sobota, 18 sierpnia 2012

Szkolne życie Leny i innych. cz. II

-I co idziecie na imprezę? – Spytała Carmell.
Kolejny dzień. Właśnie jestem w szkole i rozmawiam sobie z dziewczynami. Nie wiem czemu, ale jakoś nie cieszę się tak jak Carmell z okazji tej sobotniej imprezy. U Izis też nie widzę zafascynowania na twarzy. Bueno gdzieś poszła, zapewne zapisać się do samorządu uczniowskiego, a Carmell nas dręczy pytaniami. Nie wiem co Carmell widzi w tej całej imprezie, ale myślę, że to by poznać jak najwięcej osób. Zawsze lubiła być w centrum uwagi. Nie to co ja.
-Ja pójdę, ale pod warunkiem, że dzisiaj Ty, Bueno i Izis przyjdziecie do mnie po lekcjach i pomożecie mi wybrać w co mam się ubrać na jutro.
Izis tylko przytaknęła, a Carmell jak widać ucieszyła się, że idę.  Po chwili przyszła do nas Bueno  z namalowanym uśmiechem na twarzy.
-Jest! Dostałam się. Będę w samorządzie uczniowskim. Oraz pomogę w przygotowaniu do jutrzejszej imprezy. A wy idziecie? –Skierowała wzrok na mnie i Izis
-Tak idziemy.-Odpowiedziałam jej za nas obie.
-To świetnie.
Zastanawiałam się, dlaczego odpowiedziałam za Izis, skoro ona swojego zdania nie wyraziła? Pokręciłam lekko głową i musiałam jeszcze poinformować Bueno o dzisiejszej zabawie w modelki u mnie.
-No więc Bueno po lekcjach idziemy do mnie, musicie mi doradzić w co mam się ubrać.-Powiedziałam z nutką obojętności.
Zadzwonił dzwonek  na lekcje. Carmell jeszcze dokańczała rozmowę z Bueno  o czymś tam i nagle szybko pobiegła w stronę sali. Wpadła na jakiegoś wysokiego, brązowowłosego chłopaka. Zaśmiałyśmy się wszystkie i przyspieszyłyśmy kroku by dołączyć do Carmell. Ona zaś zaczęła rozmawiać z tym chłopakiem. Chciało mi się śmiać, ale musiałam powstrzymać się.
-Wybacz, że wpadłam na ciebie. To było niechcący.-Powiedziała cicho do starszego chłopaka.
-Nic się nie stało, jestem Ravel.- Spojrzał na każdą z osobna wodząc wzrokiem.
Na twarzy Carmell można było zauważyć zawstydzenie. Ciągle wpatrywała się w niego. Widać, że się jej spodobał. Na początku speszyła się, nie wiedziała co powiedzieć, ale po chwili wreszcie przełamała się i przedstawiła mu nas.
-Ja jestem Carmell, a ta po mojej lewej to Bueno, obok niej Lena i Izis.  -Wskazywała ręką na nas.
Powiedziałam tylko krótkie i przelotne cześć zauważając naszą nauczycielkę od historii. Widać było, że jest zła, gdyż minęło już dobre pięć minut po dzwonku na lekcje. Z tego co wiem to ta kobieta nie lubi jak ktoś się spóźnia.  No i zaczęło się.
-A panienki to sobie urządzają flirty na korytarzu, jak już był dawno dzwonek na lekcje. Proszę do sali.
Ale było mi głupio. Drugi dzień szkoły, a my już wpadłyśmy w niezłe kłopoty. Carmell zakochała się, historyczka na nas drze się, Bueno wstąpiła do samorządu uczniowskiego , Izis chyba się na mnie obraziła, a ja? No właśnie.
Poszłyśmy do sali. Wiedziałam co się tam szykuje. Czułam tam każdego wzrok wlepiający się w naszą czwórkę. Usiadłam do ławki i czekałam, aż nauczycielka zacznie coś mówić. Nie myliłam się. Nie dość, że przy całej klasie zaczęła mówić, iż na przerwach flirtujemy to jeszcze niezłego przypału zrobiła Carmell, biedna ona współczuję jej. Normalnie czekałam aż skończy się ta lekcja. Nie dość, że była przynudzająca, szczególnie jak ta baba ją prowadziła, to jeszcze przez drugie pół lekcji pisaliśmy w zeszytach. W sumie  szybciej to zleciało. Całe szczęście, że zadzwonił dzwonek na przerwę. W końcu do domu.
Wracałam sobie z dziewczynami. Carmell jak zwykle zaczęła opowiadać o tym chłopaku co się z nim zderzyła na przerwie. Nie dość, że go nie znała to już miała w głowie tysiące myśli związanych z nim.
-On jest przecudny! Widziałyście jak się na mnie patrzył? –Mówiła to z wielkim  zafascynowaniem.
-Oho ktoś tu chyba się zakochał.  -Wtrąciłam się jej w połowie zdania.
-Ravel, a te jego imię. Ah. Normalnie żyć, nie umierać. Lena, dziewczyny on musi być mój. Musi rozumiecie?! –Popchnęła mnie lekko.
Nic nie odpowiedziałam jej. No tak. Carmell teraz będzie nam ciągle mówiła o tym chłopaku, a mi się nawet nie chce na te tematy rozmawiać. W sumie to nie wiem czemu. Odetchnęłam z ulgą gdy już doszłyśmy do mojego domu.
-Cześć mamo. Przyprowadziłam dzisiaj koleżanki, idziemy na górę.  –Powiedziałam przelotnie wchodząc po schodach do swojego pokoju.
Każda z dziewczyn przywitała się z moją mamą i też poszły za mną. Gdy już weszłyśmy do pokoju to włączyłam radio, by nie było aż tak cicho i otworzyłam swoją wielką, biało szarą szafę. Stałam przy niej jak wryta, lecz po chwili odwróciłam się do dziewczyn.
-No i co mam nałożyć? Sukienka, spodnie, spódnica?  -Spojrzałam na każdą.
Pierwsza jak zwykle wyrwała się Carmell i od razu szybkim  krokiem podeszła do mojej szafy ściągając jedną z fioletowych sukienek. Zerknęłam na nią krzywo. Mam się w to ubrać? Powiedziałam sobie w myślach. Sukienka była niby ładna, ale nadawała się bardziej na jakąś uroczystość. A to tylko impreza szkolna, po co mam się tak stroić.
-Nałóż to. Będziesz wyglądać w niej wystrzałowo.  -Carmell przykładała do siebie sukienkę.
Jako druga do mojej szafy podeszła Bueno i wyjęła z niej czarne leginsy oraz krótką jeansową spódniczkę. Przymierzyłam to co podała mi Bueno i niezbyt pewnie czułam się w tym. Przeglądałam się w lustrze pytając przyjaciółki.
-Może być? Bo sama nie wiem.  –Zerknęłam na nie.
-Myślę, że w sukience fajniej byś wyglądała.  -Rzekła Carmell trzymając dalej sukienkę.
-Mi się podoba. -Powiedziała krótko Izis.
-Tak! Nałóż to. Wyglądasz w tym ślicznie. Do tego jakaś fajna bluzka, włosy podkręcisz, nałożysz ten naszyjnik srebrny i kolczyki. –Przytaknęła Bueno doradzając mi.
Może i faktycznie miała rację. Mogłabym pójść w tej spódnicy i leginsach. Nie byłoby tak źle. W każdym bądź razie naprawdę jestem wdzięczna Bueno, za to że mi pomogła. Gdyby nie ona to zapewne zostałoby na tym, że poszłabym w zwykłych spodniach.
Pół godziny później każda z dziewczyn poszła. Odłożyłam swoje jutrzejsze ubranie i położyłam się spać.
Nastała sobota. Dzień pełen wrażeń, jak dla mnie. Ciekawo czy miłych, czy też nie. Z rana poszłam z mamą na zakupy, a po południu przyszła do mnie Izis. Była w zwykłych białych spodniach, czarnej bluzce i czarny sweterek. Jej włosy blond fajnie opadały na ramiona. Wyglądała tak naturalnie. Ja byłam już podmalowana i ubrana. Izis podkręcała mi włosy rozmawiając ze mną.
-Mam złe przeczucia. Myślę, że coś może się stać na tej imprezie. -Powiedziała bez żadnego entuzjazmu.
Pomyślałam sobie, że Izis przesadza, chociaż mogła mieć i odrobinę racji. Nigdy nic niewiadomo co tam może się wydarzyć. Spoglądałam w lustro patrząc jak Izis podkręca mi lokówką włosy i zamyśliłam się. Gdy już zrobiła mi fryzurę to czas było wychodzić. Było wpółdo ósmej. Impreza jest na ósmą, ale musiałyśmy być trochę wcześniej bo jeszcze spotkać się z Carmell i Bueno. Wyszłyśmy z domu. Spojrzałam na ściemniające się niebo i zachodzące słońce. To będzie się działo. Powtórzyłam w myślach idąc obok Izis. Rozmawiałyśmy głównie o szkole jak i o imprezie.
Nagle spotkałyśmy Carmell w rózowej rozłożystej sukni, a na włosach miała opaskę z diamencikami. Podeszła do nas uradowana i przytuliła nas na przywitanie.
- Hej. Wyglądasz nieziemsko.  -Powiedziałam uśmiechając się serdecznie do niej.
-To prawda. Ślicznie wyglądasz. A gdzie Bueno? –Spytała Izis.
-Dzięki wam. Dzwoniła do mnie i mówiła byśmy szły same, bo ona tam przygotowuje coś i pomaga w organizacji imprezy.  –Odpowiedziała Carmell odgarniając włosy.
Faktycznie. Bueno jest w samorządzie uczniowskim. Zupełnie mi to wyleciało z głowy. Doszłyśmy na miejsce i pewien starszy chłopak, chyba z trzeciej klasy, nie wiem nie znałam go założył nam przy wejściu kolorowe opaski na ręce. Dlaczego? Ponieważ wstęp jest tylko dla uczniów z naszej szkoły i nie chcieli zapewne jakiś nieznajomych. Rozglądałam się dookoła. Impreza odbywała się na podwórku szkolnym. Można powiedzieć że obok boiska. Wszędzie paliły się kolorowe światełka, na drzewach były powieszone ozdoby jak i baloniki, a na samym środku była ogromna scena. Na uboczach był poczęstunek i krzesła by usiąść. Nim się rozejrzałam, a Carmell pobiegła już do jakiś dziewczyn z naszej klasy. Chyba dostrzegłam Allie w zielonej bluzce. Bueno dalej nie widziałam, więc poszłyśmy z Izis usiąść i nieco odpocząć. Coraz więcej ludzi zbierało się. Dużo nieznajomych twarzy było.
-I jak ci się podoba impreza?  -Spytałam Izis
-Może być jak na razie. – Odpowiedziała
Nagle zapaliły się światła nad sceną i wszedł na nią chłopak o czarnych włosach i  średniego wzrostu w garniturze. Wszyscy zaczęli krzyczeć na jego widok i klaskać.
-Witam serdecznie wszystkich na naszej imprezie szkolnej. Nazywam się Renoir von Reinmar i jestem przewodniczącym samorządu uczniowskiego. Gwarantujemy dobrą zabawę i zapraszamy na koncert „The Boys” naszych chłopaków ze szkoły. Życzę udanej zabawy i zapraszamy już ich na scene.
Chłopak zszedł ze sceny i nagle zaczęli śpiewać . Dostrzegłam Bueno rozmawiającą z tym przewodniczącym.
-Patrz Izis! Bueno tam jest. Chodźmy do niej! –Wstałam i już skierowałam się w stronę Bueno, ale nagle ktoś złapał mnie za rękę. To była Izis. Nie wiedziałam o co jej chodzi. Spojrzałam na nią pytająco.
-Nie idź tam. Nie widzisz, że rozmawiają? Po co im przeszkadzać. Może podoba się on dla Bueno, więc lepiej zostańmy tutaj.
W sumie Izis miała rację. Po co było przeszkadzać. Bueno też wyglądała niepowtarzalnie. Miała krótką zwiewną sukienkę w kwiatki i ładnie upięte włosy. Siedziałam dalej z Izis zerkając na innych ludzi. Nagle do Izis zadzwonił telefon.
-Tak? Co się stało? Zaraz będę.  -Odłączyła się.
-Coś się stało?  -Spytałam się jej.
-Słuchaj Lena, ja muszę iść. Przepraszam, że cię tutaj zostawię samą, ale naprawdę to ważne. Coś się stało w rodzinie. Mama nie chciała mi powiedzieć o co chodzi. Wybacz.
Gdy chciałam coś powiedzieć, ona już odbiegła. Biedna Izis. Myślałam czy by nie pójść za nią, ale jednak zostałam.
Siedzę sobie tutaj całkiem sama. Miałam już dosyć tego siedzenia w jednym miejscu, więc przeszłam się nieco bliżej sceny. Chciałam znaleźć kogokolwiek znajomego, lecz niestety nie znalazłam. Jakaś dziewczyna zaczepiła się i wpadła wprost na mnie.
-Uważaj jak chodzisz. -Powiedziała ze zdenerwowaniem.
Spojrzałam tylko na nią i poszłam dalej. Stałam pod sceną i patrzyłam się na nią. Wybiła północ. Fajerwerki wystrzeliły w górę. Każdy zaczął krzyczeć. Zerknęłam w niebo wpatrując się.
-Witaj.  -Powiedział do mnie męski głos.
W następnej części:
-Kim jest tajemniczy chłopak który rozmawia z Leną?
-Czy Carmell i Bueno zakochały się?
-Co się stanie z Izis?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz