i widzę wschód.
Oto witam nowy dzień,
czuję się jakbym wszystko mógł.
Wstaję, a zaraz opieram się o pień;
Myślę, że olśniło mnie.
Piękny pomysł właśnie narodził się.
Nie zwątpię w swoją marzeń moc,
dopóki nie zapadnie noc
bo potem następny będzie dzień
i wszystko od nowa zacznie się.
Coraz to mocniej słońce przez chmury się przedziera
walczy z nimi, jakby to była tej gwiazdy sfera.
Po zaobserwowaniu tego, uświadomiłem sobie wreszcie,
że warto do samego końca walczyć.
Matka zawsze mówiła - "wysoko mierzcie,
przeszkód się nie strzeżcie."
Dziękuję za wiarę, którą mnie napełniono.
A to dopiero początek dnia...
Z uśmiechem opuściłem las.
Przed siebie idę.
Cieszyć należy się z życia swojego,
Obojętnie czy nie mamy tego i owego.
Zawsze możesz je zmienić raz, dwa!
Cóż to, czyżby czarne myśli
opuściły już mnie?
Chyba goście weseli do mnie przyszli;
których zwą optymizmem.
Rozpędzam się niczym wiatr
w polu pustym.
Chciałbym pędzić sobie ot tak,
gdzieś w nieznane.
Moje serce niczym wezwane,
rwie się w piersi,
pełne emocji się wierci!
Wbiegam na górkę,
mijam kolejną chmurkę.
Stanąłem. I patrzę na świat.
Ci na dole - drobni jak mak,
ledwo ich widać przez chmury kłębie.
Stoję przy dębie,
na którym jest coś wyryte,
lecz czasem zmyte,
tak przypuszczam.
Jest to coś na kształt serca, coś bardzo starego
mój rozum nie pojmuje tego.
Pora na nowe doświadczenia,
tym razem - zero zwątpienia.
Przeszkody życiowe przeskakiwać musisz.
Jeżeli nie wychodzi - siebie nie zmusisz,
do robienia czegoś, czego nie lubisz.
W siebie wierzyć trzeba
aby ujrzeć błękit nieba,
który da Ci siłę
od samego Boga.
Niech nie zwycięży nad Tobą trwoga!
Próbować trzeba, zapamiętaj..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz