"Rany, zabiję Lenę za ten pogięty
pomysł!"- myślała Allie. Była zła na wszystko i na wszystkich. Chyba z
całej grupy ona jedyna się bała wycieczki na cmentarz. Była godzina
22:00. O tej porze jej rodzice niemal zawsze spali, gdyż zazwyczaj byli
zmęczeni po ciężkim dniu pracy. Allie po cichu wyszła z pokoju. Drzwi
zaskrzypiały cicho. Dziewczyna skrzywiła się.
-
Nie wiem, kiedy, ale wymienię te cholerne drzwi!- syknęła cicho. Zaczęła
się po cichu skradać. Zeszła ze schodów i na palcach podreptała do
drzwi.
- Ej, Allie! A dokąd to się wybierasz?
Allie zacisnęła oczy i zęby. Odwróciła się powoli w stronę Leiko.
- Em... tak, mamo?- zapytała.- Jeszcze nie śpisz?
- Za chwilę pójdę, ale odpowiedz mi, proszę, na moje pytanie.- Uniosła brew.
- Eee... ja dzisiaj nocuję u Leny.- Skłamała.
- I nic mi nie powiedziałaś?
- Oj, mamo, bo nie było okazji, a wy z tatą wciąż i wciąż siedzicie w pracy.- Burknęła Allie.
- No dobrze... Ale czemu wychodzisz tak późno i w dodatku skradasz się?
- Bo myślałam, że mi nie pozwolisz.
- Niby czemu miałabym ci zabronić?- dopytywała się Leiko. Spoglądała na córkę podejrzliwie.
- Jesteś straszliwie i niewyobrażalnie nadopiekuńcza.- Uśmiechnęła się dziewczyna.
- Oh, nie przesadzaj. Dobra, idź, ale uważaj na siebie.
- Okay. Ja lecę! Pa!- Allie pocałowała Leiko w policzek i wybiegła z domu.
"Uff!
Mało brakowało!"- pomyślała. Jednak czułaby się lepiej, gdyby jednak
mama nie pozwoliła jej nigdzie wyjść o tej porze. Pobiegła pędem do domu
Leny. Zadzwoniła do drzwi.
- No, jesteś wreszcie! Tylko na ciebie czekamy... Spóźnialska, jak zwykle!- uśmiechnęła się złośliwie Lena.
- Nie zrzędź. W ogóle ledwo się z domu wydostałam. Mama mnie przyłapała...
- Chyba nie powiedziałaś jej, dokąd idziemy?- zaniepokoiła się Lena.
- Ależ skąd! Zwariowałaś? Mama nigdy niewypuściłaby mnie na ten cmentarz.
- Wiadomo, przecież jest nadopiekuńcza, prawda?
- No taak...
- To co? Idziemy?- zapytał Sauron, który podszedł do dziewczyn.- O, cześć, Allie.
- Cześć- skinęła mu.
- No myślę, że można by już chyba iść, nie?- uśmiechnęła się Lena.
Cała grupa ruszyła w stronę cmentarza. Po drodze rozmawiali, raz po raz wybuchając głośnym śmiechem.
W
końcu go ujrzeli. Ponury, przerażający, ciemny i owiany tajemnicą
cmentarz. Był otoczony drzewami, które pod wpływem wiatru szumiały
ostrzegawczo. Allie poczuła ciarki na plecach. Spojrzała na Izis.
Dziewczyna wyczuła jej spojrzenie na sobie i spojrzała na nią. Allie
zauważyła w jej oczach strach, którego wcześniej nie mogła dojrzeć.
Obrzuciła spojrzeniem resztę. Im też nie było już tak do śmiechu, gdy
zobaczyli ponure miejsce.
Allie mogłaby przysiąc,
że zauważyła na cmentarzu jakąś postać. Ta spoglądała akurat na nią z
ponurym uśmiechem. Nagle, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
- Lena!- zawołała Allie blada ze strachu.- Nie idźcie tam! Chyba widziałam Werewolf'a...
- Allie! No, nie mów- Lena się roześmiała.- Musiało ci się coś przywidzieć.
- Lena, ja nie żartuję.
- Tak, jasne... To kto pierwszy wchodzi?- uśmiechnęła się do przyjaciół.
- Ty.- Odpowiedziała krótko Bueno.
- Ja? Ale dlaczego ja?- Lena zaczęła marudzić. Nie chciała iść pierwsza.
- Lenu, chyba się nie boisz?- uśmiechnął się Sauron.
-
Oszalałeś? Po prostu... a mniejsza. Co mi tam mogę iść...- mruknęła i
ruszyła pewnym krokiem, udając odważną, choć wcale nie było jej do
śmiechu.
Spoglądała z przestrachem na nagrobki.
Co chwila straszył ją szum drzew albo cienie rzucane przez księżyc.
Nagle poczuła zimny dreszcz. Coś zaszeleściło w krzakach. Przełknęła
ślinę. Zaczęła się cofać. Nagle potknęła się o jakiś kamień i runęła
tyłem na ziemię. Dostrzegła poruszenie i zauważyła, że ktoś wychodzi z
krzaków. Zadrżała. Próbowała krzyczeć, ale strach ją sparaliżował. W
świetle księżyca dostrzegła postać z podciętym gardłem, z którego
sączyła się dosłownie czarna krew. U prawej ręki zauważyła brak palców,
tylko zgnite kikuty.
"Werewolf"- przeszło jej przez myśl i ujrzała tylko ciemność przed oczami. Ktoś obciął jej głowę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz