niedziela, 6 stycznia 2013

Nowy pyszczek do wykarmienia :3

   Był zimny i nieco ciemny poranek. Ja oczywiście zawsze przesypiałam tę część dnia. Nowy, piękny i nudny dzień. Chociaż... To stado i nuda? Nie, to nie tu na szczęście. Kiedy to ja słodko sobie drzemałam w mojej ciepłej jaskini nagle ktoś mi w tym przeszkodził. Kto?
-Nirv! Wstawaj! Mamy taki piękny poranek, po co go zmarnować?!
-Lena...Ja Cie zabije... Ja jeszcze śpie... - jęknęłam ledwo obudzona.
-Oj no weź, pójdziemy na spacer. Zjemy śniadanko, poszukamy troche ziół abyś miała mi o czym opowiadać jak będziemy wracać. - z uśmiechem na pyszczku zaczęła mnie namawiać.
Gdyby nie to, że zaczęło mi w brzuchu burczeć na pewno bym nie ruszyła tyłka z miejsca. Wstała niepewnie na chwiejących się łapach.
-To gdzie idziemy? - powiedziałam troche zirytowana.
-No, już myślałam, że nie wstaniesz. Najpierw idziemy nad wodospad abyś "wytrzeźwiała" bo wyglądasz jakbyś była na kacu...
-Aż tak źle? - przerwałam jej nieco śmiejąc się z siebie.
- ...potem na sniadanko, niedaleko kica sobie stadko zajęcy, potem na te twoje rośliny i możemy wracać.
Nieco niechętnie ruszyłam w strone wodospadu tuż za Lenką. Co jakiś czas rozglądałam się po okolicy bo słyszałam jakieś dziwne głosy w głowie. Gdy powiedziałam o tym suczce.
-Przesadzasz. Ja wskoczysz do zimnej wody i się wykąpiesz to minie.
Nieco przerażona powiedziałam do niej.
-Jak to do zimnej wody?!
Kiedy stanęłyśmy przed wodospadem wyciagnęłam łape aby ją zamoczyć. Kidy byłam już blisko suczka z śmiechem wepchnęła mnie do wody. Ja oburzona wyszłam z wody trzęsąc się po koniuszki futerka.
-Jak mogłaś...
Lena od razu zaczęła mnie przepraszać, a ja zaczęłam się z niej śmiać. Kiedy się wysuszyłam posżłyśmy wgłąb lasu na śniadanie, upolowałyśmy 2 duże zające. Po zjedzeniu miałyśmy zamiar iść na zioła, a potem do stada ale w mojej głowie znów zaczęłam słyszeć głosy tylko o wiele głośniejsze, jakbym była tego coraz bliżej, lecz teraz to już nie były słowa lecz płacz. Nico się przestraszyłam, co to jest? Lena oczywiście ten swój komentarz wrzuciła typu "Wydaje ci się". Ja jednak bez przerwy skupiałam sie na tym dźwięku. Kiedy wkońcu dosżłyśmy do pola gdzie rosły rozmaite zioła od razu pobiegłyśmy w głąb roślinności aby znaleść te najlepsze okazy. Zaczęłam suczce opowiadać o każdym gatunku a ta tylko przytakiwała nie słuchając mnie, wiedziałam o tym lecz mówiłam dalej aby nie zapadła niezręczna cisza. Tym razem usłyszałam w mojej głowie jakby pisk. Nagle przede mną poruszyło się coś w krzakach a dźwięk umilkł. Wsunęłam łeb między gałązki krzaku i zobaczyłam białą kulke.
Zawołałam Lene. Podeszła i dotknęła kulki, poruszyło się i wydało z siebie pisk.
-Weź to zostaw. Ja to wyciągnę. - Powiedziałam i wzięłam puchate coś w łapki i położyłam w miejsce bez gałęzi aby dokładnie to zbadać. Mały szczeniak! Gdy spojrzałyśmy na to z bliska od razu wiedziałyśmy.
-Jak sie nazywasz? Lena przybliżyła pyszczek do małego, białego w czarne kropki szczeniaka.
-Paa... Pazzesco... - Mała suczka rasy dalmatyńczyk mruknęła cicho, była przestraszona. Swoimi dużymi, szafirowymi ślepkami patrzyła na nas. Było zimno, a nie mogłyśmy jej tak zostawić więc zaprowadziłyśmy suczkę na tereny stada zapominając o ziołach. Pazzesco ogrzała się w mojej jaskini i opowiedziała nam troche o sobie...

_____________________________________________

Takie nie za bardzo ale jest :D
Przepraszam za wszelkie literówki itd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz