niedziela, 27 lipca 2014

Wojna cz. III. - Choco [Choco]

[ - Z racji tego iż na początku sierpnia wyjeżdżam na parę dni, chciałbym teraz napisać opowiadanie i oddać je w czasie, gdyż później nie będę miał na to zbytnio czasu. ]

Treść zadania:

Elektrika wraca z bardzo ważnymi wieściami. Musisz uważnie jej wysłuchać i jako stróż dopilnować by nikt z wrogiego stada nie wkroczył na Główną Polanę Stada Psich Serc. Niestety nie masz teraz czasu na nic innego i uważnie patrolujesz każdy teren stada oraz każdy zakamarek. Będąc obok wodospadu, spotykasz nieznanego Ci psa, który sam zagaduje do Ciebie, jednak nie jesteś mile nastawiony wobec Niego. Ten opowiada Ci co planuje zrobić wrogie stado, najwidoczniej pies, którego spotykasz jest zwiadowcą czy też szpiegiem, jednak wygaduje się zdradzając Stado Psów Nocy. Idziesz wszystko powiedzieć stadu.

~*~

-Dzięki El, już się biorę do roboty. -Choco skinął łbem ruszając na patrol.
Border Collie bardzo lubił robić za Stróża, miał to bowiem już we krwi, więc nie było dla niego to jakąś tam nowością. Podszedł do przedstawicielki rasy Husky, muskając ją czule w pyszczek, chciał się z nią pożegnać, gdyż wiedział, że parę godzin go tu nie będzie. Tereny Stada Psich Serc nie są wcale takie małe, więc trzeba przeszukiwać każdy zakamarek.
-Do zobaczenia Kochanie! -Bella przytuliła Choca na pożegnanie. 
Choco machnął tylko dwukolorową kitą i rozpoczął patrolowanie zaczynając od głównego wejścia na polanę, które zaczynało się tuż przy jaskiniach Alphy i Bethy. Pogoda była umiarkowana, chociaż sam Choco wolałby, aby było nieco chłodniej. Nie lubi upałów, aczkolwiek woli jak ,świeci słońce niż pada deszcz. Pies szedł z dumnie podniesionym łbem omijając co jakiś czas jaskinie. Wprawdzie nie było do kogo odezwać się, jednak samiec nie narzekał zbytnio na to. Wiatr czule muskał sierść Bordera, tym samym ochładzając go. Cały czas myślał o tym co powiedziała Elektrika. Victor, owy pies który ma przyjść dzisiaj był tej samej rasy co Choco, czyli Border Collie. Gdyby miało dojść do jakiejkolwiek bójki to Choco raczej dałby sobie radę z wrogiem. Chociaż... nigdy nic nie wiadomo. Omijając ostatnią jaskinię i tym samym kończąc patrolowanie jaskiń, skręcił w prawo idąc teraz wzdłuż Głównej Polany. Na polanie zbierało się coraz to więcej psów, jednak Choco nie mógł zrobić sobie przerwy i porozmawiać z przyjaciółmi, tylko musiał dalej pilnować by wróg nie wkroczył na tereny stada. Co chwilę schylał głowę lub machał łapą witając się tym samym z innymi członkami stada, którzy sobie wypoczywali. Dla niektórych może się to wszystko wydawać nudne co aktualnie robi Border Collie, jednak dla Choca to była przyjemność patrolować tereny Stada Psich Serc. Takie przechadzki samiec robił co kilka dni, więc był już przyzwyczajony do samotnych, długich spacerów. Owszem, chciałby, aby Bella tutaj była i towarzyszyła mu, jednak skoro wiedział o planach wrogiego stada, to nie mógł narażać swoją Ukochaną na niebezpieczeństwo. Poza tym Bella nie lubi wojen i kłótni, także również i z tego powodu Jej ze sobą nie wziął.
-Ciekawo, gdzie i o której godzinie spotkam tego Victora. -Powiedział sam do siebie rozmyślając.
Border Collie musiał mieć oczy dookoła głowy, gdyż w każdej godzinie, w każdej minucie czy też w każdej sekundzie mógł nagle ktoś wyskoczyć i zaatakować. Właśnie przechodził obok największego i najbardziej rozłożystego drzewa na polanie, a była to wierzba. Tuż za nią znajdowało się wejście na łąkę. Samiec wiedział, że paręnaście metrów stąd osiedliło się niejakie Stado Psów Nocy oraz zajęli większą część gór. Border przez chwilę zastanowił się, jednak wolał nie ryzykować i nie skręcił na łąkę, tylko poszedł dalej w stronę jeziora. Gdyby skręcił na łąkę, to od razu wyczuliby, że jest ze Stada Psich Serc i mogłoby to się skończyć nieprzyjemnie dla samego Choca. Wolał trzymać się z daleka od terenów, które zajęli wrogowie, gdyż wierzył w to, że Stado Psich Serc wygra wojnę, chociażby dlatego, że ma przewagę liczebną jak i silnych wojowników. Wiedział, że nie będzie łatwo, jednak nie chciał poddać się.
Powoli dochodził do jeziora, w którym pływało mnóstwo ryb jak i kaczek. Choco uwielbiał uganiać się za kaczkami, jednak nie mógł dzisiejszego dnia zrobić, a szkoda. Obszedł jezioro dookoła i przystanął gdzieś na drugim końcu by spokojnie ugasić pragnienie. Nie chciał wystraszyć kaczek. Oblizał swoją biało-czarną kufę idąc powoli dalej. Uważnie zaglądał w każdy zakamarek, nawet sprawdzał za drzewami, czy też większymi skałami. Szedł sobie cały czas prosto, aż w końcu natknął się na drzewa, które prowadziły do lasu i były położone obok siebie tym samym zataczając łuk aż do początku jaskiń Alphy i Bethy.
-Huh, jaki wielki ten las. No to w drogę Choco! -Przetarł łapą pysk otwierając nieco szerzej oczy.
Pies co jakiś czas zerkał w niebo, jednak nie ujrzał na nim żadnych chmurek. Zapowiadało się, że taka pogoda będzie trzymać się przez cały dzień. Ptaki na drzewach wesoło śpiewały, kolorowe motyle latały obok niewielkich krzaczków, a owadów było sporo, poczynając od niewielkich pasikoników, a kończąc na latających osach i muchach. Border Collie robiąc obchód, podziwiał tereny Stada Psich Serc. Nigdy jakoś zbytnio nie przyglądał się owym zjawiskom i innym zwierzętom, gdyż zawsze okrążał po parę razy tereny i tyle, chciał jak najszybciej odpocząć, a teraz patrolował nieco dokładniej. W końcu doszedł do wydeptanej ścieżki, która prowadziła nad wodospad. Choco był już nieco zmęczony, więc postanowił pójść nad wodospad by zrobić sobie chwilę przerwy. W końcu minął ostatnie krzaki i z oddali było już widać jak i słychać spływającą wodę. Pies radośnie potruchtał do wody, by zaraz się w niej cały zamoczyć. Rozchlapywał wodę na wszystkie możliwe strony bawiąc się jak szczeniak. Zupełnie zapomniał o tym, że miało to trwać chwilę. Zanurzył pysk w wodzie ponownie ją pijąc. Nagle usłyszał czyjeś kroki i szeleszczące liście. Od razu podniósł uszy na sztorc i uniósł pysk warcząc cicho. Słyszał, że ktoś zbliża się do niego, więc szybko wyskoczył z wody i zrobił parę kroków do tyłu uważnie obserwując miejsce, skąd dochodziły szelesty. Zza drzewa wyłoniła się postać psa, który wyglądał niemalże identycznie jak Choco. Stróż Stada Psich Serc powarkiwał głośno przygotowując się do ataku. Wyraźnie widział, że pies nie jest ze stada, bo przecież by poznał.
-Kim jesteś i czego chcesz? -Choco wyszczerzył swoje kły szczekając.
Obcy pokręcił tylko głową siadając naprzeciwko Choca, jednak w nieco dalszej odległości. Zniżył łeb witając się tym samym ze Stróżem.
-Witaj. Nazywam się Victor. -Na Jego pysku wyraźnie namalował się ciepły uśmiech.
Choco nie przestawał warczeć, jednak nie dał po sobie poznać iż słyszał już gdzieś owe imię. W końcu uspokoił się i przysiadł na tylnych łapach nie spuszczając wzroku z wroga. Widać, że Victor nie miał Go zaatakować, jednak Choco nie rozumiał jednego. Jest przecież szpiegiem, wysłanym ze Stada Nocy, a nie atakuje Bordera? Coś tu jest nie tak. Choco westchnął cicho.
-Dobra, więc co Cię tu sprowadza? -Zapytał przekręcając łeb. Nie ufał wrogowi, ale chciał wiedzieć wszystko. Gdyby chciał to by zaatakował już dawno, ale miał teraz świetną okazję by dowiedzieć się czegoś nieco więcej.
-Słuchaj, ja przybyłem by ostrzec Was przed niespodziewanym atakiem. Nie chcę z Wami walczyć. Jestem posłańcem w tamtym stadzie, ciągle mi mówią co mam robić. Życie w Stadzie Nocy nie jest takie kolorowe, tam jest ostry rygor i jeśli powiesz coś złego to można wylecieć. Wiem, że Wasze stado jest zupełnym przeciwieństwem do Naszego, jednak radzę Wam uważać. -Victor próbował złapać oddech.
-To w takim razie dlaczego Nam wszystko mówisz? Przecież tym samym zdradzasz swoje stado. I dlaczego tam należysz? -Choco nie uwierzył zbytnio w słowa basiora.
-Posłuchaj... Przekaż swoim, że Stado Nocy wymyśla teraz niezłą taktykę jak zaatakować stado. Aktualnie nie wiem zbytnio jaką, gdyż jestem teraz szpiegiem tak jakby u Was, więc mogę powiedzieć Tobie, że nigdy nie atakujemy pojedynczo. Zawsze jest góra dwa, ewentualnie cztery psy. Mogą podejść Was z różnych stron, także radzę pilnować każde wejście na Waszą polanę. Nie wiem czy będę brać udział w wojnie, ale raczej nie, dlatego zdradzam Ci początkowy plan działania ze strony Stada Psów Nocy. Muszę już iść, może kiedyś zobaczymy się! Żegnaj! -Victor odbiegł znikając za drzewami.
Border Collie natychmiast ruszył ku wyjścia z miejsca, w którym aktualnie znajdował się. Musiał jak najszybciej powiadomić stado, więc bez większego wahania pobiegł jak najszybciej do psów.
-Wróciłem. -Choco powiedział nieco zdyszany. Szczeknął głośno, by wszyscy zebrali się i tak też właśnie było. Wszystkie psy zebrały się wokół Stróża.
-Chciałem powiedzieć, że spotkałem Victora, o którym mówiła Elektrika. Faktycznie przyszedł o danej porze i zdradził mi kilka szczegółów. -Border Rozejrzał się dookoła patrząc na każdego z osobna.
-Co takiego? -Wtem odezwała się Nukri.
-Powiedział tylko tyle, że Stado Nocy obmyśla właśnie taktykę i plan działania ataku na Nas i bardzo możliwe iż będą atakować od głównej strony, czyli od łąki, tam gdzie teraz przybywają. Nie lubią zbytnio ukrywać się, jednak z nimi nigdy nic nie wiadomo. Zawsze atakują parami lub czwórkami, także tego..
-A kiedy możemy spodziewać się tego ataku? -Zapytał Chaps.
-Możliwe, że jutro. Więc Black Hollow mam dla Ciebie zadanie. Musisz ukryć się na łące i uważnie obserwować z daleka Stado Nocy, jeśli zaczną zbliżać się do Nas to cofnij się i zawiadom o tym wojowników, jeśli jedna osoba zaatakuje Cię chociażby z ukrycia to musisz walczyć. 
Border Collie wyłapał wzrokiem swoją Ukochaną Bellę, przy której usiadł obserwując Czarnego Psa- Hollow'a.

~*~

[ -Skończyłem, nie wiem czy w pełni wykonałem to co miałem zrobić, ale starałem się. Przekazuję pałeczkę Black Hollow'i życząc powodzenia. Być może notka wydaje się krótka, ale zawarłem w Niej więcej opisów niż dialogów, a przynajmniej tak jest do chwili, kiedy Choco spotyka Victor'a. ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz