wtorek, 11 czerwca 2013

Lullaby cz. IV

   W pomieszczeniu było jasno, ciepło, a wokół siedzieli jacyś ludzie, przyglądajac się dziecku. CZuła sie jak eksponat za szybką, której rzadna siła nie potrafiłą rozbić. Taki eksponat, którego nawet najchciwszy złodziej nie chciałby posiadać...
   Przetarła dziko zielone oczy, stawiając stopy na ziemi. Zraz potem ujrzała na stoliku obok łóżka ciepłą herbatę z grzankami. Nie łatwo było sie dziwić, że zaraz zjadła wszystko. Ten rok, cały, długi, trudny do wytrzymania rok nauczył ją, że kiedy jest coś do zjedzenia trzeba brać od razu.
   Tak było jeszcze przed nie całą godzinę, potem wszyscy sie rozeszli. Dziewczyna położyła się na łóżku, przykrywając aksamitna kołdrą. Już nie pamietała, kiedy leżała tak wygodnie. Przyzwyczaiła sie już do twardych, często mokrych leśnych chaszczy, w których kryły się również zwierzęta i robactwo.
   -Gdzie jest światło? Nie zdziwiłabym się, gdyby gdzieś płakało... -Wyszeptałą jeszcze przed snem, po czym dała sie ponieść snom i marzeniom. Pierwszy raz, od czasu, keidy została pozbawiona dachu nad głową na jej drobnej twarzyczce zawitał uśmiech. I to nie taki wymuszony, za którym krył się ból i gorycz. Szczery, ciepły. Taki dziecięcy...
   Gdy słońce zabłysło na niebie, budząc ptaki, które rozpoczęły swój śpiew, dziewczynka podniosła się z łóżka, ruszając na swoich trzesących się, chudych nóżkach w stronę drzwi. Trudno było opisać, co czuła w tej chwili. Odczuwała swoją słabosc, jaki wewnętrzną siłę, która dawała jej nadziejęna lepsze życie.

<Tak, długo nie pisałam. Ale nie miałąm kiedy. Zadowoleni? Przypuszczam, że nie...  ;_;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz