sobota, 18 sierpnia 2012

Listen To The Rain.

Na wstepie, chcialabym powiedziec, ze to opowiadanie ani troche nie jest powiazane z SPS. Dziekuje za uwage.
_______________________
Muzyka? Bardzo chetnie.

Deszcz uderzal o okno malego domku. Wysoka postac, z dlugimi blond wlosami przygladala sie calemu zdarzeniu. Odagarniajac co jakis czas wlosy do tylu, nucila cos pod nosem. Na jej bladej twarzyczce widnial delikatny usmiech, a lodowate dlonie byly pomlowane... Krwia?

Tego samego dnia, poranek.
Sacrifice, z pozoru normalna pietnastolatka, tego dnia nie miala isc do szkoly. Powodem tego byla jej choroba, ktora dzisiaj ja wrecz zmusila do zostania w domu. Tak, Sacrifice cierpi na schizofremie. Chorbe, ktora towarzyszy jej od dziesieciu lat, nigdy nie ustapila, jedynie leki czasem dzialy... No wlasnie, czasem. Zamknieta w swoim pokoju, otulona pierzyna zaczela nucic. Ciezko dyszala, rozpaczliwie sie rozgladala, po chwili zaczela krzyczec. Do drzwi natychmiast przybiegl pies, ktory zaczal je drapac, wydajac z siebie ciche szczekanie. Blondynka nieco sie uspokoila, slyszac przyjaciela, oparla sie ze spokojem o sciane.

Cisza...
Warczenie...
Krzyk...

I znowu to samo. TO wrocilo. Jednak inne niz kiedys, wieksze, straszniejsze. Oczy przekrwione, niczym krew. Odsunela sie. Zaczela krzyczec, nie wiedzac co robic. Wsadzila reke pod poduszke, szukajac czegos. Strach w jej oczach nie ustepowal, a wzmocnil sie, slyszac jak ktos wchodzi po starych, skrzypiacych schodach. Krzyk, ponowny. Drzwi z hukiem sie otworzyly, a do pokoju natychmiast wbiegl pies. Krepej budowy facet, otworzyl okno. Psina zaczela lizac dziewczyne po rekach, dajac jej przy tym uczucie bezpieczenstwa. Oczy, niczym szklo sledzilo kazdy ruch faceta, ktory tylko na nia spojrzal. Z jego strony dalo sie uslyszec ciche westchniecie, skierowal sie do drzwi. Za nim tylko ciche, zamkniecie drzwi... Blondynka odgarnela wlosy z twarzy, a glowe ulozyla na poduszce, marzac o czyms. Piecho ulozyl leb przy jej brzuchu, co jakis czas oblizajac pysk. Zasneli...
Po okolo trzech godzinach, Sacrifice obudzila sie. Ze swojego lozka wchodzila ostroznie, aby nie obudzic psiny, cmoknela ja w pysk.
- Wykreuje dla nas lepszy swiat... - Usmiechnela sie pod nosem.
Psychiczna? Z cala pewnoscia. Podeszla do szafy, i zaczela szukac w niej czegos. Po chwili wyjela z niej cos a'la plaszcz. Zamknela cicho drzwi za soba, i zeszla na dol. Zaczela sie rozgladac. Mezczyzna jak zwykle spal.
- Zrob to, nic Ci nie zrobia... - Ktos szeptal. Na bladej twarzyczce namalowal sie tajemniczy, a zarazem straszny usmiech. Weszla do kuchni, szukajac czegos w szafkach. W jednej z nich zablysl pewien przedmiot, dziewczyna zanurzyla dlon w szafce i wyciagnela owe cos.
Zaczal padac deszcz, ktory uderzal w okno. Dziewczyna zaczela zblizac sie w strone mezczyzny, majac nieobecny wyraz oczu.
- Zrob to... Zrob to... - Ponaglal ja glos. Ta na jeszcze chwile sie zawahala. Jednak wtedy to sie stalo. Wbila noz w bark ojca.
Krew zaczela sie wylewac z niego. Ten, zaczal krzyczec. Wyjela noz, i wbilago znowu. Mezczyzna byl bezradny, padla na ziemie po kilku takich ciosach.
Dziewczyna Rzucila noz na ziemie, krzyknela, a z jej oczu zaczely wylewac sie gorzkie lzy. Dlaczego to zrobila.
- Nie placz, zrobilas dobrze... - Pocieszal ja glos, a ona podobiegla do okna.
Uderzyla piescia w nie, i zaczela plakac. Dlaczego, dlaczego go posluchala? Wtedy spojrzala w swoje odbicie... Usmiechnela sie.
___________________________________
Te opowiadanie, nie ma na celu obrazach schizofremikow czy ludzi o podobnych chorobach. Wiec bylabym wdzieczna, gdyby nikt tak nie myslal.
To tyle z mojej strony.

Slon <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz