sobota, 9 sierpnia 2014

Zadanie na obrońcę pary Deltha. [Ragnar]

Dzień był odrobinę inny. Ostatnio ciągle świeciło słońce i było gorąco, duszno, a dzisiaj.. Dzisiaj od rana padał deszcz. Ulewa trwała już od kilku godzin i wszelkie dziury na polanie zamieniały się w kałuże, co prawdopodobnie ucieszy szczenięta, gdy tylko deszcz ustanie: nie będą musiały iść nad jezioro, żeby się pochlapać. Póki co jednak nic nie wskazywało na to, aby miało przestać padać.

Ragnar najchętniej nie wychodziłby z jaskini. Leżał spokojnie, a u jego boku znajdowała się Desiree. Ich dwójka synów, Bjorn i Eilert, jak zwykle dogryzała sobie i widać było jak na przysłowiowej dłoni, który jakie stanowisko w hierarchii wybierze jako dorosły. Dog zaśmiał się cicho, przyglądając się swoim dzieciom, po czym spojrzał na ukochaną i lizął bok jej ślicznego pyszczka. Kochał całą swoją rodzinę i nie potrafiłby sobie teraz wyobrazić życia bez nich. No, przynajmniej większości, bo o niektórych członkach rodziny nie miał nawet pojęcia. Skupiał się na ojcu, matce, rodzeństwie, ukochanej, dzieciach rodzeństwa i swoich.

Desiree parsknęła śmiechem, widząc 'bójkę' ich synów. Nie zabraniała im takich zabaw, podobnie jak i Ragnar. Oboje twierdzili, że w ten sposób przynajmniej nie wychowają maminsynków. Dog przeciągnął się i wstał, podchodząc do dzieciaków. Przez chwilę tłumaczył Bjornowi, jak powinien atakować, a Eilertowi, jak powinien się bronić. Odsunął się odrobinę od nich i obserwował na powrót ich poczynania, kiedy do środka wpadł jego szwagier, widocznie zdenerwowany. Rangar posłał spojrzenie ukochanej, a ta kiwnęła pyskiem i podeszła bliżej szczeniąt, a samiec, nim Chaps zdążył zareagować, wypchnął go z jaskini. Wilczak nie zrozumiał jego intencji i skoczył w jego kierunku, powodowany nerwami i szarpali się przez krótką chwilę, póki dog niemiecki nie przygniótł go do ziemi.
- Nie przy dzieciach, cokolwiek by się nie działo. Są za młodzi. - Mruknął i odsunął się od partnera swojej siostry. Spojrzał na niego.
- Przepraszam. Nie chciałem być wobec Ciebie agresywny, ale to był najszybszy sposób, żeby wyjść na zewnątrz. - Dodał po chwili, ciągle patrząc na niego. Chaps pokręcił łbem.
- Musiałeś, okej, rozumiem. Ragnar, musisz nam pomóc..!
Dog przechylił łeb, wpatrując się w niego z cierpliwością na wielkiej mordzie.
- Właśnie od tego jestem, Chaps, żeby pomagać rodzinie. Co się stało..?
- Nilay i Chacha.. Zniknęli w nocy.. - Odezwał się cicho pies, a Ragnar znieruchomiał.
- Jak to zniknęli? Może poszli gdzieś się pobawić? Szukałeś ich? Dużo mamy szczeniąt w stadzie, pewnie bawią się z kimś i..
- Nie, Ragnar, nie poszli! Wszystkich, dosłownie wszystkich poza Wami już pytałem.. Po prostu zniknęli i tyle! Nie ma ich nigdzie! Nukri odchodzi od zmysłów.. - Dog popatrzył na szwagra ze współczuciem. W życiu nie chciałby stracić któregokolwiek z dzieciaków, a co dopiero obu synów.. Potrząsnął mocno łbem.
- Nie łam się, Chaps. Znajdziemy ich. Chodźmy do Waszej jaskini, muszę sprawdzić, czy nie ma jakichś śladów..
Pies kiwnął łbem i bez słowa poprowadził doga do jaskini swojej i Nukri. Szary spojrzał ze współczuciem na siostrę, która leżała bezranie w kącie , uspokajana przez Sathanę. Skinął do matki łbem i zaczął rozglądać się po okolicy.
Nie było tu widać niczego niezwykłego - żadnych śladów pazurów czy kłów, nie polała się nigdzie krew, wszystko wyglądało tak, jakby dzieci po prostu sobie wyszły, żeby się pobawić. Nukri i Chaps wyglądali jednak na zbyt przerażonych całą sytuacją, żeby bagatelizować sprawę i choć skrycie Ragnar wierzył, że dzieci po prostu dobrze się ukryły, szukał dalej jakichkolwiek poszlak. Po jakimś czasie okazało się, że dobrze, że to zrobił - znalazł odrobinę długiego, rudego włosia, którego nie potrafił skojarzyć z nikim ze stada; ani nie wyglądało jak sierść kogoś znajomego, ani nie pachniało nikim, kogo by znał. Podciągnął kąciki pyska w górę w triumfalnym uśmiechu, wiedząc, że to ważny ślad.
- Znajdę ich. - Rzucił do rodziny i wybiegł z jaskini siostry. Węszył, szukając, gdzie mogła znaleźć się nieznana mu osoba, ale nie było to zbyt łatwe zadanie, kiedy aż tak bardzo rwał się, by biec. Ciągle padający deszcz też nie ułatwiał mu zadania. W końcu jednak odnalazł trop i domyślił się, dokąd poszedł porywacz młodych Nukri i Chapsa. Ruszył biegiem w określonym przez siebie kierunku.
Dużo czasu minęło. Musiał pokonać długą trasę, dotrzeć aż na sam skraj terenów Stada Psich Serc, żeby zobaczyć ją. Na długich łapach, smukła, o lśniącej sierści kasztanowej barwy. Kryła się w niewielkiej jaskini, rozglądając się nerwowo i co jakiś czas cichym warknięciem uciszając dwa szczeniaki, które ciągle próbowały wyjść na zewnątrz. Od razu rozpoznał w nich Nilay'a i Chachę. Spokojnym krokiem podszedł bliżej jaskini, kryjąc swoją obecność i przyglądając się jej. Dopiero znalazłszy się tuż przy wejściu, odezwał się cicho.
- Nilay, Chacha, Wasi rodzice się martwią.
Suczka spojrzała na niego, a wyraz jej pyska jasno wyrażał, że go nie zauważyła. Szczeniaki ucieszyły się, że ktoś po nie przyszedł, ale ruda nie. Warknęła głośno i rzuciła się w jego kierunku, jednak dog był przygotowany; zaparłszy się łapami w ziemi, nie pozwolił się przewrócić. Warknął głośno, sprawiając, że szczenięta, które jeszcze nie widziały go warczącego, wycofały się w głąb jaskini.
- Nie zabierzesz mi dzieci! - Wysyczała w jego stronę, mrużąc ładne, ciemne oczy. Ragnar uśmiechnął się lekko, ale nie był to raczej przyjemny uśmiech. Wyglądał paskudnie. Sprawiał wrażenie, jakby samiec gardził rudą suczką, jakby miał zamiar rozgnieść ją jak robaka. Był zimny, naprawdę zimny.
- Oczywiście, że nie zabiorę Ci dzieci. Głównie dlatego, że to nie są Twoje dzieci. To córka i syn mojej siostry i jej partnera, a Ty jesteś zwykłą porywaczką. Takich jak Ty powinno się od razu pozabijać. Nie wnosicie nic do życia nikogo poza niepotrzebnym strachem i stresem.. - Wywarczał, patrząc na nią uważnie. To było chyba dla niej za dużo, bo cofnęła się i znów skoczyła w jego kierunku z rozdziawionym pyskiem. W porównaniu do niego była mała. Odsunął się na bok i pozwolił, by ta upadła na ziemię. Nie wyglądała na zwrotną ani szybką.
Zszokowana tym, co się stało, potrzebowała dłuższej chwili, żeby się podnieść, ale nie została jej ona dana. Dog niemiecki skoczył w jej kierunku i przygniótł ją do ziemi. Patrzył na nią z lodem w spojrzeniu.
- Masz dwie opcje do wyboru. Pierwsza jest taka, że zabieram dzieciaki, Ciebie puszczam wolno, ale nie wracasz nigdy więcej na te tereny. Druga jest taka, że walczymy o szczeniaki, ale dobrze wiesz, że nie masz szans. - Mruknął, zbliżając pysk do jej zwisającego ucha. Suczka potrząsnęła łbem i popatrzyła na niego, przerażona. Przez długi czas milczała, myśląc najwyraźniej. Logiczne było to, że ona, nigdy nie szkolona w walce nie miała szans z dużo większym od siebie psem, który zdawał się znać na swojej robocie. W końcu odpuściła.
- Zabieraj ich.. Tylko puść mnie.. Nie wrócę.. - Mruknęła, a szary dog spokojnie zabrał ciężkie łapska z jej rudego ciała. Zerwała się na równe łapy, ostatni raz spojrzała w stronę jaskini i uciekła zaraz. Ragnar sprawdzał jeszcze, czy na pewno oddala się z tego miejsca, a kiedy miał już pewność, wszedł do środka.
- Nilay, Chacha, możecie już wyjść. Uciekła, a ja Was zaprowadzę do domu.. - Powiedział cichym, pozornie spokojnym głosem. Ciągle był zdenerwowany całą tą sytuacją, ale panował nad sobą. Dwa małe wilczaki czechosłowackie podeszły do niego niepewnie. Po chwili namysłu złapał Chachę za sierść na karku i ruszył w drogę powrotną. Nilay dzielnie dotrzymywał mu kroku.

Ze szczeniakami wędrówka była dużo wolniejsza. Minęło wiele godzin od porannych wydarzeń, ale w końcu wrócili. Tuż przed jaskinią Nukri i Chapsa dog postawił na ziemi Chachę. Puścił szczeniaki przodem, a sam wszedł za nimi.
- Nukri, Chaps, macie swoje pociechy. - Odezwał się, patrząc na siostrę.

______________________
Przepraszam, że takie krótkie. Wygląda marnie w porównaniu do tamtego, aczkolwiek chciałem je szybko zakończyć, gdyż już niedługo przecież powinniśmy spodziewać się opowiadania Nukri, a następnie moja kolej uczestnictwa w wojnie. Nie chciałbym wrzucać czegoś nieinteresującego w porównaniu do wojny. Zdaję sobie sprawę, że to jest nic, gdyby to przyrównać do tamtych opowiadań, ale przynajmniej nie zasłonię tym innych opowiadań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz