czwartek, 16 sierpnia 2012

Zwyczajny poranek

Wstałam całkiem wcześnie. Powodem mego przebudzenia były promienie słońca niemiłosiernie prażące moje futro. Aczkolwiek ucieszyłam się widząc słońce na niebie, jako, że przez ostatnie kilka dni nie opuszczała nas deszczowa pogoda. Po przebudzeniu, które trwało u mnie całkiem sporo czasu, uniosłam się z ziemi, otrzepałam się i jeszcze nieco zaspanym krokiem ruszyłam przed siebie. Postanowiłam przejść się nad jezioro. W moim pysku było sucho, więc nie miałam wyjścia. Idąc nad jezioro usłyszałam ciche, wesołe popiskiwanie szczeniaka. Po chwili podeszła do mnie Ujka, kręcąc ogonem, a na jej małym pyszczku widniał wielki uśmiech.
- Cześć mamo! - wykrzyczała Ujka wyraźnie szczęśliwa ze słonecznej pogody.
- Witaj mała. Co porabiasz?
- Bawię się z Mikey'm w berka. Wygrałam już pięć razy!
- Rozumiem- na moim pysku pojawił się uśmiech
W tej chwili podbiegł do nas Mikey. Był nie mniej ucieszony niż Ujka.
- Dzień dobry pani!
- Hej Mikey. I nie mów mi pani. Po prostu Luffiera.
Mikey skinął łebkiem ze zrozumieniem. Zamieniłam ze szczeniakami jeszcze kilka słów i po chwili znów wróciły do beztroskiej zabawy. Wreszcie poszłam się napić. Woda była przemiła i za każdym zanurzeniem języka, jakby słodsza. Kiedy ugasiłam pragnienie udałam się powoli na polanę. Zbliżając się do swojej skały zauważyłam Halloween siedzącą w trawie i czochrającą się po łbie. Podeszłam do niej i przywitałyśmy się wielkim tulem. Rozmawiałyśmy na swoje tematy i obie co chwila śmiałyśmy się jak głupie.
- To może pójdziemy się napić? Zaschło mi w pysku od tego śmiechu. - zaproponowała Halloween.
- No dobra, chodźmy! - powiedziałam z uśmiechem i wstałam z miejsca.
Hall zaczęła mnie doganiać i w końcu obie trafiłyśmy nad jezioro. Słońce nie ustępowało, rzucając promienie prosto w nasze oczy. Wielkie oczy Hall błyszczały od słońca, a ja widziałam już na zielono. Przy brzegu jeziora jakiś pies spokojnie chłeptał wodę. Przyjrzałam się zarysowi psa i bez zastanowień, stwierdziłam, że to był Usher.
- Chodź, zrobimy Ush'owi mały żart - szepnęłam do wilczycy i obie ruszyłyśmy na Usher'a.
Po chwili wszyscy troje wylądowaliśmy w jeziorze, co było nawet przydatne, ponieważ wszyscy się ochłodziliśmy.
I tak minął mój poranek.
------------------------------
W opowiadaniu udział wzięli:
- Luffiera
- Ujka
- Mikey
- Halloween
-Usher

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz