wtorek, 28 maja 2013

Lullaby cz. II

   Chwile mijały tak beznadziejnie szybko, gdy ruda niesiona smutnymi myślami starała się pokonywać czas. Okrucieństwo jej historii cały czas zajmowała jej czas i towarzyszyła przy każdym ruchu. W końcu po jej policzku spłynęła stosunkowo mała, ale jakże słona łza. Wyglądała jak manekim na wystawie, o którym zapomniano już dawno, a pięknej urody rzeczy, w jakie przywdziano ją nigdyś zostały skradzione i zastąpione podartymi kawałkami materiału.
   W głowie brzmiał jej głos matki, która uspokajała ją w trakcie burzy, oraz gdy wojska dobijały się do drzwi. Dzień powoli kończył swe ponaowanie, przekazując pałeczkę nocy.
   Każdy chyba wie, jak szybko smutek może przerodzić się w złość i zacząc pustoszyc wszystko wokół. Mimo wszelkich starań tym razem rówież sie tak stało. Po pustej przestrzeni i niezagłuszonej ciszy poniósł się przenikajacy krzyk bólu, zmieszany z rozpaczą za te wszystkie chwile okrucieństwa świata.
   W dużych, zielonych oczach dziewczyny, w których zawsze królowało opanowanie i spokuj, który pozwalał jej przezyć cały ten czas zaistniał niepokój, strach zmieszany ze złością. Dziewczyna opadła na kolana, unosząc bladą twarzyczkę ku niebu i patrząc się w nie bezcelowo.
   Gdy z jej małego gardła wydostał się kolejny krzyk chwyciła za cegłę, która leżała gdzieś obok i cisnąła nią o ziemię, a ta połamała się na kilka części. Po jej policzach zaczęły ściekać łzy, a wokół jakby zaczęło grzmieć tysiące głosów, powtarzajacych coś szeptem. Podniosła się i ruszyła do riun dawnej kuchni, aby tak odszukać coś, co w jakikolwiek sposób mogłoby przypomnieć jej rodziców. Po kilku krokach znów opadła na kolana, zakrywajac twarz dłońmi.  
    Wszystkie zwierzęta wokół na pewno wyniosły się, słysząc jej przenikliwe krzyki rozpaczy, która dopiero teraz w nią wstąpiła. Księżyc był w całej okazaości, oświetlając swoimi delikatnymi promieniami okolice.
    Przez dziurawy dach wkradły się wątłe promyki, którym udało się tchnąć w małą trochę życia i siły, aby podjąć kolejny krok. Stłuczone lustro, leżące gdzieś przed nią odbiło jeden z silnuejszych promieni, który zaraz potem znikł, zostawiając ją samą ze swoim mizernym odbiciem w szybie.
   Dziewczyna podeszła do szyby i dotknąła je swą chudą, kościstą rączką. Zaraz potem oparła się o nie, przytulajac do siebie jak żywą istotę. Zadziwiajace, jak samotność potrafi zniszczyć ludzką psychikę...
   Gdzieś wokół niej jakby poniósł się szept, który starał się informować ją o swoim istnieniu i towarzystwie.
   -Kłamiesz, cisza jest przede mną... -Wyszeptała tylko rudowłosa i zamknęła zielone oczy, pogrążajac się w śnie. Po raz pierwszy od kilku dni...

<Cieszcie morski, moi drodzy. Kolejna część mojego opowiadania, które na 100% nikogo nie porwie. Nie mam daru pisarskiego. Cóż, dalej nie wiem, ja się zakończy i czekam na wasze pomysły. Mam nadzieje, że chociaż jedna osoba jest zaineresowana moim opowiadaniem...>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz