Wojownik to nie tylko kupa mięśni, skryta pod psim futrem i unoszona na czterech łapach.
Wojownik
musi także potrafić myśleć. Wyciągać wnioski ze wszelkich obserwacji.
Choć Jeremiah zdecydowanie nie jest typem obserwatora, podczas tego
konkretnego spaceru postanowił przyjrzeć się terenom stada dużo uważniej
niż zwykle. Przyglądając się otoczeniu, dojrzał wiele ciekawych rzeczy,
których zazwyczaj nie dostrzegał. Widział, jak ptak podrywa się z
gałęzi do lotu, najpierw opadając na kilkanaście centymetrów, a później w
szybkim tempie unosząc się wysoko. Widział, jak stare, zeschnięte igły
sosny przy mocniejszym podmuchu unosi wiatr, kręcąc nimi w powietrzu.
Widział pierwsze kiełkujące rośliny, których spodziewałby się dopiero
jakiś miesiąc później.
Ale widział też pewne ślady.
Ślady, które zdecydowanie nie wyglądały na ślady kogokolwiek ze stada.
Marszcząc brew, schylił pysk do ziemi i obwąchał trop, rejestrując fakt,
że nie zna tego zapachu. Sierść na jego karku zjeżyła się mimowolnie,
gdy Jeremiah rozejrzał się, podenerwowany. Odczuwał odpowiedzialność za
te tereny i miał zamiar chronić je z całych sił, podobnie jak uważał za
swój obowiązek obronę innych psów ze stada. Przyjrzał się jeszcze raz
śladom i ruszył wytyczoną przez nie ścieżką, by odkryć, do kogo
właściwie należą.
Początkowo droga wcale trudna nie
była - ot, zwykły marsz przed siebie. Dog szedł z nosem przy ziemi, mimo
potencjalnego zagrożenia dla stada mając całkiem dobry humor. Zdarzyło
mu się nawet kilka razy machnąć ogonem. W końcu jednak zmuszony był
skupić się mocniej, gdyż ścieżka zaczynała się komplikować. Cokolwiek
tędy szło, kluczyło pomiędzy drzewami, znacząc swoim zapachem całkiem
długi już odcinek. Tym, co zastanowiło Jeremiaha, był fakt, że las się
przerzedzał. Coraz więcej światła przebijało się pomiędzy pniami drzew i
coraz wyraźniejsze ruchy powietrza odczuwał, uparcie idąc tropem
intruza.
W końcu widoczne stały się jakieś skały.
Mając na uwadze to, że może być niebezpiecznie, starał się teraz iść
dużo ciszej, niż wcześniej. Zbadawszy, w którą stronę wieje wiatr, zajął
taką pozycję, żeby to zapachy obcych zwierząt docierały do niego, a nie
jego do obcych. Traktował ich teraz trochę jak zwierzynę, którą należy
upolować. Zaszył się gdzieś pomiędzy poszarzałymi jeszcze przed zimą
krzakami z resztkami liści, co było całkiem niezłym kamuflażem.
Znalazłszy bezpieczną kryjówkę, po prostu obserwował, miał stąd idealny
widok na wejście do jaskini, której wyjście było dobrze ukryte wśród
skał. Na efekt obserwacji musiał jednak poczekać kilka godzin.
Zaczynało
się już powoli ściemniać, kiedy z jaskini wyjrzał jasnoszary pysk tylko
po to, by chwilę później zachęcić do wyjścia kolejne pięć pysków,
również szarych - z wyjątkiem jednego, czarnego. Jeremiah szybko doszedł
do wniosku, że stworzenia z jaskini to nic innego jak wilki. Sześć
wilków, co mogło stanowić już małe stado i było pewnym zmartwieniem.
Póki wilcze stadko było tak nieliczne, nie stanowiło poważnego
zagrożenia dla dobrze rozwiniętego SPS, ale jeśli zaczną się
rozmnażać..? To nic, jeśli sześć wilków zacznie polować na tych
terenach. Problem zacznie się wtedy, kiedy wilków nagle ni stąd, ni
zowąd zrobi się szesnaście. Zwierzyny zacznie znikać zbyt szybko. I
szesnaście wilków może być też zagrożeniem dla psów, zwłaszcza dla
szczeniąt, których - nie ma co ukrywać - całkiem dużo miało się w
najbliższym czasie w stadzie pojawić.
Nie było innej
rady, coś trzeba było z tym zrobić. Dog siedział ciągle w jednym
miejscu, obserwując wydarzenia przed jaskinią - nic wielkiego, kilka
rozmów, zabaw (widocznie wilki musiały być dosyć młode). Przyglądając
się dokładnie sylwetkom samców, ocenił, że z jednym dałby sobie dobrze
radę, ale gdyby drugi postanowił mu pomóc, jego wygrana nie byłaby wcale
taka pewna. Stwierdzając, że nie ma sensu ryzykować, odczekał, aż wilki
schowają się znów w jaskini i ile sił w tych długich, wielkich łapach
pognał w stronę polany SPS. Już będąc w znacznej odległości od niej,
wiedział, że ktoś tam siedzi - nad drzewami unosił się dym z ogniska.
Zbliżając się, dostrzegł także strzelające w niebo iskry i usłyszał
śmiechy i rozmowy znajomych psów. Wpadł zdyszany na polanę, od razu
odnajdując spojrzeniem Desiree. Ulokował się tuż obok niej, po czym
liznął bok jej pyska i opowiedział po cichu obserwacje z całego dnia.
-
Myślę, że powinieneś pójść z tym do swojego ojca i do Leny.
Zdecydowanie trzeba pozbyć się wilków, ale może nie trzeba będzie używać
przemocy. Może się jakoś dogadacie...
Jeremiah westchnął, zapatrzony w białą suczkę.
-
Masz rację, trzeba z nimi porozmawiać. Znaczy, z tatą i Leną. Chociaż
ja nie widzę innej możliwości. Wilki raczej na ugody nie pójdą, trzeba
będzie pozbyć się ich w inny sposób.
- Wierzę w Ciebie. Dasz sobie
z tym radę. - Desiree uśmiechnęła się, a Jera nie mógł się powstrzymać i
polizał znów bok jej zgrabnego pyszczka. Dźwignął się chwilę później na
łapy i rozejrzał, szukając Ravela i Leny. Zawołał oba psy i spytał, czy
mogą się przejść. Nie chciał, by ktoś więcej wiedział o zagrożeniu -
choć uważał stado za zbiorowisko odważnych psów, obawiał się niepokoju
wśród nich, w pełni zresztą uzasadnionego. Gdy tylko znaleźli się
odpowiednio daleko od polany, usiadł przed psami.
- Słuchajcie,
jakiś czort powiódł mnie dzisiaj na łazęgę po lesie. Znalazłem jakieś
dziwne ślady, poszedłem za nimi i trafiłem pod skały na skraju naszych
terenów. No i była tam jaskinia, a w jaskini wilki. Konkretnie sześć.
Dość młode, pięć szarych, jeden czarny. Ten czarny to chyba ich alpha,
ale nie jestem pewny.
Ravel zamyślił się, a Lena popatrzyła po nich obu. Westchnęła w końcu cicho i odezwała się:
- Trzeba ich stamtąd wywalić. Nie mogą tu być, są zagrożeniem dla stada.
-
A już zwłaszcza, jak się nam namnożą! Nie, żadnych wilków przy SPS nie
będzie.. - Warknął Ravel, patrząc na syna. Jeremiah popatrzył na nich z
poważną miną.
- Zajmę się tym. Tylko trzymajcie dzieciaki blisko
polany, bo nie wiem, gdzie się te wilki zapuszczają. Dzisiaj ich ślady
znalazłem całkiem blisko. Popilnuję ich przez kilka dni, a później coś
wymyślę. - Zaproponował, przenosząc ciągle spojrzenie pomiędzy Leną i
Ravelem. Psy skinęły na to pyskami. Chwilę później cała trójka wróciła
na polanę, a Jera streścił rozmowę Desiree. Długo jeszcze siedzieli przy
ogniu, udając przed resztą stada, że wszystko jest w najlepszym
porządku.
Następny dzień zaczął
się dla doga niemieckiego bardzo wcześnie. Zanim jeszcze wstało słońce,
pies siedział już w zaroślach niedaleko wilczej jaskini i obserwował.
Widział, jak rano wilczyce wychodzą, by zapolować. Udał się za nimi, by
dowiedzieć się jak najwięcej o ich trybie życia - następne dni chciał
poświęcić samcom. Rozczarował się nieco, widząc, że samice choć polować
potrafią, nie są w tym szczególnie dobre, a więc nie miał na co
popatrzeć. Powlókł się za nimi, kiedy ciągnęły na spółkę dwie powalone
sarny pod jaskinię. Ukrywyszy się, dalej obserwował. Teraz pojawiły się
również wilki. Małe stadko najadło się i zajęło swoimi sprawami - każdy
ruszył gdzie indziej. Jeremiah postanowił śledzić czarnego samca.
Samiec
wydawał polecenia reszcie wilków. Jera szybko utwierdził się w
przekonaniu, że faktycznie musi być samcem alpha - w przeciwnym razie na
pewno nie byłby traktowany z takim szacunkiem. I na pewno jego
polecenia nie byłyby tak szybko wykonywane. Sam czarny niewiele robił,
siedząc właściwie cały dzień przy jaskini i odchodząc od niej jedynie po
to, by dotrzeć do niewielkiego zalewu i napić się wody. Życie samca
alpha wydało mu się nudne, podobnie jak i on sam - więcej miał sierści
niż mięśni, co jednak widać było dopiero po odpowiednim zbliżeniu się do
niego. Na pierwszy rzut oka mógł uchodzić za potężne zwierzę, jednak
czar mógł szybko prysnąć, wystarczyło się dokładnie przyjrzeć. Późnym
wieczorem pozornie wspaniały samiec schował się w jaskini razem z
pięcioma innymi wilkami, a Jeremiah udał się na polowanie. Pożywiwszy
się złapanym zającem, znalazł bezpieczną kryjówkę i przespał kilka
godzin, by rano być wypoczętym i móc znów obserwować wilcze stado.
Tym
razem przyglądał się pozostałym dwóm samcom. Te już były bardziej
ciekawe - co jakiś czas wyzywały się, nawet trochę atakowały, by tylko
pokazać, który to z nich jest silniejszy. Przechwalały się mięśniami i
umiejętnościami, niezbyt przychylnie zerkając na czarnego. Jeremiahowi
udało się podsłuchać jedną z ich rozmów, w której kombinowały, który z
nich przejmie funkcję trzeciego i jak to zrobi. W ten sposób dog doszedł
do wniosku, że wilkom nie można ufać, że są fałszywe do tego stopnia,
że byłyby w stanie zabić tego, który im przewodzi - i póki co raczej
dobrze, bo wszyscy byli cali, a jedzenia mieli pod dostatkiem.
Pod
koniec dnia Jera znów zapolował i napełnił brzuch zajęczym mięsem, po
czym udał się na polanę, by przekazać Ravelowi i Lenie, co udało mu się
zobaczyć. Pragnął też zobaczyć się z Desiree i upewnić, że wszystko jest
w jak najlepszym porządku. Wpadłszy na polanę, otarł się pyskiem o bok
szyi suczki, po czym od razu ruszył w stronę ojca i Leny. Opisał im
wszystko, czego był świadkiem. Wywołał w ten sposób dwie odmienne
reakcje.
- Może powinniśmy spróbować dojść do porozumienia? Wilki
to przecież takie większe, trochę silniejsze psy. Gdybyśmy żyli tu
razem, byłoby bezpiecznie i nawet człowiek by nam nie podskoczył. -
Powiedziała po dłuższym zastanowieniu Lena.
- Myślę, że powinieneś pójść, by załatwić z nimi tę sprawę pokojowo. Współpraca może układać się naprawdę dobrze.
-
Ale co Ty gadasz..! To są wilki, one potrafią zintegrować się najwyżej z
innymi wilkami, a z tego co Jeremiah powiedział, nawet w ich stadzie
niezbyt im to idzie! Trzeba ich stąd przegonić, wytępić jak zarazę, bo
jak się rozmnożą, będzie źle!
Jera popatrzył na samicę alpha i
ojca, zastanawiając się, co powinien zrobić. Psy rozmawiały jeszcze
długo, ale on siedział tylko i słuchał, co jakiś czas pomrukując i
potakując. Nie był zwolennikiem przemocy i bardziej podobał mu się
pomysł Leny, ale jako samiec wychowany przez głównego wojownika czułby
się źle, wiedząc, że nie pokazał wilkom, kto tu rządzi.
- A co Ty
sądzisz? Wybierz najlepiej sam, co z nimi zrobić. Byle nie było już
tego zmartwienia. I byle byś to jak najszybciej załatwił. Masz dzień na
podjęcie decyzji i cztery dni na ewentualne przygotowania. - Powiedział w
końcu Ravel, a dog kiwnął wielkim łbem i odszedł od nich. Położył się
przy Desiree, wzdychając ciężko i ułożył pysk na jej karku. Opowiedział
cicho o rozmowie z ojcem i Leną, po czym wysłuchał zdania Białej na ten
temat.
- ... ale jakąkolwiek decyzję podejmiesz, masz we mnie
wsparcie. - Powiedziała spokojnie, liznąwszy psa po pysku. Ten
uśmiechnął się w odpowiedzi.
Co
zrobić? Pójść do wilków i zwyczajnie z nimi porozmawiać? Nie, wilki tego
nie kupią. No bo jak by to wyglądało: podchodzi do nich wielka pokraka -
bo tak pewnie wilki widzą psy - i mówi, że przychodzi w pokojowej misji
ze stada psów? Może jeszcze niech skoczy do tej ludzkiej restauracji
McDonald's, kupi duże frytki i im przyniesie? A inaczej? Mógłby im
przynosić prezenty i w ten sposób zaskarbić sobie ich przychylność. Ale
co takiego można dać wilkom? Nie będzie przecież za nich polował,
widział samice w akcji. Może i mistrzostwo to nie było, ale radziły
sobie dobrze. Nie, to musiałoby być coś innego. Może jakieś świecidełka
czy magiczne amulety? To brzmiało dobrze. Każdy chciałby mieć magiczny
amulet, sam Jeremiah kiedyś o takim marzył. Problem jednak byłby ze
zdobyciem czegoś takiego. Ale czy są rzeczy niemożliwe? Jeśli się mocno
wierzy w powodzenie, to nie, nie ma takich rzeczy.
Postanowił.
Spróbuje zdobyć magiczny amulet i przekupić nimi wilki tak, by nawiązać z
nimi choćby nić porozumienia, a później pomyśli, jak nakłonić je do
sojuszu.
Stawił się u Leny, wiedząc, że ojcu się ten pomysł nie
spodoba i wyjaśnił, co planuje. Spotkał się z aprobatą, więc tego samego
dnia jeszcze pożegnał się z Desiree i wyruszył. Podczas swoich
wcześniejszych wędrówek słyszał o grocie, w której mieszkał Allon, król
Gór Jastrzębich. Czekała go długa, męcząca podróż, ale czego się nie
robi dla stada, do którego się przynależy?
Powziąwszy sobie za cel
ochronę tych wszystkich psów, ruszył biegiem. Wiedział, że liczy się
czas i nie mógł sobie pozwolić na jego niepotrzebną stratę, a że znał
dobrze drogę, to na co jeszcze czekać? Dobrze, że był w dobrej formie
fizycznej, bo pozwoliło mu to w kilka godzin przebyć gęsty las i wypaść
na stare, zarośnięte już kompletnie pola, a z nich przedostać się na
opuszczone pastwiska. Zatrzymał się dopiero po przebiegnięciu części
zbocza, kiedy natrafił na strumień. Napił się zimnej wody i posiedział
przez chwilę, żeby odpocząć.
Spotkał się wtedy z nim.
Ni
stąd, ni zowąd przy drugim brzegu strumienia pojawiło się rude,
niewielkie ciałko. Pies zmrużył lekko oczy, rozpoznając w nim starego
kumpla, Lisa. Wyszczerzył zębiska w uśmiechu, czekając aż ten podejdzie
bliżej. Rudy kundelek mieszkający w tej okolicy od dawna usiadł w końcu
obok niego.
- Co Ty tu robisz? Nie poszedłeś do tego Twojego
stada? No, tam, gdzie się wychowywałeś? Myślałem, że ciągnie Cię wizja
powrotu do domu.
- Wróciłem do nich, Lis. Nawet odnalazłem tam drugą połowę, Desiree. Jest prześlicznym owczarkiem szwajcarskim.
- Więc dlaczego nagle jesteś tutaj? Co Cię tu przygnało?
Jeremiah popatrzył na niego przez chwilę.
-
Na obrzeżach terenów naszego stada osiedliło się niewielkie stado
wilków. Mam coś z nimi zrobić. Postanowiłem udać się do króla gór, żeby
obiecać mu coś w zamian za kilka amuletów magicznych. Zamierzam
przekupić nimi wilki.
Rudy kundel popatrzył na niego z politowaniem.
- I co mu niby zaproponujesz?
- Jeszcze nie wiem. - Odrzekł rozbrajająco szczerze Jeremiah.
-
No to życzę Ci szczęścia. Bo jeszcze nikt nic z niego nie wyciągnął. -
Lis odbiegł w swoją stronę, zostawiając Jeremiaha zamyślonego. W końcu
dog poderwał zad i ruszył dalej, żeby znaleźć się jak najszybciej w
grocie Allona.
I stało się, dotarł. Wszedł do groty, rozglądając się uważnie.
-
Halo..? Jest tu ktoś..?! - Spytał, słuchając, jak echo jego głosu
odbija się od ścian. W końcu pojawiło się ogromne stworzenie,
przypominające po części kota, po części wilka, a po części jakiegoś
gada. Dog nie wiedział, czym właściwie może ono być.
- Jestem Allon, król Gór Jastrzębich. Czego chcesz?
Jera zrozumiawszy, z kim ma do czynienia, skłonił się.
-
Nazywają mnie Jeremiah. Przybyłem, żeby poprosić Cię o kilka amuletów
magicznych. Są mi potrzebne do ochrony całkiem dużego stada psów, którym
zagrażają wilki. Chcę je nimi przekupić i nakłonić do sojuszu.
- Chyba nie myślisz, że dam Ci coś, bo o to prosisz?
-
No nie myślę. Jestem świadomy tego, że wszystko w życiu kosztuje. I
tego, że na pewno powiesz mi, co chciałbyś w zamian za amulety.
Allon
przyjrzał się dokładnie psu, oceniając jego sylwetkę. Jeremiah był
dużym, dobrze umięśnionym psem. Właściwie dorównywał mu prawie wzrostem.
-
Musisz wygrać ze mną walkę. Jeśli wygrasz, dostaniesz siedem amuletów.
Jeden da Ci władzę nad wodą, drugi nad ogniem, trzeci nad powietrzem,
czwarty nad naturą, piąty nad piorunem, szósty nad umysłem i siódmy nad
sercem. To bardzo potężne amulety i będę ich bardzo dobrze bronić.
Zagramy w pewną grę: wrócisz tu za dwie godziny, a ja je schowam tak,
byś mimo wszystko je znalazł. Będę bronił dostępu do nich. Jeśli uda CI
się je wykraść, są Twoje. Jeśli uda Ci się ze mną wygrać walkę o nie, są
Twoje. Jeśli Ci się nie uda, odejdziesz z niczym i kiedy urodzi się
Twój pierwszy syn, przyniesiesz mi go tu. A będę wiedział, czy się
urodził. Co Ty na to?
Zastanowił się przez chwilę. Ufał sile
swoich mięśni, wierzył też w swoje umiejętności walki. Po dłuższym
namyśle skinął na zgodę pyskiem i wybiegł z groty, a Allon zabrał się za
ukrywanie amuletów.
Jeremiah wszedł do groty i rozejrzał się
dokładnie. Dużo się zmieniło, pojawiło się wiele głazów, kamieni, trochę
zeschniętych krzaków. I w ogóle wydawało się, jakby było tam więcej
miejsca. Zaklął pod nosem, wiedząc, że trudno mu będzie coś znaleźć,
jeśli nigdy w życiu tego nie widział ani nie czuł zapachu. Mógł
zaproponować, że będą walczyć od razu. Żałując decyzji, zaczął
przeszukiwać wszystkie zakamarki, znajdując jedynie martwe szczury i
trochę suchych liści. Kiedy już miał, zrezygnowany, zawołać głośno o
podpowiedź, jakiś blask odbił się od ściany groty. Rozejrzał się
gwałtownie i jego spojrzenie padło na zawieszone obok siebie siedem
amuletów ukrytych za suchą trawą. Ruszył pewnym krokiem w ich kierunku.
Nim
zdążył zrozumieć, co się właściwie stało, wielkie stworzenie
przewróciło go i przygniotło do podłoża, warcząc głośno. Ale Jeremiah
tchórzem nie był i nie dał się zastraszyć, co to, to nie. Ugiął łapy
tak, by móc ułożyć je przy mostku stworzenia i wyprostował je
gwałtownie, sprawiając w ten sposób królowi ból i w efekcie zrzucając z
siebie. Rzucił się ku niemu z rozdziawioną paszczą, by zaatakować jego
gardziel, ale Allon był szybszy - zrobił unik akurat w tej chwili, w
której Jeremiah był tuż przy nim i uderzył opazurzonym łapskiem w psi
bok, robiąc w ten sposób cztery głębokie rozcięcia, z których kapać
zaczęła krew. Jeremiah warknął głośniej i z jakby nową energią rzucił
się na króla. Czas w jego postrzeganiu zwolnił na tyle, by mógł zauważyć
nawet najmniejsze skurcze mięśni Allona. Przekalkulował chłodno, że
najsłabszym punktem potwora jest brzuch i zraniona tylna łapa. Skoczył
ku niej i pociągnął mocno kłami, a król zawył i odruchowo podkurczając
łapę, został tylko na trzech. Zanim zauważył, co się dzieje, dog uderzył
w niego własnym bokiem, przewracając go na ziemię i w mgnieniu oka
łapiąc zębami za gardło. Warczał cicho, czekając, aż król da znak, że
się poddał.
- Puść mnie już, wygrałeś.. - Wyharczało stworzenie, a wtedy Jeremiah odskoczył od niego.
- Wybacz za łapę. To był jedyny sposób, mimo że trochę niehonorowy.
-
W walce należy kierować się honorem, ale jeśli walczysz o coś, co
kochasz, odstaw honor na bok. Walcz tak, by wygrać. Podaj te amulety,
wyjaśnię Ci co i jak z nimi.
Dog sięgnął po grube, złote łańcuchy i ostrożnie ściągnął je z gałęzi, na której wisiały. Ułożył je przed królem gór.
-
Ten z niebieskim kamieniem da Ci panowanie nad wodą. Z jego pomocą
będziesz mógł wywołać deszcz podczas suszy albo przerwać go w trakcie
ulewy. Będziesz mógł nawodnić suche pole i wysuszyć zalane. Za to ten z
czerwonym pozwoli Ci w dosłownie każdej sytuacji wzniecić ogień lub go
ugasić bez pomocy wody. Szary kamień wywoła wichurę lub sprawi, że
ustanie ona, kiedy będziesz sobie tego życzył. Umożliwi także oddychanie
pod wodą. Zielony spowoduje szybki wzrost roślin, kiedy będziesz tego
chciał. Ożywi także te martwe. Fioletowy wywoła burzę, pozwoli Ci
strzelać piorunami lub je zatrzymywać. Oczywiście, odegnać burzę też
będziesz z jego pomocą mógł. Biały pozwoli zahipnotyzować każdego,
sprawić, że będzie myślał dokładnie to, co sobie zażyczysz. A czarny
uchroni Twoje serce przed złym wpływem, jaki ma władza, którą dają Ci
pozostałe. I nie tylko! Czarny uchroni też Twoje serce przed zazdrością,
chciwością, gniewem i innymi złymi uczuciami. Weź je i odejdź, by
chronić swoje stado.
Pies podziękował i założył je na szyję -
niezbyt wygodnie byłoby mu biec tak daleko z siedmioma łańcuchami tej
grubości w pysku. Owszem, mordę miał wielką, ale jakoś wentylować
organizm też musiał. W końcu pies nie człowiek, nie poci się, a podczas
biegu nagrzewa chyba jeszcze bardziej. Upewniwszy się, że nie ma
sposobu, by któryś z amuletów zgubić, ruszył w drogę powrotną. Zbiegł po
stromym zboczu góry i znalazł się znów przy strumieniu. Usiadł i
zajrzał w krystalicznie czystą wodę. Przyjrzał się własnemu odbiciu i
przekrzywił łeb. Dość komicznie wyglądał obwieszony amuletami jak
choinka. Warknął cicho, widocznie rozdrażniony, a coś zachichotało
cicho.
Rozejrzał się, zdezorientowany. Przez chwilę myślał, że to
Lis wrócił i śmieje się z jego wyglądu, ale po chwili uświadomił sobie,
że przecież rudy kundel śmieje się zupełnie inaczej i na pewno nie
można tego nazwać chichotem.
- Jest tu kto? - Warknął, jeżąc
krótką sierść na karku, ale odpowiedziało mu jedynie echo. Uspokoiło go
to na tyle, że schylił się, by wypić trochę zimnej wody.
W
pierwszej kolejności zobaczył dwa wielkie ślepia o barwie turkusu
wpatrujące się w niego z czystym zainteresowaniem. A w drugiej? W
drugiej poczuł małe, obślizgłe ręce chwytające za jego przednie łapy i
próbujące wciągnąć go do wody. Cofnął się o krok, a stworzenie wyjrzało z
wody. Patrzył na nie, strasznie zdziwiony. Zarówno on, jak i
stworzonko, byli do siebie nastawieni bardzo ostrożnie - żadne nie
chciało za żadne skarby podejść bliżej. Wodny stwór mógł mimo
niegroźnego wyglądu ukrywać jakąś tajemnicę, a wyrośnięty dog mógł
zawsze być po prostu wyrośniętym dogiem chcącym zapolować na coś
mniejszego.
Ale przecież nie mogli stać tak wiecznie i wpatrywać
się w siebie. Stworzonko poruszyło długimi, srebrzystymi wąsami, a
Jeremiah zrobił krok do przodu.
- E... Cześć. - Mruknął, przyglądając się mu uważnie.
-
Czeeeeeeeeść. - Odpowiedział stworek, przeciągając mocno sylabę.
Przekrzywil głowę i wyszedł całkowicie z wody, ukazując długie, wężowe
ciało z wieloma kończynami zakończonymi dłońmi. Cały był niebieski,
jedynie miejscami widać było srebrzyste łuski.
- Jestem Jeremiah, jestem psem i jestem właśnie w podróży. Dlaczego chciałeś wciągnąć mnie do wody?
- Nie mam imienia, jestem wodnikiem, mieszkam tutaj. Bo mi się nudziło.
- Mógłbyś znaleźć lepszy sposób na nudę! - Warknął rozdrażniony Jera i odwrócił się, by odejść.
- Czekaj, czekaj! Te amulety, co masz na szyi.. Masz je od Allona? Powiedział Ci, jak działają?
Pies spojrzał na niego, nie ruszając się z miejsca ani o krok. W jego spojrzeniu było widać szczere zdziwienie.
-
Miałby mi je dać i nie wytłumaczyć ich działania..? Każdy z nich panuje
nad żywiołem: ogniem, wodą, powietrzem, ziemią, burzą lub pozwala
panować nad czyimś umysłem. Poza czarnym, który chroni przed złym
wpływem innych na charakter noszącego.
- A powiedział Ci, że
jeśli nosisz na raz więcej niż jeden amulet, jesteś drażliwy i nie da
się z Tobą normalnie żyć..? - Spytał wodnik i chwilę później już go nie
było. Jeremiah zastanowił się przez chwilę nad jego słowami, po czym
pokręcił łbem i ruszył biegiem w stronę terenów stada. Nie wbiegł nawet
na chwilę na polanę, by porozmawiać z kimkolwiek - chciał jak
najszybciej pozbyć się problemu jakim było niewielkie stado wilków. Choć
gdyby się zastanowić... Według praw, jakimi rządziła się natura i jakie
miał okazję zapoznać Jeremiah podczas swoich podróży, wataha licząca
sześć osobników nie jest wcale małą watahą - jest całkowicie normalna.
Późnym
wieczorem dotarł na skraj terenów stada, wzdłuż których biegł dalej, by
znaleźć się u wilków. Zatrzymał się dopiero będąc tuż pod jaskinią,
jaką wilki zajmowały i odpoczął przez kilkanaście minut, obserwując je
dokładnie i układając sobie w głowie plan działania.
Podejdzie od
razu do samca Alpha. Poprosi go o rozmowę w cztery oczy, w której
zaoferuje mu sojusz ze stadem i wręczenie amuletów w zamian za to.
Powie, że w razie zagrożenia wilków, psy staną w ich obronie i że w
zamian oczekują pomocy, bo raczej sześć wilków nie poradzi sobie z
obroną pięćdziesięciu psów. Zaproponuje wspólne imprezy, bo nie można
odcinać się od otaczającego świata, trzeba z kimś utrzymywać kontakty.
Obmyśliwszy
wszystko, wyszedł z dumnie wypiętą klatką piersiową z zarośli, w
których się chował. Od razu ściągnął na siebie uwagę wszystkich wilków,
których spojrzenie śledziło każdy najdrobniejszy ruch psa. Starał się
ignorować wszystkie poza jednym.
Stanął w końcu przed Alphą, którego przewyższał wzrostem. Skłonił się nisko.
-
Jestem Jeremiah, syn Ravela ze Stada Psich Serc, z którym obecnie
sąsiadujecie. Przyszedłem, by porozmawiać z Tobą, Alpho. Moje stado ma
propozycję dla Waszego, lecz wolałbym omówić to na osobności.
Wilk
popatrzył na niego przez dłuższą chwilę. Widać było, że nie jest
zachwycony tym pomysłem, ale w końcu skinął pyskiem, w przeciwieństwie
do doga nawet się nie przedstawiając. Ruszył jedynie na wschód, a
Jeremiahowi pozostało tylko podążać za nim, co też uczynił. Amulety
podzwaniały na jego szyi, trochę go przy tym irytując, ale wiedział, jak
bardzo są w danej chwili ważne. Przez moment przemknęło mu przez myśl,
żeby wykorzystać ten biały i namówić wilka w ten sposób do sojuszu, ale
odrzucił ten pomysł - byłoby to bardzo niehonorowe, a on jako syn
dowódcy wojowników kierował się jednak honorem. Allon co prawda
powiedział mu, żeby czasem schował ten swój honor, ale w tym momencie
dog nie miał najmniejszego zamiaru tego robić. Nie nadszedł jeszcze ten
moment, w którym Jera miałby nagiąć swoje zasady.
Odeszli już dość
daleko od terenów, na których początkowo się znajdowali - i na których
zostawili piątkę wilków, która prawdopodobnie zastanawiała się teraz,
jak się to wszystko skończy. Jeremiah nie przewidział tylko jednego: że
wilki nie będą chciały siedzieć i czekać. Podczas gdy on wierzył, że
rozmowa ich alphy i jego będzie rozmową prywatną, dookoła nich zebrało
się całe niewielkie stado. Czy nie czuł ich zapachów? Owszem, czuł, ale
uważał, że po prostu byli tu wcześniej, a woń jeszcze nie wywietrzała.
Zerknął kątem oka na swój zraniony bok, po czym wbił znów spojrzenie w
samca alpha.
- Słucham więc, co masz za propozycję. - Mruknął
wilk, patrząc lekceważąco na doga. Ten musiał zebrać w sobie całkiem
sporo siły, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego i nie stracić szansy na
sojusz. Nie trzeba było przecież rozwiązywać tej sprawy przemocą.
-
Przychodzę, żeby zaproponować sojusz. Nasze stado liczy ponad
pięćdziesięciu członków. Możemy być dobrą ochroną dla Was, a Wy dobrym
towarzystwem dla nas. Współpracując, jesteśmy w stanie zdziałać więcej.
Przede wszystkim jesteśmy w stanie uchronić las przed wpływem człowieka.
- Ochrona to za mało. Jesteśmy w stanie sami się bronić, nie potrzebujemy pomocy psów.
Jeremiah popatrzył na niego przez chwilę.
-
Przynoszę siedem amuletów, które chcemy Wam dać. Każdy z nich ma inną
moc. Każdy.. - przerwał mu głośny śmiech wilka. Spojrzał na niego
zdezorientowany.
- Śmieszny jesteś, jeśli myślisz, że przyjmiemy
jakieś błyskotki. I sojusz z psami. Jesteście bandą kundli, dużo gorszą
we wszystkim od nas. Jesteście cholernymi nieudacznikami. Nie zamierzamy
Wam pomagać. I macie się stąd wynieść. - Tym razem to Jera się
roześmiał. Oni mieli się wynieść? Stado, które już kilka lat funkcjonuje
na tych ziemiach, ma nagle przenieść się, bo od kilkunastu dni
pomieszkuje tu dziesięciokrotnie mniejsze stado wilków?
- Nie, to
Ty jesteś śmieszny. Żyjemy tu od lat, to są nasze ziemie. Wy nie macie
do nich żadnego prawa. Co Wy tu w ogóle robicie? Wilki tak blisko
miasta..? Chyba Wam się trochę preferencje poprzestawiały, co? Wy w
ogóle nie macie szans w tym lesie. Nie wiecie, gdzie tu chodzą ludzie.
Nie wiecie, gdzie zostawiają swoje pułapki i jakie. Nie macie nawet
pojęcia, jak ich w tym miejscu unikać ani jak się z nich wyswobodzić. I
gwarantuję, że jeśli natraficie na któregokolwiek wojownika z naszego
stada, jesteście przegrani. - Powiedział nadal spokojnie. Był odrobinę
rozbawiony, to, co mówił wilk, wydawało mu się śmieszne. Przecież SPS
było bardzo dużym stadem. Sześć wilków nie było dla nich żadnym
zagrożeniem. Nawet, jeśli ileś osób musiałoby zostać, by pilnować
szczeniąt, zostawało ich do walki dużo, dużo więcej.
Wilk nie
odzywał się przez jakiś czas, najwyraźniej próbując przetrawić wszystkie
informacje. Wiedział dobrze, że dog ma rację, ale przecież jako
szanujący się władca nie mógł pokazać, że obawia się psa. I to jeszcze
tak pokracznego! Przecież to-to miało łapy tak długie, że pewnie plątały
się mu, kiedy próbował szybciej iść. Alpha pokręcił tylko pyskiem.
-
Nie wyniesiemy się stąd. Albo Wy to zrobicie, albo stopniowo
doprowadzimy Was do upadku. Będziemy porywać po jednym psie z Waszego
stada i zabijać tak długo, aż sami postanowicie odejść. Czasy Waszej
świetności już minęły. - Rzucił w stronę Jeremiaha, mrużąc oczy. Pies
nie opanował odruchu, w którym jego sierść się zjeżyła. Zmarszczył nawet
pysk, ukazując przez ułamek sekundy ostre, lśniące kły, których raz już
dzisiaj musiał użyć. Niemal zaatakował alphę wilków, kiedy z krzaków
wypadł jasny kształt. Pies zmrużył na chwilę oczy, dopiero po krótkiej
chwili rozpoznając w kształcie samicę z wilczego stada.
- Moim
zdaniem powinniśmy nawiązać z psami sojusz. - Odezwała się cicho, stając
pomiędzy psem i wilkiem. 'Jedyna rozsądna w tej watasze', przemknęło
przez myśl doga, kiedy przyglądał się jej. Nie wyróżniała się w zasadzie
niczym: miała jasną sierść, miejscami poprzetykaną srebrnymi i
biszkoptowymi nićmi, które jednak nie rzucały się w żaden sposób w oczy.
Spojrzenie wilczycy miało orzechową barwę.
- Jest ich dużo,
nawet nie potrafiąc walczyć mogą stanowić zagrożenie. Ponadto duże stada
potrzebują dużo pożywienia. Jeśli będą polować, a my nie będziemy mieć z
nimi sojuszu, nic nam nie zostawią. I z tymi pułapkami też ma rację. -
Widząc minę alphy, cofnęła się o krok i spuściła spojrzenie gdzieś na
ziemię.
- Wiem, że są gorsi. Są psami, ludzkimi zabaweczkami. Nie
wiem, jakim cudem odnaleźli się w lesie, ale jeśli jest ich tak dużo,
to znaczy, że się odnaleźli. I że żyje im się dobrze. Przecież jakby
było źle, nie byłoby ich aż tylu.
Wilk warknął na nią, a ona
skuliła się trochę. Jeremiah nie wytrzymał i wyskoczył przed nią, żeby w
razie czego jej bronić. Nie zrobiła nic złego, nie miał powodów, by ją
atakować. Poza tym była kobietą.
- Nie zgadzam się na sojusz z
psami. Możecie sobie gadać co chcecie, ja nie wyrażam na to zgody. Nie
będą mi się tu kundle żadne panoszyły. Ciekawe, ilu z Was nadal nosi
obroże, które podostawaliście od ludzi. Nie zasługujecie na to, by żyć w
lesie.
Jeremiah spojrzał na niego wybitnie zimno jak na niego.
Wychował się w rodzinie, w której szanowało się wszystkich bez względu
na to, jakiej byli rasy. A trzeba przyznać, że ich rodzinę można było
spokojnie wpisać w projekty multikulti, które ostatnio robią taką furorę
wśród ludzi. Był jedynym dogiem niemieckim w swojej rodzinie. Rebekah,
podobnie jak Nack, była husky, Nukri przypominała owczarka
szwajcarskiego, Cerliona była border collie, Rudy był tollerem, a Allex
dogiem argentyńskim. Oprócz nich pamiętał jeszcze jak przez mgłę
Feindschafta, który był owczarkiem australijskim. I oczywiście Feronię,
która reprezentowała rasę canaan dog. A rodzice? Tata był owczarkiem
niemieckim, a Fallon - do której jako matki właściwie wciąż nie mógł
przywyknąć, bo pamiętał kundelkę Sathanę - w podobie do Cerliony, była
border collie. Ich rodzina była totalną mieszanką i wychowany w takiej,
nie rozumiał dyskryminowania innych pod względem rasy. Nawet pod
względem gatunku wydawało mu się to cholernie nie na miejscu.
- W
tym lesie zawsze żyło dużo różnych gatunków zwierząt. Przed Wami też
bywały tutaj wilki, ale żadne nie były tak zepsute jak Ty. Reszty
Twojego stada nie zamierzam osądzać, widzę, że jedna z wilczyc jest dużo
rozsądniejsza od Ciebie. Nie przyjmujesz sojuszu.. Trudno. Pójdę więc
do swojego stada, by przekazać wieść o tym naszej alphie. W momencie
odrzucenia sojuszu jestem zmuszony uznać Was za wrogów i przekazać to
stadu. W związku z wrogimi stosunkami ze Stadem Psich Serc macie zakaz
wstępu na nasze tereny. Każdy, kto Was tam zobaczy, ma obowiązek
przekazać Lenie albo Ravelowi. Nikt nie będzie się z Wami cackał, skoro
nie przyjęliście sojuszu. - Powiedziawszy to, odwrócił się, by odejść.
Ciężkie łańcuchy na jego szyi podzwaniały cicho, kiedy robił kolejne
kroki.
Postąpił bardzo nierozważnie i gdyby Ravel się o tym
dowiedział, pewno byłoby mu przykro, że Jeremiah nie wyniósł tego z
nauki. Dog po prostu zapomniał o zagrożeniu. Najgorszym, co mógł zrobić,
to obrócić się zadnią stroną do wrogo mu nastawionego wilka i jak gdyby
nigdy nic próbować odejść. I o bezsensowności, nawet szkodliwości tego
czynu zorientował się już chwilę później, kiedy coś wskoczyło na jego
grzbiet. Coś ciężkiego.
Zdezorientowany pies ugiął łapy, szarpiąc
się mocno. Osobnik spadł z jego grzbietu, zostawiając jednak kolejne
rany po pazurach. Pies również się przewrócił. Wstał jednak szybko i
rozstawił dostatecznie szeroko łapy, by uzyskać jak największą
stabilność. Podłoży było nieco mokre, a więc i śliskie, jak to
wieczorami bywa, co dla doga było utrudnieniem; choć był dużo większy od
wilka i miał lepiej rozwinięte mięśnie, był zdecydowanie mniej zwinny i
zwrotny niż jego przeciwnik. Cóż, każda figura miała swoje zalety i
wady.
Wbił spojrzenie w wilka, śledząc uważnie każdy, nawet
najdrobniejszy jego ruch. W tej sytuacji wszystko miało znaczenie, bo
mogło pomóc przewidzieć, co zrobi przeciwnik.
Wilk również
rozstawił szeroko przednie łapy, ale nie po to, by wytrzymać atak
Jeremiaha. Nie, on po prostu chciał dobrze wymierzyć. Nie sztuką było
skoczyć. Sztuką było tak skoczyć, by zdążyć zaatakować, zostawić po
sobie ranę, która unieszkodliwi całkowicie przeciwnika. Wilk ugiął tylne
łapy, by po chwili wyprostować je gwałtownie i oddać skok prosto na
Jeremiaha. Kłami sięgnął do jego gardła, ale pies okazał się być tym
razem szybszy - opuścił nisko pysk, broniąc gardziel. Kiedy wilk uderzył
w niego, udało mu się ustać na szeroko rozstawionych łapach. Jera był
ciężki i trudno było go przesunąć, a kiedy odpowiednio mocno zaparł się
łapami w ziemi, przewrócenie go było naprawdę trudnym zadaniem. Kiedy
wilk odbił się od niego, stanął na tylnych łapach, przednimi chcąc
przygnieść samca do podłoża, ale ten rzucił się z kłami do jego brzucha.
Jako ten mniej zwrotny, dog nie miał szans całkowicie uniknąć tego
ciosu i wilk zostawił po sobie ślady w postaci rozoranej kłami całkiem
sporej rany. Pies zawył z bólu i odskoczył do tyłu. Wylądowawszy na
wszystkich czterech kończynach, zjeżył już całkiem swoją krótką sierść.
Wpatrywał się wściekle w samca alpha, krążąc wokół niego.
Wilczyca
zniknęła właściwie nie wiadomo kiedy. Możliwe, że bała się, że i jej
się oberwie, jeśli tu zostanie. Możliwe, że bała się, że zaatakuje ją
Jeremiah, a możliwe, że obawiała się własnego przywódcy stada. Jasne
było, że nie zamierzała mieszać się w ich walkę. Mogła na tym tylko
ucierpieć, obojętnie, jak by to odebrać. Dog miał do niej pewną słabość,
ale chyba tylko dlatego, że była płci pięknej. Prawdopodobnie w razie
potrzeby broniłby jej przed wilkiem, ale na szczęście owa potrzeba nie
zaszła.
Samiec alpha zastanawiał się, jak zaatakować psa. Miał tę
satysfakcję, że już go zranił, a po dokładnym obejrzeniu wielkiego,
psiego cielska doszedł do wniosku, że już wcześniej coś raniło
Jeremiaha, w ten sposób zwiększając jego szanse, choć nieznacznie.
Ruszył w kierunku doga, chcąc sprowokować go do obrony i udało mu się
to, gdyż Jeremiah również zrobił krok w jego stronę, szczerząc kły. Wilk
zrezygnował z ataku, a i sam pies cofnął się, mierząc go nienawistnym,
zimnym spojrzeniem.
Jeremiah rozważył przez chwilę, co właściwie
powinien zrobić. W jednej chwili skoczył do wilka, w ostatniej chwili
przerzucając łapy na prawą stronę i ostatecznie uderzając w niego
bokiem. Samiec alpha nie zdążył zareagować, kiedy coś tak wielkiego
uderzyło w niego z impetem i niemalże przewrócił się, co dog
wykorzystał, szybko przenosząc ciężar cielska na tylne łapy i przednimi
opadając na kark przywódcy stada. Przygniótł go w ten sposób do podłoża,
a jego rozwarta paszcza wystrzeliła ku szyi samca. Odnalazłszy tętnicę,
wbił w nią kły i szarpnął mocno, poprawiając tylko silny uchwyt pod
wpływem skamlenia przeciwnika. Mógłby go teraz zostawić, z trudną do
zagojenia i na pewno przeszkadzającą raną na szyi, ale z jakiegoś powodu
wpadł w szał - być może to zbyt dużo emocji się w nim nagromadziło, a
być może to amulety w ten sposób działały. Dog cofnął na chwilę uzębioną
mordę i zanim alpha zdążył zareagować, znów zaatakował delikatną skórę
jego szyi, pomagając sobie łapą i odginając nią jego pysk. Zapewnił
sobie wygodny dostęp do gardła wilka, które chwilę później było już
rozszarpane.
Pies odszedł od przeciwnika dopiero wtedy, kiedy
miał pewność, że ten już nie wstanie. Warcząc nadal wściekle rozejrzał
się po okolicy, natrafiając na spojrzenia wilków ze stada. Warknął tylko
głośniej na ich widok.
- Już Was tu nie ma..! - Czworo z nich
szybko zrozumiało, że dog nie zamierza dwa razy powtarzać. Popatrzyli
jeszcze przez chwilę i odeszli, a została ona.
Samica, która wcześniej próbowała przemówić do rozsądku alphy.
-
Gdyby posłuchał, żyłby dalej, więc jeśli masz jakiś komentarz typu
'mogłeś go nie zabijać' daruj sobie i zmiataj stąd, zanim i Tobie stanie
się krzywda. - Warknął Jeremiah, kiedy wilczyca podeszła do ciała
wilka. Tym razem to ona spojrzała na niego, ale nic nie powiedziała.
Schyliła się i wsunęła pysk pod rozszarpany kark, po czym uniosła martwe
ciało i odeszła z nim.
Jeremiah padł, wyczerpany, na ziemię i
zasnął. Dopiero następnego dnia obudził się i ruszył, idąc dość wolno, w
stronę terenów SPS. Był poraniony zarówno po walce z Allonem, jak i po
walce z wilkiem, więc nie mógł pozwolić sobie na szybsze przemieszczanie
się. W końcu jednak udało mu się dotrzeć.
Pierwszym co zrobił
była wizyta u Desiree. Spędził z nią właściwie cały dzień, po prostu
odpoczywając i ciesząc się jej towarzystwem. Czuł radość ze spełnionego
obowiązku, ponieważ wiedział, że suczka jest w ciąży, a on zapewnił jej -
jak i wielu innym członkom stada - względne bezpieczeństwo. Dopiero
wieczorem liznął bok ukochanego pyszczka i ruszył na polanę, gdzie
spotkał ojca i Lenę. Kiwnął w ich stronę pyskiem, a ci od razu wstali i
podeszli do niego. Dog usiadł.
- Plan był taki, żeby ich
przekupić i namówić do sojuszu. To wbrew pozorom całkiem sporo. Więc
ruszyłem w góry, walczyłem z Allonem i wróciłem, by darować im amulety i
przekonać, że mogą żyć z nami w zgodzie. Alpha nie chciał słuchać ani
mnie, ani swojego stada, więc zmuszony byłem go zabić. Reszta odeszła,
jestem pewien, że już nie wrócą. A tu.. Tu są amulety. - Powiedział
spokojnie, dotykając nosem podłoża. Po szarej szyi zjechało siedem
łańcuchów z amuletami. Wszystkie ozdoby spoczęły na podłożu, a Jeremiah
podniósł spojrzenie na Lenę i Ravela. Oczekiwał ich zdania na temat
całego tego zamieszania.
~**Historie z życia**~
- Scio me nihil sciere. [Sasha]
- Happy moments do not count, and then complain that happiness is short-lived.-Historia Lucky'go Marley'a [Lucky]
- Wojna nie kończy się nigdy. [Jack]
- Happy moments do not count, and then complain that happiness is short-lived.-Historia Lucky'go Marley'a [Lucky]
- Let's play Game [Kanade]
- "...Nikt zawzięty nie może zostać pozbawiony życia!" [Kanade]
- It never ends. [Jethra]
- Kanade's Story - "Dear Agony please let me Die." [Kanade]
- Historia Upadłego Anioła, cz.2 [Fallen]
- Historia, która jest opowiadana sercem. [Buka]
- Kanade's Story - Shattered Pieces! Part Two [Kanade]
- Historia trzech psów. [Fallon]
- Dear Agony.. I miss you so much! Part One [Kanade]
- Historia Upadłego Anioła, cz.1 [Fallen Angel]
- The Diary of Zoe cz.1 [Luffiera]
- Walentynkowa historia [Luffiera]
- Poświąteczny czar. [Shadow]
- Blizna, cz. I. [Volturi]
- Your voice feels like home. [Luffiera]
- Nowe pokolenie, zaspokaja pragnienie natury. [Allex]
- Przez Ciernie do Gwiazd .IV `` Historia Sathany cz. IV [Sathana]
- Opowiadania część 2 - Przebudzenie. [Shadow]
- Opowiadania część 1 - Pechowe polowanie. [Shadow]
- "Życie to najcenniejszy dar" - mówią. Ale kto je naprawdę docenia? (cz.1 historii Rebeki) [Rebekah]
- Dom jest tam gdzie serce Twoje. cz.2 [Vivian]
- Dom jest tam gdzie serce Twoje. cz.1 [Vivian]
- Przez Ciernie do Gwiazd .III `` Historia Sathany cz. III [Sathana]
- Nazywam się Calypso Bree... [Calypso Bree]
- Historia Mawi [Mawi]
- Przez Ciernie do Gwiazd .II `` Historia Sathany cz. II [Sathana]
- Carmell la Devon - Moja historia - cz. 1 [Carmell]
- Kochać i nienawidzieć jednocześnie, jak to możliwe... [Luna]
- Atak lisaaa!!! cz.1 [Pazzesco]
- Okiem Ruby c.d. [Ruby Calma]
- Dzieciństwo Luffiery cz.2 [Luffiera]
- Nieśmiertelnik [Chantell]
- Sekrety czerwonego wisiorka cz.I [Alis]
- Przecież Ci nie zależy, więc? [Luna]
- Nowy rozdział mojego życia... [Pazzesco]
- Przez Ciernie do Gwiazd .I `` Historia Sathany cz. I [Sathana]
- Nowy pyszczek do wykarmienia :3 [Nirvena]
- Czego ślepia nie widzą tego sercu nie żal. [Armanii]
- Okiem Ruby [Ruby Calma]
- Me serce bije i tak na pewno. [Desiree]
- Życie i historia Sathany I [Sathana]
- Mała lecz serce ma waleczne... [Nirvena]
- Historia Luffiery cz.1 [Luffiera]
- Inaczej. [Bueno la Karte]
- Psie zaufanie [Wolpy]
- Najpiękniejsze miecje na ziemi. [Luffiera]
- Dream a little dream [Mino]
- W poszukiwaniu siebie cz.I [Bueno la Karte]
- Lacrimosa. cz.I [Rhonwen]
- Moja historia. [Lori]
- Historia Lori. [Lori]
- Nie tak tajemne tajemnice. cz.1 [Sila]
- Opowiadanie Sath. cz.1 [Sathana]
- Opowiadanie Sath. cz.1 [Sathana]
- Poranne polowanie. [Li]
- Zwyczajny poranek. [Luffiera]
- I tak to się zaczęło. [Leiko]
- Złapana cz.1 [Leiko]
- Wyprawa Border Collie [Leiko]
~**Konkursowe**~
- Złap królika! [Sathana]
- Złap królika! [Fallon]
- Złap królika! [Nukri]
- Złap królika! [Chaps]
- Złap królika! [Amika]
- Złap królika! [Skyres]
- Polowanie na nocną zjawę. Na Konkurs Wolpy'ego. [Izis]
- Ślepa Kraina. [Sathana & Li]
- Kraina Wodospadów Marzeń. [Bueno la Karte & Sila]
- Tajemniczy Ogród cz.4 [Elektrika]
- Tajemniczy Ogród cz.3 [Elektrika]
- Tajemniczy Ogród cz.2 [Elektrika]
- Tajemniczy Ogród cz.1 [Elektrika]
- Bliźniaczki. [Kei]
- Zawsze warto jest być psem cz.1 [Sila]
- Horror Allie XD - Cmentarny Morderca część 3 [Allie]
- Takie cóś. :3 | Nr. II cz. 4 [Sathana]
- Horror taki sobie. cz.3 - ostatnia. [Ines]
- Horroru cz. II [Renoir]
- Horror Voodoo... cz.2 [Leiko]
- Horror taki sobie. cz.2 [Ines]
- Klątwa Anubisa. [Virsli]
- Horror taki sobie. cz.1 [Ines]
- Takie cóś. :3 | Nr. II cz.3 [Sathana]
- Horror Voodoo... cz.1 [Leiko]
- Horror Allie XD - Cmentarny morderca część 2 [Allie]
- Takie cóś. :3 | Nr. II cz.2 [Sathana]
- Pająk. [Sila]
- Halloween. cz.2 [Li]
- Rodzinka. [Sathana]
- Zmora. [Kira]
- Halloween. cz.1 [Li]
- Małżeństwo. [Sila]
- Cmentarny morderca. [Allie]
- Strych. [Ashanti]
- Klif. [Sathana]
- Incydent. [Luffiera]
- Indianin. [Leiko]
- Kremowe płótno. [Ines]
- Taniec przeszłości. Na konkurs Ravel'a [Bueno la Karte]
- Moja przeszłość. Na konkurs Ravel'a. [Togan]
- Opowiadanie z przeszłości. Na konkurs Ravel'a. [Li]
~**Halloweenowe**~
~**Opowiadania na Bethę**~
~**Opowiadania na Delthę**~
- Opowiadanie na Samca Deltha [Chaps]
- Opowiadanie na Samicę Deltha [Elektrika]
- Opowiadanie na Samicę Deltha [Nukri]
- Opowiadanie na Samicę Deltha [Lorelei]
- Opowiadanie na Samicę Deltha. [Mawi]
- Opowiadanie na Samicę Deltha. [Nirvena]
- Opowiadanie na Samicę Deltha. [Luna]
- Opowiadanie na Samca Deltha. [Akyes]
- Opowiadanie na Samca Deltha. [Renoir]
- Opowiadanie na Samicę Deltha. [Bueno la Karte]
- Opowiadanie na Samicę Deltha. [Mawi]
- Opowiadanie na Samicę Deltha. [Ines]
~**Śmieszne, humorystyczne**~
~**Straszne, brutalne**~
~**Trudne sprawy itp.**~
~**Warte zapamiętania**~
~**Wiersze i inne**~
- Patologiczne zło. [Lorelei]
- Wiersz z okazji Walentynek [Rebekah]
- Wiersz o SPS [Allex]
- Wiersz [Vivian]
- Wierszyk Świąteczny [Vivian]
- Myśli przelej na kartkę IX. [Alathen]
- Myśli przelej na kartkę VIII. [Alathen]
- Wierszyk o SPS. [Diira]
- Myśli przelej na kartkę VII. [Alathen]
- Myśli przelej na kartkę VI. [Alathen]
- Gdzieś na końcu świata. [Justa]
- Wiersz o Felinie. [Zeev]
- Myśli przelej na kartkę V. [Alathen]
- Potykam się i spadam w dół II. [Ines]
- Potykam się i spadam w dół. [Ines]
- Myśli przelej na kartkę IV. [Alathen]
- Myśli przelej na kartkę III. [Alathen]
- Myśli przelej na kartkę II. [Alathen]
- Myśli przelej na kartkę I. [Alathen]
- Pustka. [Ashanti]
- Urodzinowo Ines. [Zeev]
- Urodzinowo Lenie. [Zeev]
- 40 małych pszczółek. [Kei]
- Nocna Wena. [Zeev]
~**Opowiadania nie związane ze stadem**~
- The horse whisperer, cz. 1 [Jack]
- Życie zdarza się raz. [Chaps]
- ,,It's not a true love. It's a true love-hate'' cz.2 [Gaja]
- Never lose hope...Cz.2 [Lucky]
- ,,It's not a true love. It's a true love-hate'' cz.1 [Gaja]
- "Stary, to jest tylko smycz." [Luffiera]
- Never lose hope...Cz.1 [Lucky]
- It's okay to be different. [Luffiera]
- Więcej obcych wilków? [Fallon]
- Wilcza przygoda. [Fallon]
- Nocne takie tam. [Fallon]
- In the End. cz. I [Ravel]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie cz. VIII. [Lena]
- Przyjaźń na zawsze. [Fallon]
- Historia trojka rodzeństwa. [Chaps]
- Złoty Tygrys - Opowieść Silije cz. II [Volturi]
- Life is brutal. cz. I. [Lena & Antares]
- Złoty Tygrys - Opowieść Silije cz. I [Volturi]
- You make me rise when i fall... cz.1 [Misty]
- Zawiłości miłości. Cz. 2 [Szelma]
- Zawiłości miłości. Cz. 1 [Szelma]
- To szereg blasków i cieni. Cz. I [Lidelse]
- Kartka z Pamiętnika. [Vivian]
- Lullaby cz. IV [Lidelse]
- Lullaby cz. III. [Lidelse]
- Lullaby cz. II. [Lidelse]
- Lullaby cz. I. [Lidelse]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. VII [Lena]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. VI [Lena]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. V [Lena]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. IV [Lena]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. III [Lena]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. II [Lena]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. I [Lena]
- Słowa wyryte na ławce. [Leiko]
- Koszmary. [Raegan]
- Szkolne życie Leny i innych. cz. II [Lena]
- Szkolne życie Leny i innych. cz. I [Lena]
- Zabierz mnie tam, gdzie nie kończy się świat. [Izis]
- Listen To The Rain. [Leiko]
- Opowieść o Sucharze. cz.2 [Grim]
- Opowieść o Sucharze. cz.1 [Grim]
- Zawiłości miłości. Cz. 2 [Szelma]
- Zawiłości miłości. Cz. 1 [Szelma]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. VII [Lena]
- Zawiłości miłości. Cz. 2 [Szelma]
- Zawiłości miłości. Cz. 1 [Szelma]
- Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. VII [Lena]
~**Zadania SG & HI**~
- Treści zadań SG i HI
- Zadanie na obrońcę pary Deltha. [Ragnar]
- Zadanie na Indywidualnego Myśliwego [Lorens]
- Zadanie. [Jeremiah]
- ♠ Zadanie na Obrońcę Alphy. [Sathana]
- "Wszelkie życie pewnego dnia zginie." - Hierarchia Indywidualna "Skrytobójca" [Kanadę]
- ♠ Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Zadanie na Indywidualnego Maga. [Sathana]
- Siły zdobywa się w walce... Czyli zadanie na stanowisko skrytobójcy i bonus. [Nukri]
- Stare porachunki [Zadanie] [Volturi]
- Zadanie na morderce [Shadow]
- Zadanie na gł. Zielarza ~ "Najciemniej pod latarniami" [Lorelei]
- Zadanie na Dowódcę Straży [Desiree]
- Zadanie do hierarchii indywidualnej : Mag [Vivian]
- Zadanie na Gł. Dowódcę Wojowników. [Ravel]
~**Opowiadania Stadne**~
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. VIII [Allex]
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. VII [Cheese]
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. VI. [Ragnar]
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. V [Nukri]
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. IV [Black Hollow]
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. III [Choco]
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. II [Luna - zastępstwo za Elektrikę]
- Opowiadanie Stadne "Wojna" cz. I [Sathana]
- Wojna. Część 4 [Tasha]
- Wojna. Część 3 [Nack]
- Wojna. Część 2 [Cheese]
- Wojna. Część 1 "Przeszpiegi" [Salem]
- Wyprawa na cmentarz. Część 2. [Tasha]
- Wyprawa na cmentarz. Część 1. [Nack]
- Stadne opowiadanie "Zaginiony" - część III. [Lorelei]
- Stadne opowiadanie "Zaginiony" - część II. [Rebekah]
- Stadne opowiadanie "Zaginiony" - część I. [Sathana]
~**Ku pamięci**~
~**Biograficzne**~
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz