niedziela, 24 marca 2013

Opowiadanie na Delte.

   Nirvena przez całą noc nie mogła spać, dręczyło ją jedno i to samo pytanie: Dlaczego wzięła na siebie taką dużą odpowiedzialność starając się o miejsce w hierarchii Władzy jako samica Delta? Nadszedł poranek, ona dalej nie znała odpowiedzi na nurtujące ją pytanie. Postanowiła się przejść, przejść się gdzieś daleko, gdzie będzie miała spokój i czas do myślenia. Miała zamiar nieco odpocząć od licznego towarzystwa.

     Wybrała się na wschód, na najbliższe miejsce granicy Stada Psich Serc. Kiedy odeszła już jakieś 2-3 kilometry od stada ogarnął ją lekki niepokój, nie znała tutaj nikogo, a w krzakach mogą ukrywać się przeróżne niebezpieczne stworzenia. Przed przejściem przez rzeke zawahała się. Nirveno? Co się dzieje? Przecież podobną rzeke przechodzisz zawsze idąc z jaskini na polane. Czegóż się bać? Jednak instynkt nie pozwalał przejść przez wodę, suczka wzięła to jako koniec swojej wyprawy na tereny nieznane, za tereny SPS. Położyła się przed taflą wolno płynącej cieczy, spojrzała w swoje odbicie, które było lekko zdeformowane przez ruch wody. Po kilku sekundach w odbiciu zobaczyła obok siebie swoją matkę, którą ledwo pamięta, bo znała ją tylko ok 5-6 miesięcy od narodzin. Jednak po tak długiej przerwie bo jakieś 2,5 lat poznała ją od razu, starsza już samica uśmiechnęła się so Nirv.

-Nirveno... Masz jakiś problem? Widzę po Twoich oczach, że nurtuję Cię jakieś ważne pytanie...

   Przemówiła delikatnym głosem, Nirv została dobrze wychowana dlatego nie chciała odpowiadać do marnego odbicia w tafli wody. Odwróciła się tam gdzie powinna stać suczka jednak nikogo tam nie zastała, odbicie było złudzeniem?

Najwidoczniej...

Może to i było tylko złudzenie ale zatęskniła za matką, za rodziną, za szczenięcymi, pięknymi latami...

    Na gałązi pochodzącej z drzewa rosnącego tuż przy brzegu rzeki siedziała duża, biała sowa. Spojrzała na białą jak bezrozumny ptak na inteligentnego psa. Suczka wiedziała, że już nie zobaczy matki, spóściła łeb, a z jej policzka poleciała gorzka łza tęsknoty. Nagle sowa lekko usmiechnęła się do suczki i powiedziała głosem starszego psa, którego dopiero widziała w tafli wody.

-Morttifiero de Vestro...
-Nie wymawiaj tego imienia! Ono już dla mnie nie istnieje!
Krzyknęła zdenerwowana, młoda suczka nie chciała by złe wspomnienia powróciły do niej, to jak ją traktowano, to kim była...
-...Vestroyo.-Sowa dokończyła już prawie szeptem, wtedy z oka suczki poleciały następne łzy.
-Czemu tu jesteś? Co tu robisz? Kim ty w ogóle jesteś?-wyduszając słowa nawet nie spojrzała na ptaka, dobrze znała odpowiedzi na zadane przez nią samą pytania.
- Przecież wiesz... Nie chcę się narzucać ale widze, że potrzebujesz pomocy, służę. Opowiedz wszystko... -Uśmiechnęła się ciepło.
Nirv zawahała się przez chwilę, co jeśli to jest oszustwo? To nie są tereny stada więc tutaj moze zdarzyć się wszystko, ale skąd obca osoba mogłaby znać jej dawne, prawdziwe imię? To odsunęło od niej wszelkie wątpliwości. Uniosła łeb i lekko uniosła kąciki warg w niepełny uśmiech.
-Należę do stada, kochającego stada i zglosiłam się do wyborów na Delte i chciałabym wiedzieć czy słusznie postąpiłam...- mruknęła jakby nieco zawiedziona swoją postawą. Sowa przybrała poważną minę.
-Wiesz jaki to obowiązek? Nie jesteś już szczenięciem i wierze, że dasz sobie radę w każdej sytuacji lecz nie jestem pewna czy jesteś tego świadoma...
Biała zamyśliła się przez chwilę spuszczając z niej wzrok.
-... przejdźmy się. -Kiwnęła swoją ptasią główką w strone suczki i usiadła na jej grzbiecie. Nirvena lekko wzdrygnęła kiedy na ciele nie poczuła ciężaru ptaka lecz zaraz ta myśl umknęła z jej głowy. Ruszyła w drogę powrotną, w stronę terenu należącego do stada. Nirvena zaczęła opowiadać.
-A więc zgłosiłam się do wyborów, wtedy miałam tę odwage, teraz nie wiem czy wogóle uda mi się przejść... Mam kilka pomysłów, na przykład więcej zabaw, wypraw, konkursów.. -Zaśmiała się -Oczywiście najlepsze pomysły przychodzą niespodziewanie dlatego nie wiem co wymyśle jutro, co za tydzień, co za miesiąc dlatego nie będe o tym teraz opowiadać... -Sowa kiwnęła główką.
-Może masz jakiś cel? W końcu nie wszyscy przychodzą i zapisują się do stada aby się nie nudziło... -Suczka zamyśliła się przez chwilę, cel? Nigdy tak o tym nie myślała.
-Należąc do rodziny nie mam jednego celu, wątpie abym ja go miała, może to, aby wszyscy byli szczęśliwi?
Nirvena stanęła pod drzewem wiśniowym, na jego gałązkach jeszcze trzymały się zeschnięte, różowe kwiatki, które powinny już dawno spaść i dołączyć do organicznych składników gleby, by pod śniegiem się rozłożyć.
Suczka spojrzała w góre, by obserwować ciemno-różowe, suche kwiatki. Nie minęła sekunda, dwie, a Sowa usiadła na gałęziu owego drzewa. Roślina miała szeroko rozłożone gałęzie, mocno zdartą korę i miejscami połamane wystające korzenie.
Chłodny, łagodny wiatr w końcu strącił kwiatki z gałązek, suczka spojrzała jak poruszane delikatnie przez wiatr szybują nad całą okolicą, słońce przedarło się przez grube chmury, a śnieg zaczął powoli topnieć.
-Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? Że podołasz temu zadaniu? -Sowa nieco posmutniała, westchnęła ciężko jakby chciała w końcu wydusić z siebie długo ukrywane słowa.
-Jestem pewna, jestem tak zdeterminowana, że mogłabym teraz nawet powiększać tereny stada ale wiemy, że to narazie niemożliwe.-Gdy Nirv zobaczyła reakcje ptaka spojrzała na niego zaciekawiona, uśmiech od razu znikł jej z pyszczka.
-Nirvena, jest coś co powinnaś wiedzieć już od dawna... -Suczka przerwała jej.
-O czym wiedzieć? -Zrobiła nieco przerażone oczyska uciszając się.
-... w okolicy widziałam Twojego brata. -Mruknęła po czym spóściła głowę.
- Mam brata... Mam brata? Tutaj?! -Ucieszyła się, nigdy nie miała większych kontaktów z rodzeństwem, a raczej wcale nie miała kontaktów z nimi.
-Masz ale... -Sowa nie dokończyła, gdy suczka pędem ruszyła przed siebie, biegła długo coraz bardziej oddalając się od stada, nie myślała o sowie, o nieznanych terenach, miała mętlik w głowie. Po długim biegu zorientowała się, ze jak głupia pobiegła szukać brata nawet nie wiedząc gdzie teraz przebywa. Westchnęła zła na siebie, usiadła pod najbliższym drzewem i przez chwile obserwowała patyka leżącego przed nią, był połamany i suchy, lecz jedna rzecz przyciągnęła jej uwagę. Malutki, zielony listek mocny trzymał się gałązki, było to trochę dziwne, ale od razu jakby coś w niej błysnęło, płomyk nadzieji. Wstała i zaczęła się rozglądać. Stado znajdowało się na zachód, kilka podmuchów wiatru i już mogła się mniejwięcej zorientować w którą strone dojść do domu. Przez minute stała wpatrzona w jeden punkt na drzewie oddalonym od niej o kilka metrów, poruszyła uszyma i szybkim krokiem maszerowała w strone cichego dźwięku jaki wcześniej usłyszała.

Nie minęły 4-5 minut a sunia już siedziała w kraku obserwując śpiącą parę przy wejściu do jaskini, był to biały pies i kremowa suczka. Nirvena od razu poczuła znajomość jej i samca. Uniosła łeb nad gałęzie krzaków nieco przy tym szeleszcząc. Pies od razu otworzył ślepia, widząc białą suczkę a przynajmniej jej łeb przez chwilę z poważną miną patrzył na nią, pogrążył się w namyśle jednak nie budził partnerki. Kiedy na pyszku Nirv zagościł ciepły uśmiech ten od razu sobie coś przypomniał, skinął lekko łbem, jego wargi uniosły się lekko w postaci uśmieszka. Nirvena od razu by się na niego rzuciła witając duszącym uściskiem. Powstrzymał ją fakt, iż obok śpi jego ukochana, nie chciała psuć tej chwili więc powoli sie wycofała. Znała prawdę, ma brata, jest on szczęśliwy i zdrowy, nic więcej jej nie trzeba.

Po godzinnej wędrówce w końcu dotarła na tereny stada. Nikt nie wiedział o jej podróży dlatego wszyscy ją przywitali ciesząc się, że wróciła cała i zdrowa. Daredevil podbiegł do niej i przytulił nieco zdenerwowany, że tak poszła bez słowa a jednocześnie szczęśliwy, że nic się jej nie stało. Nirvena zaczęła przemawiać do zebranych.
-Dzisiejszego dnia przeszłam granice stada. -Tutaj po niektórych minach można było dostrzec lekki strach, u niektórych mały podziw, kontynuowała wypowiedź.
-Jak na pewno wiecie startuje w wyborach na Delte. Mam nikłe szanse. -Zaśmiała się.- Postaram się aby w stadzie panowała miła atmosfera, więcej wypraw, zabaw, imprez, konkursów jak najbardziej wskazane. -Uśmiechnęła się do zebranych.-Nie powinnam mówić szczegółów, w końcu chyba nie tylko ja lubie niespodzianki. Jestem miłą i przyjazną suczką, zawsze chętnie pomagam innym i można na mnie polegać. Jeśli chodzi o sprawiedliwość, żetelność i sumienność to te cechy dobrze mnie opisują. Co ja będę ględzić o sobie, myślę, że większość wie jaka jestem. Mam nadzieję, że może uda mi się choć w pewnym stopniu zebrać kilka głosów. -Ciepłym uśmiechem zakończyła swój monolog, kiwnęła lekko łbem do zebranych i poszła przed siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz