środa, 30 stycznia 2013

Atak lisaaa!!! cz.1

Obudziłam się w jakiejś jaskini. Dopiero po chwili dotarły do mnie wydarzenia wczorajszego dnia. Uśmiechnęłam się delikatnie, rozglądając. Jaskinia była dośćduża... Powoli wstałam na łapki, chwiejąc się. Przeszłam niepewnie parę kroków. Uradowana tym że już się nie chwieję wybiegłam w podskokach z jaskini. Z bananem na pysku wskoczyłam w zaspę, śmiejąc się. W głowie usłyszałam jak ktoś parska śmiechem.
'Dzień dobry, inibantur...'
- Terra!
Krzyknęłam uradowana, widząc ducha wilczycy. Spojrzała na mnie rozbawiona tymi swoimi czekoladowyi oczami. Uśmiechnęła się szeroko i pogładziła pyskiem moje furto. Jakiś czas temu wzięłyśmy się ostro za ćwiczenia, dzięki którym będzie mogła wszystkiego dotykać, a wszystko także ją, kiedy będzie miała ochotę. Uczyła się wtedy także używać magii ziemi, co przychodziło jej z ogromnym trudem, lecz z każdymdniem łatwiej.
'Teraz jesteś bezpieczna... Ale nie martw się, nigdy cię nie zostawię...'
Uradowały mnie jej słowa. Ze śmiechem zaczęłam brykać po polanie przed jaskinią. Moja opiekunka patrzyła na to z rozbawieniem. W końcu potknęłam się i przejechałam się na grzbiecie, waląc główką o pień drzewa. Ach, ja i to moje szczęście...
'Inibantur! Nic ci się nie stało?!'
Ou... Chyba przestraszyłam Terrę.
- Nie, nic...
Syknęłam cicho, dotykając łapką swojego łepka. Duszyca natychmiast znalazła się przy mnie, patrząc z troską.
'Jestem twoim custos*, a ty moją warda*, inibantur...'
Z szerokim uśmiechem wstałam. Usłyszałałam trzask łamanej gałązki. Terra stanęła obok mnie, obserwując nowoprzybyłego. Był to szczeniak husky, a obok niego drugi szczeniak, tyle że owczarka niemieckiego. Uśmiechnęłam się szeroko na ich widok i stanęłam przed nimi. Wyciągnęłam do nich łapkę.
- Witajcie, jestem Pazzesco. A wy?
Terra zawarczała cicho, patrząc w pewną stronę. Spojrzałam tam i zamarłam, widząc rudego lisa. Bałam się ich od pewnego incydentu, co Terra wiedziała. Teraz moja custos stanęła w pozycji obronnej i zaczęła warczeć w stronęlisa, jeżąc sierść. Tamten jej nie widział, więc zbliżał się do nas dość szybko. Był głodny, z pyska kapałą mu piana. Przerażona pisnęłam głośno i zaskowyczałam, zwracając jego uwagę. Wyglądałąm na najsłabszą, więc rzucił się w moją stronę, a ja patrzyłam na niego przerażona...

------
custos - opiekunka (z łac.)
warda - podopieczna (z łac.)

Przyznam, nie jestem z tego zbyt zadowolona. Jednak napisałam coś, gdy weszłąm dosłownie na chwilę na komputer, a raczej na laptopa taty. Według mnie chyba powinnam to wszystko bardziej rozwinąć i inaczej napisać, ale wierzcie mi, nie miałąm czasu, więc wybaczcie, proszę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz