była pełna ulgi, z powodu odejścia z tamtej krainy oraz radości. Grota składała się z dwóch pomniejszych jaskiń. - Ja biorę tą! - wskazała tą po prawej stronie. Była mniejsza od tamtej, tak jak lubiła Sath.
-Niech ci będzie. - Li zaśmiała się i obejrzała swoją grotę. Rozpakowała swoje rzeczy z torby - zioła, mięso, woda i jagody i krzemień. Sath miała to samo. Gdy były już gotowe, poszły pozwiedzać dolinę, która od teraz miała stać sie ich domem.
-A więc... - Sath po powrocie usiadła wraz z przyjaciółką przed grotą.
- Oto kraniec naszej przygody. - rzekły chórem, po czym zaśmiały się. Zjadły surowe mięso i poszły spać.
~*~*~*~ Koniec.~*~*~*~
Dziękuję za (nie) uwagę! :3
Mam nadzieję, że się podobało. [Ludzie, no powinno, męczyłam sie nad tym 3h o.o]
Li, sorki że razem nie ustaliłyśmy nic o opku, ale trafić na ciebie nie mogłam x.x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz