Husky przybył na
polanę trochę wcześniej niż zamierzał a obserwując szare obłoki radykalnie
przenikające siwy nieboskłon, sceptycznie podchodził do zapowiadającej się
pogody mającej towarzyszyć im przez większość czasu podróży. Trzymając łeb
nisko obrócił lekko pyskowie by upewnić się, że wybranka Jego serca smukłym
krokiem idzie obok niego. Nie spieszyło im się, raczej wątpili, że spotkają
któregoś ze stadnych towarzyszy w wyznaczonym miejscu spotkania przed wschodem,
który był wyznacznikiem czasu ich zgromadzenia. Wyprawa tak oczekiwana przez
psowate zgodnie z przewidywaniami miała zająć przy sprzyjających wiatrach kilka
godzin marszu przeplatanych odpoczynkiem przeznaczonym na zregenerowanie sił.
Po przekroczeniu
granicy lasu ze zdumieniem omietli spojrzeniem polanę stwierdzając, że
większość
osobników już się zgromadziła z porannym znużeniem oczekując na
przybycie
reszty. Podeszli bliżej darując sobie efekt zaskoczenia i już z daleka
oznajmiając swoją obecność krótkim serdecznym powitaniem przy
akompaniamencie
skinięcia łbem. Przysiedli w bliskim sąsiedztwie Shadowa i Leny
przerywając
krótką konwersacje dotycząca migrowania zwierzyny łownej na północne
krańce, błękitnooki przyłączył się do rozmowy szybko wtrącając pytanie
dotyczące
faktycznej liczby uczestników na wyprawę. Rozmówcy nie zdążyli
odpowiedzieć, bo
chwilę później dołączyła do nich Tasha, której sylwetka już wcześniej
jawiła
się wzdłuż brzegu jeziora
- Czekamy na Vivian i Juste - zakomenderowała
podchodząc bliżej ich małego kręgu, najwidoczniej przybyła tu pierwsza i w celu
rozgrzania łap udała się na krótki żwawy spacer. Przemyślenia uświadomiły
huskyemu Jego obawy o jesiennej chlupie, która niebezpiecznie owinęła się wokół
ich terenów. W duchu wierzył jednak, że południe przywita ich nieco cieplejszym
ramieniem pozbawionym nagłymi porywami wiatru. Machinalnie przytulił Leiko, jak
zwykle gdy stwierdzał, że jest wystawiona na niesprzyjające warunki. Uśmiechnął
się kątem pyska i nim zdążył się zorientować dołączyła do nich reszta
uczestników z wymalowanym pytaniem na pyskach
- Jesteście w samą porę, my
przybyliśmy za wcześnie - wyjaśnił odpowiadając na ich nieme zapytanie i
zerknął na Lenę, która w tym momencie chrząknęła gotowa natchnąć krótką przemową ich wygłodniałą wyobraźnie.
Nie przeliczył się słuchając słów przywódczyni, jako że była znakomitym
retorem, wkładając w swe oracje tyle energii, że po facjatach zebranych
przebiegł mimowolny nieokiełznany uśmiech łapczywych przygód podróżników. Husky
oderwał na chwilę spojrzenie, od labradorki by przenieś stoickie spojrzenie na
słuchających, wyłapując owe prawie że szczeniackie gesty radości, tak nie często
spotykane w szarości dnia codziennego. Nawet Jego rasowy pobratymiec zmienił
wyraz pyska na szeroki uśmiech, podczas przemawiania kremowej towarzyszki.
Po słowach,
nadeszła pora na czyny, jako, że niektórzy niecierpliwie stąpali po
ziemi,
próbując rozgrzać zziębnięte poduszki czy rozmasować zbolałe mięśnie
kręgosłupa. Shadow rozrysował na piaszczystym gruncie mapę, oznaczając
najważniejsze
i charakterystyczne punkty, które miały doprowadzić ferajnę do celu.
Chwilę
później ich rysunek obarczony był kolejnymi śladami łap, jako że każdy
postanowił dołączyć się do przygotowania szlaku, wyznaczenia miejsc
postoju czy
wodopoju, kolejne minuty mijały i gdyby nie stanowczość Leiko, godzinami
dybali by na temat atrakcji turystycznych podczas wyprawy. Husky
słysząc hasło do rozpoczęcia wyprawy odwrócił łba by rzucić ukradkowe
spojrzenie na wiarusa, spoglądającego właśnie w Jego stronę jakby
przewidując kolejny krok. Kiwnął łbem, zgadzając się na niewypowiedziane
myśli Shadowa
i ustawił się na końcu, pamiętając, że pilnowanie gromadki leży w Jego
naturze
i obowiązku. Mimo, iż nikt nie wyznaczał niewidzialnych granic wszyscy
ustawili
się w pionowym rządku prowadzonym przez Shadowa w towarzystwie Leny,
dalej szła
Vivian, Tasha i Justa, których kolejność zmieniała się w zależności od
prowadzonych przez nie rozmów, zamykający ten pstrokaty korowód Nack i
Leiko,
co jakiś czas zerkali do tyłu by się upewnić, że nikt nie kroczy w ślad
za
nimi.
Minęli jezioro by za
chwilę zniknąć w leśnej gęstwinie ich terenów, szli wzdłuż wyklepanej przez
łapy ścieżki dyskutując na temat obranej drogi. Zdania były podzielone, jako że
jedna cześć wolała drogę dłuższą i bezpieczniejszą prowadzącą wzdłuż linii
drzew za to inna preferowała wniknięcie do wnętrza lasu w celu jak najkrótszego
czasu dotarcia na cmentarz. Spór trwałby długo, gdyby natura nie postanowiła
sama rozwiązać problemu. Nack poczuł jak zimna kropla musnęła Jego czarnej jak
smoła trufli, nie chcąc dać wiary w ten kaprys pogody zerknął w bok chcąc
znaleźć upewnienie w oczach ukochanej. Leiko również strzygnęła beżowym uchem
potwierdzając Jego obawy o mżawce, która chwilę później zwiększyła objętość
swych kropel przekształcając się w zwykły jesienny deszcz. Ulewa rozgorzała na
dobre zmuszając psowate do wtargnięcia na teren lasu, mimo że z cukru nie byli
a nawet niektórzy śmiało chcieli przeciwstawiać się pogodzie, po krótkich
przekonaniach zgodnie uznali, że złapanie jakiegoś wirusa nie będzie dobrą
pamiątką z wyprawy, która dopiero się zaczęła i już pokazywała mozół swej
pracy. Zacięcie w sercach podróżników, jednak nie zmalało a wręcz zwiększyła
się ich motywacja obleczona trudem złej pogody...
... ciąg dalszy nastąpi. Tasha oddaje pałeczkę .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz