środa, 12 grudnia 2012

Zadanie na Gł. Dowódcę Wojowników.

Obudziłem się po nocnym przechadzaniu w lesie. Musiałem obczaić teren na który miałem się dzisiaj wybrać z Arrowe'm, Armanii'm, Izis i Chantell późnym popołudniem. Wiedziałem, że oni są dobrymi wojownikami, ale to przecież ja musiałem poprowadzić grupą. W końcu chciałem być Głównym dowódcą wojowników. To nie taka prosta sprawa jak się z początku wydaje. Tutaj chodzi głównie o walki i o przetrwanie. Nasuwa się jedno proste pytanie: Albo umiesz walczyć, albo nie. Tego dnia musieliśmy się wybrać do lasu by pokonać inną rasę, a raczej głównie lidera tej drugiej rasy. Bo takie przydzielono mi zadanie. Poza tym skoro Sathana zauważyła, że grozi nam niebezpieczeństwo to nie mogłem tego od tak sobie zostawić. W sumie to nie wiem kto to jest, nie widziałem ich ostatniej nocy. Słowo stwory nic mi nie mówi. Jako, że jestem strasznie ciekawy musiałem to zobaczyć i z tym się uporać. Wiem, tylko że jest ich dużo, więc nie mogłem pójść sam temu biorę do pomocy moim sprzymierzeńców. Ufam im wszystkim i wiem, że poradzą sobie świetnie, chociaż i tak będę musiał dać im parę wskazówek.
Przed pójściem musiałem omówić parę spraw z przyjaciółmi. Czekałem na nich jak zwykle pod moim ulubionym drzewem. Jako pierwszy przyszedł Arrow.
-Witaj Ravel, nie spóźniłem się. -Odpowiedział do mnie.
-Dobry. Chociaż jeden na czas, tamci to pewnie albo zrobili sobie popołudniową drzemkę, albo coś innego. Nienawidzę jak ktoś spóźnia się. -Powiedziałem lekko zdruzgotany.
Nagle zauważyłem idącą Izis z Armanii'm a za nimi szła Chantell. Nie chciałem już robić problemu także uniknąłem swojego gadania, które mogło przerodzić się w kłótnie. Chciałem szybko się z tym uporać, także przeszedłem od razu do rzeczy.
-Witajcie wszyscy. Dzisiaj jak wiecie idziemy w piątkę walczyć ze stworami, które stanowią nam niebezpieczeństwo. Chciałbym abyście walczyli szybko, zwinnie oraz sprawnie. W końcu jesteśmy wojownikami i wiemy jak się walczy. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie. Poprowadzę grupą, gdyż wykonuję zadanie na Głównego Dowódcę Wojowników także i chciałbym wykonać je najlepiej jak potrafię. Pamiętajcie by trzymać się razem, pomagać sobie jeśli ktoś nie da rady i walczyć do samego końca. Z tego co mi wiadomo musimy przynieść głowę lidera tamtych stworów na znak, że udało nam się ich pokonać. Pewnie będzie ich dużo, więc od razu nie rzucajmy się na ich dowódcę tylko spróbujemy pokonać jego poddanych. Jeśli zobaczymy, że zostało już mało tych stworów to wtedy możemy zacząć atakować dowódcę. Powiem wam jak on wygląda, bo sam nie wiem jak oni wyglądają. A przywódca zawsze różni się od pozostałych, tak więc wiecie. Zrozumieliście wszystko?
-Oczywiście. -Jako pierwszy odpowiedział Armanii.
-A reszta? Zrozumiała czy nie? Mogę jeszcze raz wytłumaczyć, jeśli coś nie tak. -Spojrzałem na Izis, Chantell i Arrow'a.
-Tak, zrozumieliśmy. -Odpowiedzieli wszyscy chórem.
-To świetnie. Ruszajmy w drogę, daleko w sumie nie mamy więc za jakieś piętnaście, a może dwadzieścia minut będziemy na miejscu.
I ruszyliśmy. Ja oczywiście byłem na przodzie, za mną Izis i Chantell, a Armanii i Arrow byli z tyłu. Muszę przyznać, że trochę dziwnie czułem się prowadząc grupę, ale muszę w końcu przyzwyczaić się. Pogoda była całkiem ładna, nie padało, nie wiało tylko była umiarkowana. W końcu dochodziliśmy prawie do miejsca. Słyszałem jakieś dziwne odgłosy, więc postawiłem uszy na sztorc. Reszta zrobiła to samo.
-Chodźmy zobaczyć co jest grane, kto to co i jak. Tylko zachowujcie się cicho. Zaatakujemy ich znienacka.- Powiedziałem półszeptem i zacząłem skradać się coraz bliżej istot nie szeleszcząc przy tym liśćmi.
Moja grupa zrobiła to samo. Znaleźliśmy się za dużym dębem i krzakami zasłaniającymi nas, także nie było nas widać i słychać. Wtem odezwał się Armanii.
-Nieprzyjemny zapach czuję. -Zmarszczył nos krzywiąc się zarazem.
Chciało mi się śmiać, ale nie mogłem, bo wtedy nasz plan nie powiósłby się, więc ugryzłem się w język, by nie wybuchnąć śmiechem. Faktycznie zapach był odrażający, ale w końcu to inne potwory, nie psy, nie wilki i nie lisy. To było coś podobnego do.. nie wiem jak to nazwać. Postacie były czarne, a ich przywódca biały, więc łatwo było go rozpoznać. Mieli puchatą sierść i bardzo duże kły oraz pazury. Nie byli za wysocy i za niscy, średniego wzrostu.
-Czyli zwycięstwo nasze- Powiedziałem.
Widać było, że urządzili sobie popołudniowy obiad, bo ognisko było rozpalone i coś było pieczone, chyba jakieś zwierzę, które przypominało świnię. Temu tak cuchnęło.
-No to czas ruszać. Wyskakujemy z krzaków i robimy co do nas należy. Arrow i Chantell na prawo idą, a ja Armanii i Izis na lewo. Wpierw atakujemy czarne stwory. Po naszej stronie jest więcej, więc więcej nas jest, jeśli je pokonamy to rzucamy się na przywódcę. Podejrzewam, że my zaatakujemy go pierwsi, gdyż szybciej zdołamy zabić tamtych, ale Arrowie i Chantell też do nas dołączcie. Zrozumiano? -Wytłumaczyłem im mój plan i powoli przygotowywałem się do wyskoku zza krzaków.
-Jasne.- Odpowiedziała Chantell.
W końcu zacznie się prawdziwa wojna. Wyskoczyłem jako pierwszy a za mną Armanii i Izis. Stwory wpadły w szał, a ich przywódca chyba najwyraźniej urządził sobie drzemkę. Usłyszawszy nasze kroki i warczenie szybko obudził się i wziął jakieś narzędzie przypominające łuk i zaczął strzelać w Armanieg'o. Ojciec nie dawał za wygraną. Rzuciliśmy się na biegające czarne stwory, a te na nas. Miały strasznie długie pazury także bałem się, że coś nam zrobią, ale plusem było to, że łatwo się łamały. Także nie miały innej obrony. Chantell i Arrow też nieźle sobie dawali radę. Zabili już trzy stwory, a ich może jest z dziesięć oraz dowódca. Ja z Armanii'm i Izis zabiliśmy już pięciu. Zostało jeszcze dwóch.
-Dobra rzucamy się na białego. -Wskazałem łapą po czym rzuciłem  się z łapami na przywódcę. Wyrwałem mu z łap łuk i rzuciłem nim w tył. Izis ten łuk połamała i również zaatakowała jego wgryzając się mu w szyję. Musieliśmy w końcu przynieść głowę stwora na znak, że wygraliśmy. Chapnąłem zębami z drugiej strony powoli przegryzając kark. Armanii rozszarpywał go z tyłu. Arrow i Chantell zabili już ostatniego z czarnych i dołączyli do nas.
-Głowa, pamiętajcie głowa.- Powiedziałem oblizując się z krwi.
Każdy z nas miał cały pysk umazany we krwi, ale cóż się dziwić, skoro się walczy? W końcu biały padł na ziemię. Wygraliśmy. Teraz została tylko głowa. Arrow i Chantell odeszli nieco dalej szukać wielkiego patyka by nadziać głowę. Izis i Armanii odsunęli się bym mógł ostatni raz oderwać głowę.
-I jest! Wygraliśmy. To była ciężka walka. Macie patyk? -Skierowałem wzrok na Arrow'a i Chantell.
-Tak już niesiemy. -Powiedziała Chantell niosąc z Arrowem wielki patyk.
-Świetnie się spisaliście. Dziękuję wam. Możemy już iść. -Uśmiechnąłem się szeroko wyszczerzając się zarazem.
Nadzialiśmy oderwaną głowę na kij i ruszyliśmy zadowoleni i dumni z siebie na polanę.

---
Mam nadzieję, że zadanie na Głównego Dowódcę Wojowników zostanie zaliczone i przypieszecie mi tą rangę. Naprawdę starałem się c:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz