środa, 30 stycznia 2013

Nowy rozdział mojego życia...

'Biegnij! Nie zatrzymuj się, inibantur!'
Usłyszałam w głowie głos zmarłej wilczycy. Miała na imię Terra. Niedawno wzięła sobie na cel pomaganie mi, ostrzeganie przed niebezpieczeństwem i zostanie moją przyjaciółką. Postanowiła mnie uczyć, oraz pomagać mi.
Potrząsnęłam główką i obejrzałam się za siebie. Ludzie już zaczęli się cofać, opuszczając strzelby. Terrze udało się z trudem użyć magii ziemi i zasłonić mnie gęstą roślinnością, gdyż była duchem. Teraz szłam spokojnie obok mojej opiekunki, jak zwykłam nazywać tego ducha. Rozejrzałam się z ciekawością. Otaczały nas krzewy, kamienie i drzewa, zaczęło się nawet ściemniać. Westchnęłam cicho.
- Jestem zmęczona, Ter… Chce mi się spaaać…
Zwiesiłam łepek i ogonek. Zmarła wilczyca słyszała to co się mówi na głos, jak i również w myślach. Spojrzała na mnie współczująco.
'Tutaj jest zimno, inibantur*. Zaraz znajdę ci wygodne i ciepłe miejsce do spania…'
Duszyca zniknęła a chwilę, lecz zaraz wróciła. Powlokłam się za czekoladowooką do jakiejś norki w korzeniach drzewa, układając się w niej wygodnie. Chwilę potem zmorzył mnie sen…

Obudziłam się już o świcie, wypoczęta. Jak się później dowiedziałam, Terra czuwała nade mną przez cały czas. Rozejrzałam się. Wszędzie leżał biały puch. Aż się dziwiłam, że waderze udało się zasłonić mnie liściastymi krzewami. Przeciągnęłam się i ziewnęłam słodko, po czym potrząsnęłam łepkiem. Terra aż uśmiechnęła się na ten widok. Ruszyłyśmy dalej. Nie minęła godzina, a już było mi zimno. Nie skarżyłam się. Bawiłam się po drodze w zaspach, a Ter nabijała się ze mnie. W końcu poczułam czyjś umysł, który był spokojny i przyjaźnie nastawiony do wszystkich. Uradowana tym odkryciem, popędziłam w stronę właściciela umysłu. Po drodze jednak zmarzłam i położyłam się w krzakach. Zmartwiona Terra próbowała nakierować jakiegoś psa na tę polanę. Czułam że zdrętwiały mi już kończyny, kiedy przyszły dwie suczki. Mówiły o jakichś ziołach. Kiedy miały już wracać, ledwo co się poruszyłam i pisnęłam. Jedna z nich, Nirvena, usłyszała to i wyciągnęła mnie z krzaków.
- Weź to zostaw. Ja to wyciągnę.
Powiedziała biała suczka i wzięła mnie w łapki, po czym położyła w miejsce bez gałęzi aby dokładnie mnie zbadać. Zdumiała się, widząc że byłam szczeniakiem. Gdy suczki spojrzały na mnie z bliska od razu wiedziały.
- Jak się nazywasz?
Sunia o imieniu Lena przybliżyła pyszczek do mnie.
- Paa... Pazzesco... 
Mruknęłam cicho, nieco przestraszona. Swoimi dużymi, szafirowymi ślepkami patrzyłam na nie. Było zimno, więc zaprowadziły mnie na tereny stada zapominając o ziołach. Ogrzała się w jaskini Nirveny i opowiedziałam im o matce, ucieczkach… Lecz słowem nie wspomniałam o Terrze, obawiając się ich reakcji. Powiedziałam, że jakiś pies, chyba o imieniu Ravel próbował mnie zwabić na ich tereny. Bo próbował. Umysłem próbował jakiekolwiek szczenię w pobliżu. W końcu usnęłam ogrzana, a Terra czuwała nade mną tak, że nikt ze zdolnością widzenia duchów jej nie widział…

inibantur - siostrzyczko (łac.)
‘…’ - myśli, rozmowy w myślach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz