- Ach tak. Myślę jednak, że ściemniasz, żeby mnie wykorzystać. Co nie? - powiedziałam i przybliżyłam się do ciemnego, chcąc wzbudzić w Rocie grozę. Ten jednak miał twarz z kamieniem i tylko lekko machnął ogonem ze zniecierpliwienia.
- Jestem ostatnim, powtarzam o s t a t n i m z klanu węgorza. Moi krewni klanowi i wszelka moja rodzina już dawno zginęła. - powiedział, zaciskając zęby. Wiedziałam, że coś ukrywa, ale nie byłam jeszcze pewna, co takiego. Zamknęłam oczy i głęboko westchnęłam. Postanowiłam mimowolnie uwierzyć w wersję Rota.
- No dobrze, ale jak tobie udało się przeżyć? - zapytałam z pełną lekkością i bezbronnością w głosie. Chciałam w ten sposób wyrazić, iż się poddaję. Samiec najwidoczniej zrozumiał mój gest i chrząknął, nabierając pewności siebie.
- Cóż, od początku byłem jedynakiem. Moi bracia zginęli przy porodzie, tak samo matka. Ojciec nie miał co do mnie planów na przyszłość, byłem tylko marnym dodatkiem do jego życia. Pewnego dnia ojciec znalazł sobie nową partnerkę i postanowił rozpocząć życie na nowo. Był jedynym, który nie brał udział w tej...masowej kopulacji. Ale mnie zostawił. Nawet nie ruszył palcem, by coś ze mną zrobić. Jednego dnia był a drugiego...już go nie było. Poszedłem więc w świat, kompletnie bezbronny i zdezorientowany. Na szczęście, znalazła mnie pewna lisica i postanowiła się mną zaopiekować. Gdy jednak dorosłem, lisica zdechła i musiałem radzić sobie sam. Cóż, trochę pochodziłem tu i tam aż w końcu znalazłem pewne wskazówki, które kompletnie mnie zdziwiły. Okazało się, że mój tata i mama byli tak naprawdę ostatnimi z klanu węgorza. No i oczywiście, ja. Potem niestety znalazłem zwłoki mojego taty. Jednak nawet go nie pochowałem, nie był tego wart. - syknął. Widać było, że był całkowicie pochłonięty opowieścią o swoim życiu. Historia była całkiem wiarygodna, ale postanowiłam zachować neutralność w tej sprawie, więc tylko burknęłam coś pod nosem i przygryzłam dolną wargę.
- Pomóc ci w czymś? Czy nadal chcesz się tak włóczyć? - zapytałam, siadając na nieco ośnieżonym korzeniu dęba. Rott uśmiechnął się.
- Nie rozumiem, w czym masz mi pomóc. Klan jelenia? Wydaję mi się, że nie macie zbyt bogatego zasobu naturalnego, mam rację? A zresztą, co ja w ogóle gadam! Jak baba ma mi pomóc? - warknął sarkastycznie, siadając koło mnie. Jednym ruchem łapy nakazałam mu zostać w jednym miejscu.
- Nie ma za co. No dobrze, więc wracam do mego klanu. - powiedziałam, ruszając w stronę domu. Jednak kiedy już byłam w połowie drogi, zza rogu wyskoczył Rott i roześmiał się.
- Przestraszyłaś się? - zapytał z niewinnym uśmieszkiem na twarzy. Przewróciłam oczami. Pomyślałam, że ten młodzik zwyczajnie chce się nieco zabawić, więc popchnęłam go na śnieg i przygwoździłam do ziemi moimi silnymi łapami. Wilk zaczął się szamotać, aż w końcu to on mnie przewalił. Później ja, a później on. I byłoby tak dalej, gdyby naszej beztroskiej zabawy nie przerwało krakanie kruków. Wiedziałam, co to oznacza. Kruki odzywają się na tych terenach tylko wtedy, gdy zbliżają się niedźwiedzie. Co prawda niedźwiedzie nie żyją przeważnie w stadach, ale ten gatunek niedźwiedzia był wyjątkowy i rzadko spotykany, jak również śmiertelnie niebezpieczny. Żył też w stadach, a, jak wiadomo, w grupie cała siła. Poderwałam się więc szybko na nogi.
- Niedźwiedzie! - ryknęłam i rzuciłam się do ucieczki. Obejrzałam się przez chwilę na Rotta, ale on nawet nie drgnął. Zauważyłam, że jego oko było niemal szklane. Wilk patrzył się w miejsce, skąd przybywały niedźwiedzie. Był bardzo skupiony. Mimo niebezpieczeństwa, byłam niesamowicie ciekawa, czemu tak się zachowuje. Najbardziej więc, jak to było możliwe, dyskretnie weszłam do starej, opuszczonej nory lisa. Ledwo się zmieściłam, ale i tak moja głowa została na powierzchni ziemi, więc mogłam patrzeć na wilka. Przez chwilę nic się nie działo i ciemny jak siadł, tak siedział, ale potem przyszły niedźwiedzie. Odruchowo sierść najeżyła mi się na grzbiecie i cichutko warknęłam. Rott roześmiał się, widząc potężne stworzenia. Podszedł do nich i uśmiechnął się.
- Znalazłem. Jest z klanu jelenia. W dodatku jest taka piękna, że nikt jej się nie oprze. Mamy przynętę jak nic, chłopaki. Ale no bez obijania, łączcie mnie! - warknął, po czym zbliżył się do największego z niedźwiedzi i brutalnym sposobem wszedł do wnętrza niedźwiedzia. Skrzywiłam się z odrazą, ponieważ przy wykonywaniu tej czynności na śnieg wypłynęła ciemna krew i niektóre wnętrzności. Jednak to, co się następnie wydarzyło, przewyższało moje przypuszczenia. Niedźwiedź z Rottem unieśli się wysoko do góry i powstał oślepiający promień. Cofnęłam głowę ze strachu przed powalającym światłem. Następnie jednak z powrotem otworzyłam oczy i ujrzałam...Rotta, tyle że tak jakby w ciele niedźwiedzia. Taki wilk w niedźwiedziu. I o wiele większy. Prawie krzyknęłam, ale zdążyłam zasłonić pysk łapą. Jednak potem wydarzyło się coś gorszego. Rott zaczął iść w moim kierunku. Widział mnie, wiedziałam to. Zaczęłam kulić się, ale wiedziałam, że to i tak nic nie pomoże. Zacisnęłam zęby i wtedy Rott złapał mnie w swoje szpony po czym ugodził pazurem. Przeszył mnie ogromny ból, a potem wszystko zrobiło się ciemne. Ostatnie, co usłyszałam były jedynie słowa Rotta.
- Nie jestem z klanu węgorza, maleńka. Jestem z klanu szatana.
............................................................................................................................................
No i kolejna część opowiadania. Nie ma obrazków, bo wolałam opisy. Za krótkie, bo miało takie być. Z drobnymi błędami, bo wiadomo, nie można mieć wszystkiego.
A tak właściwie, to mój zamiar dotyczący napisania tego opowiadania sięgał dalszych terminów, ale zauważyłam, że znowu blog ustał na pewien czas, więc postanowiłam coś dodać.
W gazetce pojawił się mój konkurs, może ktoś weźmie udział? :D
A w radiu pojawiła się nowa top lista. Zapraszam do dodawania nowych propozycji piosenek!
No i psycholog... śmiało, piszcie swoje problemy, na pewno pomożemy ;)
I to by było na tyle z informacji. Miłego dzionka, kochani!
Bye ;*
//Gaja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz