niedziela, 24 marca 2013

We li­ve, as we dream – alo­ne. [ Opowiadanie na Bethe. ]

Nie rzu­caj słowa­mi na wiatr, bo wcześniej czy później Ktoś wys­ta­wi Ci za nie rachunek.
       Promienie Slonca leniwie przedostawaly sie przez chmury, jakby chcialy zawiadomic o Wiosnie, ktora to powoli wybiera sie w podroz aby zagrzac na kilka miesiecy miejsca w Stadzie Psich Serc. Czlonkowie zdawali sie ostatnio jednak nie poruszac tego tematu, prawdopodobnie zapominajac nawet o panujacej zimie. Smiali sie, grali, i polowali… Chociaz to ostatnie bylo tak czy siak trudniejsze do roboty, bowiem Zwierzyna Lowna migrowala w miejsca, gdzie mozna bylo w spokoju pozywic sie trawa.

       Dzisiejszy dzien dla poniektorych Czlonkow Stada zdawal sie roznic od innych, glownie dlatego, ze miejsce spotkan nawiedzily trzy Kruki. Wpierw myslano, ze pewnie to tylko wedrowcy, jednakze Ci zdawali sie miec cos do powiedzenia, a raczej, przekazania. Gdy dwojka z nich, najmlodszych najpewniej, wdalo sie w przerozne dyskusje z Psowatymi, jeden z nich przyniosl list, delikatnie podpalony, prawdopodobnie tylko do ozdoby. Ktos, juz nikt nie wie kto, otworzyl list i zaczal Go czytac. 
       Suczki jak i Psy, zgromadzili sie pod Skala Przemowien; w koncu takie wydarzenie nie zdarzalo sie zbyt czesto, wiec przysiedli, owijajac tylne lapska ogonem. Wzrokiem co jakis czas zahaczali o Postacie Krukow, ktore to nie odzywaly sie slowem. To bylo naprawde dziwne. Gdy owy Ktos przemowil, wiekszosc pyskow powedrowala w Jego strone, wsluchujac sie w Jego/Jej glos.
Drogie Psiaki,
Wybaczcie mi za to nagle zniknecie, naprawde! Wiem, ze to glupie z mojej strony, ale musze sie czegos dowiedziec, co od jakiegos czasu meczy mnie. To dosyc wazne pytanie, postawione przez Alphe, na wybor Samca, Samicy Betha. 
Hah, mozecie sie zasmiac, ale coz, mysle, ze nie moglbym tak na poczekaniu zaczac opowiadac. Chce udac sie w wedrowke, dzieki ktorej zrozumiem, czy podolam temu. Jak na razie, Kruczyska – Atmethie, Thet i Deso beda z Wami, chyba, ze Wam to przeszkadza to zrozumiem. Wybaczcie, ze nie powiedzialem Wam o tym wczesniej, ale po prostu wolalem nie mowic o tym nikomu. Gdyby cos sie dzialo, powiadomcie moich Towarzyszy, a Oni postaraja sie przywolac mnie, zebym mogl Wam pomoc zazegnac jakis ( Nie daj Boze. ) spor, badz cos podobnego.
Do rychlego zobaczenia, trzymajcie sie, i pamietacie, zebyscie nie popadali w jakikolwiek spor! Bo Was najnormalniej w swiecie zjem! Haha.
Oddany Raegan.
       Po tym zapadla chwila ciszy, ktora przerwala Kruczyca, prawdopodobnie najmlodsza z Ptasiego Tria. Wszyscy popatrzeli na siebie, oprocz tego, kto czytal List. Ten zwinal Go w rulonik, i podal Pierzastym, bo te jak widac wiedzialy co z Nim zrobic. Wiatr ponownie zadal w liscie, sprawiajac, iz Psiaki wstaly. Chwile porozmawiali, a nastepnie wybrali sie na stadne polowania. W koncu musieli uzupelnic Stadne Zapasy, jak i wykarmic Szczenieta. Otuchy dodalo im towarzystwo dwoch z trzech Krukow, ktore prowadzily ich z gory. 
       Jedynie jeden z Nich, Najstarszy imieniem Thet, zostal na skale przemowien wpatrujac sie w widok znajdujacym sie przed Nim. Nie mowil nic, jednakze wyczytac mozna bylo, iz ad czyms mysli. Dopiero po chwili cisze przerwal Jego spokojny, lekko zachrypniety glos.
       ’- Dalej, Cichy Aniele. Zlap wiatr w zagle od trzepotu moich Skrzydel'. – I na tym skonczyl, zamykajac koralikowe oczy. Wzlecial, aby to moc poszukac miejsca na dzisiejszy nocleg, dla Niego, jak i Jego przybranego Rodzenstwa.
       Kroczyl przed siebie, zapewne znajdowal sie juz dobry kawal do polany, w koncu wyruszyl z samego rana a wieczor skradal sie powoli, ostroznie, tak, aby nikt Go nie zauwazyl. 
Dluga, jasna siersc byla czule muskana przez wiatr pochodzacy zapewnie z zachodnich Gor, ktory niosl rowniez zapomniane rozmowy; kochankow, wrogow, Szczeniat, i wielu, wielu innych. Dlaczego to robil? Bo twierdzil, iz wspaniale cytaty sa w nich zawarte, wiec moze ktos, kto bedzie mogl odczytac szum drzew, odczyta rowniez tresci zawarte w powiewach. 
       Owczarek przystanal na chwile, by zaspokoic pragnienie ktore dawalo sie mu w znaki juz dosyc dlugi czas, jedakze poczatkowo Je ignorowal, bowiem mial w planie dojsc jak najszybciej w strony ktory polecil mu Thet, najstarszy Kruk, gdy tylko uslyszal fakt iz Raegan zamierza wziac udzial w wyborach na Samca Bethe. Ich rozmowa na ten temat zaczela sie w dniu ogloszenia Wyborow.
Wiesz, ze nie mozesz wyjsc ot tak, i zaczal sie wypowiadac jak te Miss w swiecie Ludzi, prawda? – Mruknal, machajac skrzydlami.
Wiem. – Odpowiedzial, zastrzygajac uszami.
- Raegan’ie, wiem, ze nie przyszedlec tylko po to, aby mnie o tym poinformowac.
Widzisz. – Wstal, i wyprostowal sie, wciaz spogladajac na Kruka kasztanowymi, przenikliwymi slepiami. – Jestes kims, do kogo mozna sie zwrocic w takich sprawach. Kiedys, gdy bylem mlodszy, opowiadales mi o Wiedzmie z Jeziora, ktora poddaje potrafi odpowiedziec na rozne pytania.
Rzucasz sie na gleboka wode, wiesz? – Zasmial sie ochryple. – No ale coz, skoro taka Twoja wola, Owczarku, tylko pamietaj ze Cie ostrzaglem. Wiec. Wiedzma zwana Annabeth ma swoja siedzibe na zachodzie, gdzie warunki nie sa zbytnio dobre, aczkolwiek… To chyba Cie nie obchodzi, prawda?

       I tak to sie w sumie zaczelo. Kiedys, Raegan twierdzil iz legenda o Annabeth byla tylko wymyslona, aby nastraszych Szczeniaki. Jednakze wiedzial, ze Thet nie klamie w takich sprawach. A do tego… Samiec musial cos sobie udowodnic. Chcial przeciez chronic Stado, na ktorym mu zalezalo. Chcial pokazac, ze Inni moga na Niego liczyc, nie wazne w jakiej sprawie, wiec musial poddac sie probie.
       Z tego co mu opowiadano, nie wszyscy Smiertelnicy wychodzili zywi z tego, badz poddawali sie w polowie drogi, a nastepnie zawracali do Domow. Anna, bo tak sobie pozwolil Ja nazwac, slynela z zabaw psychicznych, jak i uwielbiala pozostawiac na sladach swych Ofiar przerozne blizny, ale to juz czesc ktora dane mu bylo uslyszec od zwyklych Bajarzy. Nie od Thet'a, ktory nie wspominal na ten temat nic.
       Klamstwem byloby powiedziec, ze Raegan nie czul przed Nia respektu. Wiedzial, na co moze Ja stac; prosciej mowiac, na wszystko. Wiedzma, a do tego z Jeziora potrafila sprawic iz dany Osobik kiedy postawi lape na Jej 'wodnym terenie' mogl stac sie ciezki jak kamien, a nastepnie zatanac.
       Noc powoli zachodzila, wiec musial znalezc sobie jakis nocleg, aby to nie zamarznac. Jednakze kazda Nora, Jama czy jaskinia byla zajeta przez rozne zwierzeta. Nie mial serca ich wyganiac Ich, wiedzac, jaki panowal obecnie ziab. Wiec wciaz szedl przed siebie, podwijajac ogon aby bylo mu cieplej. Jednakze, o Jego usyszka otarl sie cichy pisk. Chwile sie zawahal, jednakze pobiegl w strone dzwieku. Musial sprawdzic co sie stalo.
       I stanal, niczym wryty, spogladajac na widok przed soba; Lania zlapana w sidla, ktore zapewnie stworzyl jakis Klusownik. Mozna by stwierdzic, ze to latwa zdobycz, aczkolwiek Samiec tak nie uwazal. Nie teraz, kiedy Jego blizni byl w potrzebie. W sumie, to wyobrazil sobie, jak by to bylo, gdyby ktos z SPS znalazl sie w takiej sytuacji.
       Samica widzac go, zaczela jeszcze mocniej wierzgac, ale Ten ja uspokoil. Oparl sie o dzewo, i zaczal przegryzac line, nieco Ja szarpiac. Troche to trwalo, jednakze udalo mu sie, i dosyc nieumiejetnie zrobiony wezel puscil. Tym samym Kopytna wyladowala na Ziemi, spogladajac na Niego blekitnymi, ciekawskimi oczami.
       - Dziekuje Ci za pomoc. Niech dobre Duchy prowadza Cie do Twego celu. – To rzekla mu na pozegnanie, a nastepnie zniknela, pogrozona w ciemnosci. Samiec wzdrygnal
sie, jednakze ruszyl dalej, napotykajac na swojej drodze malutka Jaskinie, w ktorej postanowil spedzic dzisiejsza noc. Zasnal, otulony swym ogonem, a zeby to nie stracic ciepla. Noc byla niezwykle spokojna, dzieki czemu Rae szybciej zasnal.
      Obudzily go promienie slonca, przez co ten potrzasnal lbem, i ruszyl swoje zacne siedzenie, aby to wyruszyc w dalsza droge. Ciekawe. Po Kopytnej nie bylo sladu, pewnie uciekla aby nie spotkac Mysliwy. W sumie nie dziwil sie, bo postapil by pewnie tak samo jak Nieznajoma, o cudownie blekitnych oczach.
       Ciekawilo Go, jak Stado zareagowala na wiesc, ze Owczarek musi na chwile ich opuscic, aczkolwiek nie pokazywal tego po sobie, tylko kroczyl dalej, machajac leniwie na boki ogonem, rozkoszujac sie widokiem ktory znajdowal sie przed Nim. Zaciagal sie zimowym powietrzem tak, jakby mial to robic ostatni raz.
       Gdy suchosc zagoscila do Jego krtani, zaczal rozgladac sie za jakas rzeczka, pamietajac przy tym, aby to nie zgubic drogi. W oka mniegnieniu ujrzal malutkie koryto wody, wiec bez najmniejszego wahania podskoczyl do Niego, i zaczal chleptac jezorem zimna, ale przyjemna ciecz.
Unioslwszy pysk z ktorego kapala woda, ponownie podazac wyznacza przez starego jak swiat Kruka. Ciekawilo Go, co robili Czlonkowie Stada; grali w cos, polowali, czy postanowi nieco poleniuchowac? Hah. Chcialby ich teraz zobaczyc.
        Przez zamyslenie ne zorientowal sie, ze cos pod Jego lapami sie zmienia, na cos twardzego, prawdopodobnie zbudowanego ze skaly. Ocknal sie dopiero, gdy jakies Zwierze przebieglo mu droge, spojrzal przed siebie; most. Tak, to wskazywalo, ze niedaleko do Wiedzmy Annabeth. Ah, moze Ona mu sie pomoze zdecydowac, i stwierdzic, dlaczego Jego serce tak nagle postanowilo, ze chcialby opiekowac sie Wszystkimi? Miejmy nadzieje, bo On sam sobie odpowiedziec nie potrafil… Czy to nie byl tylko chwilowy kaprys? A moze ot, zachcialo mu sie, jak kilku miesiecznemu Szczeniakowi wszystkich zabawek? Czy potrafilby byc przy Nich do konca, czyli do swej smierci? Hym.
       O nozdrza Samca otarly sie nowe zapachy, ktore sie ze soba mieszaly; cos jak wiosenny aromat, mieszany z czyms slodkim, zapewne zapachem Kwiatow, tylko co One robily o takiej porze, do tego w tym lesie? Nie, nie pytal, Thet go ostrzegl, ze moze to byc iluzja, aczkolwiek nie musi, nikt poza Czarownica tego nie wiedzial.
       Zapuszczal sie coraz bardziej, niepewniej, ale kroczyl dalej, co jakis czas zastrzygajac uszami, o ktore ocierala sie muzyka, trele ptakow, zapewne pierwszorzedne, i nie byly tylko przypadkowa skladanka. Byly przemyslane, tak, jak znal te Ptaki to wiedzial na co Je stac.
       Az w koncu to, co wydawalo sie piekne, zmienilo sie w pustkowie, pozbawione muzyki jak i pieknych zapachow. Zapewne docieral coraz blizej serca Wiedzmy, ktora ta sie zapewne niezbyt cieszyla. Nie dziwil sie. W koncu wkroczyl na Jej terytorium. Zaklnal cicho pod nosem. 
       Cisze przerwalo ciche szczekanie, a nastepnie ujrzal znajoma, biala kulke… Nukri! Tak, to Ona, mogl to przysiasc! Z usmiechem na pysku podbiegl do Siostry, chcac Ja zapytac, co tu robi, gdy ta nagle odbiegla, i zniknela w krzakach. 
       - Hej, czekaj! – Krzyknal, jednakze ta zdawala sie glucha na Jego prozby. Przystawala jedynie, kiedy ten gubil droge, by nastepnie ponownie biec dalej. Nie podobalo mu sie to, z pewnoscia.
Gdy myslal, ze Ja dopadl, ta zleciala do Dziury. Nie krzyczala, nie wydawala z siebie
zadnego glosu, po prost leciala, dalej i dalej, a ten bez wahania rzucil sie za Nia. Udalo mu sie Ja chwycic w ostatniej chwili, i tak wszyscy wyladowali na ciele Owczarka; jedna z Jego kosci chyba sie uszkodzila, bo wydala z siebie niepokojace zgrzytniecie. 
       Szczenie nie zwazalo na to uwagi, i niczym marionetka szlo przed siebie, nie odpowiadajac na wolania Brata, ktoremu trudno bylo wstac. Widzac, ze ta powoli znika, oparl sie o sciane, i kulejac, zaczal podazac za Nia. Co sie tu do cholery dzialo. 
       Droga przez ciemny, podziemny korytarz byla w sumie krotka, i zakonczyla sie w mniegniu oka. Oboje ujrzeli Jezioro, o wodzie krystalicznej, jak krysztaly, na ktorym byly Lilie wodne, rozowe, biale, i jeszcze jakies.
       Przelknal sline, gdy Nukri polozyla sie przy Zbiorniku Wody. Podszedl, niepewnie, kulejac na tylna lape do spiacej Siostryczki, aby zabrac Ja na polane, zeby obejrzalo Ja kilku Medykow. Bal sie o Nia.
Gdy tylko dotknal Ja lapa, ta jakby… Zniknela. Rozplynela sie w powietrzu, na co ten odskoczyl niczym oparzony. Zrenice momentalnie zwezyly sie, a ten zaczal sie rozgladac na wszystkie strony, czujac wiatr muskajacy Jego druga siersc. Zastrzygl uszami.
       Nastepnie, z wody zaczela wynurzac sie Postac; Kobiety, o porcelanowej, usmiechnietej twarzy, i oczach blekitnych niczym najprawdziwsze Niebo. Malinowe usta zwilzyla jezykiem, zas ta przysiadla na jednym z kamieni, obserwujac postac Owczarka. Poprawila blond wlosy.
Przedstaw mi swe imie, Wedrowcze. – Z Jej gardla mozna bylo uslyszec niezwykle czysty alt.
Raegan, Pani. – Skinal nisko lbem na znak szacunku, pozostajac tak do momentu, az ta dala mu znak dlonia, aby to przestal.
- Raegan’ie, moge wiedziec, dlaczego przerwales moj wypoczynek?
Wyslal mnie tutaj Thet, ktory powiedzial, ze tylko Ty Panno Jeiora, potrafisz odpowiedziec na pytania dreczace Podroznikow.
       Ta zasmiala sie, jednakze po chwili uniosla wysoko, dumnie glowe. Teraz mozna bylo zobaczyc luski pokrywajace Jej szyje, jak i dlonie.
Thet, tak? Ten stary Skurczybyk. – Mruknela z nutka rozbawienia w glosie. – Wiem, o co Ci chodzi, moge wyczytac to z Twego serca.
Wiec po co… To znaczy, przepraszam ze pytam, ale dlaczego Pani mi nie powiedziala, ze wie o moim celu? – Machnal ogonem.
A nie wiem, tak jakos. – Otarla oczy, ktore zapewne byly jeszcze senne dlonia. – Wiec nie wiesz, czy bylbys dobra Betha dla Stada Psich Serc, hm?
       Przytaknal.
Na to wole Ci nie odpowiadac, sam musisz wiedziec. – Odezwala sie po dluzszej chwili milczenia, podchodzac blizej Psa, i palcem pokazala na Jego serce. – Gdy powiem slowo ’ Stado Psich Serc ’, to co sobie wtedy wyobrazasz? Zamknij oczy, i wsluchaj sie w bicie serca.
Widze… Dom, ognisko, rozesmiane pyski. Wspolne zabawy, przyjazn, pomoc… - Moglby tak wymieniac w nieskonczonosc, jednakze ta przerwala. 
A gdybys zostal Betha?
Na pewno przez kilka chwil ogarnialby mnie niepokoj, czy jednak dobrze, ze jestem na tak wysokim miejscu. Jednakze, staralbym sie pomagac wszystkim, nie baczac na problemy, czy to blahe, czy te wymagajace pilnej pomocy. Jesli wymagalby tego sytuacja, nauczylby sie zielarstwa u Zelarzy, sztuki medycyny u Medykow, i wielu innych rzeczy, ktore tylko mialyby pomoc Stadzie Psich Serc.
Staralbym sie, aby w Stadzie ucichly wszelkaie spory, jednakze nie obiecywalbym niemozliwego, bo wiem, ze nawet jesli bylbym niewiadomo kim, klotnie zawsze beda. Aczkolwiek chce starac sie, aby kazda ze stron bylaby zadowolona. 
Nie wazne co by sie stalo, bylbym oparciem wobec wszystkich; Suczek, Psow i Szczeniat, chcialbym, aby wiedzieli ze mozna sie do mnie zwracac ze wszystkimi Problemami. 
Tak jak juz wspomnialem wczesniej, nie obiecywalbym niemozliwego, bo nie znioslbym widoku rozczarowanych Pyskow tych, na ktorych mi zalezy. 
Dobrze. – Odetchnela, wciaz trzymajac rece na Sercu Samca. – A co zmienilbys w swoim Domie?
Zapewnie jeszcze jakis czas temu powiedzialbym, ze to, aby nie bylo klotni miedzy Czlonkami, ale wiem, ze to jest nieuiknione. Pomimo tego, to nic; Stado Psich Serc jest, bylo, i bedzie perfekcyjnie w stosunku do mojej Postaci. Tak. Nic nie zmienilbym, ani nawet nikog nie zmienilbym na sile. – Nawet nie zorientowal sie, kiedy Jego psyk przeszyl subtelny usmiech.
       Przez dluzsza chwile, ani Ona, ani On sie nie odzywali. Troche dreczylo to Samca, bo moze ta sie zasmiala z Jego slow? Moze to zrobic, ale Go to nie bedzie obchodzic. Stado Psich Serc to Jego Dom, i nawet jesli byloby to potrzebne, zginalby w Jego obronie.
Raegan’ie, Cichy Aniele. – Zaczela spokojnie, akcentujac kazde slowo. – Tylko serce winno Ci dac odpowiedziec. Jednakze widze, iz masz Je czyste, wiec nie boj sie. I nawet jesli nie zostaniesz Betha, wiem, ze bedzie dla SPS oparciem jak malo kto. Prosze. Nie zanieczysc swego Serca, nie wybieraj pochopnych opini, przymysl kazde wypowiedziane slowo. – Wziela reke z Jego serca, jeszcze raz patrzac na Niego. – Jestes czescia Stada Psich Serc, wiec prosze, nie zapomnij o tym. – Wstala, odchodzac o kilka krokow.
Dziekuie za mile slowa, Wiedzmo z Jeziora. – Zrozumial. Ona nie dawala konkretnych odpowiedzi, tylko pozwala Nam Je odszukac, zagldajac w serca. – Mam jeszcze jedno pytanie.
Tak, Psie Serce? – Rzucila na Niego katem oka, podchodzac do Jeziora, aby zanurzyc sie w Nim po chwili.
Kierujac sie tutaj, napotkalem Nukri, moja Siostre, i pewna Sarne, ktorej chociaz nie zdradzilem celu mej Wedrowki, dobrze o tym wiedziala.
       Na te slowa usmiechnela sie jeszcze szerzej.
-Wiec Emily Cie odnalzla? – Odwrocila sie w Jego strone. – Oh, wybacz. Emily to moja Przyjaciolka, ktora tak jak Ja, zaglada to, co wy zwiecie Sercami. Musiala wyczytac, ze nie masz zlych zamiarow, najpewniej po tym jak Ja uratowales, dlatego wskazala Ci droge. A jako, ze jedna z najwazniejszych Osob dla Ciebie jest pewnie ta Nukri, to przybrala Jej postac. – Zasmiala sie, zanurzajac stope w Jeziorze. – Bywaj, Raegan’ie, Cichy Aniele zwanym Psim Sercem, mam nadzieje, ze jeszcze kiedys dane Nam bedzie sie spotkac. – Na te slowa, zniknela w morskich odmetach.
       Ten pozostal tak jeszcze przez chwile, po czym wstal, a obok Niego znalazl sie malutki duszek, o blekitnych oczach, ktorego pozdrowil skinieciem Lba. Najwidoczniej chciala Go wyprowadzic z tego miejsca, i tak sie stalo, bo oboje zaczeli oddalac sie od Jeziora. 
[ … ]
       Powitalo Go znajome Krakanie, a nastepnie szczekanie Psow; wiedzial, ze tego czego mu najbardziej brakowalo byl dom zwanym Stadem Psich Serc. Gdzie dorastal, poznal wiele nowych Osob, i co najwazniejsze – odznalazl prawdziwego siebie. Teraz po prostu czekal, aby odpowiedziec na pytania Leny. Rzecz jasna, powtorzylby to samo, co Wiedzmie...
______
1. *Rae zechcial zmienic nick*.
2. *I have no idea what I'm doing.*
3.  Chyba mi to nie wyszlo... o-o
4. Pieprze, publikuje wczesniej, bo pozniej pewnie zapomne. xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz