środa, 30 stycznia 2013

Dzieciństwo Luffiery cz.2

Jak słyszałam, trzeba oddać jakąś pracę.. Cóż, jeśli to nie problem, to chciałam zacząć kontynuować swoją historię. Tak więc, jeśli ktoś jest zainteresowany, to miłego czytania c:

Młoda, dumna przedstawicielka husky, spacerowała ogromną polaną, którą promienie słońca miały w objęciu aż do późnej, wieczornej pory. Jako, że był jeszcze wczesny poranek, słońce miało zostać tu i towarzyszyć jej jeszcze przez długi czas. Suczka przyglądała się terenom, z dumą obserwując każdy skrawek. Na rozległej polanie, usianej również drzewami, samiczka wyglądała jak malutka mrówka, a czuła się jak potężna lwica, nadzorująca swój podporządkowany lud lasu. Merdała wesoło ogonem, uśmiechając się do ptactwa, ale coś w świadomości kazało jej się zatrzymać. Uniosła łebek wyżej, gdy jej oczom ukazało się stadko dzików, składające się z samicy, samca i trzech maluchów. Suczka stanęła w miejscu, patrząc na stadko z lekkim przestrachem. Na razie, zwierzęta nie były agresywne, ale mała i tak wystraszyła ich się, gdyż były od niej o wiele większe i silniejsze, a poza tym, było ich więcej... W tej chwili towarzysząca jej odwaga, opuściła ją całkowicie i nie zostawiła po sobie najmniejszego śladu. Może i w umyśle suczki, była ona silna i odważna, jej imaginacja ani trochę nie stykała się z prawdą. Młoda zauważyła, że jeden z potomków dzików podbiegł do niej, zaczynając trącać ją nosem, jakby naganiając do zabawy. Gdyby młodziak był sam, pewnie by się z nim pobawiła, ale jego rodzicom najwyraźniej się ten pomysł nie podobał. Ojciec małego patrzył na nią z łatwo rozpoznawalnym gniewem, schylając potężny łeb nad ziemią. Suczka już widziała, jak biegnie do niej, by rzucić się na nią w obronie potomstwa. To się jeszcze jednak nie wydarzyło. Cofnęła się o kilka kroków, ale jednak młody dzik nie opuszczał jej. Pchnęła go lekko łapą, by go od siebie odgonić. I zrobiła źle. Jego ojciec jak najbardziej odebrał to za coś złego, przekopał jedną nogą ziemię pod cielskiem, po czym od razu ruszył w kierunku szczeniaka. Z początku szedł powoli, ale po chwili w wielkim oburzeniu ruszył na nią w pędzie, wymachując w jej stronę wielkimi kłami, wystającymi z jego pyska. Co mała mogła poczynić? W takich sytuacjach zawsze żałowała, że nie miała normalnej rodziny i kogoś, kto mógłby teraz zawalczyć ze zwierzęciem za jej skórę. Tak, mimo swojej wybujałej wyobraźni, która niemalże nie mieściła się jej w łebku, nic z tego nie mogło się zdarzyć w świecie realistycznym. Mimo wszystko, była wciąż tylko małym, bezbronnym, nieumyślnym szczeniakiem, liczącym na przymilne skinienie od losu, który od dłuższego czasu nie dał jej żadnego dobrego znaku.
Młoda Syberyjka wpatrywała się w obraz, który jej się w danej chwili malował przed orzechowymi ślepiami. Rozwścieczony, jak i niezmiernie niezależny dzik o potężnych kłach poruszał się w jej stronę, nie ukazując ze swej strony ani ździebełka dobrych zamiarów. Poziom jego wściekłości można było ujrzeć w jego oczach, które jarzyły się nieprzyjaźnie w stronę samotnego szczeniaka. I pomyśleć, że to wszystko spowodowało jedno, nieumyślne szturchnięcie, a życie młodej było już w niebezpieczeństwie. W napływie przestrachu, Luffierę wbiło w ziemię, nie ruszała się ani na krok, choć była pewna, że za chwilę może zginąć, bądź co najmniej zostać solidnie pokaleczona. Nagle suczka poczuła uderzenie. Jednak nie było to draśnięcie spiczastej pary dziczych zębisk. Młoda została zwyczajnie odepchnięta przez zwierzę wyraźnie od siebie większe, jednak o znajomym zapachu..
*
I C.D.N  Postaram się jak najszybciej kontynuować ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz