sobota, 18 sierpnia 2012

Opowiadanie Sauron'a.

- Przecież nie możesz! - Szepnął zdesperowany młodzik do wilka truchtającego obok. Czarną, gęstą sierść smagały mu chłodne powiewy wiatru, który jakoś specjalnie zdawał się wiać im prosto w pysk i gwizdać w uszach, gdy dwaj przyjaciele postanowili wyruszyć na zwiad.
Sauron był w kwiecie wieku, miał bowiem dwa i pół roku. Chorobliwie odważny i cholernie inteligentny, wprawiony, młody wojak, który uważał, że pozjadał wszystkie rozumy świata, że może pokonać każdego, wszystkiemu stawić czoła i wszystko przyjąć, jak to się teraz mówi... Hardo "na klatę".
- Sam doradziłeś iść pod wiatr, toteż nie śnęcz mi tu nad uchem! - Warknął krótko w stronę młodszego towarzysza, którego nazwano Shadoway. - Nie po to Ciebie ze sobą wziąłem, żeby teraz słuchać. - Podczas, gdy mówił doń, skierował ślepia gdzieś przed siebie. - W Dolinie Trzech Jezior Alpha przyuważył ostatnio obcego. Trzeba go sprzątnąć "na raz", jeśli Ci godność miła.
- A-ale... - Zająknął się młody, wbijając wzrok w swoje łapy. Chwilę potem jednak odchrząknął i dodał niezbicie poważnie. - Zaraz będą trzaskać pioruny. Nie czujesz napięcia, Diablo?
- Jasne, że czuję... - Wymamrotał do siebie, dalej miarowo truchtając w mroźny, jesienny dzień.
Czuł suchość w nozdrzach, a powietrze było nadzwyczajnie ciężkie. - Jeśli masz stracha, zawróć. Nie ponoszę za Ciebie odpowiedzialności, Way. Nie chcę. - Ostro ściągnął czarne brwi, zatrzymując się i obracając przodem w kierunku roczniaka. Ten niemal w niego uderzył, gdy zatrzymywał się na oszronionej trawie.
Chwilę zajęło mu rozważenie sytuacji. W końcu wbił w Saurona smutne spojrzenie i odbiegl czym prędzej w kierunku stadnych ziem, rzucając na odchodnym.
- Oby Cię ta chora odwaga kiedyś nie zniszczyła!
I zniknął.
Czarny basior stał przez chwilę, mrużąc zawadiacko jasne ślepia. Nie przypuszczał, że kompan po prostu go opuści. Otrząsnął się dość szybko i spojrzał w kierunku Zachodu. Tam zmierzał.
Obrawszy kierunek, wznowił wędrówkę. Intensywne tempo pozwoliło mu dotrzeć do punktu docelowego przed czasem, jaki sam sobie ustalił.
Zdziwienie wymalowało się na jego wargach w postaci cierpkiego uśmiechu pomieszanego z odrobiną miłego zaskoczenia. Obcy intruz okazał się być wątłym szczenięciem, ledwo trzymającym się na wychudłych, drżących nogach.
Szczenię wpatrywało się w Czarnego dużymi, wystraszonymi oczyma. Krótki pisk wydarł się z dziecięcego gardziołka, a ogon podwinął się pod chuderlawe ciałko. Sauron popełnił wtedy jeden z największych błędów swego życia: opuścił gardę.
Podszedł z wolna do malca ze znikomym grymasem wesołości na pysku, pochylając się w jego kierunku. Spokojną toń białych oczu wbił prosto w jego sylwetkę, powodując, że maluch skulił się w sobie i wyjąkał z trudem.
- Niech mnie P-pan nie p-p-pożera!
Sauron poruszył antracytowym uchem, śmiejąc się po cichu pod nosem. Po chwili odpowiedział mu gardłowo, z lubieżną chrypą w barytonowym glosie.
- Nie chcę Cię zjadać, a żadnym wypadku... Jestem tu po to, by bezpiecznie odstawić Cię do domu. Zwą mnie Sauron el Diablo. A Twoje miano..?
Gdy malec wyczuł, że obcy ma dobre intencje, ośmielił się nieco. Nie zdąrzył jednak odpowiedzieć, bo w tej samej sekundzie strach ścisnął mu gardło.
Zza Saurona bowiem, wyrósł niczym z ziemi, potężny wilczur. Z gardlowym rykiem wgryzł zię tuż nad jego ogonem i pociągnął ku sobie, by następnie uwięzić go w objęciach pazurzystych łapsk.
Zaskoczony Czarnuch zakwilił głośno, a jego pisk poniósł się echem po rozleglej polanie.
Następstwa były już tylko sekundami.
- Kryj się! - Wyrzucił z siebie zaraz po upadku, gdy został przez przeciwnika miotnięty o ziemię, i gdy siła uderzenia wypchnęła z jego płuc całe powietrze. Momentalnie pociemniało mu przed oczyma, serce zatrzymało się, a w uszach zaszumiała krew.
- "Pozbieraj się, do cholery!" - Przemknęło mu po głowie. Zdołał wstać, ale zrobił to niezwykle mozolnie, co przypłacił kolejną utratą orientacji w polu walki. Napastnik zaatakowal z prawej, starając się dosięgnąć boku Saurona. Ten był jednak w pełnej gotowości, już trzeźwy umysłowo i zwarty psychicznie. Innymi słowy, gotów do starcia. Cofnął się w gwałtownym zrywie mięśni i mimochodem zerknął na stojącego w osłupieniu wilczka. Został odepchnięty.
- Nie dam rady... - Wyrzucił sobię tę rażącą prawdę, po czym zastosował - jak on to ładnie ujął - odwrót taktyczny. Pochwycił w kły kark szczeniaka i poderwał się do ucieczki.
Zamordowane bestialsko, bezbronne ofiary z rodzimego stada Wujaszka, wtedy tak nieokrzesanego i po prostu głupiego, można zaliczyć do "strat wojennych." Bestia z doliny zmasakrowała łącznie 17 szczeniąt, 6 starszych wader i 2 samce. W tym Shadoway'a, który był dla Saurona podporą.
Ocalał jednak szczeniak, feralnego dnia wydarty z objęć śmierci. Szczeniak bezimienny, bo imienia nie miał mu kto nadać, opuścił Slough Creek po upływie miesiąca.
Słuch po nim zaginął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz