środa, 12 grudnia 2012

Zadanie na Dowódcę Straży


Dzień, niby jak co dzień, a jednak wysypała się z wora ta szczypta strachu i niepewności. Słowa Sathany, obijały się wciąż o długie uszy podpalanej. Wróg. Znaleźć. Przegonić. Uniknąć śmierci najbliższych. Niby zadanie wydaje się łatwie, ale tylko wtedy, jeśli w grę wchodzą małe drapieżniki, takie jak lisy, borsuki, żbiki. Gorzej, jeśli będą to większe zwierzęta, takie jak niedźwiedzie czy dziki. Obydwa zwierzęta budziły nie małą grozę, w tak silnej istotce jaką była Desiree. Wskaźnik jej odwagi, zniżył się tak nagle. Miała do dyspozycji jedynie Sashę, Izis i Phantomę. Może i mała jest to sfora obrony, ale zapewne silna. Przygnębiona z początku, szukała jakiego kolwiek wyjścia na prostą. Zaraz jednak powstała z ściółki, którą wyścielona była cała jaskinia, zamiotła ogonem parę szyszek, do których przyczepione były rozmaitych barw liście, i jęła wolnym chodem wykroczyć z punktu zamieszkania. Rozejrzała się, marszcząc smolisty nos, w którym połyskiwał księżyc. Właśnie odsłoniły go ciemnoniebieskie chmury, które pozwoliły oświecić delikatnie zagęszczony las. Białe świetliki wraz z ich królem rozświeciły teren, Desiree szybko domyśliła się gdzie mogą buszować nie przyjaciele. Z pewnością, będzie to miejsce bliskie wodopoju, gdyż zawsze w jego okolicach można było znaleźć spore stadko jeleni, albo niedojedzone padliny przykryte krzakami. Ruszyła na tak zwane zwiady, blisko szumu ściany wody uderzający w jakiś zbiornik wody usłyszała szelest. Odrazu nasuneła jej się myśl, że to jakieś małe stworzonka. Jednak, gdy to nozdrzy nie doszła woń ani zajęcy, ani lisów i innych małych istot, zaś obcych stworzeń, o których mogła jedynie słyszeć z histori, jej przekonania zmieniły się w mgnieniu oka. Zakryła swoją dość widoczną sylwetkę w pewnym skupisku chaszczy po czym wyjrzała zeń wystawiając jedynie czubek pyska. Przed sobą miała obraz zabitej łani, z rozszarpanym brzuchem i z wnętrznościami porozrzucanymi wokół niej na rozlewie jej krwi. Jakaś istota, na moment wyłoniła z ciemności swoją olbrzymią łapę, zageszczoną szarym futrem delikatnie pobrudzonym błotem i krwią. Czarne szpony, które zgarnęły zwinnie mięso, wzbudziły lęk w piwnych oczach suczki. Strach ścisnął ją za serce, żołądek podskoczył do gardła, zaś krew na moment zaprzestała swojego obiegu. Na moment, przed oczami widziała swoich bratanków podróżujących lasem, i tak nagle natknęli by się na tą istotę. Jaki płacz i smutek objął by matkę dzieci i ojca oraz całą rodzinę, gdyby takie biedne, bezbronne, niewinne stworzonka zginęły z bezmyślności Straży. Nie. Desiree nigdy nie wybaczyła sobie tego i do końca swego życia wmawiała by sobie, że to jej wina i to ją powinno spotkać takie nieszczęcie. Dlatego do drzwi zapukała odwaga, niosąca za sobą napływ adrenaliny. Zamienili się miejscami, suczka zmrużyła oczy próbując wyśledzić sylwetkę. Były dwie, więcej woni obcych zwierząt nie wyczuła. A do jakiego zdziwienia doszło, gdy zobaczyła ogromną, masywną sylwetkę wilczura. Z pewnością basiora, miał grubą warstwę szarego futra i ogromne żółte kły, z których krew ściekała nieubłagalnie. Wzdrygnęła się, przez co krzaki musnęły drzewo rosnące u ich boku, a ogromny potomek psów zwrócił swój łeb w jej stronę. Jednak za nim czerwone ślepia stknęły się z rośliną, psiny już nie było. Dawno, znalazła się zdyszana poza tym lasem i korzystając z tego, że jest noc i żadne szczenię nie pałęta się lasem, ruszyła do wymienionych wcześniej suczek. Wpierw znalazła się u boku zmęczonej Sashy, później zbudziła znużoną, a jednak tryskającą energią jak Sasha Izis. Na koniec stanęła wyzwaniu obudzeniu Phantomy, która z łatwością otworzyła oczy i otrzeźwiła organizm. Wszystkie odsypiały, gdyż był czas na stróżowanie Desiree, dlatego były nie mało zdziwione gdy ją zobaczyły, a jednak przekonane, że coś się dzieje. 
- Zbudziłam Was z konretnego powodu. Mianowicie- Odchrząknęła, po czym złapała łapczywie oddech, jak tonący pies, któremu cudem udało się wydrzeć łeb zza odbierającej i dającej życie wody- Słyszałyście o stworzeniach grasujących na naszych terena...
- Czy...czy to niedźwiedzie?- Zapytała przestraszona dalmatynke, przestąpiła z łapy na łape przyglądając się ze strachem w oczach na suczkę.
- Niedźwiedzie? No coś Ty. To napewno dziki. - Zazgrzytała szczękoma Phantoma, przyglądając się towarzyszkom.
- Wiecie... to mogą być równie dobrze drobniejsze zwierzyny niż dziki czy niedźwiedzie.- Westchnęła Błękitnooka, która zawiesiła morski wzrok na zniecierpliwionej, czekającej na uwagę Desiree.
- No więc. To nie są ani niedźwiedzie, ani dziki, zaś przeogromne wilki. Nigdy takich nie widziałam, ale nie uważam, że posłuchaja mniejszych od siebie.  I to psów... - Westchnęła, na przypomnienie ogromnych kłów i pazurów wbijających się gładko w mięso.
- Ale...co my mamy zrobić? Zabić je? Jeżeli są takie wielkie, to nawet we czwórke nie damy rady zabić całej sfory.- Sasha przekręciła łeb, domagając się jak reszta konkretnego rozwiązania.
- W sumie... jest ich tylko dwóch. Widziałam jednego, ale wyczułam dwoje. Do tego basiora i waderę, zaś samica chyba chora, gdyż samiec ciągle rzucał w cień małe kąski mięsa. Jeżeli tak miewa się sprawa, to wygląda na to, że jest osłabiona. Przydałoby się odciągnąć od niej samca, a wtedy wypędzić waderę. Gdy jej nie będzie, odrazu opuści teren i zacznie jej szukać, nie powracając już na SPS.- Zastanowiła się chwilę, rozrysowując to wszystko w myślach.
- Może się udać... a kto pójdzie na przynętę? - Zapytała Phantoma wymijająca wskazując oczami na wszystko co się ruszało dookoła niej.
- Mój plan jest taki, Phantomo. Jesteś dość szybka, więc sądze, że sobie poradzisz. Wygonisz go z legowiska, podbierając mu mięsa, musisz jednak kierować go jak najdalej i z pewnością- nie w stronę jaskiń. Izis wygoni osłabioną z jej punktu zamieszkania, ja zaś pogonię ją w stronę innego miejsca, które wskaże mi Sasha.- I tu wskazała czubkiem ciemnego nosa na dalmatynkę. - Twoje zadanie, będzie proste. Wystarczy, że poszukasz miejsca, leżącego daleko od terenów Stada Psich Serc, gdzie zwierzyny będzie dość, aby pozostawić tam waderę.
- Dosyć przemyślane, ale co jeśli samiec będzie aż do skutku podążać za Phantomą?-Zauważyła Izis.
- Wtedy, Izis podążysz jej śladami. I jeśli dotrzesz do niej, razem przegonicie basiora, który z pewnością wyczuje na Tobie woń wadery. Wtedy, nie będzie już zainteresowany Wami, acz rzuci się w pogoń za nią. Ja w tej chwili wraz z Sashą szybko odejdziemy od tego miejsca przeciwną trasą, byśmy na siebie nie trafili.
- Zrozumiałam. - Pokiwała Błękitnooka, a za nią w ślad poszła Sasha i Phantoma.
-No więc? Do dzieła! Nie chcemy ofiar?-Zaszczekała wesoło Sasha, machnęła krótkim ogonem i gotowa by ruszyć nastroszyła zabawnie sierść na karku.
Zanim gdziekolwiek poszły, Desiree uniosła swój smukły łeb wysoko by przyjrzeć się czarnemu niebu, zagęszczonymi gwiazdami. Zazgrzytała szczękami, próbując osądzić, czy ten czas, jest prawidłowy na wykonanie tej misji. Zadumała się przez moment, mrużąc smutnie oczu, coś ciążyło jej na sercu. Dodatkowy strach, obciążył jej i tak już ciężki kręgosłup. A jeżeli, którąś z towarzyszek spotkała by śmierć? Ciężki los obdarzyłby podpalaną suczkę, z trudem próbowała zignorować tą myśl. Z trudem, przyszło jej, wziąć kolejny ciężar na kark… Odległość od ich położenia do ich celu nosiła około 60 kroków. Przewodniczka zwróciła się do swoich „turystek”, odwracając cielsko ku nim.
-No więc Sasha, ruszaj, i biegnij jak najdalej.- Wskazała jej ruchem pyska odległe miejsce, a gdy ona ruszyła chaszczy, odprowadzona piwnymi oczami, odwróciła swój łeb w stronę reszty.- No więc? Phantomo? Izis? Do dzieła.
Wszystkie wypięły dumnie pierś, próbując okazać swoją wielkość i chęć dostania medalu. Desiree zachichotała pod nosem i wskazała Phantomie łbem skupisko trzech drzew, tworzących jedną grubą norę pod ich korzeniami. Suczka ruszyła bezszelestnie, przyklejona brzuchem do ziemi, w stronę wilczura. Nagle, bedąc blisko niego, odbiła się tylnymi łapami od ziemi i wskoczyła gwałtownie na grzbiet większego osobnika. Drasnęła szponami jego oko po czym rzuciła się w ucieczkę. Tak powstała pogoń, w której skład i basior. Izis natychmiastowo, tuż po usłyszeniu szczeków i warków, wskoczyła w krzaki i zaczęła drapać i zabierać mięso waderze. Takim sposobem, wyciągnęła ją z kryjówki. Podpalana usłyszała piski owej samicy, lekko przestraszona, że przez nią cały plan się może zawalić. Że on nie wystarczy. Że oni tu wrócą. Jej nogi stały się jak z waty, a uszy oklapły przysłaniając oczu. Jednak mimo tego strachu, podążyła za wczesniejszymi samicami i jęła wyganiać waderę. Podążała wonią Sashy unoszącej się w powietrzu. Desiree była już niedaleko, jeszcze trochę. Wytrzyma. Obserwowała jedynie chudą sylwetkę, biegnącą przedeń, której sierść lekko była poplamiona krwią i bliznami. Zaś do jej łap przyklejone było błoto i kawałki mięsa. Okropnie wyglądała, acz podpalana ani nie pomyślała o tym żeby jakoś jej współczuć. Dla niej liczyła się rodzina, dla niej najważniejsi byli oni. Dlatego też bez skrupułów warczała i charczała i wyła na płochliwą samicę. W oddali usłyszała wycie Phantomy, oraz warki Izis, zaś przed sobą długie wycie Sashy rozlegające się po całym terenie. W końcu dotarła, a gdy tylko znalazła się w miejscu wybranym przez dalmatynę, wycofała się wraz z nią. Wadera została w ukryciu już wymęczona. Pozostało nam czekać na Phantomę i Izis, obydwie czekałyśmy do północy na obydwie, wiernie przy terenie. A gdy wróciły wyczeńczone odprowadziły je do ich jaskiń po czym same postanowiły zasnąć. Udało się... w końcu... jeszcze powiadomić Sathanę.
-Zadanie wykonane. Szkodników nie ma na horyzoncie, nie przekroczą już granic, a niech spróbują to nas popamiętają.- Odrzekła krótko, zasalutowała i czekała na werdykt.
_______________
Sorry, że takie krótkie. Nie miałam zbytnio weny .__.'' Mam nadzieję, że wystarczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz