czwartek, 16 sierpnia 2012

Złapana cz. 1

Leiko tego dnia postanowiła na jeden dzień opuścić tereny SPS by nawiązać sojusz, jej cel który sobie dzisiaj postawiła wyglądał na prosty, zaprzyjaźnić się z innym stadem.
- Do zobaczenia! - Usłyszała za sobą głos Leny oraz Lewisa. Ruszyła przed siebie, nie patrząć za siebie, biegła chcąc szybko to zakończyć. Słońe wstawało leniwie, za to suczka była już dawno w mieście, przyszła tam by dowiedzieć się o położeniu najbliższej watahy, napotkała tam szarego szczura.
- Tak, są na południu. - Powiedział zanurzając się w śmieciach. Leiko skorzystała z pobytu w mieście, napiła się wody, usłyszała za sobą głosy dwóch mężczyzn, około po trzydziesce.
- Ostatnio łapiemy mało psów, w tym tygodniu złapałem tylko trzy. - Powiedział z lekkim smutkiem pierwszy.
- Złapmy dzisiaj jakiegoś psa, i wracajmy. - Wydusił z siebie drugi.
- Zaraz, oni łapią psy? To się wkopałam... - Pomyślała Leiko, gdy faceci odeszli Ta rzuciła się do ucieczki, wolała nie wywiązać się z zadania, niż spędzić życie za kratami, wtedy go zobaczyła, jednego z nich.
- Patrz! Border Collie się nadaje? - Powiedział jeden z nich łapiąc suczkę za kark, nie dając jej najmniejszej szansy na ucieczkę.
- Jasne! Szef będzie zadowolony, a my zdobędziemy kasę. - Wzieli Leiko, ta pomimo starań by się uwolnić nie była aż tak silna, szczekała, próbowała gryźć, na próżno... na próżno. Znalazła się w furgonetce, dużej. Na niej wisiały kagance, obroże z kolczatkami oraz smycze. Wtedy Leiko dostrzegła innego psa, z jej punktu widzenia był masywnym psem, podobnym do doga.
- Pani również została złapana? Głupie pytanie zadałem. - Powiedział uważnie obserwując Leiko która położyła na łapy głowę, chciała się z tąd wydostać, uroniła łzę.
- Niech Senora nie płacze. - Powiedział pocieszając ją, ta jednak zamiast pocieszenia mocno zamkneła oczy, chciała żeby był to zły sen z którego zaraz się obudzi.
- Chcesz wiedzieć gdzie nas wiozą? - Zapytał miłym głosem.
- Do schroniska. - Powiedziała smutno.
- Chciałabyś, na walki psów. - Powiedział cicho, nie chciał ją martwić. Ta uniosła łeb.
- Walki psów?! - Wykrzyczała, walki psów były gorsze od schroniska, o wiele, o wiele.
Drzwi samochodu otworzyły się. Psą na dzieńdobry założono brutalnie kaganiec, i założono obrożę kolczatkę, która jeszcze bardziej bolała.
- Witamy w nowym domu. - Powiedział jeden z nich wprowadzając psy do dużego, jagby opuszczonego miejsca. Wprowadził je do sąsiednich klatek.
C.D.N
____________________________________________
Coś czuje, że to opowiadanie jest bez sensu, więc krytyki mile widziane. Przepraszam, że napisałam tak a nie inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz