wtorek, 28 maja 2013

Jedno spojrzenie, a setki myśli w głowie. Cz. IV

Zadzwonił budzik. Poniedziałek, godzina szósta rano. O nie! Trzeba wstawać do szkoły, a tak mi się nie chciało, że najchętniej zostałabym w domu. No nic musiałam wstać i od razu poszłam do toalety przebrać się i zrobić makijaż. Praktycznie całą niedzielę siedziałam w domu, więc nic ciekawego nie działo się. Po wyjściu z toalety zeszłam na dół by zjeść śniadanie. Fabian jak zwykle był pełen energii, wyspany i zadowolony, a ja? No właśnie, jak zwykle przygnębiona i zdołowana. Czasami zazdrościłam mojemu bratu, że nie przejmuje się tak bardzo jak ja pewnymi sprawami. Naprawdę zazdrościłam, ale ja to ja i nie potrafię inaczej.
Pół godziny później, gdzieś po siódmej poszłam na autobus na który jak zwykle spóźniłam się. Szlag. Czy ja zawsze muszę spóźniać się? Na szczęście pierwsza lekcja to religia, na którą nauczyciel zawsze przychodzi parę minut później.
Podchodząc pod salę, w której mieliśmy mieć lekcje pierwsze moje spojrzenie padło na Martin'a. Chłodne, obojętne, ale mimo wszystko. Rozmawiał z Alexandrą i Sylvią. Zanim podeszłam do nich wzięłam głęboki wdech. Musiałam jakoś opanować się i uspokoić by nie powiedzieć parę słów za dużo. Z resztą po co robić awantury o nic? Tak tylko dramatyzuję lub za dużo myślę, no ale cóż.
-Hej. -Zerknęłam w kierunku Sylvii i Alexandry.
-Cześć. -Sylvia odpowiedziała natychmiastowo.
-Elo. -Alexandra tuż po niej odezwała się.
-Cześć. -Martin odezwał się nieco cichszym głosem.
Można było powiedzieć, że przeszedł mnie dreszcz słysząc szeptanie Martin'a. Nie mogłam odpuścić, musiałam być twarda, Tak bardzo chciałam w tym momencie rozpłakać się w Sylvii ramię, ale nie mogłam, bo zaraz pytałaby co mi jest itd. Naprawdę nie miałam ochoty tłumaczyć się każdemu z osobna, wystarczy że Sara wie i nikt inny nie musi wiedzieć. Postanowiłam ignorować Martin'a i tak to też nastąpiło na kolejnych lekcjach.
Po dwóch jakże nudnych religiach mieliśmy dwa w-fy, na których przyjechali uczniowie z innej szkoły by zagrać z nami mecz piłki nożnej. Nasz nauczyciel poprosił nas byśmy pograli z nimi w piłkę i tak oto połowa mojej klasy poszło na wagary a zostało nas naprawdę niewiele, bo ja, Katia, Alexandra, Sylvia, Martin. Świetnie, myślałam że odpocznę a tu okazało się, że muszę grać. Nie to, że nie lubiłam piłki nożnej, ale po prostu nie miałam ochoty w tym momencie grać i to jeszcze być z Martine'm w drużynie. Myślałam, że załamię się. Lubiłam grać w piłkę nożną, ale z dziewczynami a nie chłopakami, bo wiadomo jak to może skończyć się?
Nie myliłam się, upadłam na boisku. Od razu wszyscy z mojej drużyny zbiegli się by pomóc mi wstać.
-Nic ci nie jest? -Usłyszałam męski, znajomy głos.
Spojrzałam w górę, by zerknąć kto to jest i moje oczy ujrzały Martin'a. Co go to interesuje czy mi coś jest, czy nie? Chciałam odpowiedzieć coś typu: "Nie Twój interes", ale powstrzymałam się.
-Wszystko w porządku. -Uśmiechnęłam się lekko, nieco ironicznie.
Wstałam natychmiast oznajmiając wszystkim, że nic mi nie jest i mogę dalej grać. W sumie muszę przyznać iż poczułam się nieco inaczej, tak lepiej od tych dwóch dni. Obserwowałam Martin'a w akcji, a jego strzelony gol był zdumiewający. On naprawdę dobrze gra w piłkę! Ciekawo czy chodzi na mecze.
Zadzwonił dzwonek na przerwę. Skończyły się dwa w-fy i nastąpiła długa przerwa. Tak jak zawsze siadamy na ławeczkach przed szkołą i o czymś rozmawiamy. Jak zwykle milczałam, myślami byłam gdzie indziej, nic nowego. Zdziwiło mnie to iż Martin też niezbyt brał udział w konwersacji z Sylvią. Przecież tak dobrze dogadują się, a tu co? Nic, zupełna cisza z jego strony. A może myśli o tej dziewczynie? Chociaż dzisiaj wydawał się przygnębiony, a teraz milczał. Co się stało? Chciałam go o to spytać, ale wiem że w sumie to nie moja sprawa. Wtem odezwała się Sylvia.
-Martin a ty co tak milczysz? -Zerknęła na Niego.
Ha! W końcu! Odwaliła całą robotę za mnie. Posłałam serdeczny uśmiech w stronę Sylvii. Martin dalej milczał.
-Pewnie myśli o Mery. -Odezwała się Alexandra.
Mery? Sylvia, ja i Katia natychmiast spojrzałyśmy na Alexandrę, Martin także na nią zerknął.
-A kto to? -Spytała Sylvia.
-Pewnie Jego dziewczyna. -Katia zaśmiała się.
Właśnie przypomniała mi się sytuacja z parku. Siedział wtedy z tą dziewczyną obejmując ją czule. Fajnie, to pewnie ta Mery i tak oto właśnie jej imię poznałam. Uśmiech z mojej twarzy mimowolnie znikł, że aż torba mi z ręki wypadła i walnęła wprost o chodnik robiąc hałas. Otrzepałam torbę i przewiesiłam przez ramię. Martin dalej milczał, ukradkiem zerkałam na Niego, ale On tylko spoglądał w komórkę. Pewnie czekał na sms'a od tej swojej Mery.
-Niech Martin Wam powie. -Odpowiedziała za Niego Alexandra.
Chciałam stąd jak najszybciej iść byleby nie słuchać tego dalej. Było jeszcze dziesięć minut do końca przerwy, więc szybko musiałam coś wymyśleć by pójść.
-Kate, pójdziesz ze mną do toalety? -Spytała Katia.
Tak! Katia spadłaś mi z nieba! Od razu wstałam i udałam się z nią w stronę wejścia szkoły. Nie musiałam długo czekać by coś wymyśleć, Katia zrobiła to za mnie za co jej byłam bardzo wdzięczna. Nie wiem czy rozmawiali dalej czy nie, ale jakoś mało mnie to interesuje. Czasem udawanie obojętnej jest fajne, może zacznę tak częściej robić w ramach małej zemsty? Zaśmiałam się cicho.
Późnym popołudniem wyszłam z Sarą na dwór i udałyśmy się na planty. Opowiedziałam jej o tym czego się dzisiaj dowiedziałam. Sara nie mogła uwierzyć w to, że to mogła być Jego dziewczyna, lecz ja dalej byłam tego zdania iż Martin oszukał mnie podczas tamtej imprezy. Sara była strasznie uparta i nie wiem już sama czy ja czy ona jest bardziej uparta. Zastanawiało mnie to, dlaczego Sara tak bardzo upiera się, że Mery to nie Jego dziewczyna? Czy coś wie? A może coś planuje? Po Sarze wszystkiego można było spodziewać się. Najbardziej obawiam się, że może wymyśleć coś naprawdę głupiego i to z moim udziałem.
Usiadłyśmy jak zwykle na tej ławce co wtedy i w pewnym momencie ujrzałam Jego. To był Martin! Przechodził perfidnie obok ławki na której siedziałam wraz z Sarą. Był z tą samą dziewczyną co wtedy. Tym razem ani jej nie obejmował, nic. Szli po prostu obok siebie.
-Cześć. -Spojrzał na mnie lekko uśmiechając się.
-Hej. -Zerknęłam tylko na Niego i odwróciłam wzrok.
Mijając naszą ławkę cały czas przyglądałam się mu i tej całej Mery. Mery była mniej więcej mojego wzrostu i miała kręcone blond włosy opadające na ramiona. Wyglądała jak pszczółka maja, takie moje pierwsze wrażenie, ale co ja tam mogę wiedzieć. Sara machnęła mi ręką przed oczyma.
-Kate przestaniesz się tak na Niego patrzeć? -Zbulwersowała się.
-No dobra dobra. -Spojrzałam ostatni raz w ich kierunku po czym wróciłam do rozmowy z Sarą.
Wieczorem wróciłam do domu i od razu poszłam do toalety, a potem do swojego pokoju. Fabian już sobie smacznie spał, a ja rozmyślałam o dzisiejszym dniu.


Ciąg dalszy nastąpi:
-Kim jest Mery?
-Co knuje Sara?
-Czy Kate i Martin zbliżą się do siebie?
[Nie będę rozpisywać się, wszystko jasne ;3 Proszę o komentrze i opinie na temat tej części. Podobało się Wam? Ciekawi co będzie dalej?]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz