wtorek, 25 marca 2014

"Wszelkie życie pewnego dnia zginie." - Hierarchia Indywidualna "Skrytobójca" [Kanadę]

Treść Zadania:
Twoje zadanie dotyczy naszego sojusznika. Wilcza wataha, która leży wiele kilometrów na północ od naszych terenów. Musisz się tam wybrać. Dotarły do nas wieści od ich Alphy, iż posiadają w swoich szeregach szpiega z wrogiego stada, przez którego nie mogą swoich planów ukryć w tajemnicy przed nieprzyjacielem. Nie spodobało mi się to. O szpiegu jednakże wie sama ich przywódczyni – nie może nikomu powiedzieć o sowich podejrzeniach, bowiem nie jest pewna, kto jest ów pijawą. Zmuszona była więc poprosić o pomoc z zewnątrz. Twoim zadaniem więc będzie dotarcie na ich terytorium, niby jedynie w odwiedziny. Z Alphą zawsze możesz tam dogadać się na temat szpiega i z pewnością da ci wolną łapę, by go zabić. Jednakże obie wątpimy, by innym członkom spodobało się podobne wyjście. Dlatego muszą zostać upewnieni w fakcie, iż ów osobnik zaginął. Masz się do nich wybrać, a następnie odnaleźć i zlikwidować szpiega. Pamiętaj jednak, że nikt, oprócz tych, co już plan ów znają, nie może się dowiedzieć, co się naprawdę stało z tą osobą. A więc, życzę ci powodzenia.

Wszelkie życie pewnego dnia zginie.
Czy jesteśmy na to przygotowani, czy nie,
Ten dzień nadejdzie na pewno.

~Cyua - Vogel im Kafig 

Kolejne dni mijają. Szczęśliwe, czy nie szczęśliwe, dla kogo to ma znaczenie? Nie znam tu nikogo, nie wiem czego mam oczekiwać. Zignorowania mojej osoby? Odrzucenia? Czy może w końcu odnalezienia przyjaciela? Cud by się stał, gdyby była to miłość życia, ale nie żalmy się już nad sobą i nie marzmy.
Biała potrząsnęła gwałtownie głową odganiając dziwne myśli ze swojego umysłu. Jej futerko pokrywały teraz krople padającego deszczu. Siedziała samotnie w odnalezionym przez siebie miejscu gdzieś w środku lasu na terenie jej nowego stada. Był to ogromny głaz, spłaszczony mocno u góry, wręczy wpychany do środka, by można było się na nim spokojnie położyć i odpocząć. Ale po co? Najlepiej go podrapać, niszcząc biedny kamień, może pomnik przyrody. Tylko ona tak potrafiła, znęcać się nie na żywych istotach (no dobra, też), tylko martwych rzeczach, gdy tylko wpadała w dołek. Z jej gardzieli wydobył się jakby zduszony jęk, gdy z liści wysoko nad nią spadła nagle duża ilość wody. Podniosła swoje cielsko do góry i otrzepała się rozbryzgując wokół tysiące kropel. 
- Nienawidzę deszczu, a tym bardziej wody. - burknęła do siebie i zeskoczyła na ziemie zgrabnie.
Najpierw powoli, potem biegiem ruszyła z powrotem na polanę stadną. 
Nie spodziewała się, że po drodze spotka nie kogo innego, tylko alphe Lenę.
- O, Kanade. Dobrze, że jesteś! Szukałam Cie. - powiedziała trochę zdyszana.
Wolamute zastrzygła uszami zdziwiona słowami samicy.
- A czemuż to mnie szukałaś? Zazwyczaj kręcę się po okolicy. - mruknęła i znowu się otrząsnęła z wody.
- Mam dla Ciebie zadanie. Bardzo ważne. - jej głos brzmiał stanowczo i poważnie co przekonało mnie, że to nie jest żadne polowanie, czy inna "dziecięca" zabawa.
Skinęłam łbem. Lena zaczęła opowiadać o całym zajściu i całym planie. Z sekundy na sekundę, z zdania na zdanie jej oczy otwierały się szerzej.
- Chwila, chwila! - powiedziała w końcu przerywając. - Jeśli dobrze zrozumiałam: Mam wyruszyć w arcy długą podróż i to jeszcze przez góry, żeby dotrzeć do sojuszniczej watahy, której tereny leżą za nimi, ponieważ ich alpha uważa, że ma w swoich szeregach szpiega z wrogiego stada i to akurat JA mam go zabić?! - mój głos był pełny niedowierzania.
Lena uśmiechnęła się niewinnie.
- Tak.
Szczęka opadła jej do ziemi. Potrzebowała chwili, żeby się z tym zaznajomić i wszystko przemyśleć. Zamknęła oczy zastanawiając się dogłębnie. Szczerze, pomyślała sobie, przebyłam tutaj drogę dłuższą niż jakikolwiek pies przeszedł przez całe swoje życie, więc taka wyprawa nie powinna być dla mnie problemem. Westchnęła i rozchyliła powieki ukazując jedyne w swoim rodzaju fioletowe ślepia i przeniosła wzrok na samice.
- Dobrze, zgadzam się. - mruknęła z lekkim strachem w głosie.
Uśmiech alphy zrobił się szerszy, ale widziała także, że jest zadowolona z mojej decyzji.
- Świetnie! - powiedziała szczęśliwie. - Kiedy masz zamiar wyruszyć? - spytała.
- Jutro z samego rana, a teraz wybacz, pójdę zregenerować siły. Do zobaczenia, Leno.
- Pa! Przyjdź jutro na polanę, żeby się pożegnać!
Skinęła łbem ruszając szybkim krokiem ku swojemu "domkowi", tak to zwała. Było to dla niej magiczne miejsce w którym zwykła sypiać i zajmować się swoimi sprawami. Znajdował się on jeszcze głębiej w lesie, pośród gąszczy i krzaków. Mała jaskinia początkowo była zaniedbana i nawet w środku znajdowało się parę trucheł mały zwierząt. Szybko jednak się tym zajęła. Oczywiście jej mania "ozdabiania" wszystkiego musiała się ukazać akurat wtedy, kiedy się "wprowadzała". Na końcu groty, tuż na przeciwko wejścia znajdowało się posłanie wykonane z kilku patyków i nałożonego na to miękkiego mchu. Poza tym nie było tam nic wielkiego, ale ściany i malunki na nich były naprawdę staranne i dla niej piękne. Przedstawiały one krajobraz lasu tak jakby nie było tu jaskini, tylko dalej drzewa i trawa. A nad sufitem napracowała się najwięcej. Nocne niebo, do tego poznajdywała kilka kryształów podczas swojej wędrówki, które powkładała jako gwiazdy, największy z nich służył jako księżyc. Sklepienie było ułożone dość nisko, dzięki temu wejście mogła bez problemu zasłonić krzakami.
To tutaj udała się po posiłku składającym się z dwóch zająców i oddała się snu.

***

Pożegnanie nie było jakoś szczególnie długie. A poza tym była tam tylko Lena, nikt inny nie mógł póki co o tym wiedzieć. Dostała trochę ziół leczniczych w razie czego, które zawiesiła w woreczku na szyi, a potem wyruszyła, początkowo poruszając się bardzo szybko. Chciała przed zmierzchem dotrzeć w góry. 
Jej łapy prawie nie dotykały podłoża tak "zasuwała". Nie męczyła się wcale, to przez jej odporność. Nigdy w życiu nie była, nie jest, ani nie będzie wdzięczna swojej przeszłości za to co z nią zrobiła, choć uczyniło ją to silniejszą, dziką.
Mijały godziny w których pełna zapału i dobrych myśli gnała przez nowe, nieznane sobie tereny w stronę ogromnych, ośnieżonych szczytów. Zbliżał się oczekiwany zmierzch i tak jak sobie założyła dotarła na górską ścieżkę.
Szła przez strome zbocza ostrożnie i powoli, jej wzrok przyzwyczajał się do ciemności, ale chłód uderzał po ciele, nawet jej grube futro miało problemy z zatrzymaniem w sobie ciepła. Przy każdym oddechu z jej pyska wydobywała się para. Strasznie zimno. I ja tak muszę jeszcze długo, długo iść. 
Znalazła jakąś jaskinię i tam skryła się w czasie nocy. Następnego dnia natomiast znowu szła, nie spodziewając się, że może ją spotkać niespodzianka. Zła niespodzianka.
Nic nie spodziewając się, maszerowała wolno uważając na każdy swój krok. Pod nią znajdowała się ogromna przepaść. Przełknęła głośno ślinę. Wtem usłyszała trzask i świst. Spojrzała od razu w górę. LAWINA! Nie było teraz czasu na uważanie. Poderwała się do biegu i gnała jak najszybciej mogła. Jej serce zaczęło łomotać, a adrenalina uderzyła. Z jej gardła wydobył się krzyk i wycie. A śnieg był coraz bliżej. Nagle poczuła, że podłoże osuwa jej się spod łap. Kolejny wrzask.
Spadła.

***

Ciemność. Wszędzie mrok. Czy umarła? Czy to już koniec? Tak szybko? Nie zginęła ani razu podczas walk w klatce, a teraz miała skonać przez upadek?!
Poczuła nagle ciepło. Uderzyło w nią tak nagle i niespodziewanie, że z jej gardła wydobył się jęk. Uchyliła powoli powieki. Pierwsze co rzuciło się jej w oczy to... psyk? Zaraz, zaraz, o co tu chodzi? Otworzyła szerzej oczy. To był samiec, definitywnie, ale to na pewno nie był pies.
To były wilk.Miał on szafirowe oczyska wpatrujące się w niż z dziwnym błyskiem. Jego sierść koloru była nocnego nieba.
- Co się dzieje?! - spytała zdezorientowana.
- Nareszcie się obudziłaś. - czarny odetchnął z ulgą i uśmiechnął się do niej. - Myslałem, że jesteś martwa.
Skrzywił na samą myśl o tym jak ją znalazł. Leżała przykryta grubą warstwą śniegu, skostniała, niczym trup.
- Nie wspominajmy tego jednak, proszę. - mruknął odwracając wzrok. - Nienawidzę widoku martwych wilków.
- Wilków? - zdziwiła się i powoli usiadła, ale od razu tego pożałowała.
Z jej gardła wydobył się kolejny jęk. Całe ciało ją bolało. Podkuliła ogon i skuliła się.
- A nie jesteś wilkiem? - zdziwił się.
- Nie. - wyszeptała. - Wolamute. - mruknęła.
- A, to wszystko wyjaśnia
Wtedy drgnęła. Gdzie ja jestem? Co to za stado?
- Przepraszam, ale co to za stado? - znowu starała się usiąść, tym razem skutecznie.
- Wataha nocy letniej, a co?
- O to świetnie się składa! - uśmiechnęła się delikatnie i odparła. - Znam waszą alphę, zaprosiła mnie tu w odwiedziny, a że złapała mnie lawina, to przybyłam tu w takim stanie. Czy mogłabym się z nią zobaczyć?
Co za ulga. Dotarłam.

***

Biała wyszła trochę chwiejnym krokiem z jaskini dla medyków i ruszyła pod "eskortą" samca o imieniu Nathaniel do groty alphy. Mówiąc szczerze, w jego towarzystwie czuła się bardzo dobrze. Może to przez geny dominujące wilcze? Przymknęła oczy. Wokół polanę otaczały ośnieżone drzewa. Ta wataha miała tereny bardzo blisko gór, to było logiczne. Przymknęła oczy. Śnieg to woda. Nienawidzę tej mokrej paćki. 
Niektórzy rzucali ku niej zdziwione i niepewne spojrzenia, choć wyglądała posturą jak wilk. Spuściła łeb i tak szła, aż do jaskini.
Gdy tylko uniosła jednak wzrok ku niej, ujrzała biało czarną wilczycę stojącą przed nią. Złociste oczy przeszywały mnie na wylot, ale miała miły wyraz pyska.
- No nareszcie! - odezwała się wesoło. - Czekałam na Ciebie, Kanade.
No tak, pomyślała, mamy teraz grać jak w teatrze dwie dawne koleżanki. Uśmiechnęła się delikatnie do alphy.
- Trudna droga mnie czekała, wybacz, że tak długo. Poza tym miałam nie miłe spotkanie z lawiną. - skrzywiła się.
Hekate, bo tak się ona zwała, zabrała mnie do środka groty jak gdyby nigdy nic. Dopiero wtedy, gdy zostały same, pysk samicy wykrzywił grymas smutku i powagi. Usiadła naprzeciw białej.
- Zapewne Lena mówiła Ci, dlaczego Cię przyzwałam. - na to Wolamute skinęła łbem. Alpha mówiła szeptem. - Nie mogłam poprosić nikogo ze swojej watahy, dlatego przywódczyni Stada Psich Serc zaproponowała mi pomoc i wybrała Ciebie.
Zastrzygła uszami i spojrzała ku wejściu do groty, by tylko nikt ich nie usłyszał. Westchnęła.
- Mamy wojnę z stadem Śnieżnej Gwiazdy. Wiem jednak, że ktoś z mojej watahy zdradził nas, jest szpiegiem. Domyślam się kto to jest i dlaczego to robi, nawet jestem pewna prawie w stu procentach.
- Można wiedzieć kto to? - zapytała biała i poruszyła niespokojnie ogonem.
- Jego imię to Draco. Był niegdyś moim partnerem, jednak jego sadystyczne podejście do innych, chęci mordu niewinnych doprowadziły do rozpadu naszego związku. - wyglądała na smutną. - Wiem, że mści się na mnie za to, a ja nie chce, by plany dotyczące wojny wyciekały poza stado. Do tego wszystkiego jest on w Radzie co skutecznie to przypieczętowuję.
Wolamute zaczęła się zastanawiać nad sensem tych słów. Czyli muszę zabić tego samca. 
- Jednakże. - jej głos przerwał rozmyślania białej. - Stado nie zaakceptuje jego śmierci, dlatego muszą zostać upewnieni w fakcie, że nie umarł, lecz zaginął. Miałabyś jakiś pomysł co do tego?
Umysł fioletowo okiej zalała fala zbyt brutalnych myśli. Przymknęła ślepia i przez jakiś czas pozostawała w takim bezruchu. Drgnęła w końcu i uniosła łeb.
Chyba mam.
Uniosła się i podeszła powoli do Hekate. Zaczęła szeptać jej do ucha cały plan.
Alpha się zgodziła.

***

Biało czarna wilczyca alpha stała na skalę przemówień przed całym stadem, a suczka wolamute obok niej. Hekate rozdzielała zadania co do polowań, to była zmyłka, by niektórzy nie plątali się w to, co miało się wydarzyć. I wtedy zaczęła.
- Draco, mam dla Ciebie ważną misję. 
Szary basior, którego ciało pokrywały liczne blizny i oszpecenia podniósł łeb w górę i wstał skłaniając się, choć widać było w tych ruchach spięcie i hardość. 
- O co chodzi? - spytał zimnym głosem.
- Musisz wybrać się w podróż w góry, by odnaleźć pewien kwiat. Jest on potrzebny w leczeniu, ale dotarcie do niego jest niebezpieczne. Podołasz temu zadaniu?
Prychnął z ironią i uśmiechnął się kpiąco.
- Ja miałbym nie podołać? Moja droga, myślałem, że lepiej mnie znasz.
Wkurzający typek, pomyślała Kanade.
- Zanim jednak pójdziesz na misję musisz zebrać kwiaty jaśminu, które rosną na łące niedaleko i wziąć je ze sobą. Jeśli je zjesz, będziesz mógł zebrać roślinę, inaczej to nie zadziała. - Tani blef, ale jaki skuteczny.
Pokiwał głową. 
Następnego dnia o świcie fioletowo oka wybrała się na miejsce przyszłego morderstwa. Sprawdziła najpierw kierunek wiatru, by znajdować się w takim miejscu, żeby nie pod wiatr - jej zapach mógł zostać szybko wyczuty. Ukryła się więc w krzakach praktycznie leżąc na ziemi i czekała. Hekate wyjaśniła Dracowi co ma robić i nie minęła chwila, a pojawił się na łące. Był nieuważny, to akurat pewne.
Czekała cierpliwie. Z sekundy na sekundę jej serce łomotało bardziej, a do głowy uderzała adrenalina, gdy zbliżał się zbierając jaśmin. To musiało być szybkie. Bardzo szybkie i ciche. Nikt nie mógł nic usłyszeć, ani zauważyć. 
Był coraz bliżej, po jej pysku spłynęła kropelka potu i zniknęła w gęstym futrze. Przełknęła cicho ślinę. Musiała wybrać odpowiedni moment.
Coraz bliżej, bliżej, aż w końcu na tyle blisko by...
Skok. 
Do lotu zerwał się tuzin ptaków z drzew otaczających łąki.
Ani jednego dźwięku.
Z jej ubrudzonego pyska spływała czerwona posoka. To było szybsze, niż się spodziewała. Trzeba znać punkt śmierci - którego naruszenie prowadzi do zgonu. To właśnie zrobiła, znalazła go instynktem. 
Draco leżał pod nią z przegryzionym gardłem. Z jego pyska wydobywały się ostatnie oddechy, a dreszcze agonii targały cielskiem. W końcu zobaczyła jego zgasłe oczy i znieruchomiał.
- Requescat in Pace*. - wyszeptała zamykając mu oczy.

***

Minął ponad tydzień. Ani śladu po Draco. Hekate weszła znowu na skałę przemówień, a biała  zadowolona oczywiście wewnątrz siebie stała tuż obok.
- Draco zaginął. - powiedziała z bólem w głosie. - Już dawno powinien był wrócić. Miejmy nadzieje, że nic mu nie jest i że jeszcze kiedyś wróci.
Nie wywołało to zamieszania w stadzie. Wszyscy zrozumieli, że samiec mógł po prostu zginąć i wrócili do swoich zajęć.
- Dziękuje Ci za pomoc, Kanade. - wyszeptała Hekate. - Możesz już wracać do domu.
- Miałam taki zamiar, tęsknie za wkurzaniem innych swoją osobą. - zaśmiała się cicho i pożegnała z wszystkimi, by po chwili oddalić się do gór i za górami do domu.

Ze smutkiem i postanowieniem w naszych sercach
Pokażemy siłę, by iść naprzód.
Nikt zawzięty nie może zostać pozbawiony życia!
~Cyua - Vogel im Kafig

***
Mam nadzieje, że podołałam zadaniu. Wypełniłam każdy punkt w treści zadania.
A więc czekam na werdykt z niecierpliwością c: 
Użyłam do tego watahy z naszego sojuszu, ale Draco jest postacią wymyśloną. 
*Requescat in Pace - Spoczywaj w pokoju. 
Edit: Przypominam, że zgłosiłam się do gazetki na stanowisko grafika ( bardziej podchodzącego pod nagłówków/szablonów) oraz wróżbity.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz