Luffiera, Killer, Akyes i Kira przyjechali do miasta o nazwie Mareridt
(po duńsku Zmora). Nie znali pochodzenia nazwy. Legenda głosiła, że w
okolicznych lasach mieszka stwór, zwany Zmorą przez mieszkańców owego
miasta. Właśnie wybierali się na biwak w lesie, wpadli do miasta po
zapasy. Gdy skończyli kupować pojechali samochodem do lasu, w których
podobno straszyła Zmora. Rozbili namioty i Kira poszła na grzyby. Była
już w gęstej części lasu. Zbliżał się zmierzch. Kira usłyszała upiorne
wycie przepełnione bólem. Odwróciła się i ujrzała ohydnego stwora.
Przypominał basiora (czyli wilka), ale miał 3 metry wysokości. Wokół
niego była czarna mgła. Był cały czarny, wszędzie miał rany i z pyska
kapała krew zamiast śliny. Z ran także kapała krew. Zamiast oczu miał
czerwone światełka. Odezwały się słowa w jej głowie. ,,Jeszcze raz tu
wrócisz, coś się stanie. Idź stąd prędko. Nie mów nikomu". Zawył i
skoczył nad wystraszoną Kirą i znikł w ciemnościach. Nadal stała w tym
miejscu i usiadła. Poczuła coś pod sobą i odwróciła się. Zobaczyła małą
tabliczkę i podniosła ją. Na niej widniał napis: ,,Strzeż się tej
bestii! Jest nim Werewolf, który się zmienił w zmorę z szaleństwa".
Dreszcze przeszły po jej ciele.
-Werewolf... - wyszeptała. - Przecież to...
Nie
skończyła, bo stworzenie zjawiło się przed nią. Obnażył bielutkie kły
nasączone krwią. Z gardła wydobywał się zagłuszający ryk. Kira krzyknęła
ze strachu, że echo się rozległo. Chwycił dziewczynę w pasie i zacisnął
szczęki. Krew trysnęła na drzewa i na liście. Po czym zjadł jej ciało,
włącznie z kościami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz