poniedziałek, 17 listopada 2014

Everyday is Halloween, isn't it? (2) [Luffiera]


Wyprawa w poszukiwaniu słodkości nabrała szybszego tempa, gdy Ash i Raven tylko wyszli ze swojej jaskini i ich łapy stanęły na pożółkłej winą jesieni trawie, pokrytej odpowiednią ilością rosy. Dzień dzisiejszy był idealny, by zostać mianowanym dniem święta Halloween. To tak, jakby cząstka świata zaplanowała dać akurat tak dobrą atmosferę w ten wyjąykowy dzień akurat w tym miejscu. Obaj przyjaciele cieszyli się, a radości ich nie dało się opisać słowami. Aby to rozumieć, należało spojrzeć na same pyski, przywdziane w szczere uśmiechy, bądź sposób w jaki się poruszali, entuzjastycznie i niedbale. Wokół nich kręciły się inne szczenięta, ubrane w przeróżne stroje, stworzone z jeszcze różniejszych przedmiotów. Im jednak obydwaj bardziej się oddalali, tym mniej widać było młodych psiaków wybierających się na poszukiwania. Podejrzenia Ash'a się sprawdziły. Oboje szli w ciszy, rozglądając się we wszystkie strony. Ich plusem była różnica wzrostu, bowiem dzięki niej mogli podzielić się poszukiwaniami - na górze i tuż nad ziemią. Wraz z przemieszczaniem się obu psów, zaczęło robić się coraz chłodniej. Z początku Raven przypuszczał, że mogła być to zwyczajna zmiana pogody, jednak chłód uderzył tak niespodziewanie, że wywował u niego spory niepokój. Nie odzywał się jednak, nie chcąc nastraszyć młodszego.
- Raven! - szczeniak krzyknął niespodziewanie przerażonym głosem, zatrzymując się momentalnie. Owczarek niemalże nie podskoczył z przestrachu.
- Co się dzieje, co, co? - pytał nerwowo, stając tuż obok niego i przyglądając mu się.
- Moje łapy! Zniknęły, nie ma ich! Wciąż je czuję, ale zniknęły!
O czym ten szarak mówił? Łapy przecież nie znikają same z siebie, ot tak. Poza tym, gdyby ich nie było, to nie czułby ich. Było to dziwne, przez co Raven jeszcze bardziej się przestraszył. Z początku myślał, że Ash chce go nastraszyć, jak zwykle miał w zwyczaju w dzień Halloween, jednak coś wydawało się brzmieć inaczej. Być inne.
- O czym ty mówisz, przecież są gdzie trzeba! - stwierdził panicznie czarny, podchodząc do młodziaka, który był równie ogarnięty uczuciem strachu. Aby mu udowodnić, że wszystkie kończyny ma na miejscu, złapał jedną z jego łap i uniósł do góry, ujawniając ją, normalnie wyglądającą. 
- To dziwne... kiedy stoję na ziemi, to ich nie ma. Zupełnie, jakby znikały!
Teraz Raven zrozumiał o co chodzi. Mgła. Całe to zajście było jej sprawką. Pies dziwił się jedynie, że Ash nie spotkał się jeszcze z tym zjawiskiem pogodowym. Zaśmiał się krótko, klepiąc przyjaciela po łebku z politowaniem.
- To, młody, nazywa się mgła. I gwarantuję ci, że nie pozbawi cię żadnej kończyny. A teraz chodźmy, mam ochotę na cukierki - powiedział Raven, od razu ruszając przed siebie. Szczeniak nie zrozumiał do końca, co miał na myśli poprzez to określenie jego przyjaciel, jednak ufał mu na tyle, by nie zadawać więcej pytań. Ruszył tuż za nim, dorównując mu kroku, by nie zgubić się w tyle. Od jeziora nie dzieliła ich już zbyt wielka odległość. W gruncie rzeczy nie było ono oddalone przesadnie od głównej polany. Dlatego też oboje dziwili się, dlaczego inne szczenięta nie mogły się nad nie wybierać bez opieki. Taka była jednak decyzja Alphy i nie mogli się jej sprzeciwiać. Po kilku, góra trzydziestu następnych sekundach, z oddali dało się słyszeć szum. Szum? Nigdy nie słyszęli żadnego szumu zbliżając się do tych terenów. To było coś, co niezwykle ich zdziwiło, jak i zmyliło. Może zabłądzili?
- Słyszysz to? Ten szum? - spytał Raven, unosąc łeb wyżej, by odnaleźć źródło tego dźwięku. Ash pokiwał potwierdzająco łebkiem, co nieco uspokoiło starszego psa. Wiedział chociaż, że nie zwariował. - Jest coraz głośniejszy, jakbyśmy-
Raven nie zdołał dokończyć zdania, które rozpoczął, gdy niespodziewanie poczuł, że grunt pod jego łapami gwałtownie spada w dół. Czym prędzej odsunął Ash'a łapą w przeciwną stronę, omal nie otwierając pyska ze zdziwienia i przerażenia. Oboje zaś znaleźli się na szczycie wielkiego, spadzistego klifu, który prowadził wprost do rwących wód morza. Nie przeraziłoby ich to gdyby nie fakt, że przechodzili tę drogę mnóstwo razy i nigdy wcześniej nie natrafili na klif, a tym bardziej na morze. 
- R-raven, gdzie my jesteśmy? Czy myśmy się przypadkiem nie zgubili? - spytał Ash, wpatrując się ze strachem w ogromną taflę wściekle bijącej falami o podnóże klifu wody.
- Obawiam się, że idziemy w dobrym kierunku.
Tuż po tych słowach, zza obydwu stojących nad klifem przyjaciół rozległ się przeraźliwy krzyk, podobny do tych, które wydaje z siebie ktoś, kto właśnie został zamordowany. Raven otrząsnął się i odgonił od siebie tę możliwość. Nie miał jednak pojęcia, co robić. Ash ukrył się między łapami owczarka, a okropna mgła niespodziewanie zgęstniała, niemalże zupełnie pozbawiając ich jakiejkolwiek widoczności. Raven czuł jak młody trzęsie się z przerażenia, lecz nie mógł nic na to poradzić. Stał wryty w ziemię, jakby nagle stracił jakiekolwiek możliwości do poruszania się. Tuż po chwili, rozległ się wokół nich niski, ochrypły śmiech. Brzmiał jeszcze przeraźliwiej od krzyku i był z pewnością głośniejszy, a na jego nadejście jakby ucichły wszystkie inne hałasy, ustępując mu. 
- Myślicie, że Halloween to tylko niewinna zabawa? Zbieranie jakichś marnych słodyczy, bo dowiedzieliście się gdzieś, że to na takich bzdurach polega?! Mylicie się. Miliony grobów zostało zapomnianych przez młodsze pokolenia swoich krewnych, tylko dlatego, że zaczęli uznawać to święto za okazję do zabaw! - powiedział okropny głos, dobiegający niemalże z każdej strony. Nie dało rady zobaczyć jednak, kto wypowiadał owe słowa. - To wina takich jak wy dwaj. Dziś za to zapłacicie. 
Ash poczuł, jakby ktoś ciągnął go w swoją stronę, za ogon. Chciał się temu sprzeciwić, jednak nawet złapanie łapy owczarka, pod którego cielskiem się skrywał, nie pomogło mu. Tuż po chwili został wyciągnięty spod Raven'a i wciąż ciągnięty w tył, mimo wbijanych w ziemię pazurów. Krzyczał, próbując się wydostać, a owczarek wciąż stał w tym samym miejscu, wryty w ziemię. Chciał się ruszyć, biec na pomoc, by uwolnić niewinnego szczeniaka. Wiedział dobrze, że to on wciągnął go w to całe szaleństwo święta zmarłych. Gdyby nie on, z pewnością nic złego nie działoby się teraz. Po chwili, Ash pojawił się znowu, tuż przed nim, trzymany w powietrzu, do góry nogami. Wyglądał, jakby jedną łapą był na tamtym świecie. 
- Skoro tak uwielbiasz święto zmarłych, chyba nie będziesz miał nic przeciwko, bym zrobił z twojego małego kolegi ducha, hm? - spytał głos, a szczeniak wydał z siebie zbolały pisk, jakby głos wyrządził mu jakiś okropny ból. Po chwili szczenię wzbiło się wyżej w powietrze, po czym rozpadło się na tysiące kawałków, przypominających kawałki zbitego szkła, które prędko zostały rozwiane przez wiatr.
- Ash! Ash! - krzyczał Raven, dopiero teraz mogąc się poruszyć. Było już jednak za późno. 
***
- Ash! - krzyknął owczarek, potrząsając ponownie przyjacielem, który dopiero teraz zaczął się rozbudzać. Byli w jaskini, swojej własnej, zdala od tajemniczego klifu, od morza, które pojawiło się równie szybko, jak i zniknęło. Młodziak, nieświadomy, nic z tego nie rozumiał. Jeszcze przed chwilą oboje znajdowali się zupełnie gdzie indziej. W ten sposób zroumiał, że odkrył istnienie snów, o których nie miał wcześniej pojęcia. Był jednak pewien, że przez kilka następnych lat nie wybierze się na Halloweenowe poszukiwania słodyczy. Rozmyślał nad słowami, które tajemniczy głos przekazał mu we śnie. Czy powinien powiedzieć o nich Raven'owi?
___________________________________
Co prawda po czasie, ale jest! Wybaczcie ewentualne błędy, pisane na telefonie, więc nie miałam zbytnio jak tego zanalizować. Nie jestem do końca zadowolona, bo i tematyka nie w moim stylu, no ale... ważne że coś jest! Opinie mile widziane, nie śmiejcie się za głośno pls.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz