piątek, 17 sierpnia 2012

Opowiadanie na Samicę Deltha.

" Serce SPS"
Kolejny ciepły dzień mijał na zabawie i wygrzewaniu się na słoneczku. Całe SPS rozleniwiło się. Większa cześć stada spędzała upalne dnie nad brzegiem jeziora,ci,którzy nie wybrali tej opcji zajmowali się swoimi sprawami. Tak było i w moim przypadku. Chodziłam po terenach SPS i zbierałam zioła. Lato było idealną porą,na wykonanie zapasów i uzupełnienie zielnika. Popatrzyła z oddali na siedzących nad jeziorkiem. Ines rozmawiała z Fantą i obserwowała bawiące się dzieci.Nieopodal, na skale, leżał Zeev i Lumi.Patrzyli na siebie z miłością. Przeniosłam wzrok na Lenę i Leiko żarliwie nad czymś dyskutujące. Justa i Sathana przechadzały się po polanie, patrząc nabiegającego Ravela, usilnie próbującego złapać młodszego z synów. Podeszłam bliżej wodospadu, spojrzałam w jego kierunku. Nad wodą siedział Usher, Luff i Li. W krzakach siedziała Kei, najwidoczniej chciała ich przestraszyć. Nie pomyliłam się- wyskoczyła z krzaków z głośnym krzykiem i oczywiście Usher,wpadł do wody. Zaśmiałam się cicho. Wszędzie pełno było tych zwariowanych psiaków ze stada. Kiedy tak na nich patrzyłam przypomniało mi się, to, że chciałam zostać Deltą SPS. Tylko tak w właściwie, dlaczego? Właściwie, to nie ma wielu powodów. Jest za to jeden i bardzo ważny- kochałam to stado. Wszystkich na razi każdego z osobna. Darzyła ich wielką przyjaźnią i chciała, żeby żyło im się tu dobrze. Mogłam o każdym powiedzieć tak wiele, miałam też cichą nadzieję, że oni, choć trochę mnie lubią. Popatrzyłam na trawę i przypomniało mi się, że miałam przecież nazbierać jeszcze trochę ziół. Ruszyłam, więc w stronę lasu.Doszłam do zagajnika, gdzie zawsze zbierałam rośliny. W pewnym momencie snop światła padł na wejście do jaskini. Pomyślałam chwilę, ale postanowiłam sprawdzić, co tam jest. Byłam zdziwiona faktem, że wcześniej jej nie zauważyłam,a przecież bywałam tu tak często. Weszłam do jaskini. W środku było przepięknie. Ściany, zbudowane jakby z milionów kryształków, połyskiwały, gdy padły na nie promienie słoneczne. Po prawej ściance spływała woda, tworząc miniaturowy wodospad. Oczarowana, szłam dalej. W pewnym momencie, ściany przybrały niebieskawy odcień. Spojrzałam w głąb jaskini, zauważyłam, że w oddali widać jasne światło. Ciekawość sprawiła, iż szłam dalej. Stawiałam niepewnie kroki,dotykając twardych skał. Gdy oddalałam się od wejścia, ściany stawały się bardziej solidne. Widocznie zwężały się, bo w pewnym momencie dotykałam obu skalnych murów. Nie były już tak piękne jak przy wejściu- teraz przybrały szarawą barwę, a przynajmniej takie wydawały się w żółtawym świetle. Nagle oślepiło mnie coś. Potknęłam się o głaz i runęłam na skalną podłogę. Szybko podniosłam się i otrzepałam futro. Zmrużyłam oczy i spojrzałam w źródło światła. Na środku okrągłej komnaty, lewitował kryształ, z którego emanował oślepiający blask. Kiedy dobrze się mu przypatrzyłam, okazało się, że jest błękitny, ale sprawiał wrażenie przezroczystego. Miał piękny kształt serca. Podeszłam bliżej.Zauważyłam, że na jego powierzchni widniał niewielki złoty napis- „SPS”.Zdziwiona popatrzyłam na te trzy litery. Niczym w transie zbliżyłam łapę do niezwykłego przedmiotu. Już miałam go dotknąć, gdy nagle usłyszałam ciche warknięcie. Szybko cofnęłam łapkę i rozejrzałam się po jaskini. Niespodziewanie z cienia wyłoniła się postać.Przypominała wielkiego wilka, ale na jej grzbiecie widniała para smoczych skrzydeł. Z wielkich łap wystawały srebrne pazury, a końcówka ogona paliła się niebieskawym ogniem. Dziwny basior zbliżył się do mnie, więc odruchowo cofnęłam się do ściany. Byłam przekonana, że zaraz rzuci się na mnie i rozszarpie na strzępy. On jednak usiadł, zasłaniając mi drogę do kryształu. Popatrzyłam na niego i usiadłam pod ścianą.
-Kim jesteś?- Zapytałam, chociaż nie wiedziałam jak zareaguje.
-Strażnikiem Serca- Usłyszałam odpowiedź. Wydawało mi się, że dobiega ze wszystkich stron, jedyne, po czym poznałam, że odezwał się basior, było to, że poruszył pyskiem.
-A czym jest ten kryształ?- Wskazałam na lewitujące serce
-To jest Serce SPS, serce dające życie całemu stadu, każdemu jego członków.Tobie również- odpowiedział. Najwidoczniej był dobrze poinformowany, bo wiedział, że należę do stada.
-Mogę go dotknąć?- Ta pokusa, była tak silna, że nie mogłam się jej oprzeć
-Nie!- Ryknął głośno, ale natychmiast zmienił ton na nieco łagodniejszy- Jeżeli ktoś dotknie Serca, jeden z członków stada umiera, a jeżeli Kryształ opuści jaskinię Życia stado zginie. Nie zostanie z niego nic, a wszelki ślad po nim zaginie.Nawet ja nie mogę go dotknąć.
Popatrzyłam na niego zaskoczona i mimowolnie przybliżyłam łapy bliżej tułowia. Nie mogłam wyobrazić sobie, że ktoś z naszego SPS miał nas opuścić. Przed moimi oczami stanęło martwe ciało Kei, potem Ushera, Allie, Leny... Zacisnęłam mocno powieki, po moim futrze spłynęła łza. Nie mogłam na to patrzeć, coś okropnego.Cieszyłam się, że nie dotknęłam tego przeklętego Kryształu. Nie wybaczyłabym sobie nigdy, gdybym pozbawiła kogoś z moich bliskich życia.
-Dlaczego nie widziałam tej jaskini wcześniej?- Zadałam kolejne pytanie,przerywając czarne myśli.
-Wejście otwiera się tylko w specjalnych okolicznościach, a ujrzeć je może jedynie wybrana osoba.- Odpowiedział strażnik
-W jakich okolicznościach?- Zapytałam coraz bardziej zaciekawiona.
-Nie mogę Ci zbyt wiele wyjawiać. To, że zostałaś wybrana, nie oznacza, że jestem zmuszony powiedzieć ci o wszystkim.- Machnął ogonem i ogień na jego krańcu zmienił barwę na zieloną.
-Co więc muszę zrobić, skoro zostałam wybrana?- Zapytałam.
-Na razie nic Bueno la Karte- odrzekł- Do zobaczenia…
-Do zobaczenia?- Popatrzyłam na niego zdziwiona.
Nagle ogarnęła mnie fala senności, oczy same mi się zamknęły, czułam się jakbym leciała. Kiedy ocknęłam się byłam na powrót w zagajniku. Rozejrzałam się w poszukiwaniu wejścia do jaskini, ale nigdzie go nie było. Postanowiłam szybko wrócić do SPS i o wszystkim opowiedzieć Lenie i reszcie. Zabrałam moje zioła i pobiegłam w stronę polany stada. Kiedy zobaczyłam Lenę szybko do niej podeszłam.
-Hej Lena. Mam ważną sprawę- powiedziałam szybko, ciężko dysząc, bo przed chwilą biegłam.
-Tak, słucham Bueno?- Spojrzała na mnie.
Już chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam dobrać słów. Nie pamiętałam, co chciałam jej przekazać. Popatrzyłam zdziwiona w stronę, z której przybiegłam, ale nie mogłam sobie przypomnieć, o co mi chodziło. Odeszłam od Leny bez słowa wyjaśnienia.
Odniosłam zioła do mojej jaskini. Byłam nieco roztrzęsiona, bo w mojej pamięci była czarna dziura, nic nie mogłam sobie przypomnieć. Zirytowało mnie to bardzo.Wróciłam na polanę i szybko powrócił mi dobry humor. Przebywanie z członkami stada sprawiało mi wiele radości. Podeszłam do najbliżej siedzących: Leny,Ushera, Allie, Kei, Zeev’a, Shatary,Ravela i Leiko i przytuliłam ich ( miałam tylko nadzieje, że ich nie udusiłam xD).
- Kocham Was wszystkich, moje cudaki!-Powiedziałam i popatrzyła na całe SPS.
()()()()()()()
Opowiadanie wyszło nieco chaotyczne. Chciałam wyprodukować coś lepszego, ale niestety czas mnie naglił i wena opuściła. Pomimo to zawarłam, w nim najważniejsze- to, że wy wszyscy jesteście dla mnie bardzo ważni i uwielbiam spędzać z Wami czas.
Zamieściłam w nim to, czemu chcę być Delthą, po prostu lubię nasze stado i chcę brać aktywny udział w jego życiu. Chętnie będę pomagała Lenie, jak choćby w przypadku tworzenia Menu i RS.
Za wszelakie błędy i literówki przepraszam i czekam na opinie. Jak podobało się wam to opowiadanie?
To Tyle. Mówiła do Was, Bueno ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz