Nie rzucaj słowami na wiatr, bo
wcześniej czy później Ktoś wystawi Ci za nie rachunek.
Promienie Slonca leniwie
przedostawaly sie przez chmury, jakby chcialy zawiadomic o Wiosnie, ktora to
powoli wybiera sie w podroz aby zagrzac na kilka miesiecy miejsca w Stadzie
Psich Serc. Czlonkowie zdawali sie ostatnio jednak nie poruszac tego tematu,
prawdopodobnie zapominajac nawet o panujacej zimie. Smiali sie, grali, i
polowali… Chociaz to ostatnie bylo tak czy siak trudniejsze do roboty, bowiem
Zwierzyna Lowna migrowala w miejsca, gdzie mozna bylo w spokoju pozywic sie
trawa.
Dzisiejszy dzien dla poniektorych
Czlonkow Stada zdawal sie roznic od innych, glownie dlatego, ze miejsce spotkan
nawiedzily trzy Kruki. Wpierw myslano, ze pewnie to tylko wedrowcy, jednakze Ci
zdawali sie miec cos do powiedzenia, a raczej, przekazania. Gdy dwojka z nich,
najmlodszych najpewniej, wdalo sie w przerozne dyskusje z Psowatymi, jeden z
nich przyniosl list, delikatnie podpalony, prawdopodobnie tylko do ozdoby.
Ktos, juz nikt nie wie kto, otworzyl list i zaczal Go czytac.
Suczki jak i Psy, zgromadzili sie
pod Skala Przemowien; w koncu takie wydarzenie nie zdarzalo sie zbyt czesto,
wiec przysiedli, owijajac tylne lapska ogonem. Wzrokiem co jakis czas zahaczali
o Postacie Krukow, ktore to nie odzywaly sie slowem. To bylo naprawde dziwne.
Gdy owy Ktos przemowil, wiekszosc pyskow powedrowala w Jego strone, wsluchujac
sie w Jego/Jej glos.
Drogie Psiaki,
Wybaczcie mi za to nagle
zniknecie, naprawde! Wiem, ze to glupie z mojej strony, ale musze sie czegos
dowiedziec, co od jakiegos czasu meczy mnie. To dosyc wazne pytanie, postawione
przez Alphe, na wybor Samca, Samicy Betha.
Hah, mozecie sie zasmiac, ale coz,
mysle, ze nie moglbym tak na poczekaniu zaczac opowiadac. Chce udac sie w
wedrowke, dzieki ktorej zrozumiem, czy podolam temu. Jak na razie,
Kruczyska –
Atmethie, Thet i Deso beda z Wami, chyba, ze Wam to przeszkadza to
zrozumiem. Wybaczcie, ze nie powiedzialem Wam o tym wczesniej, ale
po prostu wolalem nie mowic o tym nikomu. Gdyby cos sie dzialo,
powiadomcie
moich Towarzyszy, a Oni postaraja sie przywolac mnie, zebym mogl Wam
pomoc
zazegnac jakis ( Nie daj Boze. ) spor, badz cos podobnego.
Do rychlego zobaczenia,
trzymajcie sie, i pamietacie, zebyscie nie popadali w jakikolwiek spor! Bo Was
najnormalniej w swiecie zjem! Haha.
Oddany Raegan.
Po tym zapadla chwila ciszy, ktora
przerwala Kruczyca, prawdopodobnie najmlodsza z Ptasiego Tria. Wszyscy popatrzeli na
siebie, oprocz tego, kto czytal List. Ten zwinal Go w rulonik, i podal
Pierzastym, bo te jak widac wiedzialy co z Nim zrobic. Wiatr
ponownie zadal w liscie, sprawiajac, iz Psiaki wstaly. Chwile porozmawiali, a
nastepnie wybrali sie na stadne polowania. W koncu musieli uzupelnic Stadne
Zapasy, jak i wykarmic Szczenieta. Otuchy dodalo im towarzystwo dwoch z trzech
Krukow, ktore prowadzily ich z gory.
Jedynie jeden z Nich, Najstarszy
imieniem Thet, zostal na skale przemowien wpatrujac sie w widok znajdujacym sie
przed Nim. Nie mowil nic, jednakze wyczytac mozna bylo, iz ad czyms mysli.
Dopiero po chwili cisze przerwal Jego spokojny, lekko zachrypniety glos.
’- Dalej, Cichy Aniele. Zlap wiatr w
zagle od trzepotu moich Skrzydel'. – I na tym
skonczyl, zamykajac koralikowe oczy. Wzlecial, aby to moc poszukac miejsca na
dzisiejszy nocleg, dla Niego, jak i Jego przybranego Rodzenstwa.
Kroczyl przed siebie, zapewne
znajdowal sie juz dobry kawal do polany, w koncu wyruszyl z samego rana a
wieczor skradal sie powoli, ostroznie, tak, aby nikt Go nie zauwazyl.
Dluga, jasna siersc byla czule
muskana przez wiatr pochodzacy zapewnie z zachodnich Gor, ktory niosl rowniez
zapomniane rozmowy; kochankow, wrogow, Szczeniat, i wielu, wielu innych.
Dlaczego to robil? Bo twierdzil, iz wspaniale cytaty sa w nich zawarte, wiec
moze ktos, kto bedzie mogl odczytac szum drzew, odczyta rowniez tresci zawarte
w powiewach.
Owczarek przystanal na chwile, by
zaspokoic pragnienie ktore dawalo sie mu w znaki juz dosyc dlugi czas, jedakze
poczatkowo Je ignorowal, bowiem mial w planie dojsc jak najszybciej w strony
ktory polecil mu Thet, najstarszy Kruk, gdy tylko uslyszal fakt iz Raegan
zamierza wziac udzial w wyborach na Samca Bethe. Ich rozmowa na ten temat
zaczela sie w dniu ogloszenia Wyborow.
- Wiesz,
ze nie mozesz wyjsc ot tak, i zaczal sie wypowiadac jak te Miss w swiecie
Ludzi, prawda? – Mruknal, machajac skrzydlami.
- Wiem.
– Odpowiedzial, zastrzygajac uszami.
- Raegan’ie,
wiem, ze nie przyszedlec tylko po to, aby mnie o tym poinformowac.
- Widzisz.
– Wstal, i wyprostowal sie, wciaz spogladajac na Kruka kasztanowymi,
przenikliwymi slepiami. – Jestes kims, do kogo mozna sie zwrocic w takich
sprawach. Kiedys, gdy bylem mlodszy, opowiadales mi o Wiedzmie z Jeziora, ktora
poddaje potrafi odpowiedziec na rozne pytania.
- Rzucasz
sie na gleboka wode, wiesz? – Zasmial sie ochryple. – No ale coz, skoro taka
Twoja wola, Owczarku, tylko pamietaj ze Cie ostrzaglem. Wiec. Wiedzma zwana
Annabeth ma swoja siedzibe na zachodzie, gdzie warunki nie sa zbytnio dobre,
aczkolwiek… To chyba Cie nie obchodzi, prawda?
I tak to sie w sumie zaczelo.
Kiedys, Raegan twierdzil iz legenda o Annabeth byla tylko wymyslona, aby
nastraszych Szczeniaki. Jednakze wiedzial, ze Thet nie klamie w takich
sprawach. A do tego… Samiec musial cos sobie udowodnic. Chcial przeciez chronic
Stado, na ktorym mu zalezalo. Chcial pokazac, ze Inni moga na Niego liczyc, nie
wazne w jakiej sprawie, wiec musial poddac sie probie.
Z tego co mu opowiadano, nie wszyscy
Smiertelnicy wychodzili zywi z tego, badz poddawali sie w polowie drogi,
a
nastepnie zawracali do Domow. Anna, bo tak sobie pozwolil Ja nazwac,
slynela z
zabaw psychicznych, jak i uwielbiala pozostawiac na sladach swych Ofiar
przerozne blizny, ale to juz czesc ktora dane mu bylo uslyszec od
zwyklych Bajarzy. Nie od Thet'a, ktory nie wspominal na ten temat nic.
Klamstwem byloby powiedziec, ze
Raegan nie czul przed Nia respektu. Wiedzial, na co moze Ja stac;
prosciej
mowiac, na wszystko. Wiedzma, a do tego z Jeziora potrafila sprawic iz
dany Osobik kiedy postawi lape na Jej 'wodnym terenie' mogl stac sie
ciezki jak kamien, a nastepnie zatanac.
Noc powoli zachodzila, wiec musial
znalezc sobie jakis nocleg, aby to nie zamarznac. Jednakze kazda Nora,
Jama czy
jaskinia byla zajeta przez rozne zwierzeta. Nie mial serca ich wyganiac
Ich, wiedzac, jaki panowal obecnie ziab. Wiec wciaz szedl przed siebie,
podwijajac
ogon aby bylo mu cieplej. Jednakze, o Jego usyszka otarl sie cichy pisk.
Chwile
sie zawahal, jednakze pobiegl w strone dzwieku. Musial sprawdzic co sie
stalo.
I stanal, niczym wryty, spogladajac
na widok przed soba; Lania zlapana w sidla, ktore zapewnie stworzyl jakis
Klusownik. Mozna by stwierdzic, ze to latwa zdobycz, aczkolwiek Samiec tak nie
uwazal. Nie teraz, kiedy Jego blizni byl w potrzebie. W sumie, to wyobrazil
sobie, jak by to bylo, gdyby ktos z SPS znalazl sie w takiej sytuacji.
Samica widzac go, zaczela jeszcze
mocniej wierzgac, ale Ten ja uspokoil. Oparl sie o dzewo, i zaczal przegryzac
line, nieco Ja szarpiac. Troche to trwalo, jednakze udalo mu sie, i dosyc
nieumiejetnie zrobiony wezel puscil. Tym samym Kopytna wyladowala na Ziemi,
spogladajac na Niego blekitnymi, ciekawskimi oczami.
- Dziekuje
Ci za pomoc. Niech dobre Duchy prowadza Cie do Twego celu. – To rzekla mu na
pozegnanie, a nastepnie zniknela, pogrozona w ciemnosci. Samiec wzdrygnal
sie, jednakze ruszyl dalej,
napotykajac na swojej drodze malutka Jaskinie, w ktorej postanowil spedzic
dzisiejsza noc. Zasnal, otulony swym ogonem, a zeby to nie stracic ciepla. Noc
byla niezwykle spokojna, dzieki czemu Rae szybciej zasnal.
Obudzily go promienie slonca, przez
co ten potrzasnal lbem, i ruszyl swoje zacne siedzenie, aby to wyruszyc w
dalsza droge. Ciekawe. Po Kopytnej nie bylo sladu, pewnie uciekla aby nie
spotkac Mysliwy. W sumie nie dziwil sie, bo postapil by pewnie tak samo jak
Nieznajoma, o cudownie blekitnych oczach.
Ciekawilo Go, jak Stado zareagowala
na wiesc, ze Owczarek musi na chwile ich opuscic, aczkolwiek nie pokazywal tego
po sobie, tylko kroczyl dalej, machajac leniwie na boki ogonem, rozkoszujac sie
widokiem ktory znajdowal sie przed Nim. Zaciagal sie zimowym powietrzem tak,
jakby mial to robic ostatni raz.
Gdy suchosc zagoscila do Jego
krtani, zaczal rozgladac sie za jakas rzeczka, pamietajac przy tym, aby to nie
zgubic drogi. W oka mniegnieniu ujrzal malutkie koryto wody, wiec bez
najmniejszego wahania podskoczyl do Niego, i zaczal chleptac jezorem zimna, ale
przyjemna ciecz.
Unioslwszy pysk z ktorego kapala
woda, ponownie podazac wyznacza przez starego jak swiat Kruka. Ciekawilo Go, co
robili Czlonkowie Stada; grali w cos, polowali, czy postanowi nieco
poleniuchowac? Hah. Chcialby ich teraz zobaczyc.
Przez zamyslenie ne zorientowal sie,
ze cos pod Jego lapami sie zmienia, na cos twardzego, prawdopodobnie
zbudowanego ze skaly. Ocknal sie dopiero, gdy jakies Zwierze przebieglo mu droge,
spojrzal przed siebie; most. Tak, to wskazywalo, ze niedaleko do Wiedzmy
Annabeth. Ah, moze Ona mu sie pomoze zdecydowac, i stwierdzic, dlaczego Jego
serce tak nagle postanowilo, ze chcialby opiekowac sie Wszystkimi? Miejmy
nadzieje, bo On sam sobie odpowiedziec nie potrafil… Czy to nie byl tylko
chwilowy kaprys? A moze ot, zachcialo mu sie, jak kilku miesiecznemu
Szczeniakowi wszystkich zabawek? Czy potrafilby byc przy Nich do konca, czyli
do swej smierci? Hym.
O nozdrza Samca otarly sie nowe
zapachy, ktore sie ze soba mieszaly; cos jak wiosenny aromat, mieszany z czyms
slodkim, zapewne zapachem Kwiatow, tylko co One robily o takiej porze, do tego
w tym lesie? Nie, nie pytal, Thet go ostrzegl, ze moze to byc iluzja,
aczkolwiek nie musi, nikt poza Czarownica tego nie wiedzial.
Zapuszczal sie coraz bardziej,
niepewniej, ale kroczyl dalej, co jakis czas zastrzygajac uszami, o ktore
ocierala sie muzyka, trele ptakow, zapewne pierwszorzedne, i nie byly tylko
przypadkowa skladanka. Byly przemyslane, tak, jak znal te Ptaki to wiedzial na
co Je stac.
Az w koncu to, co wydawalo sie
piekne, zmienilo sie w pustkowie, pozbawione muzyki jak i pieknych zapachow.
Zapewne docieral coraz blizej serca Wiedzmy, ktora ta sie zapewne niezbyt
cieszyla. Nie dziwil sie. W koncu wkroczyl na Jej terytorium. Zaklnal cicho pod
nosem.
Cisze przerwalo ciche szczekanie, a
nastepnie ujrzal znajoma, biala kulke… Nukri! Tak, to Ona, mogl to przysiasc! Z
usmiechem na pysku podbiegl do Siostry, chcac Ja zapytac, co tu robi, gdy ta
nagle odbiegla, i zniknela w krzakach.
- Hej,
czekaj! – Krzyknal, jednakze ta zdawala sie glucha na Jego prozby. Przystawala
jedynie, kiedy ten gubil droge, by nastepnie ponownie biec dalej. Nie podobalo
mu sie to, z pewnoscia.
Gdy myslal, ze Ja dopadl, ta zleciala
do Dziury. Nie krzyczala, nie wydawala z siebie
zadnego glosu, po prost leciala,
dalej i dalej, a ten bez wahania rzucil sie za Nia. Udalo mu sie Ja chwycic w
ostatniej chwili, i tak wszyscy wyladowali na ciele Owczarka; jedna z Jego
kosci chyba sie uszkodzila, bo wydala z siebie niepokojace zgrzytniecie.
Szczenie nie zwazalo na to uwagi, i
niczym marionetka szlo przed siebie, nie odpowiadajac na wolania Brata, ktoremu
trudno bylo wstac. Widzac, ze ta powoli znika, oparl sie o sciane, i kulejac,
zaczal podazac za Nia. Co sie tu do cholery dzialo.
Droga przez ciemny, podziemny
korytarz byla w sumie krotka, i zakonczyla sie w mniegniu oka. Oboje ujrzeli
Jezioro, o wodzie krystalicznej, jak krysztaly, na ktorym byly Lilie wodne,
rozowe, biale, i jeszcze jakies.
Przelknal sline, gdy Nukri polozyla
sie przy Zbiorniku Wody. Podszedl, niepewnie, kulejac na tylna lape do spiacej
Siostryczki, aby zabrac Ja na polane, zeby obejrzalo Ja kilku Medykow. Bal sie
o Nia.
Gdy tylko dotknal Ja lapa, ta jakby…
Zniknela. Rozplynela sie w powietrzu, na co ten odskoczyl niczym oparzony.
Zrenice momentalnie zwezyly sie, a ten zaczal sie rozgladac na wszystkie
strony, czujac wiatr muskajacy Jego druga siersc. Zastrzygl uszami.
Nastepnie, z wody zaczela wynurzac
sie Postac; Kobiety, o porcelanowej, usmiechnietej twarzy, i oczach blekitnych
niczym najprawdziwsze Niebo. Malinowe usta zwilzyla jezykiem, zas ta przysiadla
na jednym z kamieni, obserwujac postac Owczarka. Poprawila blond wlosy.
- Przedstaw
mi swe imie, Wedrowcze. – Z Jej gardla mozna bylo uslyszec niezwykle czysty alt.
- Raegan,
Pani. – Skinal nisko lbem na znak szacunku, pozostajac tak do momentu, az ta
dala mu znak dlonia, aby to przestal.
- Raegan’ie,
moge wiedziec, dlaczego przerwales moj wypoczynek?
- Wyslal
mnie tutaj Thet, ktory powiedzial, ze tylko Ty Panno Jeiora, potrafisz
odpowiedziec na pytania dreczace Podroznikow.
Ta zasmiala sie, jednakze po chwili
uniosla wysoko, dumnie glowe. Teraz mozna bylo zobaczyc luski pokrywajace Jej
szyje, jak i dlonie.
- Thet,
tak? Ten stary Skurczybyk. – Mruknela z nutka rozbawienia w glosie. – Wiem, o
co Ci chodzi, moge wyczytac to z Twego serca.
- Wiec
po co… To znaczy, przepraszam ze pytam, ale dlaczego Pani mi nie powiedziala,
ze wie o moim celu? – Machnal ogonem.
- A
nie wiem, tak jakos. – Otarla oczy, ktore zapewne byly jeszcze senne dlonia. –
Wiec nie wiesz, czy bylbys dobra Betha dla Stada Psich Serc, hm?
Przytaknal.
- Na
to wole Ci nie odpowiadac, sam musisz wiedziec. – Odezwala sie po dluzszej
chwili milczenia, podchodzac blizej Psa, i palcem pokazala na Jego serce. – Gdy
powiem slowo ’ Stado Psich Serc ’, to co sobie wtedy wyobrazasz? Zamknij oczy,
i wsluchaj sie w bicie serca.
- Widze…
Dom, ognisko, rozesmiane pyski. Wspolne zabawy, przyjazn, pomoc… - Moglby tak
wymieniac w nieskonczonosc, jednakze ta przerwala.
- A
gdybys zostal Betha?
- …
Na pewno przez kilka chwil ogarnialby mnie niepokoj, czy jednak dobrze, ze
jestem na tak wysokim miejscu. Jednakze, staralbym sie pomagac wszystkim, nie
baczac na problemy, czy to blahe, czy te wymagajace pilnej pomocy. Jesli
wymagalby tego sytuacja, nauczylby sie zielarstwa u Zelarzy, sztuki medycyny u
Medykow, i wielu innych rzeczy, ktore tylko mialyby pomoc Stadzie Psich Serc.
Staralbym sie, aby w Stadzie ucichly
wszelkaie spory, jednakze nie obiecywalbym niemozliwego, bo wiem, ze nawet
jesli bylbym niewiadomo kim, klotnie zawsze beda. Aczkolwiek chce starac sie,
aby kazda ze stron bylaby zadowolona.
Nie wazne co by sie stalo, bylbym
oparciem wobec wszystkich; Suczek, Psow i Szczeniat, chcialbym, aby wiedzieli
ze mozna sie do mnie zwracac ze wszystkimi Problemami.
Tak jak juz wspomnialem wczesniej,
nie obiecywalbym niemozliwego, bo nie znioslbym widoku rozczarowanych Pyskow
tych, na ktorych mi zalezy.
- Dobrze.
– Odetchnela, wciaz trzymajac rece na Sercu Samca. – A co zmienilbys w swoim
Domie?
- Zapewnie
jeszcze jakis czas temu powiedzialbym, ze to, aby nie bylo klotni miedzy Czlonkami, ale
wiem, ze to jest nieuiknione. Pomimo tego, to nic; Stado Psich Serc jest, bylo,
i bedzie perfekcyjnie w stosunku do mojej Postaci. Tak. Nic nie zmienilbym, ani
nawet nikog nie zmienilbym na sile. – Nawet nie zorientowal sie, kiedy Jego
psyk przeszyl subtelny usmiech.
Przez dluzsza chwile, ani Ona, ani
On sie nie odzywali. Troche dreczylo to Samca, bo moze ta sie zasmiala z Jego
slow? Moze to zrobic, ale Go to nie bedzie obchodzic. Stado Psich Serc to Jego
Dom, i nawet jesli byloby to potrzebne, zginalby w Jego obronie.
- Raegan’ie,
Cichy Aniele. – Zaczela spokojnie, akcentujac kazde slowo. – Tylko serce winno
Ci dac odpowiedziec. Jednakze widze, iz masz Je czyste, wiec nie boj sie. I
nawet jesli nie zostaniesz Betha, wiem, ze bedzie dla SPS oparciem jak malo
kto. Prosze. Nie zanieczysc swego Serca, nie wybieraj pochopnych opini,
przymysl kazde wypowiedziane slowo. – Wziela reke z Jego serca, jeszcze raz
patrzac na Niego. – Jestes czescia Stada Psich Serc, wiec prosze, nie zapomnij
o tym. – Wstala, odchodzac o kilka krokow.
- Dziekuie za mile slowa, Wiedzmo z Jeziora. – Zrozumial. Ona nie dawala konkretnych
odpowiedzi, tylko pozwala Nam Je odszukac, zagldajac w serca. – Mam jeszcze
jedno pytanie.
- Tak,
Psie Serce? – Rzucila na Niego katem oka, podchodzac do Jeziora, aby zanurzyc
sie w Nim po chwili.
- Kierujac
sie tutaj, napotkalem Nukri, moja Siostre, i pewna Sarne, ktorej chociaz nie
zdradzilem celu mej Wedrowki, dobrze o tym wiedziala.
Na te slowa usmiechnela sie jeszcze
szerzej.
-Wiec
Emily Cie odnalzla? – Odwrocila sie w Jego strone. – Oh, wybacz.
Emily to moja
Przyjaciolka, ktora tak jak Ja, zaglada to, co wy zwiecie Sercami.
Musiala wyczytac,
ze nie masz zlych zamiarow, najpewniej po tym jak Ja uratowales, dlatego
wskazala Ci droge. A jako, ze jedna z najwazniejszych Osob dla Ciebie
jest pewnie ta Nukri, to przybrala Jej postac. – Zasmiala
sie, zanurzajac stope w Jeziorze. – Bywaj, Raegan’ie, Cichy Aniele zwanym Psim
Sercem, mam nadzieje, ze jeszcze kiedys dane Nam bedzie sie spotkac. – Na te
slowa, zniknela w morskich odmetach.
Ten pozostal tak jeszcze przez
chwile, po czym wstal, a obok Niego znalazl sie malutki duszek, o
blekitnych oczach, ktorego pozdrowil skinieciem Lba. Najwidoczniej
chciala Go wyprowadzic
z tego miejsca, i tak sie stalo, bo oboje zaczeli oddalac sie od
Jeziora.
[ … ]
Powitalo Go znajome Krakanie, a
nastepnie szczekanie Psow; wiedzial, ze tego czego mu najbardziej
brakowalo byl
dom zwanym Stadem Psich Serc. Gdzie dorastal, poznal wiele nowych Osob, i
co
najwazniejsze – odznalazl prawdziwego siebie. Teraz po prostu czekal,
aby odpowiedziec na pytania Leny. Rzecz jasna, powtorzylby to samo, co
Wiedzmie...
______
1. *Rae zechcial zmienic nick*.
1. *Rae zechcial zmienic nick*.
2. *I have no idea what I'm doing.*
3. Chyba mi to nie wyszlo... o-o
3. Chyba mi to nie wyszlo... o-o
4. Pieprze, publikuje wczesniej, bo pozniej pewnie zapomne. xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz