sobota, 18 sierpnia 2012

Lara. cz.1

Dlaczego tak bardzo tęsknimy za osobami, które już nie żyją? Czy oni za nami tęsknią, myślą o nas, wspominają? …
Obudziłam się z silnym bólem głowy o szóstej rano. Niektórzy sobie spali, więc postanowiłam wybrać się na spacer. Wyszłam z jaskini i poszłam prosto przed siebie przez polanę. Pomyślałam, że pójdę nad wodospad, gdyż tam jest spokojnie i cicho. Miałam nadzieję, że nikogo nie będzie, bo chciałam porozmyślać o różnych sprawach, lecz gdy dotarłam już na miejsce ujrzałam znajomą mi postać. Tak to była Leiko. Siedziała wpatrując się w swoje odbicie w wodzie. Podeszłam do niej powolnym krokiem spoglądając na nią. Nie byłam zła, że ona tam była, nawet dobrze, bo miałam komu wyżalić się i porozmawiać.
-Witaj Leno, nie śpisz? Co skłoniło cię, żeby tutaj przyjść? – spytała mnie.
Chwilkę zastanowiłam się, czy mówić jej dlaczego tutaj przyszłam. Nie byłam tego pewna, lecz jednak zdecydowałam, że jej powiem. Przysiadłszy obok niej zaczęłam wreszcie mówić.
-Jakoś nie mogę spać. Miałam dziwny sen. Przyszłam tutaj bo chciałam porozmyślać o pewnych sprawach.- Opuściłam łeb by zaczerpnąć świeżej wody z wodospadu.
-Co takiego śniło się Tobie Leno? Hmm.. i dlaczego jesteś taka smutna? Zawsze wesoła, a dzisiaj bez humoru.
-Więc posłuchaj mojego snu.. –usiadłam i zaczęłam opowiadać.
W śnie pobiegłam nocą do lasu, by poszukać ziół leczniczych dla Fallon’a. Las tej nocy był straszny i przerażający, że bałam się sama do niego pójść, lecz zdrowie Fallon’a było ważniejsze. Pobiegłam tam sama, gdyż nie chciałam nikogo budzić, bo wszyscy sobie smacznie spali. Nie zdałam sobie sprawy, że niebezpieczeństwo czai się. Zaczęłam szukać pod roślinami leczniczego zioła, gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Pomyślałam sobie, że to pewnie jakieś zwierzę, więc nie zwracając na to uwagi szukałam dalej. Istota ta zbliżała się coraz bliżej. Odwróciłam się na chwilę, lecz nikogo nie dostrzegłam. Znalazłam zioła i zaczęłam je wyrywać. Usłyszałam warknięcie i gdy odsunęłam się nieco do tyłu, zahaczyłam się o czyjąś łapę i przewróciłam się. Był to wilk o ciemnej maści, oczy świeciły się mu na czerwono, więc najprawdopodobniej był zły. Szybko odskoczyłam w prawą stronę, gdy ten kłapał szczęką przybliżając ją ku mej szyi. Musiałam się bronić. Podniosłam łapę i drapnęłam go w pysk. Odbiegłam z ziołami w łapie, ale on biegł za mną. Postanowiłam zatrzymać się i z nim porozmawiać. Zatrzymałam się i czarny wilk również przystopował wpatrując swoje ślepia we mnie.
-Czego chcesz? – Spytałam z pogardą unosząc łeb.
Ciągle powarkiwał na mnie, lecz na chwile przestał szczerząc swoje kły.
-Zabić Cię. Zabić.!- Oblizał się ostrząc swe pazury o głaz przy którym stanęłam.
Wzruszyłam barkami idąc dalej. Wtem rzucił się na mnie przewracając mnie. Wkurzyłam się, więc wyrzuciłam zioła za siebie i zaczęłam z nim walczyć. W pewnym momencie ujrzałam przed sobą jasną postać. Nie przepraszam.. To był pies, znajomy mi pies. Nie mogłam sobie przypomnieć kto to był, ale gdy sobie wreszcie skojarzyłam kto to był , otworzyłam oczy i zobaczyłam, że czarny wilk leży nieprzytomny. Jakim cudem? No właśnie jakim cudem on leży, a krew z niego skapuje. Wzięłam zioła w łapy i odwróciłam łeb ku świecącej się postaci. Skinęłam łbem i podziękowałam.
-Dziękuję za uratowanie mi życia.- Spoglądałam wciąż na psa. Wtem pies odpowiedział:
-Nie ma za co moja kochana Leno.
Tak to była moja zmarła matka Lara. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, że ją zobaczyłam jako ducha. Przecież ona nie żyje. Chciałam coś dopowiedzieć, lecz było za późno. Usłyszałam tylko ostatnie jej słowa. „Wracaj teraz, jestem zawsze przy Tobie.” Tymi oto słowami zakończył się mój sen.

Leiko spojrzała na mnie, a mi chciało się płakać, lecz uspokoiłam się.
-Leiko ja muszę ją odnaleźć.. Muszę. – mrugałam oczyma patrząc na odbicie w wodzie.
-Dobrze, pomogę Ci, na mnie zawsze możesz liczyć.
Przybiegły do nas Ines i Bueno, Opowiedziałam im mój sen i dziewczyny również okazały swoją pomoc mi. Ines wpadła na pomysł, żeby pójść w nocy na cmentarz. To był szalony pomysł, ale i nie głupi.
-Ale po co na cmentarz w nocy? – Spytała Bueno z niedowierzeniem i lekkim przerażeniem.
-Porozmawiamy sobie ze zmarłymi.- zażartowała Leiko.
Zerkałam co chwilę na Leiko i Bueno. Akurat to nie było śmieszne co powiedziała Leiko. Spacer na cmentarz to całkiem dobry pomysł, może być ciekawie. Bueno jednak niezbyt to cieszyło.
-Mówicie poważnie, ze chcecie tam iść? Może ja lepiej zostanę?- wykręcała się Bueno.
-Ty masz iść!- krzyknęła Ines.
Milczałam przysłuchując się rozmowie suczek. Chwilę zamyśliłam się.
-Bueno nie ma czego się bać..- Leiko pocieszała Golden Retriever.
-A..ale..
Rozmowę przerwała Ines. Mówiła stanowczym głosem, tym razem bez śmiechu.
-Nie ma żadnego ale. Lena jest jasnowidzem co umożliwi łatwiejsze porozumienie się ze zmarłymi i zrozumie co oni myślą, a Ty Bueno jesteś wróżką. Leiko zna się trochę na medycynie, a ja będę chronić was przed jakimkolwiek atakiem. Idziemy tam dzisiaj. O 23 wyruszamy, bo musimy niezły kawałek przejść. Zgadzacie się? Musicie się zgodzić, nie ma takiej opcji że nie.
Kiwnęłam łbem na znak, że zgadzam się na wszystko co powiedziała Ines. Leiko również się zgodziła. Bueno tez dało się namówić i przekonać.
-Nie mówcie nikomu, gdzie dzisiaj idziemy. Nikt nie może się dowiedzieć ze stada o tym. Zachowajmy to w tajemnicy. – dopowiedziałam.
-Zgoda. Nikomu nie powiem, pozostanie to między nami.- powiedziała Bueno.
-Dobra wracajmy na polanę, żeby nie było.
Ines poszła w kierunku polany, a ja Leiko i Bueno tuż za nią. Większość wylegiwała się na słońcu, a my usiadłyśmy w cieniu i rozmawiałyśmy sobie o tym co dzisiaj ma się wydarzyć.
-Więc tak trzeba omówić tu i teraz jak to będzie wyglądało.- Szepnęła do nas Ines.
-A jak ktoś usłyszy?- Spytałam.
-Nikt nie usłyszy, bo będziemy mówić szeptem. Zaczynając od tego, że musimy położyć się dzisiaj gdzieś o 15-16 żeby wyspać się i być wypoczętym. – tłumaczyła Ines
-Aa… jak zaśpię?- Zbulwersowała się Leiko.
-Nie zaśpisz bo Cię obudzimy. Z jaskiń wychodźcie o 22:30 i spotykamy się pod moją jaskinią. Weźcie jakieś jedzenie z popołudniowego polowania, żeby coś w między czasie jak będziemy szły przekąsić. Wezmę jakieś tam potrzebniejsze rzeczy. Zrozumiałyście?- patrzyła na nas Ines zmierzając każdą z nas wzrokiem.
-Zrozumiałyśmy. – odpowiedziałyśmy równocześnie.
-Dobra to mamy już chyba wszystko ustalone. To do zobaczenia. Idę nakarmić szczeniaki.
Ines odbiegła do jaskini szczeniaków, a ja rozmyślałam nad dzisiejszym planem. Czułam, że coś może pójść nie tak i będzie źle. Ale co takiego? Ktoś znowu nas zaatakuje, czy nie dotrzemy do cmentarza? A może to tylko moje złe myśli? Powinnam zacząć myśleć pozytywnie. Leiko gryzła jak zwykle patyk, Bueno skubała trawę a ja siedziałam i wpatrywałam się w niebo. Ciągle zastanawiałam się, dlaczego wtedy ukazała się moja matka i dlaczego ją tam widziałam i skąd ona wiedziała? Na te pytanie nie uzyskałam odpowiedzi, ale może jak dotrzemy na cmentarz do jej grobu to uzyskam te odpowiedzi? Nie wiem jak to będzie. Po prostu nie mogłam doczekać się godziny 23. Po południu wraz z innymi wyruszyliśmy na polowanie do lasu. Tym razem upolowałam więcej zwierzyny niż zwykle, żeby zostawić na noc. W końcu nie będzie dzisiaj kolacji. Dzisiejszego dnia byłam o dziwo cicha. Rozmawiałam tylko z Leiko, Ines i Bueno, z resztą niezbyt. Myślę, że nikt nie domyślił się, o co chodzi. Starałam zachowywać się normalnie i nie okazywać przy innych, że jestem lekko przestraszona i zaniepokojona. Na szczęście nikt nie domyślił się.
Ja, Leiko, Ines i Bueno poszłyśmy do swoich jaskiń zdrzemnąć się. Spałam może jakieś 6 godzin. Obudziłam się o 21, spakowałam jedzenie i drobiazgi. Zajęło mi to gdzieś godzinę, więc o 22 wyszłam z jaskini. Ujrzałam Bueno z daleka i od razu podbiegłam do niej.
-Gdzie Leiko? Miała też być.- pokręciłam łbem bo doskonale wiedziałam, że zaspała.
-Biegnijmy do jej jaskini, trzeba ją obudzić!
Pobiegłyśmy do jaskini Leiko. Oczywiście wiadomo, że spała. Dobrze, że dopiero była godzina 22:10, to będzie miała czas żeby spakować się. Oczywiście pomożemy jej w pakowaniu się.
-Wstawaj!- krzyknęłam.
-To już?! O Boże zasnęłam. Wybaczcie.. – Leiko natychmiast zerwała się i zaczęła pakować jedzenie oraz lecznicze zioła do torby.
Gdy wyszłyśmy, podeszłyśmy pod jaskinię Ines czekając na nią. Godzina 22:30. Ines wyszła z zadowoleniem z jaskini.
-Możemy moje kochane iść.- Przystanęła na chwilę rozglądając się czy nikogo nie ma.

Ciąg dalszy nastąpi.
-Czy Lena, Leiko, Ines i Bueno dotrą na cmentarz?
-Kogo spotkają po drodze?
Dowiecie się już w następnej części.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz