Nie każdy widzi sens w Halloween.
Wiadomo, że znajdą się tacy, którzy zupełnie odtrącą wszystkie związane z
tym specyficznym świętem zajęcia. Jednak tam, gdzie znajdą się ci nie
obchodzący święta zmarłych, będą i ci, którzy zwariowali zupełnie na
jego punkcie.
W pewnym psim stadzie istniał wielki podział między jego członkami - na tych, którzy wierzyli w Halloweenowe zabobony oraz tych, którzy obok owego święta przechodzili z obojętnością. W owej psiej sforze znajdowało się dwóch zagorzałych wielbicieli Halloween, którzy czekali z niecierpliwością od całego poprzedniego miesiąca na jego nadejście.
Raven - dwuletni owczarek niemiecki o całkowicie czarnym umaszczeniu sierści. W jego futrze nie dało się doszukać chociażby jednego włoska o innej barwie (jest to pewny fakt, bowiem był on dokładnie sprawdzony!). Oczy jego zaś o bystrym spojrzeniu odcień miały jasnobrązowy, a owa para ślepek zawsze błyszczała młodocianą ekscytacją. Pies był pełen energii i ochoty na przygodę, wszędzie było go pełno, dla niektórych wręcz do znienawidzenia. Większość członków stada traktowała go jednak z sympatią, bowiem mimo swojego chaotycznego usposobienia, zawsze służył pomocą, a i cechował go niezwykły szacunek do każdego stworzenia.
Ash - młodziak, liczący sobie zaledwie 4 miesiące. Rasy jego nie dało się określić dokładnie, a winą było połączenie matki, rasowej przedstawicielki rodu malamutów, oraz ojca, który był zwyczajnym kundlem o mężnej budowie. Psiak był równie skory do psot co inne szczenięta w stadzie, lecz ciągnęło go ku nieznanemu nieco bardziej niż pozostałych rówieśników. Rodzice jego zawsze powstrzymywali go od dalekich wypraw, jednak od kiedy zaczął przyjaźnić się na zabój z Raven'em, spoglądali łagodniej na patrolowanie oddalonych znacznie od głównych terenów stada miejsc.
Ash tak na prawdę nie wiedział jak się to stało, że zaczął zadawać się ze starszym od siebie psem. Młodego zainteresowało to, że mimo przybywających lat, nie tracił werwy i szczenięcej natury. Oboje wkrótce stwierdzili, że są dla siebie kompanami stworzonymi na miarę.
- Jesteś gotowy na najstraszniejszy wieczór w życiu? - Raven wlazł przez niewielką szparę między głazami, która prowadziła do ukrytej jaskini, o której wiedzieli tylko oni dwaj. To tam spędzali ze sobą sporo czasu wolnego, rozmyślali, wpadali na wszystkie dziwaczne pomysły, a i również mieli wewnątrz niemałą kolekcję przedmiotów różnego pokroju. Można się było doszukać tam wielu rzeczy, których nikt inny w stadzie nie posiadał. Raven podkreślił 'straszność' owego mającego niedługo nastać wieczoru, ukazując szeregi białych kłów w zawadiackim uśmieszku. Zastał swojego przyjaciela buszującego w jednej ze stert przedmiotów, w której miał nadzieję znaleźć coś, co nada się na Halloweenowe przebranie. Odwróciwszy się, omal nie podskoczył ze zdziwienia. Owczarek bowiem na sierści wyrysowany miał bialutki szkielet, dokładnie i starannie, co do jednej kości. Młody nie spodziewał się, że zastanie go w takiej odsłonie.
W pewnym psim stadzie istniał wielki podział między jego członkami - na tych, którzy wierzyli w Halloweenowe zabobony oraz tych, którzy obok owego święta przechodzili z obojętnością. W owej psiej sforze znajdowało się dwóch zagorzałych wielbicieli Halloween, którzy czekali z niecierpliwością od całego poprzedniego miesiąca na jego nadejście.
Raven - dwuletni owczarek niemiecki o całkowicie czarnym umaszczeniu sierści. W jego futrze nie dało się doszukać chociażby jednego włoska o innej barwie (jest to pewny fakt, bowiem był on dokładnie sprawdzony!). Oczy jego zaś o bystrym spojrzeniu odcień miały jasnobrązowy, a owa para ślepek zawsze błyszczała młodocianą ekscytacją. Pies był pełen energii i ochoty na przygodę, wszędzie było go pełno, dla niektórych wręcz do znienawidzenia. Większość członków stada traktowała go jednak z sympatią, bowiem mimo swojego chaotycznego usposobienia, zawsze służył pomocą, a i cechował go niezwykły szacunek do każdego stworzenia.
Ash - młodziak, liczący sobie zaledwie 4 miesiące. Rasy jego nie dało się określić dokładnie, a winą było połączenie matki, rasowej przedstawicielki rodu malamutów, oraz ojca, który był zwyczajnym kundlem o mężnej budowie. Psiak był równie skory do psot co inne szczenięta w stadzie, lecz ciągnęło go ku nieznanemu nieco bardziej niż pozostałych rówieśników. Rodzice jego zawsze powstrzymywali go od dalekich wypraw, jednak od kiedy zaczął przyjaźnić się na zabój z Raven'em, spoglądali łagodniej na patrolowanie oddalonych znacznie od głównych terenów stada miejsc.
Ash tak na prawdę nie wiedział jak się to stało, że zaczął zadawać się ze starszym od siebie psem. Młodego zainteresowało to, że mimo przybywających lat, nie tracił werwy i szczenięcej natury. Oboje wkrótce stwierdzili, że są dla siebie kompanami stworzonymi na miarę.
- Jesteś gotowy na najstraszniejszy wieczór w życiu? - Raven wlazł przez niewielką szparę między głazami, która prowadziła do ukrytej jaskini, o której wiedzieli tylko oni dwaj. To tam spędzali ze sobą sporo czasu wolnego, rozmyślali, wpadali na wszystkie dziwaczne pomysły, a i również mieli wewnątrz niemałą kolekcję przedmiotów różnego pokroju. Można się było doszukać tam wielu rzeczy, których nikt inny w stadzie nie posiadał. Raven podkreślił 'straszność' owego mającego niedługo nastać wieczoru, ukazując szeregi białych kłów w zawadiackim uśmieszku. Zastał swojego przyjaciela buszującego w jednej ze stert przedmiotów, w której miał nadzieję znaleźć coś, co nada się na Halloweenowe przebranie. Odwróciwszy się, omal nie podskoczył ze zdziwienia. Owczarek bowiem na sierści wyrysowany miał bialutki szkielet, dokładnie i starannie, co do jednej kości. Młody nie spodziewał się, że zastanie go w takiej odsłonie.

- No pewnie! - zawołał równie entuzjastycznie, merdając puszystym ogonem, by odwrócić uwagę starszego od swojego chwilowego zadziwienia. - A kogóż to poprosiłeś o zrobienie Ci takiego świetnego makijażu? - zapytał po chwili, rozszerzając powieki, jakby z niedowierzaniem.
Raven uraził się nieco, słysząc owe określenie. Dla niego bowiem była to wspaniała, jak najbardziej samcza charakteryzacja. Wybaczył jednak swojemu przyjacielowi to nieadekwatne użycie słów, po czym potrząsnął łbem, stając jak najrówniej przed nim.
- Jedna z naszych stadnych artystek. Zrobiła kawał dobrej roboty, nie sądzisz? Nie wiedziałem nawet, że mam takie kości w takich miejscach! - owczarek powiedział, dziwiąc się owemu faktowi. Ash zaśmiał się, zarzucając na plecy czerwony kawałek materiału, próbując zwinnie go ułożyć.
- Oczywiście. Pomożesz mi zawiązać moją pelerynę, Panie Szkielecie? - spytał żartobliwie, podchodząc do Raven'a niespiesznie, by nie zgubić po drodze części swojego przebrania.
Czarny skinął łbem potwierdzająco, po czym zabrał się za wiązanie krwistoczerwonej peleryny na karku przyjaciela. Gdy wszystko było już gotowe, młody usiadł dumnie tuż przed nim, wypinając pierś w przód, by pokazać swą odwagę i wspaniałość z najlepszej strony. Raven pokiwał łbem kilkakrotnie, jakby akceptując ubiór szczeniaka.
- Nie powinniśmy już iść? Za chwilę będzie się ściemniać. Słyszałem, że nasza Alpha z kilkoma innymi psami poukrywała trochę słodyczy na naszych terenach, żeby szczeniaki mogły się zabawić w poszukiwania. To miłe z jej strony. Ale żeby zdobyć jak najwięcej słodkości, trzeba się wybrać na łowy jak najszybciej - oznajmił Raven. Na wieść o owych słodyczach, ślepka Ash'a zabłyszczały niemalże. Widząc podekscytowanie szarego, zaśmiał się pod nosem, po czy machnął łapą na znak, by wyszli już z jaskini.
Gdy tylko znaleźli się na zewnątrz, rozpoczęli wielką burzę mózgów. Trzeba było bowiem opracować plan poszukiwania cukierków. Było kilka miejsc, które musiały zostać obowiązkowo przeszukane. Dlatego też musieli wziąć pod uwagę je wszystkie.
- Myślę, że powinniśmy zacząć od jeziora - zaproponował w końcu Ash.
- Tego tuż w pobliżu gór?
- A od jakiego by innego? Na pewno nie będzie tam wielu szczeniaków. Sam wiesz, że nie wszystkie mogą się tam same wybierać - dodał.
Raven przemyślał ową propozycję. Jego przyjaciel logicznie myślał i za to między innymi tak go uwielbiał. Czasami wręcz przerastał go inteligencją, lecz ta historia nie mówi o tym. Tuż po ustaleniu pierwszego celu wyprawy, oboje ruszyli w drogę, nie marnując czasu. Oboje mieli nadzieję, że na swej drodze napotkają chociaż jednego strasznego stwora, by móc opowiedzieć o tym reszcie stada. Kto wie, może wreszcie uwierzą w wiarygodność Halloween?
C.D.N
______________________________________
Witam,
witam. Widzę, że ostatecznie nikt nie zajął się konkursem na
opowiadanie Halloweenowe, więc stwierdziłam, że chociaż ja coś napiszę,
tak od siebie. Na razie jest to początek, a kolejna część powinna się
pojawić najpóźniej w sobotę. Chwilowo nic ciekawego się nie zadziało,
ale to się jeszcze może zmienić 8)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz