'See the mirror in your eyes
see the truth behind your lies
Your lies are haunting me...'
Your lies are haunting me...'
Nawet psycholog ma czasem te dni, w których nie może się
pozbierać. Taki właśnie dzień miała Rhonwen, a pogorszał go fakt że nie
mogła odwiedzić swego przyjaciela - Lennox'a, mężczyzny który nawet w
Polsce żył po szkocku, ponieważ wyjechał na kilka tygodni do Wrocławia.
Czuła się sama... Sama jak szczeniak zostawiony na pastwę losu.
Szczeniak który nie zdążył poczuć prawdziwej miłości a już został
wyrzucony. I właśnie w ten dzień wracała do niej przeszłość. Pamiętała,
jak mówili jej, że będzie cieszyć się życiem w domu z ogrodem i ludźmi,
którzy ją kochają... Ale gdzie to wszystko było? Czy to było...
kłamstwo? Sarkazm?
'I fear who I am becoming,
I feel that I'm losing the struggle within...'
Chciało jej się płakać. Nie wiedziała już, kim naprawdę jest. Owszem,
była jednym z wielu psów w stadzie - a nawet należała to Rady Starszych -
ale czuła, że w środku jednak coś mówiło jej, że powinna znaleść dom.
Pomyślała, że spróbuje. W końcu... co mogłoby się stać? Napewno nic
złego...
'This is the end,
Hold your breath and count to ten...'
Suka sprowadziła więc stado, aby ogłosić jej wycieczkę. Gdy wszyscy nadeszli, ta zaczęła swoje przemówienie.
'Chcę wszystkim dać znać,' powiedziała z lekko niepewnym głosem, 'Że nie
będzie mnie przez jakiś czas.' Nikt nie wiedział, że Lennox wyjechał.
Rhonwen nikomu o tym nie mówiła...
'Będę u Lennox'a. Jego... jego matka umarła... i on potrzebuje trochę
wsparcia. Nie ma żadnej innej rodziny, więc tylko ja mogę coś zrobić...'
Brzmiało przekonująco. 'Obiecuję, że wrócę jak najszybciej się da.'
A co jeśli ja nie wrócę? Pomyślała. Nie myśl o tym, Rhon.
'A więc, moi kochani,' Ocknęła się wreszcie, 'Na mnie już czas. Na pewno
wrócę.' Spojrzała na Arrow'a. Łza poleciała jej z oka. Na szczęście,
nikt jej nie widział. Odwróciła się i szybko odbiegła bez słowa. W myśli
miała tylko cztery słowa. Co ty robisz, kobieto?!
'I can no longer restrain it,
My strength - it is fading,
I have to give in...'
Rhonwen nie przeszła jeszcze połowy drogi, a już była zmęczona. Miasto
naprawdę było tak daleko czy to wszystko się jej wydawało? Szła dalej
kilka kilometrów i padła. Wszystko zrobiło się czarne - aż w końcu,
przestała wszystko czuć. Wyglądała - i czuła się - jak zdechły pies.
'It's all around, getting stronger,
coming closer, into my world...'
'Kogo ja tu widzę?'
Ten głos był znajomy...
'O jej, jaki zdechlak. Ale co mnie to...'
Rhonwen otworzyła oczy i zobaczyła jak trochę straszy niż ona Border
Collie odwracał się aby iść dalej swoją drogą. Niestety, ten dziwnie
znajomy pies zauważył że się obudziła.
'A, widzę, że jednak jeszcze żyjesz... Ramono.'
To nie mogła być prawda... Czy to była... Charlotte?
Rhonwen szybko się ocknęła. 'Co ty tutaj robisz?' Spytała niepewnie. Przecież najbliższe miasto z którego mogła przyjść tu suczka było z dobre dwanaście kilometrów z tąd. Dwanaście...
Rhonwen szybko się ocknęła. 'Co ty tutaj robisz?' Spytała niepewnie. Przecież najbliższe miasto z którego mogła przyjść tu suczka było z dobre dwanaście kilometrów z tąd. Dwanaście...
Suczka Border Collie zaśmiała się. 'Powiedzmy że usłyszałam jak jakiś
zagraniczny koleś rozmawiał z kimś o jakimś Wilczarzu, którego ponoć
znalazł jako szczenię bardzo blisko naszego domu, i o pewnym stadzie...'
Rhonwen zastanawiała się już tylko nad jednym. Co ona robi na dworze sama?
'Pewnie myślisz, po co tu jestem,' Powiedziała Charlotte. 'Domyśłiłam
się kim jest ten słodki piesek i zdecydowałam pozbyć się go raz na
zawsze. Jak widać, za pierwszym razem nie udało mi się.' Na jej twarzy
pojawił się szokujący uśmiech. Rhonwen była przerażona.
'Ty nie masz już wiele sił,' Kontynuowała Charlotte, 'Najpierw więc
pozbędę się tych waszych psich serc, czy jakiegoś tam badziewia.
Najlepsze zostawię na koniec...' Pobiegła na wschód.
'[Have to save...]
To save my beloved
There is no escape
Because my faith is horror and doom...'
I co teraz? Rhonwen nie mogła przecież biec dalej szukać domu. Ktoś chciał zabić jej przyjaciół i miłość. O nie, na to nie pozwolę! Rhon powoli i bezsilnie wstała i zaczeła biec w stronę stada, za Charlotte.
Po jakimś czasie Rhonwen zaczęła tracić czucie w przednich łapach. U
Wilczarzy Irlandzkich jest to problemem i może znaczyć że pies, jeśli
nie dostanie pomocy, może umrzeć. Strach ją pożerał.
'It's time for me to face it
Can I take it?'
Can I take it?'
Rhonwen wreszcie dogoniła Charlotte - pół żywa. Pies z jej dzieciństwa
właśnie miał wchodzić na teren stada Psich Serc. Rhonwen szła za
Charlotte tak, aby ta jej nie usłyszała. Udało jej się przejść przez
mały las i dotrzeć do stada szybciej. Wszyscy byli przerażeni stanem
Wilczarza.
'Biegnie tu pies,' Rhonwen powiedziała bez życia, 'Chce nas zabić.'
'Co? Chcesz nas zabić? Co? Czemu? Co myśmy zrobili? Hę? Bić się chcesz?'
Jeden ze szczeniaków zaczął, gdy drugi lekko uderzył go łapą w głowę.
'Ona powiedziała że inny pies chce nas zabić palancie, nie ona!'
Inne psy chciały zaopiekować się Rhonwen - Lena błagała by ta się
położyła, a reszta psów zajęłaby się psem. W końcu, Rhonwen uległa i
poszła się położyć.
'Arrow, zostań z Rhonwen,' Lena powiedziała do Beagle'a. Ten poszedł za ukochaną.
'Arrow, ja muszę tam iść,' Rhonwen po chwili powiedziała.'
'Nie, Rhon. Zostań tu... Odpoczywaj. Inni się tym zajmą.'
'Arrow, ja niedługo umrę... Proszę cię, połóż się przy mnie, i zaśnij.
Następnie ja odejdę już na zawsze przy tobie.' Rhonwen powiedziała.
Arrow jej nie zrozumiał, ale zrobił co prosiła. Położył się przy niej i
zasnął. Gdy Rhonwen miała pewność że ten spał, powoli wstała i wybiegła -
skacząc prosto na Charlotte, która właśnie chciała upolować Sparky'ego.
'It was all just a lie...'
'Dosyć tego! Chciałaś się mnie kiedyś pozbyć i zrobiłaś to! Czego jeszcze chcesz?!' Rhonwen wykrzyknęła z jej małą siłą.
'Twej śmierci, Ramono!'
'Nie ma żadnej Ramony... Nigdy nie było.' Rhonwen warknęła, 'Myślałam, że mnie porzucili! A to byłaś ty...'
Obydwie walczyły aż wreszcie Charlotte przytrzymała Rhonwen przy ziemi,
dusząc ją. Na szczęście, inne psy przybiegły z pomocą i uwolniły
Rhonwen, która po chwili zniknęła.
'Long ago it came to me
And ever since that day
Infected with its rage but it ends today...'
And ever since that day
Infected with its rage but it ends today...'
Wyglądało to jak psia bitwa pod Grunwaldem. Nikt nie zauważył że Rhonwen
nigdzie nie było. Chaos panował przez jakiś czas, aż wreszcie wszyscy
usłyszeli wycie. To nie było zwykłe wycie. Brzmiało ono jak Celtycka
melodia.
Wszyscy spojrzeli w stronę głosu. Charlotte odwróciła się i zobaczyła
jak leci na nią Rhonwen. Niestety, za późno próbowała sie bronić...
Rhonwen przytrzymała ją przy ziemi.
'Odejdź z tąd, rozumiesz?!' Warknęła głośno. Charlotte trzęsła się ze strachu.
Rhonwen powoli z niej zeszła i puściła. Ta odskoczyła z bólu. 'Dobrze.
Jeden na cała stado i tak nic nie da! Ow, moje żebro...' Odwróciła się i
zaczęła kuleć w stronę zachodu, 'Niech wam tak narazie będzie. A ty,
Ramono... Z tobą to ja się kiedyś rozliczę.'
'Jezu, co to było?' Spytała Lena i spojrzała na Rhonwen. Ta przewróciła
oczami. 'Jakiś dziwny pies. Ubzdurał sobie, że mam na imię Ramona i
chciał się mnie 'pozbyć'... Dziwne, wiem.'
'A jak się czujesz? Wszystko ok? Gdzie Arrow?'
'Pewnie jeszcze śpi,' Rhonwen uśmiechnęła się, 'Słuchajcie wszyscy, ja... Chciałabym wam coś powiedzieć.'
Stado zamieniło się w słuch.
'Coś mi się wydaje, że potrzebujecie mnie w tym stadzie. Dlatego zostanę
tu... przez jakiś czes nie będę odwiedzać Lennox'a. I tak za wiele
czasu tam spędzam. Dlatego pomyślałam, że wystartuję na Bethę.
Obiecuję wam, że jeżeli dostanę tą rolę w stadzie to psów takich jak ta
intruzka na pewno nie będzie. Zapewnie wam najlepsze imprezy,
przyprowadzę nowych członków, a jako pyscholog postaram się przyjmować
więcej osób. I nie bój nic - kijem nie biję i rozdaję ciastka. Te takie
maślane z dżemem w środku! Jeśli nie dostanę tej roli... I tak będę
rozdawać ciastka, bo dobre. Więc... tyle miałam do powiedzienia.
Dziękuję za uwagę.'
Po tym wszystkim Rhonwen poszła się położyć. Teraz jedyne co musiała
zrobić to czekać aż wyzdrowieje... I zapomnieć o swej przeszłości. hakuna matata
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(Mam nadzieję, że dobrze to zrobiłam xD' Nigdy wcześniej w niczym takim
nie startowałam. A opowiadanie to jedno wielke 'kliszej' bo spać mi się
chciało. xD Aaaa, i mój polski to możecie zignorować bo to chyba nawet
nie jest polski xD)
~~~~
~Rh
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz