niedziela, 24 marca 2013

Dom jest tam gdzie serce Twoje. cz.2

    Gdy otworzyłam oczy ze ździwieniem stwierdziłam, że mam przed sobą szóstkę, wyszczerzonych do mnie pociesznie, wilcząt. Uniosłam się do siadu.
- Dzień Dobry ! - Odezwały się chórem. Zamrugałam kilkakrotnie. Nagle rozległo się wołanie. Szczenięta odwróciły się w stronę wejścia.
- O nie ! Idzie ! - Spojrzały na mnie błagalnie. Na przód wysunął się ciemnorudy wilczek. - Schowa nas pani ? - Zapytał. Patrzył na mnie takim wzrokiem, że nie mogłam odmówić.
- Tu... - Wskazałam zagłębienie w grocie. Cała szóstka idealnie się tam zmieściła. Zasłoniłam je kocem. W tej chwili do jaskini weszła rosła, czarnobiała wilczyca. Podejrzliwym wzrokiem mi się przyglądała.
- Dzień Dobry. Nie widziałaś może szóstki rozbrykanych szczeniąt ? - Zapytała nadal mi się przyglądając. Uśiechnęłam się.
- Nie, nie widziałam. - Skłamałam, ale nie chciałam psuć młodym zabawy. Wilczyca obserwowała mnie, jakby domyślała się prawdy. Ja jednak nadal się uśmiechałam. Czarnobiała westchnęła i pokręciła łbem.
- No tudno, a czy my się przypadkiem nie znamy ? - Lustrowała mnie tymi swoimi bystrymi ślepiami.
- Ah ! No tak... - Nie dokończyła, gdyż skoczyłam na nią z głośnym okrzykiem ,Ashira!'
- Revenges ! - Przytuliła mnie, ucieszona. Zlazłam z niej i uiadłam obok. - Jak ? - Zapytała, a jak się uśmiechnęłam.
- Później. Na razie chcę się zobaczyć z resztą watahy. - Podeszłam do miejsca, gdzie schowałam szczeniaki. Zdjęłam koc, a cała szóstka z głośnym śmiechem skoczyła na Ashire.
- No już, już... Złaźcie ze mnie. - Broniła się wilczyca. Wilczęta zlazły z niej i wybiegły z jaskini. Zaczęłam się śmiać. Ashira posłała mi groźne spojrzenie, jednak po chwili sama się roześmiała.
- Dobrze, chodźmy do watahy. - Rzekła.
    Gdy dotarłyśmy na Główną Polanę wszystkie spojrzenia były skupione na mnie.
- Revenges wróciła... Księżniczka... Szczeniaki mówiły prawdę... - Rozległy się szepty, które w szybkim tempie zamieniły się w okrzyki radości. Cieszyłam się z każdego znajomego pyska, jednak moje oczy szukały dawnego przyjaciela.
    Nale za mną rozległ się znajomy głos.
- Revenges... - Usłyszałam. Odwróciłam się. W moją stronę zbliżał się czany niczym smoła, rosły basior. Wszyscy ustępowali mu z drogi, patrząc na niego z przerażeniem. Miał obnażone kły i powarkiwał cicho.
- Riddley... - Szepnęłam. On warknął głośniej. Przestraszona zaczęłam ucikać, a on zaczął mnie gonić. Był szybszy. Skoczył na mnie i zaczeliśmy koziołkować. Wylądował na mnie. Stoczył się na ziemie, lecz zamiast złowrogiego warkotu usłyszałam śmiech. Spojrzłam na niego z niedowierzaniem. Zamachnęłam się, jednak zatrzymał moją łapę nim zdążyłam, chociaż nabrać siły.
- Uważaj. - Spojrzał na mnie lodem swych ślepi z figlarnym błyskiem.
- Przestraszyłeś mnie !- Wrzasnęłam na niego. Wyrwałam łapę i zaczęłam kierować się w stronę watahy. Zagrodził mi drogę.
- Hej, spokojnie. - Podszedł bliżej i zrobił te swoje oczy niewiniątka. Uległam i go przytuliłam.
- Witaj w domu. - Szepnął i liznął mnie przyjaźnie po pysku. Spuściłam łeb.
- Jestem tylko na dzień, może dwa. - Przyznałam.
- Tak krótko ? - ździwił się.
- Muszę wracać do stada. - Spojrzałam na niego błagalnie. - Proszę, nie kłóćmy się. - Widziałam jak walczy sam ze sobą. W końcu wygrała rozsądek.
- Chodź. - Rozkazał, a ja posłusznie podążyłam za nim. - Pamiętasz Świątynię Dumania ? - Zapytał.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nadal nikt o niej nie wie ? - W moich oczach było ciągle niedowierzanie.
- No... Niezupełnie. - Przyznał.
- Komu powiedziałś ? - Zatrzymałam się. Odwrócił się z szerokim wyszczerzem.
- Spokojnie. Tylko jedna osoba mogła się o niej dowiedzieć. - Podbiegłam do niego.
- Angel ? - Zapytała. Nim odpowiedział, usłyszałam wysoki sopran białej wilczycy.
- Zagadka kogo Ty znowu przyprowadzasz ? Jak możesz do kryjówki Revenges przyprowadzać jakąś obcą... - Nie dane było jej dokończyć, gdyż basior zatkał jej pysk.
- Angel, prosiłem żebyś mnie tak nie nazywała. - Zirytował się.
- Ale czemu ? Przecież tak masz na imię. - Stwierdziła Biała.
- To równie dobrze ja mogę mówić na Ciebie Anioł, a na Revenges, Zemsta.
- Tylko, że jest mały szkopuł. Revenges tu nie ma. - Szturchnęłam Riddley'a w bok. Spojrzał na mnie ździwiony. Posłałam mu jedno z tych spojrzeń, które mówiły ,Daj spokój'.
- Angel ? - Podeszłam do wilczycy.
- Czego ? - Spojrzała na mnie groźnie. - O Boże ! Revenges ! - Skoczyła na mnie i zaczęła dusić ze szczęścia.
- Angel, Angel puść... - Zagadka próbował nas rozdzielić. Wilczyca w końcu puściła mój kark, dając mi odetchnąć.
- Ta... Ja też się cieszę. - Wysapałam, łapczywie łapiąc powietrze. Zagadka pomógł mi dojść do wejścia jaskini.
- Przepraszam. - Szepnęła Angel. Obdarzyłam ją ciepłym uśmiechem. Riddley zerknął na nią porozumiewawczo.
- Angel, Ashira chciała, żebyś pomogła poszukać wilcząt. - Biała pokręciła łbem z dezaprobatą.
- Znowu. - Mruknęła i pognała w las, zostawiając mnie na pastwę Czarnego Wilka.
___________________________________________________________
Ps. -> I teraz się domyślajta co było dalej. Następna część ukaże się rzecz jasna, ale nie za szybko, bo historię piszę w biegu. A to na lekcji, a to jak jestem na chacie. Życzę miłego czytania.
Podpowiem, że w następnej części opiszę Świątynię Dumania. Może wyjaśni się sprawa imion poszczególnych osób :p
Kochająca Was Viv xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz